28 grudnia 2009

WIADOMOŚĆ

Dla tych wszystkich, którzy znają historię  pojawienia się naszej wspólnoty w Jerozolimie.
Od dzisiejszego dnia, o. Kazimierz Frankiewicz z grupą wolontariuszek, rozpoczął Adorację Najśw. Sakramentu w Kościele Melchickim w Jerozolimie ( http://pl.wikipedia.org/wiki/Kościół_melchicki ). Jakiś czas temu rozpoczęli tam Adorację w nocy, natomiast od dziś także dzienną. Tym samym nie biorą już aktywnego udziału w Adoracji, którą rozpoczęli kilka lat temu w naszym Kościele Ormian Katolików.
Przy objęciu turnusów Adoracji w naszym Kościele, tylko w ciągu dnia, bowiem nie ma możliwości Adoracji nocnej, pozostałyśmy jedynie my, siostry. Do tego, 2 stycznia, wraca do Indii s. Nirmala, zostajemy więc z s. M. Cecylią same około miesiąca. W lutym ma przyjechać do nas siostra, która będzie kontynuowała studia na Studium Biblicum Franciscanum. W styczniu mają przyjechać do nas siostry radne aby przeprowadzić weryfikację naszej obecności w Jerozolimie.
Stąd bardzo prosimy o modlitwę w intencji naszej wspólnoty i kontynuacji dzieła Adoracji w intencji pokoju w Ziemi Świętej, aby znalazły się osoby, które nas wspomogą zobowiązując się do objęcia konkretnych turnusów adoracyjnych. Bo osób przychodzących na modlitwę jest wiele, ale potrzeba aby była zapewniona obecność stała przed Najśw. Sakramentem.

DZIĘKUJĘ CAŁYM SERCEM TYM, KTÓRZY JUŻ NAM POMAGAJĄ!!!

26 grudnia 2009

Drugi dzień świętowania

Też bardzo miły dzień. Może powinnam to pominąć, ale napiszę chociażby dla zobrazowania życia w naszej wspólnocie i dużego zróżnicowania mentalnościowego. Po prostu dziś rano obudziła mnie pralka. No właśnie. Może to jest jakieś moje przewrażliwienie, ale ja nie wyobrażam sobie robienia dziś prania. No ale niektórzy mają na to inne spojrzenie.
Rano Msza święta, adoracja, a na obiadek do Sióstr Elżbietanek  w Nowym Domu Polskim. (http://www.elzbietankijerozolima.republika.pl/home.html). Bardzo dobry obiadek z czerwonym barszczykiem na czele.Po obiedzie w doborowym towarzystwie udaliśmy się na Górę Oliwną, żeby złożyć życzenia s. Szczepanie, przełożonej wspólnoty SS. Elżbietanek. Jakie pyszne ciasto było! (ja znów o jedzeniu). Bardzo  miłe i dobre siostry. I piękny widok na Jerozolimę od strony domu sióstr:


Ale już wcześniej skorzystaliśmy z tego, że po drodze mijaliśmy Kościół OO. Dominikanów po wezwaniem Św. Szczepana i wstąpiliśmy na krótką modlitwę.

Natomiast w drodze powrotnej zaszliśmy na nabożeństwo w grocie Św. Szczepana.


I tak zakończył się kolejny dzień świętowania.

I pomyśleć, że jeszcze rok temu oglądałam zdjęcia s. Judyty z Wigilii w Nowym Domu Polskim, a teraz jestem tu.
Pan jest naprawdę o wiele hojniejszy niż się spodziewamy.

I dostałam karpia od sióstr jeszcze do domu.
To jest dobroć niesamowita, której tak naprawdę doświadczam tu w Jerozolimie od wielu osób.

25 grudnia 2009

Dla tych co pytali co robiłam w Wigilię...


Wybrałyśmy się z s. Judyta już ok. 14.00 w drogę do Betlejem. Po około 4o min. byłyśmy na miejscu. Weszłyśmy w jakaś ulicę idąc po prostu - prosto, i zaszłyśmy na plac przed Bazyliką Narodzenia. To co mnie uderzyło na początku, to ogromna ilość ludzi, turystów, ale i arabów przede wszystkim. To tak jakby w Betlejem istniała tylko nasza dzielnica, czyli muzułmańska. No i raczej tak jest, bo Żydów tam się nie spotka przecież. Ktoś wspominał, że w Betlejem o wiele bardziej odczuwa się klimat Świąteczny. I faktycznie. W Jerozolimie można jedynie spotkać kilka sklepów z dekoracjami świątecznymi, natomiast całe Betlejem jest przyozdobione czym się da. Najbardziej to widać jak już jest ciemno.
Poszłyśmy najpierw na dobra kawę do Casa Nova, a później do Kościoła Św. Katarzyny gdzie uczestniczyłyśmy w procesji do Groty Narodzenia. Niestety, ze względu na obłędną ilość ludzi i na mój brak sympatii do tłumów, nie zrobiłam wszystkiego żeby sfotografować sławną gwiazdę z miejsca narodzenia Jezusa. Pomyślałam, że tam trzeba po prostu wrócić na spokojnie... Po procesji udało nam się wybrać na Pole Pasterzy (http://www.swanna.pl/prw/ziemia_sw/pole_pasterzy/pole_pasterzy.html) .Piękny spacer, też co prawda dość szybki, ale zobaczyliśmy, czy nawet sami doświadczyliśmy poniekąd, jaką drogę przebyli pasterze po spotkaniu z Aniołem, biegnąc do Jezusa Nowonarodzonego.
Na mnie wrażenie robili żołnierze rozsiani wokół Bazyliki Narodzenia. No, ale miało się pojawić wiele osobistości, takich jak np. prezydent autonomii Mahmud Abbas.
Po powrocie znów zaszyłyśmy sie w Casa Nova na oczekiwanie czasu, kiedy będą już wpuszczać do Kościoła na Pasterkę.
Może tak dla tych, co nie wiedzą, napiszę, że aby wejść na Mszę o północy, trzeba mieć bilet (pojawiła się tu fotka kilka postów wcześniej).
Mieli wpuszczać od g. 22.00, ale udało nam się podejść wcześniej i przepuszczono nas (szczegóły zostawiam dla siebie ;). A jak się okazało wcale nie byliśmy pierwsi, bo wewnątrz już wszystkie miejsca siedzące były zajęte. Stanęłyśmy sobie w nawie bocznej ale z doskonałym widokiem na ołtarz. No i najpierw były jakieś modlitwy w różnych językach, potem godzina czytań już z Patriarchą, a potem Pasterka. I tak...na staniu upłynął czas do Pasterki. Odprawiona w jęz. łacińskim, życzenia od Patriarchy na wstępie kazania w różnych językach, a samo kazanie po arabsku. Na koniec wyłożyli na ołtarz takie duże Dzieciątko....


Po Pasterce namarzłyśmy się już trochę. Wzięłyśmy taksówkę do punktu kontroli, a od punktu kontroli znów "szerucikiem" do Jerozolimy i....wcale nie do domu, chociaż było już po g. 3.00 rano. No cóż ja na to poradzę, że mam słabość do tradycji polskich, zwłaszcza tych związanych z jedzeniem (mam to chyba po Tacie, co?). I zamiast w drodze do łóżka ugryźć jeszcze kawałek pity to ja potowarzyszyłam s. Judycie do Nowego Domu Polskiego, gdzie czekała na wszystkich wracających jedna siostra i dostałam pysznego wigilijnego karpia smażonego!!! Aj, jaki dobry. Poprawiłam jeszcze pyszną kapustą. No i nie obyło się bez deseru, więc spałaszowałam trochę makówek. Nie są to kluski z makiem, do których tak bardzo jestem przyzwyczajona, ale zawsze to mak!
No i potem to już do domu, bo dochodziła g. 4.00.
Spałam do.....ajajajaj, aż wstyd przyznać, ale do 11.11.Obudził mnie śpiew z naszego kościoła, bo jest akurat przed moim oknem, jakieś 10 metrów. A mamy takiego pana organistę ormiańskiego, że ho,ho, a jego żona jeszcze lepsza. Jak to mówią: maja płuca jak miechy. Ale są bardzo sympatyczni i tylko oni prowadzą śpiew u nas podczas Mszy Ormiańskiej.
Ten pierwszy dzień zakończył się bardzo miłą kolacją u nas w domu, na którą między innymi zaprosiłyśmy s. Judytę.
Było miło, smacznie i "gloria i gioia" ;)


Moja ulubiona piosenka Bożonarodzeniowa...

http://pl.wikipedia.org/wiki/The_Little_Drummer_Boy

Boże Narodzenie

22 grudnia 2009

Działania przedświąteczne cd.


W której diecezji sam Biskup robi Żłóbek?

Ale na naszej pięknej, dużej i  przede wszystkim prawdziwej choince, gwiazdę zawiesił nikt inny jak tylko o.Antoni - stwierdzam, że to zaszczyt, że franciszkanin brał u nas udział w tworzeniu Żłóbka. To dzięki niemu ta choinka trafiła do naszego Kościoła.
Ale nasz Egzarcha okazał się utalentowanym wszechstronnie człowiekiem i naprawił nawet organy w przerwie pracy nad Szopką.

Działania przedświąteczne

Pomimo nastrojów skrajnie różnych w Jerozolimie i wokół nas (!) postaraliśmy się o zadbanie o nastrój i wystrój świąteczny. Najpierw w naszej bibliotece małe i skromne co nieco, ale Święta Rodzina z drzewa oliwnego.

Natomiast Ojcu A. nie wystarczyło tych kilka gałązek, i proszę zobaczyć o co się postarał!



Najfajniej było jak stanął za cofającym samochodem i pani, która kierowała tą, która siedziała za kierownicą, wykrzyknęła:


זהירות זה לא עצים זה אנשים
No wiec konkursik: co wykrzyknęła pani?

17 grudnia 2009

Nowy Rok - 1431...muzułmański oczywiście

Ale to od jutra. Dziś mają jeszcze 1430.
Mahomet (po arabsku Muhammad), prorok i twórca islamu, żył w latach 570-632. Urodził się w Mekce i zajmował handlem do czasu, gdy zaczął twierdzić, że podczas kontemplacji doznał wizji i zaczął głosić zasady nowej religii. Przeciwnicy zmusili go jednak do ucieczki z Mekki do Medyny. Data tej ucieczki, zwanej hidżrą, przypadająca na 622 r. ery chrześcijańskiej, przyjęta została potem za pierwszy rok ery muzułmańskiej. Począwszy od niej liczone są kolejne lata islamskiego kalendarza księżycowego.


 Ale muzułmanie nie obchodzą Nowego roku tak jak my obchodzimy Sylwestra, na zabawie, ale na modlitwie o pomyślny rok.

16 grudnia 2009

Chanuka na ulpanie

    Czyli przerwa w lekcji na zapalenie chanukii i zaśpiewanie piosenki chanukowej a potem...zjedzenie pysznych pączków ;)

סופגנייה


חנוכייה

11 grudnia 2009

CHANUKA "...by moje serce nie milknąc psalm Tobie śpiewało" Ps. 30

חנוכה

Modlitwa chanukowa:
    "Dziękujemy Ci za cuda i zbawienie, które przyniosłeś ojcom naszym w owych pamiętnych dniach. Było to za dni arcykapłana Matattiasza, syna Jochanana, z rodu Chasmoneuszów i jego synów. Powstało niegodziwe królestwo greckie przeciwko narodowi Twemu, Izraelowi, i zmuszało ich, by poniechali nauki Twojej i przekroczyli przykazania Twoje. Ty zaś w Swoim miłosierdziu wielkim stanąłeś po ich stronie w niedoli, walczyłeś w ich obronie i oddałeś silnych w ręce słabych, licznych w ręce garstki, niegodziwych w ręce sprawiedliwych. Imię Twoje stało się wielkie na całym świecie a ludowi Swemu, Izraelowi, przyniosłeś zbawienie. Wtedy przybyli synowie Twoi do świątyni, oczyścili ją i zapalili świecznik w Przybytku Twoim Świętym. Na pamiątkę tego cudu ustanowili osiem dni Chanuki, by chwalić i wielbić Wielkie Imię Twoje."



Pamiętam, że obchody tego święta stały się znane w Warszawie już od jakiegoś czasu, bo obchodzone bardzo uroczyście. Nie wiem jak w innych miastach, ale tam miałam możliwość usłyszenia o tym święcie więcej.

Zaczęło się własnie dziś.
No i nie omieszkałyśmy wybrać się w jedno z najważniejszych dla Żydów miejsc w Jerozolimie, czyli pod Mur Zachodni, Kotel. Z nadzieją uwiecznienia Chanukiji (http://pl.wikipedia.org/wiki/Chanukija) pod Murem zabrałam aparat fotograficzny. I co? Nie tylko spotkałyśmy chasyda, którego córka wypinała nam język (nic nowego) ale natrafiłam na ogłoszenie, żeby nie palić, nie rozmawiać przez telefon, nie...używać aparatów fotograficznych, itd. podczas Szabatu. A co dziś jest? No własnie Szabat. Obejrzałam się wokół i jakoś nie widziałam nikogo z aparatem. Już miałam niecne myśli wykorzystania s. Cecylii do zasłonięcia mnie, ale po pewnym czasie usłyszałyśmy jak ktoś za nami robi zdjęcia takim wieeelkim aparatem. I nie miał kippy na glowie.

Potem inni, i inni, no to już nie miałam skrupułów. I oto efekty.





Natomiast jeszcze nie spróbowałam pączków, ale mam nadzieję, że poza sprawdzianem z hebrajskiego w niedzielę spotka mnie też i ta przyjemność ;)

Nie opisuję tego święta, dla zainteresowanych oto linki: (a warto poczytać o pączkach, bączku i chanukiji)
http://www.izrael.badacz.org/kultura/kalendarz_chanuka.html
http://www.jewish.org.pl/
http://pl.wikipedia.org/wiki/Chanukija







PSALM 30(29)

Podzięka za wybawienie od śmierci


1 Psalm. Pieśń na uroczystość poświęcenia świątyni. Dawidowy.
2 Wysławiam Ciebie, Panie, boś mnie wybawił
i nie uradowałeś mych wrogów z mojego powodu.
3 Panie, mój Boże,
do Ciebie wołałem, a Tyś mnie uzdrowił.
4 Panie, dobyłeś mnie z Szeolu,
przywróciłeś mnie do życia spośród schodzących do grobu.
5 Śpiewajcie Panu psalm wy, co Go miłujecie,
wychwalajcie pamiątkę Jego świętości!
6 Gniew Jego bowiem trwa tylko przez chwilę,
a Jego łaskawość - przez całe życie.
Płacz nadchodzi z wieczora,
a rankiem okrzyki radości.
7 A ja powiedziałem pewny siebie:
"Nigdy się nie zachwieję".
8 Z łaski Twojej, Panie, uczyniłeś mnie niezdobytą górą,
a gdy ukryłeś swe oblicze, ogarnęła mnie trwoga.
9 Wołam do Ciebie, Panie,
błagam Boga mego o miłosierdzie:
10 "Jaki będzie pożytek z krwi mojej,
z mojego zejścia do grobu?
Czyż proch Cię będzie wysławiał
albo rozgłaszał Twą wierność?

11 Wysłuchaj, Panie, zmiłuj się nade mną;
bądź, Panie, dla mnie wspomożycielem!"
12 Biadania moje zmieniłeś mi w taniec;
wór mi rozwiązałeś, opasałeś mnie radością,
13 by moje serce nie milknąc psalm Tobie śpiewało.
Boże mój, Panie, będę Cię wysławiał na wieki.






Najlepszym jednak widokiem dziś przy Murze  była scena ojca, Żyda Chasyda, w futrzanej czapie (lisiurka lub sztrajmł się nazywa) z małym dzieckiem, jeled (?), chłopcem, w wózku, którego wyciągał z niego, a dziecko ledwo jeszcze stało, i opierał jego rączki o mur...no takiej lekcji pobożności to jeszcze nie widziałam.

7 grudnia 2009

Liturgia Niedzielna i marzenia, które sie spełniają...

No dobra, trzeba się przyznać, więc się przyznaję do mojej ignorancji. Kiedyś tam pisałam z rozżaleniem, że nie nadaję się do tego miejsca bo nie rozumiem Liturgii Ormiańskiej. No i wystarczyło wziąć do ręki cały ryt i nawet jeśli nie do końca bylo tak jak w książce to jednak wiedziałam o co chodzi. Jestem zachwycona. To nawet mało powiedziane. Nie da się wyrazić.
Tylko jak to wspomniał egzarcha, ta liturgia została bardzo z-latynizowana. Tak. Można by jakoś przywrócić jej pierwotną oryginalność wschodnią.



I pomyśleć, że marzenia się spełniają.
A jeszcze mam ich trochę w zanadrzu ;)

5 grudnia 2009

Adwentowe czuwania modlitewne przed Jezusem Eucharystycznym

Od początku Adwentu podjęliśmy inicjatywę modlitwy w naszym Kościele Ormian-Katolików, takiej trochę innej. W każdą sobotę, od godz. 20.00 do godz. 24.00 jest wystawienie Najświętszego Sakramentu, i w milczeniu można zatrzymać sie na modlitwie. Niestety ze względu na bezpieczeństwo nie zostawiamy otwartego Kościoła na cały ten czas. Czyli jeśli ktoś chciałby dołączyć do naszej modlitwy później niż o 20.00 ma jedynie możliwość wcześniejszego powiadomienia nas o tym, lub skontaktowania sie z nami przez telefon...no bardziej ze mną, chyba, że zna jęz. włoski, to można też z s. Cecylią.
Podaję mój nr telefonu dla ewentualnych chętnych z okolic (niestety!!!) Jerozolimy: 0543430436.

Ciekawe, bo przychodzą osoby...i mamy nadzieję, że może w ten sposób da się początek prawdziwej Adoracji Nocnej. Czy tak ma być? Czas pokaże.

Tak w ogóle to Kościół jest otwarty przez cały dzień, od 7.00 do 18.00, i dostępny dla wszystkich, do zwiedzania, modlitwy...i jeśli jakaś grupa pielgrzymkowa nie miałaby gdzie celebrować Eucharystii - zapraszamy do nas. Do skontaktowania się z nami zawsze można posłużyć się tym wyżej podanym numerem telefonu, lub adres mailowy, czy mój, czy ten: 4th.viadolorosa@gmail.com



Hm...chyba już dawno nie pisałam nic o naszym życiu codziennym...ale to może kiedyś.

Spotkanie dla osób zakonnych

W czwartek,  w pięknym Centrum Konferencyjnym Jana Pawła II, przy Notre Dame Center w Jerozolimie http://www.notredamecenter.org/articulos/articulo.phtml?se=367&ca=809&te=591&id=13900

odbyło się spotkanie z nuncjuszem, Mons. Antonio Franco, na temat płacenia podatków przez Kościół w Izraelu. Nie wchodząc w szczegóły muszę przyznać, że było to ciekawe doświadczenie, ze względu na różnorodność osób uczestniczących w nim. A tym bardziej, że mówiono w czterech językach, niesamowite, naprawdę: w angielskim, francuskim, włoskim i arabskim. Uczestniczyłyśmy w tym spotkaniu razem z s. Cecylią.

28 listopada 2009

Oczekujmy...

      ...nabierzcie ducha i podnieście  głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie...


Niech ten czas Adwentu będzie czasem wyciszenia i skupienia w oczekiwaniu na głos wołającego, aby być przygotowanym na przyjście Pana, aby serca i umysły nie były ociężałe wskutek trosk doczesnych...
sobie i Wam wszystkim z serca tego życzę. 


Moja jerozolimska lampka czuwania



Film ze strony naszych braci Paulistów: http://paulus.org.pl/multimedia.html

Eid al-Adha czy Bajram, w każdym razie akcje z kozłami na ulicy ;)



Eid al-Adha (Kurban Bajram Święto Ofiararab. عيد الأضحى ‘Īd ul-’Aḍḥā, pers. Ejd-e Ghorbantur. Kurban Bayram) – najważniejsze święto muzułmańskie, trwa cztery dni i jest związane z pielgrzymką do Mekki. Święto Ofiar upamiętnia ofiarę Abrahama i jego posłuszeństwo wobec Boga. Abraham (Ibrahim) według islamu miał złożyć w ofierze Bogu swego syna Izmaela, Bóg jednak, widząc oddanie Abrahama, pozwolił mu złożyć w ofierze barana zamiast dziecka. Na pamiątkę czynu Abrahama każdy ojciec rodziny składa w ofierze barana, wielbłąda lub krowę. Zwierzę musi być zabite rytualnie, następnie dzieli się mięso tak, by 1/3 oddać potrzebującym, 1/3 krewnym, a pozostałą 1/3 spożywa się na wspólnej uczcie. Tego dnia wspólnie odwiedza się meczet, recytuje Koran i rozdziela prezenty. W czasie Święta Ofiar wielu muzułmanów składa też datki pieniężne przeznaczone na pomoc biednym i fundacje charytatywne.


I właśnie w czwartek, przed tym świętem, przechodząc ulicą w stronę Bramy Damasceńskiej natknęłyśmy się na całe stado owiec czy kozłów...pokolorowane na grzebietach, tratowały ludzi, których w tych dniach świątecznych jest zawsze o wiele więcej. Efekt niesamowity...totalny chaos, a smród niewyobrażalny. Jakby ktoś chciał jakoś to sobie wyobrazić, trzeba zajrzeć na mój filmik pokazujący drogę od Bramy Damasceńskiej do naszego domu, i do tego co tam zobaczy dołączyć drugie tyle ludzi i stado kozłów.


http://www.guardian.co.uk/world/gallery/2008/dec/08/islam-religion1 - zdjęcia z tego święta z różnych miejsc świata


http://www.bialystokonline.pl/artykul.php?ida=45089  - z polskich obchodów tego święta  


http://gulfnews.com/news/gulf/uae/heritage-culture/eid-al-adha-duty-and-sacrifice-1.532783


http://gulfnews.com/news/gulf/uae/general/the-true-meaning-of-festival-of-sacrifice-1.533207

27 listopada 2009

Oo, chyba już trochę nie pisałam.
No i jeszcze trochę upłynie czasu. Leżę w łóżku z bólami mięśni...grypsko, tylko mam nadzieję, że izraelskie, więc koszerne czyli nie świńskie ;).

22 listopada 2009

Mój Król...nie skorzystał ze sposobności


On, mając naturę Boga, 
nie uznał za stosowne korzystać
ze swojej równości z Bogiem, 
lecz ogołocił siebie samego, 
przyjmując naturę sługi
i stając się podobnym do ludzi.
A z zewnętrznego wyglądu uznany za człowieka, 
uniżył siebie samego, 
stając się posłusznym aż do śmierci, 
i to śmierci na krzyżu.
Dlatego Bóg Go wywyższył
i obdarzył imieniem, 
które jest ponad wszelkie imię, 
aby na imię Jezusa 
zgięło się wszelkie kolano
istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych, 
i aby wszelki język wyznał
że Jezus Chrystus jest Panem
na chwałę Boga Ojca.
Flp 2, 6-11


Niedziela Chrystusa Króla
 http://www.pinakoteka.zascianek.pl/Chmielowski/Index.htm



20 listopada 2009

KREW - potrzebna na już!!!

Dotyczy osób z Lublina.
Młody chłopak z mojej rodziny w szpitalu,po wypadku, potrzebna jest krew.
Więcej informacji u mnie pod adresem: miriam.pd@gmail.com, lub gg 3872297,lub pisać na skype: miriampd.
http://www.rckik.lublin.pl/?id_w=6


Dziękuję już tym, którzy oddali...
Oczywiście proszę o modlitwę za niego. Ma na imię Paweł.

18 listopada 2009

Atrakcje kursu języka hebrajskiego

Trwa kurs. Ja zdenerwowana siedzę przed sprawdzianem, który ma być po przerwie. Nie uczyłam się jak zwykle wystarczająco. Nie ma wszystkich. Po chwili wchodzi Loreen z Pensylwanii. Ona spóźnia się zawsze. Chwilkę później wchodzi Miriam, gdzieś tam ze Stanów.
Pod koniec pierwszej połowy, kiedy własnie maltretujemy jakiś dziwny tekst wchodzi Szaul. Chłopak o bardzo sympatycznej twarzy, z Brazylii, Żyd.
I co ma Szaul? Uzi (dzięki za podpowiedź od Tomka co do nazwy ) http://pl.wikipedia.org/wiki/Pistolet_maszynowy_Uzi
Niby za pierwszym razem przyszedł w mundurze i można się było spodziewać, że na co dzień nie robi na drutach, to jednak to zrobiło wrażenie. Żeby jeszcze było mało, to usiadł obok mnie. No i wykorzystałam sytuację coby zaspokoić swoją ciekawość. Okazało się, że właśnie zaczynał od jutra tygodniową służbę gdzieś tam i poszedł po broń, ale nie zdążył jej zanieść do domu, więc przyszedł do nas. No niby codzienny widok w Jerozolimie, zwłaszcza u nas na Starym Mieście (jakoś przylgnęłam do Starego Miasta -  te lubelskie było pierwsze;). Ale oglądać to całe uzi z daleka, a mieć je pod ręką, to całkiem inna sprawa. To nie lęk, bo z bronią miałam kiedyś do czynienia, ale i takie zastanowienie. Bo  w naszej grupie są muzułmanie... między jednymi a drugimi nie pała uczucie sympatii, to dało się zauważyć już na początku.
No cóż, realizm tego miejsca.
Ale nasza "mora", czyli Szlomit, nauczycielka, zwróciła mu delikatnie uwagę, żeby jednak nie przychodził z bronią na zajęcia.

No i tak o. Codzienny widok na Via Dolorosa, stacja III.

15 listopada 2009

Niedziela - nie niedzielna

Stwierdzam, że nie nadaje się tu...
Jestem zbyt zacofana, zbyt konserwatywna, nie wiem...uwsteczniona, przywiązana do tradycji, do sacrum w Kościele, do CELEBROWANIA liturgii a nie "klepania" czegoś, co ja już nie nazwę modlitwą, do świadomości OBECNOŚCI Jezusa w Najśw. Sakramencie, do wspólnoty liturgicznej.....


   No i nie nadaję się tu, tu, do Kościoła Ormiańskiego, bo nic nie rozumiem z liturgii, bo nie wiem kiedy wstawać i po co i kiedy siadać, i po co...jasne, ktoś powie że powinnam się douczyć, zawsze jednak pozostanie kwestia języka i widok innych, którzy i tak robią co chcą, kiedy chcą i jak podczas liturgii...I wcale nie chodzi o jakąkolwiek uniformizację.W końcu wspólnota to wspólnota, a nie można nazwać wspólnotą jakiegoś tworu, którego członkowie czy uczestnicy robią w jednym momencie coś zupełnie innego (upraszczam, bo wspólnota nie ogranicza się do tego)A, i niech nikt nie pomyśli, że jestem przedsoborowa, nic z tego.


   Bo trafia mnie...kiedy widzę jak ludzie robią pranie w niedzielę, sprzątają dom, ścierają kurze w Kościele (co niedzielę, a nie dlatego, że nagle się nakruszyło). Pomijam już, że ulice są pełne ludzi bo sklepy są otwarte i wśród muzułmanów i wśród żydów, bo biorę poprawkę, że to ja tu przyjechałam, i ode mnie się oczekuje, (lub nie), przystosowania, otwarcia na styl życia tutaj. Tak, ale uważam, że są granice. Jakie? No właśnie...Raczej takie same jakich już nie doświadczałam od jakiegoś czasu  i  w Polsce, ani w miejscach takich jak kościół, czy kaplica zakonna (nie piszę gdzie, więc proszę nie wyciągać wniosków, a jeśli to tylko na swoją odpowiedzialność), a już nie wspomnę o "uświęceniu" (jakieś archaiczne słowa używam? nie dla mnie) takiego dnia jak Niedziela. 


   Po co wymagać od kogoś chodzenia do Kościoła, skoro niedziela jest takim samym dniem jak inne i można pójść do Kościoła w inny dzień. A więcej pożytku będzie z wyspania się, bo to jedyny dzień wolny czasem, pobycia z rodziną...- oczywiście to nie moje przekonania.
W Kościołach się gada, wchodzi wszędzie, tak, właśnie, że napiszę, że przyjmuje się Komunię Św. na rękę - bo jestem przeciwna temu? Nie, nie jestem. Jestem przeciwna bezrozumnemu naśladowaniu pseudo postępu. Jak ktoś wie dlaczego tak robi to niech robi. Ale jak ma wątpliwości, czy w ten sposób oddaje większą część Ciału Pana, to niech tak nie robi.
Jak patrzę na zachowanie osób u nas w kaplicy adoracji, to naprawdę żal mi się taki w sercu zbiera, jak wiele jest ignorancji. Można rozpoznać ludzi, którzy naprawdę nie wiedzą przed Czym stoją - przed Kim, bo i tak się zdarza, że widząc Monstrancję z Najśw. Sakramentem, pytają co to jest. Jak wyjaśnić? I myślę sobie jak bardzo brak nam św. Pawła na dziś. Ale oni często przepraszają, że nie zdjęli czapki.


   Ale są i przypadki ludzi, jak ja to nazywam, którzy się panoszą w Kościele, jakby byli u siebie, ale tylko u siebie. I teraz kolejny kij w mrowisko, bo uderzam w siebie samą. Już w Polsce zauważyłam jakim anty-przykładem zachowania sacralności lub choćby szacunku do miejsca są osoby Kościoła, księża i zakonnice. (Mała uwaga: odróżniam słowo zakonnice od słowa siostry zakonne, a różnica polega na różnicy jaka jest w zachowaniu i stylu życia tych osób). Mały przykład z życia: kiedy wchodzą do naszego Kościoła osoby, które wbrew wyraźnemu zakazowi robienia zdjęć w kaplicy adoracji, starają się je zrobić, staramy się temu zapobiec. I udaje się, nawet jeśli czasem nas uprzedzą i zrobią, to nic to...nie chodzi o to, że niszczy się Tryptyk, czy, że flesz szkodzi monstrancji, tak jak jest to chyba w Kaplicy Jasnogórskiej. Chodzi o osoby, które się modlą, aby im nie przeszkadzać. Bo osób chcących robić zdjęcia jest baaardzo dużo.
   No i największą trudność stanowią niestety księża i zakonnice. Na przykład: trwa Droga Krzyżowa, ludzie skupieni (nie będę "podkolorowywać" sytuacji, po prostu się modlili), a ksiądz co robi? Klęka przed wszystkimi i wystrzela ze swoim super nowoczesnym wielkim aparatem. No comments.
Druga (z wielu) sytuacja: przede mną dwie siostry zakonne modlą się już od jakiegoś czasu. W pewnym momencie jedna odwraca się i wyciąga aparat z torby, więc korzystam z tego, że odwróciła się w moją stronę i pokazuję jej zakaz robienia zdjęć na drzwiach wejściowych, bo nie wiem jakim językiem mówi, i aby nie przeszkadzać innym. Jaka jest reakcja? Nie wspomnę o minie zakonnicy (!), siada, nie robi zdjęcia. Coś tam zagadała do siostry obok. Po czym wychodzi na środek kaplicy, przed wszystkie osoby modlące się i strzela  z flesza. No comments. Zakonnica.
Tak sobie kiedyś pomyślałam na temat może błahy, patrząc na osoby w kaplicy (jeszcze w Polsce, a potem i tu), że bez najmniejszych ceregieli i skrupułów przechodzi się przed twarzą innych, którzy modlą się w tym momencie, jakby nie można było obejść ich naokoło. Ale jakby tak stał przed kimś włączony telewizor, i tak by przejść komuś kilka razy, albo gdyby rozmawiać na ważny temat z ważną dla nas osobą, a ktoś by sobie tak przechodził między nami, byłoby O.K.? Jak dla mnie to wynika z samej kultury w zachowaniu, że nie przechodzi się między osobami rozmawiającymi ze sobą. A tu?  Brak kultury  czy brak wiary?
Że czasem niemożność, to rozumiem, nie zabijajmy się teraz po ścianach, bo to też byłaby przesada. 


Nie ma świętości. Nie ma. Świętych "zdejmuje się z obrazka "(http://www.list.media.pl/nr-10-2009-trudne-czasy-dla-pokory/w-jadwiga-jadaa-bueczki-czyli-wici-schodz-z-obrazkw/ ). Dlaczego? Bo my już nie mamy siły wznosić się do świętości. Łatwiej ich zdjąć z ołtarza. Oni byli tacy jak my przecież. Tak naprawdę?
I teraz ile osób czytając żywoty świętych powie: chcę tak żyć! Nie, odkryje, że nie ma się co martwić, bo oni mieli wady jak my, grzechy jak my, może nawet większe...a są świętymi. To albo oszustwo Kościoła, albo co?


No właśnie.
Ojej, wiem, zaczęłam od mojego, dzisiejszego podwórka a skończyłam na temacie, który nie ma końca.


No bo niedziela dla mnie to czas naprawdę święty, inny, oddzielony od innych dni tygodnia swoją przestrzenią OBECNOŚCI Boga, żeby dziś był dzień szczególnie z NIM.

11 listopada 2009

c.d. 11 listopada, czyli imieniny mojego brata ;)






;)Gosi się chyba mokro w butach zrobiło...

11 listopada, środa


Miałam coś napisać, ale chyba zrobię to jutro, albo kiedyś tam.
Teraz jest już późno...no może jak na mnie to nie tak bardzo, ale zajęta jestem piciem herbatki ze świeżą miętą. Super sprawa. Podpatrzyłam u SS. Elżbietanek.

Dziś imieniny Marcinów. Mojego brata. Mojego kochanego brata.
Ale wszystkim najmilsze życzenia....

I dziś 11 listopada.Święto Niepodległości. Niektórzy świętowali je jakoś szczególniej.
A ja chyba nie. Może dlatego, że odkrywam, że polskość, taką, za którą płaci się czasem wysoką cenę, nosi się głęboko w sercu, i ona weryfikuje się w zaskakujący sposób, czasem niezapowiedzianie. I chyba jakoś uczę się odwagi w  godności bycia Polką. Niełatwo świętować to na zewnątrz. Może za rok ;)
Na dziś koniec bo coś przynudzam.


A jeszcze może jedno. Dodałam na końcu bloga pewną myśl po łacinie.
Kolejny konkurs: kto ją przetłumaczy dostanie...ee, nie wiem jeszcze co. A może coś wedle życzenia ;)?
Myśl, która bardzo, bardzo, bardzo odpowiada mojej sytuacji, sytuacji która jest tu, gdzie jestem...i nie tylko.
Nawiązuje trochę do słów tej piosenki:

2 listopada 2009

Pierożki, pierogi, pierogunie...varioli ;)

Nie ma to jak świętowanie w gronie polskim (z dodatkiem włoskiego ;) przy półmiskach pełnych...pierogów ruskich! Ha! Nie każdy tak ma, co?

Było pysznie!!!

1 listopada 2009

Mały świąteczny szczegół - oczywiście z okazji 1 listopada ;))))

Słuchajcie, to jest choinka.
Ma bombki, gwiazdkę na czubku, światełka, łańcuch z napisem...
Nie wiem ile ona tam wisi, ale ozdoby jeszcze nie straciły koloru, to przypuszczam, że od zeszłego roku. Szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia, żeby pokazać, gdzie dokładnie ona wisi. Dla zainteresowanych tak szczególnie: przy uliczce, przy zabudowaniach greckich, jakby idąc od Casa Nuova do Bożego Grobu, ale nie obok San Salvatore. Znalazłyśmy ją dziś, wracając z cmentarza. Jest jeszcze napis Merry Christmas. Przyjdę tu na Boże Narodzenie i sprawdzę, czy zapalą lampki ;)
Takie rzeczy to tylko tu ;))

1 listopada w Jerozolimie


Dzisiaj, w Uroczystość Wszystkich Świętych, wspólnie odmówiony Różaniec na cmentarzu wśród pochowanych tu Polaków.

30 października 2009

Cudnie, cudnie...za krok listopadowo

A u nas wreszcie zimno. No nie czekałam jakoś bardzo na nie, ale jak już jest to się cieszę. Chyba mi go trochę brakowało.
W listopadzie, jak się jechało na cmentarze w moich młodzieńczych, pięknych latach, to była kłótnia z rodzicami o zakładanie czapek. No były też kłótnie o nie-bawienie się zniczami. W naszym wydaniu (moim i mojego rodzeństwa...przynajmniej brata;)to było tak, że znajdowało się patyk, tj. najczęściej trzonek od liścia kasztanowego, i po kolei maczało się w wosku zapalonych zniczy na grobach. Kto szybciej oblepił i ulepił większą kulkę, ten był oczywiście lepszy. No i jeszcze czasem były fajne kolory. Ale się po łapach dostawało od mamy. Były spotkania z rodziną, pokaz jesiennych płaszczy, futer czasami...Ale to wszystko miało swój  niesamowity klimat. Zwłaszcza na cmentarzach wiejskich. Albo na cmentarzu na Lipowej w Lublinie. Tam jest niepowtarzalny klimat i w dzień i wieczorem. A jak wracało się do domu, na Stare Miasto, to z naszego balkonu widać było taką łunę światła nad miastem, innego niż zazwyczaj.
A teraz? Jeszcze nie wiem...na pewno każdy czas i miejsce ma swoją łaskę, trzeba ją tylko złapać, jak będzie przechodziła ;)
A jak na razie jest deszcz....cudnie.


A jak nie było kasztanowatego patyka, to jakikolwiek, nawet zapałka.

27 października 2009

Stare, dobre, szalone...harcerskie czasy




Dziś dostałam takie zaproszenie:
łezka w oku się zakręciła....

http://23meandry.blox.pl/html








bo dziewczyny, z którymi zaczynałam to teraz tak wyglądają, albo nawet już nie tak, bo to było kilka lat temu;)
Tylko drużynowa mundur zmieniła....



Wizyta oficjalna w Kustodii


No nareszcie...po spotkaniu powitalnym z Kustoszem. No nareszcie, no bo po 7 miesiącach bez mała (jakieś stare powiedzenie mi się przypomniało i nawet nie wiem czy je właściwie zastosowałam;) naszej (wspólnoty...ja się na ziemi jerozolimskiej narodziłam 4 miesiące temu -DOPIERO;) no i w każdym razie nawiedziłyśmy naszego (!) Ojca Kustosza. Miiiiło było,...nie wiem co więcej napisać. No było miło. ;)
Nie zrobiłam zdjęcia. Kto nie wie jak wygląda Kustosz, oto on:


ale ładne zdjęcie znalazłam, co?
( ze strony: http://www.oessg-lgimt.it/OESSG/home1.htm)


26 października 2009

Taki dzień, jak dzień


Rano wyszłam z domu i się rozbroiłam na widok tych malutkich dżinsików naszej sąsiadeczki Dorine...wprawdzie na fotce nie widać wielkości, ale wystarczy zastosować skalę porównawczą do spinaczy ;)







To było rano.
a wieczorkiem kontynuowałyśmy wspólnotowe świętowanie z niedzieli.
potem było ciężko oddychać.
Konkurs (ale nagród się nie przewiduje, niech będzie satysfakcja z wiedzy):
Gdzie jest zrobione to zdjęcie?
(s.Judyta ma nie podpowiadać)