"Ziemio, ziemio spotkań, obietnic, wielkiego bólu i bezwzględności, ziemio nadziei pielgrzymowania ku niebieskiemu Jeruzalem, ziemio, teraz jakoś moja, przez tę chwilę, ten krótki czas jaki mi został..."
poniedziałek, 30 listopada 2009
Już mam się dobrze!
Rychło w czas zadziałałam przeciw grypie (dzięki pomocy kilku dobrych osób) i już jest dobrze - to informacja dla wszystkich przewrażliwionych wiadomościami medialnymi. Jest dobrze. Ale jeszcze bym sobie poleżała, a czemu nie ...;)
Etykiety:
grypa
sobota, 28 listopada 2009
Oczekujmy...
...nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie...
Niech ten czas Adwentu będzie czasem wyciszenia i skupienia w oczekiwaniu na głos wołającego, aby być przygotowanym na przyjście Pana, aby serca i umysły nie były ociężałe wskutek trosk doczesnych...sobie i Wam wszystkim z serca tego życzę.
Moja jerozolimska lampka czuwania
Film ze strony naszych braci Paulistów: http://paulus.org.pl/multimedia.html
Etykiety:
Adwent,
czuwanie,
oczekiwanie
Eid al-Adha czy Bajram, w każdym razie akcje z kozłami na ulicy ;)
Eid al-Adha (Kurban Bajram Święto Ofiar, arab. عيد الأضحى ‘Īd ul-’Aḍḥā, pers. Ejd-e Ghorban, tur. Kurban Bayram) – najważniejsze święto muzułmańskie, trwa cztery dni i jest związane z pielgrzymką do Mekki. Święto Ofiar upamiętnia ofiarę Abrahama i jego posłuszeństwo wobec Boga. Abraham (Ibrahim) według islamu miał złożyć w ofierze Bogu swego syna Izmaela, Bóg jednak, widząc oddanie Abrahama, pozwolił mu złożyć w ofierze barana zamiast dziecka. Na pamiątkę czynu Abrahama każdy ojciec rodziny składa w ofierze barana, wielbłąda lub krowę. Zwierzę musi być zabite rytualnie, następnie dzieli się mięso tak, by 1/3 oddać potrzebującym, 1/3 krewnym, a pozostałą 1/3 spożywa się na wspólnej uczcie. Tego dnia wspólnie odwiedza się meczet, recytuje Koran i rozdziela prezenty. W czasie Święta Ofiar wielu muzułmanów składa też datki pieniężne przeznaczone na pomoc biednym i fundacje charytatywne.
I właśnie w czwartek, przed tym świętem, przechodząc ulicą w stronę Bramy Damasceńskiej natknęłyśmy się na całe stado owiec czy kozłów...pokolorowane na grzebietach, tratowały ludzi, których w tych dniach świątecznych jest zawsze o wiele więcej. Efekt niesamowity...totalny chaos, a smród niewyobrażalny. Jakby ktoś chciał jakoś to sobie wyobrazić, trzeba zajrzeć na mój filmik pokazujący drogę od Bramy Damasceńskiej do naszego domu, i do tego co tam zobaczy dołączyć drugie tyle ludzi i stado kozłów.
http://www.guardian.co.uk/world/gallery/2008/dec/08/islam-religion1 - zdjęcia z tego święta z różnych miejsc świata
http://www.bialystokonline.pl/artykul.php?ida=45089 - z polskich obchodów tego święta
http://gulfnews.com/news/gulf/uae/heritage-culture/eid-al-adha-duty-and-sacrifice-1.532783
http://gulfnews.com/news/gulf/uae/general/the-true-meaning-of-festival-of-sacrifice-1.533207
Etykiety:
Bajram,
Eid al-Adha,
muzułmańskie,
ofiara,
święta
piątek, 27 listopada 2009
niedziela, 22 listopada 2009
Mój Król...nie skorzystał ze sposobności
On, mając naturę Boga,
nie uznał za stosowne korzystać
ze swojej równości z Bogiem,
lecz ogołocił siebie samego,
przyjmując naturę sługi
i stając się podobnym do ludzi.
A z zewnętrznego wyglądu uznany za człowieka,
uniżył siebie samego,
stając się posłusznym aż do śmierci,
i to śmierci na krzyżu.
Dlatego Bóg Go wywyższył
i obdarzył imieniem,
które jest ponad wszelkie imię,
aby na imię Jezusa
zgięło się wszelkie kolano
istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych,
i aby wszelki język wyznał,
że Jezus Chrystus jest Panem
na chwałę Boga Ojca.
Flp 2, 6-11
Niedziela Chrystusa Króla
http://www.pinakoteka.zascianek.pl/Chmielowski/Index.htm
nie uznał za stosowne korzystać
ze swojej równości z Bogiem,
lecz ogołocił siebie samego,
przyjmując naturę sługi
i stając się podobnym do ludzi.
A z zewnętrznego wyglądu uznany za człowieka,
uniżył siebie samego,
stając się posłusznym aż do śmierci,
i to śmierci na krzyżu.
Dlatego Bóg Go wywyższył
i obdarzył imieniem,
które jest ponad wszelkie imię,
aby na imię Jezusa
zgięło się wszelkie kolano
istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych,
i aby wszelki język wyznał,
że Jezus Chrystus jest Panem
na chwałę Boga Ojca.
Flp 2, 6-11
Niedziela Chrystusa Króla
http://www.pinakoteka.zascianek.pl/Chmielowski/Index.htm
Etykiety:
niedziela król
piątek, 20 listopada 2009
KREW - potrzebna na już!!!
Dotyczy osób z Lublina.
Młody chłopak z mojej rodziny w szpitalu,po wypadku, potrzebna jest krew.
Więcej informacji u mnie pod adresem: miriam.pd@gmail.com, lub gg 3872297,lub pisać na skype: miriampd.
http://www.rckik.lublin.pl/?id_w=6
Dziękuję już tym, którzy oddali...
Oczywiście proszę o modlitwę za niego. Ma na imię Paweł.
Młody chłopak z mojej rodziny w szpitalu,po wypadku, potrzebna jest krew.
Więcej informacji u mnie pod adresem: miriam.pd@gmail.com, lub gg 3872297,lub pisać na skype: miriampd.
http://www.rckik.lublin.pl/?id_w=6
Dziękuję już tym, którzy oddali...
Oczywiście proszę o modlitwę za niego. Ma na imię Paweł.
środa, 18 listopada 2009
Atrakcje kursu języka hebrajskiego
Trwa kurs. Ja zdenerwowana siedzę przed sprawdzianem, który ma być po przerwie. Nie uczyłam się jak zwykle wystarczająco. Nie ma wszystkich. Po chwili wchodzi Loreen z Pensylwanii. Ona spóźnia się zawsze. Chwilkę później wchodzi Miriam, gdzieś tam ze Stanów.
Pod koniec pierwszej połowy, kiedy własnie maltretujemy jakiś dziwny tekst wchodzi Szaul. Chłopak o bardzo sympatycznej twarzy, z Brazylii, Żyd.
I co ma Szaul? Uzi (dzięki za podpowiedź od Tomka co do nazwy ) http://pl.wikipedia.org/wiki/Pistolet_maszynowy_Uzi
Niby za pierwszym razem przyszedł w mundurze i można się było spodziewać, że na co dzień nie robi na drutach, to jednak to zrobiło wrażenie. Żeby jeszcze było mało, to usiadł obok mnie. No i wykorzystałam sytuację coby zaspokoić swoją ciekawość. Okazało się, że właśnie zaczynał od jutra tygodniową służbę gdzieś tam i poszedł po broń, ale nie zdążył jej zanieść do domu, więc przyszedł do nas. No niby codzienny widok w Jerozolimie, zwłaszcza u nas na Starym Mieście (jakoś przylgnęłam do Starego Miasta - te lubelskie było pierwsze;). Ale oglądać to całe uzi z daleka, a mieć je pod ręką, to całkiem inna sprawa. To nie lęk, bo z bronią miałam kiedyś do czynienia, ale i takie zastanowienie. Bo w naszej grupie są muzułmanie... między jednymi a drugimi nie pała uczucie sympatii, to dało się zauważyć już na początku.
No cóż, realizm tego miejsca.
Ale nasza "mora", czyli Szlomit, nauczycielka, zwróciła mu delikatnie uwagę, żeby jednak nie przychodził z bronią na zajęcia.
No i tak o. Codzienny widok na Via Dolorosa, stacja III.
Pod koniec pierwszej połowy, kiedy własnie maltretujemy jakiś dziwny tekst wchodzi Szaul. Chłopak o bardzo sympatycznej twarzy, z Brazylii, Żyd.
I co ma Szaul? Uzi (dzięki za podpowiedź od Tomka co do nazwy ) http://pl.wikipedia.org/wiki/Pistolet_maszynowy_Uzi
Niby za pierwszym razem przyszedł w mundurze i można się było spodziewać, że na co dzień nie robi na drutach, to jednak to zrobiło wrażenie. Żeby jeszcze było mało, to usiadł obok mnie. No i wykorzystałam sytuację coby zaspokoić swoją ciekawość. Okazało się, że właśnie zaczynał od jutra tygodniową służbę gdzieś tam i poszedł po broń, ale nie zdążył jej zanieść do domu, więc przyszedł do nas. No niby codzienny widok w Jerozolimie, zwłaszcza u nas na Starym Mieście (jakoś przylgnęłam do Starego Miasta - te lubelskie było pierwsze;). Ale oglądać to całe uzi z daleka, a mieć je pod ręką, to całkiem inna sprawa. To nie lęk, bo z bronią miałam kiedyś do czynienia, ale i takie zastanowienie. Bo w naszej grupie są muzułmanie... między jednymi a drugimi nie pała uczucie sympatii, to dało się zauważyć już na początku.
No cóż, realizm tego miejsca.
Ale nasza "mora", czyli Szlomit, nauczycielka, zwróciła mu delikatnie uwagę, żeby jednak nie przychodził z bronią na zajęcia.
No i tak o. Codzienny widok na Via Dolorosa, stacja III.
Etykiety:
kurs hebrajski uzi
niedziela, 15 listopada 2009
Niedziela - nie niedzielna
Stwierdzam, że nie nadaje się tu...
Jestem zbyt zacofana, zbyt konserwatywna, nie wiem...uwsteczniona, przywiązana do tradycji, do sacrum w Kościele, do CELEBROWANIA liturgii a nie "klepania" czegoś, co ja już nie nazwę modlitwą, do świadomości OBECNOŚCI Jezusa w Najśw. Sakramencie, do wspólnoty liturgicznej.....
No i nie nadaję się tu, tu, do Kościoła Ormiańskiego, bo nic nie rozumiem z liturgii, bo nie wiem kiedy wstawać i po co i kiedy siadać, i po co...jasne, ktoś powie że powinnam się douczyć, zawsze jednak pozostanie kwestia języka i widok innych, którzy i tak robią co chcą, kiedy chcą i jak podczas liturgii...I wcale nie chodzi o jakąkolwiek uniformizację.W końcu wspólnota to wspólnota, a nie można nazwać wspólnotą jakiegoś tworu, którego członkowie czy uczestnicy robią w jednym momencie coś zupełnie innego (upraszczam, bo wspólnota nie ogranicza się do tego)A, i niech nikt nie pomyśli, że jestem przedsoborowa, nic z tego.
Bo trafia mnie...kiedy widzę jak ludzie robią pranie w niedzielę, sprzątają dom, ścierają kurze w Kościele (co niedzielę, a nie dlatego, że nagle się nakruszyło). Pomijam już, że ulice są pełne ludzi bo sklepy są otwarte i wśród muzułmanów i wśród żydów, bo biorę poprawkę, że to ja tu przyjechałam, i ode mnie się oczekuje, (lub nie), przystosowania, otwarcia na styl życia tutaj. Tak, ale uważam, że są granice. Jakie? No właśnie...Raczej takie same jakich już nie doświadczałam od jakiegoś czasu i w Polsce, ani w miejscach takich jak kościół, czy kaplica zakonna (nie piszę gdzie, więc proszę nie wyciągać wniosków, a jeśli to tylko na swoją odpowiedzialność), a już nie wspomnę o "uświęceniu" (jakieś archaiczne słowa używam? nie dla mnie) takiego dnia jak Niedziela.
Po co wymagać od kogoś chodzenia do Kościoła, skoro niedziela jest takim samym dniem jak inne i można pójść do Kościoła w inny dzień. A więcej pożytku będzie z wyspania się, bo to jedyny dzień wolny czasem, pobycia z rodziną...- oczywiście to nie moje przekonania.
W Kościołach się gada, wchodzi wszędzie, tak, właśnie, że napiszę, że przyjmuje się Komunię Św. na rękę - bo jestem przeciwna temu? Nie, nie jestem. Jestem przeciwna bezrozumnemu naśladowaniu pseudo postępu. Jak ktoś wie dlaczego tak robi to niech robi. Ale jak ma wątpliwości, czy w ten sposób oddaje większą część Ciału Pana, to niech tak nie robi.
Jak patrzę na zachowanie osób u nas w kaplicy adoracji, to naprawdę żal mi się taki w sercu zbiera, jak wiele jest ignorancji. Można rozpoznać ludzi, którzy naprawdę nie wiedzą przed Czym stoją - przed Kim, bo i tak się zdarza, że widząc Monstrancję z Najśw. Sakramentem, pytają co to jest. Jak wyjaśnić? I myślę sobie jak bardzo brak nam św. Pawła na dziś. Ale oni często przepraszają, że nie zdjęli czapki.
Ale są i przypadki ludzi, jak ja to nazywam, którzy się panoszą w Kościele, jakby byli u siebie, ale tylko u siebie. I teraz kolejny kij w mrowisko, bo uderzam w siebie samą. Już w Polsce zauważyłam jakim anty-przykładem zachowania sacralności lub choćby szacunku do miejsca są osoby Kościoła, księża i zakonnice. (Mała uwaga: odróżniam słowo zakonnice od słowa siostry zakonne, a różnica polega na różnicy jaka jest w zachowaniu i stylu życia tych osób). Mały przykład z życia: kiedy wchodzą do naszego Kościoła osoby, które wbrew wyraźnemu zakazowi robienia zdjęć w kaplicy adoracji, starają się je zrobić, staramy się temu zapobiec. I udaje się, nawet jeśli czasem nas uprzedzą i zrobią, to nic to...nie chodzi o to, że niszczy się Tryptyk, czy, że flesz szkodzi monstrancji, tak jak jest to chyba w Kaplicy Jasnogórskiej. Chodzi o osoby, które się modlą, aby im nie przeszkadzać. Bo osób chcących robić zdjęcia jest baaardzo dużo.
No i największą trudność stanowią niestety księża i zakonnice. Na przykład: trwa Droga Krzyżowa, ludzie skupieni (nie będę "podkolorowywać" sytuacji, po prostu się modlili), a ksiądz co robi? Klęka przed wszystkimi i wystrzela ze swoim super nowoczesnym wielkim aparatem. No comments.
Druga (z wielu) sytuacja: przede mną dwie siostry zakonne modlą się już od jakiegoś czasu. W pewnym momencie jedna odwraca się i wyciąga aparat z torby, więc korzystam z tego, że odwróciła się w moją stronę i pokazuję jej zakaz robienia zdjęć na drzwiach wejściowych, bo nie wiem jakim językiem mówi, i aby nie przeszkadzać innym. Jaka jest reakcja? Nie wspomnę o minie zakonnicy (!), siada, nie robi zdjęcia. Coś tam zagadała do siostry obok. Po czym wychodzi na środek kaplicy, przed wszystkie osoby modlące się i strzela z flesza. No comments. Zakonnica.
Tak sobie kiedyś pomyślałam na temat może błahy, patrząc na osoby w kaplicy (jeszcze w Polsce, a potem i tu), że bez najmniejszych ceregieli i skrupułów przechodzi się przed twarzą innych, którzy modlą się w tym momencie, jakby nie można było obejść ich naokoło. Ale jakby tak stał przed kimś włączony telewizor, i tak by przejść komuś kilka razy, albo gdyby rozmawiać na ważny temat z ważną dla nas osobą, a ktoś by sobie tak przechodził między nami, byłoby O.K.? Jak dla mnie to wynika z samej kultury w zachowaniu, że nie przechodzi się między osobami rozmawiającymi ze sobą. A tu? Brak kultury czy brak wiary?
Że czasem niemożność, to rozumiem, nie zabijajmy się teraz po ścianach, bo to też byłaby przesada.
Nie ma świętości. Nie ma. Świętych "zdejmuje się z obrazka "(http://www.list.media.pl/nr-10-2009-trudne-czasy-dla-pokory/w-jadwiga-jadaa-bueczki-czyli-wici-schodz-z-obrazkw/ ). Dlaczego? Bo my już nie mamy siły wznosić się do świętości. Łatwiej ich zdjąć z ołtarza. Oni byli tacy jak my przecież. Tak naprawdę?
I teraz ile osób czytając żywoty świętych powie: chcę tak żyć! Nie, odkryje, że nie ma się co martwić, bo oni mieli wady jak my, grzechy jak my, może nawet większe...a są świętymi. To albo oszustwo Kościoła, albo co?
No właśnie.
Ojej, wiem, zaczęłam od mojego, dzisiejszego podwórka a skończyłam na temacie, który nie ma końca.
No bo niedziela dla mnie to czas naprawdę święty, inny, oddzielony od innych dni tygodnia swoją przestrzenią OBECNOŚCI Boga, żeby dziś był dzień szczególnie z NIM.
Jestem zbyt zacofana, zbyt konserwatywna, nie wiem...uwsteczniona, przywiązana do tradycji, do sacrum w Kościele, do CELEBROWANIA liturgii a nie "klepania" czegoś, co ja już nie nazwę modlitwą, do świadomości OBECNOŚCI Jezusa w Najśw. Sakramencie, do wspólnoty liturgicznej.....
No i nie nadaję się tu, tu, do Kościoła Ormiańskiego, bo nic nie rozumiem z liturgii, bo nie wiem kiedy wstawać i po co i kiedy siadać, i po co...jasne, ktoś powie że powinnam się douczyć, zawsze jednak pozostanie kwestia języka i widok innych, którzy i tak robią co chcą, kiedy chcą i jak podczas liturgii...I wcale nie chodzi o jakąkolwiek uniformizację.W końcu wspólnota to wspólnota, a nie można nazwać wspólnotą jakiegoś tworu, którego członkowie czy uczestnicy robią w jednym momencie coś zupełnie innego (upraszczam, bo wspólnota nie ogranicza się do tego)A, i niech nikt nie pomyśli, że jestem przedsoborowa, nic z tego.
Bo trafia mnie...kiedy widzę jak ludzie robią pranie w niedzielę, sprzątają dom, ścierają kurze w Kościele (co niedzielę, a nie dlatego, że nagle się nakruszyło). Pomijam już, że ulice są pełne ludzi bo sklepy są otwarte i wśród muzułmanów i wśród żydów, bo biorę poprawkę, że to ja tu przyjechałam, i ode mnie się oczekuje, (lub nie), przystosowania, otwarcia na styl życia tutaj. Tak, ale uważam, że są granice. Jakie? No właśnie...Raczej takie same jakich już nie doświadczałam od jakiegoś czasu i w Polsce, ani w miejscach takich jak kościół, czy kaplica zakonna (nie piszę gdzie, więc proszę nie wyciągać wniosków, a jeśli to tylko na swoją odpowiedzialność), a już nie wspomnę o "uświęceniu" (jakieś archaiczne słowa używam? nie dla mnie) takiego dnia jak Niedziela.
Po co wymagać od kogoś chodzenia do Kościoła, skoro niedziela jest takim samym dniem jak inne i można pójść do Kościoła w inny dzień. A więcej pożytku będzie z wyspania się, bo to jedyny dzień wolny czasem, pobycia z rodziną...- oczywiście to nie moje przekonania.
W Kościołach się gada, wchodzi wszędzie, tak, właśnie, że napiszę, że przyjmuje się Komunię Św. na rękę - bo jestem przeciwna temu? Nie, nie jestem. Jestem przeciwna bezrozumnemu naśladowaniu pseudo postępu. Jak ktoś wie dlaczego tak robi to niech robi. Ale jak ma wątpliwości, czy w ten sposób oddaje większą część Ciału Pana, to niech tak nie robi.
Jak patrzę na zachowanie osób u nas w kaplicy adoracji, to naprawdę żal mi się taki w sercu zbiera, jak wiele jest ignorancji. Można rozpoznać ludzi, którzy naprawdę nie wiedzą przed Czym stoją - przed Kim, bo i tak się zdarza, że widząc Monstrancję z Najśw. Sakramentem, pytają co to jest. Jak wyjaśnić? I myślę sobie jak bardzo brak nam św. Pawła na dziś. Ale oni często przepraszają, że nie zdjęli czapki.
Ale są i przypadki ludzi, jak ja to nazywam, którzy się panoszą w Kościele, jakby byli u siebie, ale tylko u siebie. I teraz kolejny kij w mrowisko, bo uderzam w siebie samą. Już w Polsce zauważyłam jakim anty-przykładem zachowania sacralności lub choćby szacunku do miejsca są osoby Kościoła, księża i zakonnice. (Mała uwaga: odróżniam słowo zakonnice od słowa siostry zakonne, a różnica polega na różnicy jaka jest w zachowaniu i stylu życia tych osób). Mały przykład z życia: kiedy wchodzą do naszego Kościoła osoby, które wbrew wyraźnemu zakazowi robienia zdjęć w kaplicy adoracji, starają się je zrobić, staramy się temu zapobiec. I udaje się, nawet jeśli czasem nas uprzedzą i zrobią, to nic to...nie chodzi o to, że niszczy się Tryptyk, czy, że flesz szkodzi monstrancji, tak jak jest to chyba w Kaplicy Jasnogórskiej. Chodzi o osoby, które się modlą, aby im nie przeszkadzać. Bo osób chcących robić zdjęcia jest baaardzo dużo.
No i największą trudność stanowią niestety księża i zakonnice. Na przykład: trwa Droga Krzyżowa, ludzie skupieni (nie będę "podkolorowywać" sytuacji, po prostu się modlili), a ksiądz co robi? Klęka przed wszystkimi i wystrzela ze swoim super nowoczesnym wielkim aparatem. No comments.
Druga (z wielu) sytuacja: przede mną dwie siostry zakonne modlą się już od jakiegoś czasu. W pewnym momencie jedna odwraca się i wyciąga aparat z torby, więc korzystam z tego, że odwróciła się w moją stronę i pokazuję jej zakaz robienia zdjęć na drzwiach wejściowych, bo nie wiem jakim językiem mówi, i aby nie przeszkadzać innym. Jaka jest reakcja? Nie wspomnę o minie zakonnicy (!), siada, nie robi zdjęcia. Coś tam zagadała do siostry obok. Po czym wychodzi na środek kaplicy, przed wszystkie osoby modlące się i strzela z flesza. No comments. Zakonnica.
Tak sobie kiedyś pomyślałam na temat może błahy, patrząc na osoby w kaplicy (jeszcze w Polsce, a potem i tu), że bez najmniejszych ceregieli i skrupułów przechodzi się przed twarzą innych, którzy modlą się w tym momencie, jakby nie można było obejść ich naokoło. Ale jakby tak stał przed kimś włączony telewizor, i tak by przejść komuś kilka razy, albo gdyby rozmawiać na ważny temat z ważną dla nas osobą, a ktoś by sobie tak przechodził między nami, byłoby O.K.? Jak dla mnie to wynika z samej kultury w zachowaniu, że nie przechodzi się między osobami rozmawiającymi ze sobą. A tu? Brak kultury czy brak wiary?
Że czasem niemożność, to rozumiem, nie zabijajmy się teraz po ścianach, bo to też byłaby przesada.
Nie ma świętości. Nie ma. Świętych "zdejmuje się z obrazka "(http://www.list.media.pl/nr-10-2009-trudne-czasy-dla-pokory/w-jadwiga-jadaa-bueczki-czyli-wici-schodz-z-obrazkw/ ). Dlaczego? Bo my już nie mamy siły wznosić się do świętości. Łatwiej ich zdjąć z ołtarza. Oni byli tacy jak my przecież. Tak naprawdę?
I teraz ile osób czytając żywoty świętych powie: chcę tak żyć! Nie, odkryje, że nie ma się co martwić, bo oni mieli wady jak my, grzechy jak my, może nawet większe...a są świętymi. To albo oszustwo Kościoła, albo co?
No właśnie.
Ojej, wiem, zaczęłam od mojego, dzisiejszego podwórka a skończyłam na temacie, który nie ma końca.
No bo niedziela dla mnie to czas naprawdę święty, inny, oddzielony od innych dni tygodnia swoją przestrzenią OBECNOŚCI Boga, żeby dziś był dzień szczególnie z NIM.
środa, 11 listopada 2009
11 listopada, środa
Miałam coś napisać, ale chyba zrobię to jutro, albo kiedyś tam.
Teraz jest już późno...no może jak na mnie to nie tak bardzo, ale zajęta jestem piciem herbatki ze świeżą miętą. Super sprawa. Podpatrzyłam u SS. Elżbietanek.
Dziś imieniny Marcinów. Mojego brata. Mojego kochanego brata.
Ale wszystkim najmilsze życzenia....
I dziś 11 listopada.Święto Niepodległości. Niektórzy świętowali je jakoś szczególniej.
A ja chyba nie. Może dlatego, że odkrywam, że polskość, taką, za którą płaci się czasem wysoką cenę, nosi się głęboko w sercu, i ona weryfikuje się w zaskakujący sposób, czasem niezapowiedzianie. I chyba jakoś uczę się odwagi w godności bycia Polką. Niełatwo świętować to na zewnątrz. Może za rok ;)
Na dziś koniec bo coś przynudzam.
A jeszcze może jedno. Dodałam na końcu bloga pewną myśl po łacinie.
Kolejny konkurs: kto ją przetłumaczy dostanie...ee, nie wiem jeszcze co. A może coś wedle życzenia ;)?
Myśl, która bardzo, bardzo, bardzo odpowiada mojej sytuacji, sytuacji która jest tu, gdzie jestem...i nie tylko.
Nawiązuje trochę do słów tej piosenki:
Teraz jest już późno...no może jak na mnie to nie tak bardzo, ale zajęta jestem piciem herbatki ze świeżą miętą. Super sprawa. Podpatrzyłam u SS. Elżbietanek.
Dziś imieniny Marcinów. Mojego brata. Mojego kochanego brata.
Ale wszystkim najmilsze życzenia....
I dziś 11 listopada.Święto Niepodległości. Niektórzy świętowali je jakoś szczególniej.
A ja chyba nie. Może dlatego, że odkrywam, że polskość, taką, za którą płaci się czasem wysoką cenę, nosi się głęboko w sercu, i ona weryfikuje się w zaskakujący sposób, czasem niezapowiedzianie. I chyba jakoś uczę się odwagi w godności bycia Polką. Niełatwo świętować to na zewnątrz. Może za rok ;)
Na dziś koniec bo coś przynudzam.
A jeszcze może jedno. Dodałam na końcu bloga pewną myśl po łacinie.
Kolejny konkurs: kto ją przetłumaczy dostanie...ee, nie wiem jeszcze co. A może coś wedle życzenia ;)?
Myśl, która bardzo, bardzo, bardzo odpowiada mojej sytuacji, sytuacji która jest tu, gdzie jestem...i nie tylko.
Nawiązuje trochę do słów tej piosenki:
Etykiety:
listopad konkurs
poniedziałek, 2 listopada 2009
Pierożki, pierogi, pierogunie...varioli ;)
Nie ma to jak świętowanie w gronie polskim (z dodatkiem włoskiego ;) przy półmiskach pełnych...pierogów ruskich! Ha! Nie każdy tak ma, co?
Było pysznie!!!
Było pysznie!!!
Etykiety:
jedzenie siostry
Mały świąteczny szczegół - oczywiście z okazji 1 listopada ;))))
Ma bombki, gwiazdkę na czubku, światełka, łańcuch z napisem...
Nie wiem ile ona tam wisi, ale ozdoby jeszcze nie straciły koloru, to przypuszczam, że od zeszłego roku. Szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia, żeby pokazać, gdzie dokładnie ona wisi. Dla zainteresowanych tak szczególnie: przy uliczce, przy zabudowaniach greckich, jakby idąc od Casa Nuova do Bożego Grobu, ale nie obok San Salvatore. Znalazłyśmy ją dziś, wracając z cmentarza. Jest jeszcze napis Merry Christmas. Przyjdę tu na Boże Narodzenie i sprawdzę, czy zapalą lampki ;)
Takie rzeczy to tylko tu ;))
niedziela, 1 listopada 2009
1 listopada w Jerozolimie
Subskrybuj:
Posty (Atom)



