31 grudnia 2010

2011

Niech Nowy Rok... będzie dobry.

Panie, jeśli dasz mi nowy rok cały
lub tylko w części, 
uczyń mnie również świętym.
Spraw, żebym uświęcił chwile, 
oddechy, słowa, oczy, słuch, język,
serce, fantazję, umysł i wolę...
Abym nie liczył tylko przemijające lata, 
lecz abym wzrastał w świętości.
bł. Jakub Alberione

30 grudnia 2010

Czas Świąteczny...

tak na szybko i krótko, bo ten czas jeszcze trwa. Ale to jakby ktoś pytał co robimy, czy co robię.
W te święta nie miałam zamiaru wybierać się na Pasterkę do Betlejem, po zeszłorocznym doświadczeniu chaosu bardziej a nie modlitwy i zmęczenia...no i niemożnością dostania się do Groty na spokojniejszą i dłuższą modlitwę.A, że bardzo tęskniłam za polskimi świętami, wybrałam się na Wigilię do ss. Elżbietanek, do Nowego Domu Polskiego tu w Jerozolimie. Siostra Nimfa z s. Gabrielą pojechały do Betlejem na Pasterkę, a s. Cecilia miała iść spać. No a ja postanowiłam zostać na Pasterce u Sióstr polskich. Ale jednocześnie jakoś tak myślałam, że chyba jednak wybrałabym się jakoś do Betlejem, ale czekałam na jakąś okazję.
Po niezbyt długiej, ale okraszonej śpiewaniem kolęd  kolacji wigilijnej, posprzątałyśmy i spotkaliśmy się na ciastku w refektarzu sióstr z tymi, którzy pozostali w domu, bo jednak znaczna część wspólnoty poszła do Betlejem. O 24.00 rozpoczęliśmy Pasterkę, a po Pasterce...No właśnie, udało się, z czego jestem niezmiernie szczęśliwa, pojechać do Betlejem. Zajechaliśmy w czwórkę, oddaliśmy samochód tym co wracali do Jerozolimy po głównej Mszy celebrowanej przez Patriarchę, a sami poszliśmy do Bazyliki Narodzenia. Udało nam się dostać do Groty Narodzenia, a nawet więcej, udało mi się uczestniczyć w Eucharystii sprawowanej przez ojca gwardiana, o.Stefano, a koncelebrowanej przez trzech polskich kapłanów.
No łaska niesamowita...sercem starałam się ogarnąć wszystkich, bo głowa i tak by nie pomieściła wszystkich.
Zaraz po tej Mszy do groty wchodził Patriarcha na kolejną Mszę.
Zachciało nam się jeszcze odwiedzić Pole Pasterzy, ale jak to się mówi, pocałowaliśmy klamkę, bo już było nieczynne (było ok. 3.00 rano).


Wróciłam do domu dość wcześnie, bo ok. 4.30, ale niestety to spowodowane jest atrakcją przejścia przez check  point między Autonomią Palestyńską, do jakiej należy Betlejem a Izraelem. Ale było spokojnie.
No a na drugi dzień trochę odespania i na Mszę Bożonarodzeniową w naszym Kościele, czyli po ormiańsku.
Niestety dowiedzieliśmy się, że dokładnie w noc Bożego Narodzenia zginęły w wypadku samochodowym trzy siostry franciszkanki z Góry Błogosławieństw, jadąc właśnie na Pasterkę do Betlejem.
Po południu w dzień Bożego Narodzenia wyszłyśmy z s.Nimfą na spacer i zwiedzanie różnych Kościołów pod względem żłóbków. Ale, jako, że s.Nimfa nie znała jeszcze innych kilku miejsc poza żłóbkami, takich jak Sadzawka Bethesda czy Lithostrotos, zobaczyłyśmy niewiele żłóbków, natomiast zeszło nam wiele czasu...stąd pewnie będzie jeszcze ciąg dalszy zwiedzania żłóbków, a wśród świątecznych zdjęć można znaleźć niekoniecznie takie, które tam tematycznie pasują.
W niedzielę miałam zamiar uczestniczyć w Eucharystii odpustowej w Kościele św.Szczepana OO. Dominikanów, jednak po godzinnym oczekiwaniu na rozpoczęcie Mszy z powodu transmisji do Francji, dałam za wygraną i wróciłam do domu z postanowieniem świętowania tego męczennika w innym miejscu. Po południu, z s.Cecylią zeszłyśmy do Doliny Cedronu (prawie) i tam uczestniczyłyśmy w liturgii przygotowanej przez braci franciszkanów w miejscu męczeństwa św.Szczepana.
Jutro będziemy świętować s.Sylwestrę ze Starego Domu Polskiego, u SS.Elżbietanek, a potem u nas wieczorem, będzie miała mijsce Adoracja i zakończymy Stary a rozpoczniemy Nowy Rok 2011 Eucharystią, którą odprawi nasz Egzarcha Ormiański, ale w naszym łacińskim rycie.

19 grudnia 2010

יוסף

W sobotę byłam na ostatniej już w Adwencie Lectio Divina prowadzonej przez Braci z Bose w Romitaggio-Getsemani.
Chciałam przywołać tu tylko jedną myśl...reszta jest naprawdę warta do posłuchania w wykonaniu ks.Wojtka Węgrzyniaka, którego kazania bardzo szczerze polecam!!!
Otóż br Daniel zwrócił uwagę na Józefa...na jego milczenie, a raczej na to co powiedział, a co zostało odnotowane w dzisiejszym fragmencie Ewangelii Mt 1,18-24. "...któremu nadasz imię Jezus...". Br Daniel powiedział, że jest to jedyne słowo, o jakim wiemy, że Józef je wypowiedział: Jezus. I takie było jego życie...całe dla Jezusa. Przegrane, po ludzku patrząc.Takie jak Jezusa - po ludzku kalkulując.
Jedno słowo: Jezus. Została mu dana wielka odpowiedzialność ojca: nadać imię, imię, które stało się jego życiem. Matka daje życie naturalne, ojciec daje dziecku pozycję w społeczeństwie, nadaje mu imię, tożsamość.
Tu też polecam bardzo książkę Michel Meslin L'esperienza umana del divino, która kapitalnie pokazuje niepodważalną funkcję ojca w życiu dziecka (temat dość na czasie).
Jezus...Bóg, który zbawia. Józef wybiera Boga, który daje wszystko. I wybiera Go całym życiem, na całe życie.

13 grudnia 2010

Pobrudziło się a teraz się myje

Czyli zlewa jak się patrzy. Nadal zimno. Wczoraj moja filipińska siostra podeszła do mnie wieczorem i z przerażeniem mówi: "wiesz, że termometr u nas wskazuje 6 stopni?".Noo, tym bardziej doskwiera to zimno, że leje. Ale dobrze, bo przynajmniej zmyje cały ten piach pustynny...jak na razie jest żółte błotko wszędzie, łącznie z moimi oknami.
 

12 grudnia 2010

Sypie u nas...ale piachem

Szaro, buro, wietrznie strasznie, i zimno.Szaleje burza piaskowa.
Czasem popada. Termometr pokazuje 14 stopni.
Dziś gotowałam obiad dla wspólnoty. Naleśniki z kurczakiem (pomysł ściągnęłam od P.Grażynki), ale trzeba mieć anielską cierpliwość u nas. Usmażenie 10 naleśników zajęło mi godzinę. Taką mamy super sprawną kuchenkę elektryczną. Ale wyszły dobre, tylko mało ;). I część była z cukinią smażoną, a mała część na słodko...ale nie ma jak naleśniki mojej Mamy!Oj, ale by się zjadło!

10 grudnia 2010

Jeeestem i żyję!

Ojej, a wcale aż tak dawno nie nie pisałam ;)
Ale chyba trochę czas na nadrobienie wieści...Skończyło się świętowanie  Chanuki, ale dzielę się znakiem obchodzenia jej na Starym Mieście u nas. Aż mnie wzruszyło kiedy zobaczyłam te ciekawe chanukije w Starej Jerozolimie.
Zaczął się nowy rok dla muzułmanów, ale oni nie świętują go tak hucznie jak np. Ramadanu. Praktycznie nie dało się więc tego odczuć nawet w naszej dzielnicy.
W zeszła sobotę był bardzo wdzięczny koncert kolęd polskiego dziecięcego Chóru Don-Diri-Don ze Szczecina. Niestety nie udało się nam zorganizować w naszym Kościele, ale za to przyjęty został przez OO. Franciszkanów.
I chyba nic się nie działo szczególnego u nas w ostatnim czasie...powoli przygotowania do Świąt. Najpierw te duchowe, Adwentowe, ale też i te zewnętrzne.Jest coraz zimniej, oczywiście na śnieg u nas nie ma co liczyć. Coraz więcej osób rozjeżdża się na Święta w rodzinne strony.

3 grudnia 2010

Wielki pożar pod Hajfą

Około 40 osób zginęło w pożarze, który wybuchł rano w lesie w pobliżu Hajfy, na północy Izraela.Z terenów, na których szaleje pożar, ewakuowano setki ludzi
Izraelskie radio publiczne podało, że autokar przewożący ok. 50 więźniów przewrócił się, a następnie zapalił
źródło: AFP
Izraelskie radio publiczne podało, że autokar przewożący ok. 50 więźniów przewrócił się, a następnie zapalił
Ewakuowany został kibuc, hotel, niektóre części Uniwersytetu Hajfy oraz więzienie, w którym przetrzymywanych jest ok. 500 Palestyńczyków, zatrzymanych ze względów bezpieczeństwa lub przebywających nielegalnie w Izraelu.
Wczesnym wieczorem strażakom nie udało się jeszcze opanować ognia. Premier Benjamin Netanjahu apeluje o pomoc.
Według lokalnych mediów, ogień opanował teren o powierzchni prawie 3 tysiące hektarów.
Ewakuowano setki ludzi z pobliskiego kibucu, hotelu, niektórych części kampusu Uniwersytetu Hajfy oraz więzienia, w którym przetrzymywanych było ok. 500 Palestyńczyków, zatrzymanych ze względów bezpieczeństwa lub przebywających nielegalnie w Izraelu.
Ok. 40 osób zginęło, gdy w płomieniach stanął autokar. Wcześniej podawano, że w wypadku zginęli więźniowie z ośrodka Damon, jednak jak powiedział szef izraelskiego więziennictwa Jaron Zamir, wśród ofiar są głównie strażnicy więzienni z innych ośrodków, którzy jechali pomóc w ewakuacji więzienia. Inne źródła podają, że autokar wracał z więzienia.
Zdjęcia telewizyjne pokazywały zwęglony szkielet pojazdu. Rzecznik służb ratowniczych Eli Bin poinformował, że wypadek przeżyły trzy osoby.
- Jest to katastrofa na niespotykaną dotychczas skalę - powiedział premier Netanjahu, apelując o pomoc do Cypru, Włoch, Rosji oraz Grecji. Przedstawiciel służb pożarniczych Szimon Romach powiedział, że kraj nie ma wystarczającej liczby samolotów ani śmigłowców do walki z żywiołem.
Z pożarem walczy obecnie 25 oddziałów strażaków.
Władze podejrzewają, że pożar wybuchł na nielegalnym wysypisku śmieci.
W pobliżu Hajfy wiał wiatr o prędkości ok. 30 km na godzinę, a temperatura sięgała 30 stopni. Od miesięcy w Izraelu panują wyjątkowo wysokie temperatury. Tegoroczny listopad był najsuchszy od 60 lat.

1 grudnia 2010

Adwentowo

Chanuka...

Dziś po południu, będąc na Adoracji, dochodziły mnie odgłosy świętowania Chanuki. Śpiew, bębny...I uświadomiłam sobie, że dla ludzi żyjących w Polsce, to takie normalne widzieć o tej porze roku roratkę w kościołach, kto do kościołów nie zachodzi, to choinki już na wystawach, kartki świąteczne, i dosłownie wszystko to, co jest związane z "przemysłem" Gwiazdkowym.W Jerozolimie nie znajdzie się nic z tego. Aż trudno sobie to uzmysłowić. Mówię o sobie. I dziś tak myślałam, już kolejny raz, że dla chrześcijanina nie ma problemu świętować wszelkie święta żydowskie, są ku temu podstawy jakby nie było.
Ale już nie można powiedzieć tego w odwrotną stronę.
I niestety ( to niestety jest z wielu powodów), widać często jak specyfika świąt żydowskich przyciąga tłumy, a nasze święta kościelne wcale niekoniecznie.
Taka mi jeszcze przyszła myśl, czy pani Prezydent Miasta Warszawy wnosi figurkę dzieciątka Jezus do żłóbka w jakimś Kościele, albo w jakiejś szopce na którymś z placów warszawskich? Nie sądzę, lub o tym nie wiem (i chętnie się dowiem, jeśli ktoś coś na ten temat wie). Ale zapala chanukije na Pl.Grzybowskim...

29 listopada 2010

MARANA THA!

Adwentowe nadzieje

Trochę  się pośmiałam, bo na Facebooku jak napisałam, że Adwent tuż, tuż a śniegu nie widać, to wzbudziło to jakieś ożywienie w "chwaleniu się", że w Polsce śnieg jest, że Warszawę przyprószyło, że w moim rodzinnym mieście też jest już śnieg...oj, ja to wszystko wiem. Ale nic nie poradzę, że duszę i potrzeby mam wg polskiej natury, i choć wiem, że nie mam szans na zobaczenie śniegu, to i tak takie telefony, jaki własnie odebrałam z Radomia: "nie mogę do Ciebie zadzwonić na skype bo własnie nam wyłączyli prąd, a ja odśnieżam bo sypie tak jak jeszcze nigdy nie widziałem", nie wzbudzają we mnie ogromnej radości!
No nic, będąc w Jerozolimie trzeba się liczyć z takimi brakami jak nieobecność śniegu. Choć w zeszłym roku, ale dopiero w lutym, miałam tę przyjemność zmarznąć na ośnieżonym Hermonie. A we wspólnocie mam siostrę z Filipin, która nawet śniegu na oczy nigdy nie widziała, i ma nadzieję, że zobaczy go w Izraelu.
A może jednak spadnie i w Jerozolimie?

26 listopada 2010

Wspomnienie bł Jakuba Alberione....

Dziś, dzień szczególny. Jednoczy się Rodzina Św. Pawła na modlitwie wspominając naszego Ojca Założyciela.
Szczególny człowiek...jedyne, co chciałabym napisać: podziwiam Go zawsze za wierność Bożym natchnieniom....

http://www.paulus.org.pl/news,385.html

21 listopada 2010

MÓJ Królu, wspomnij...wszystko w Tobie ma istnienie

Jakiś czas temu zaczęłam obserwować temat intronizacji Jezusa, który pojawia się coraz bardziej natarczywie w mediach (ja ograniczam się do radia i internetu, bo z telewizora ścieram tylko kurz ;).
I jakoś tak już mam, że kiedy nie mam zdania na pewien temat to staram się (pycha w tym często przeszkadza) nie wypowiadać (Błogosławiony ten co nie mając nic do powiedzenia, nie obleka tego faktu w słowa - bodajże Herbert coś takiego napisał, ale proszę o korektę jeśli się mylę).
Ale dziś jest uroczystość Chrystusa Króla...
I tak od kilku dni czytając Słowo, które jest na dziś, pytam samą siebie, czy On jest MOIM królem?
Ale patrzę na to Słowo (Łk 23,35-43), w którym nie ma pomnika wysokości 33 m, ale jest człowiek umierający na krzyżu, może w wieku 33 lat.

Pierwszy raz bardziej zwróciłam uwagę na zachowanie, na serce Dobrego Łotra.
Jak bardzo Jezus stał się jego królem, bo zobaczył w nim Króla nie na tronie, ale Króla który cierpi razem z nim.
Pomyślałam, że tak łatwo znaleźć dziś takie zachowanie jakie miał tłum spod krzyża. No, chrześcijanie, pokażcie jak jesteście zdolni cierpieć, jak bardzo jesteście wierni waszej Biblii. Tacy jesteście mądrzy jak ewangelizujecie, że Chrystus towarzyszy w cierpieniu. To teraz pokażcie, nie domagajcie się sprawiedliwości, ale pokażcie jak jesteście wierni waszemu Królowi...Nie słyszeliście czegoś takiego nigdy?
To chyba nie żyjecie zbyt realnie. Nie trzeba być w Ziemi św. żeby czegoś takiego doświadczyć.
I można mieć pretensje do Jezusa...nie tak miało być, przecież kamieniami w ludzi to rzucali za czasów Pawła, a teraz? Bomby atomowe? Niekoniecznie. Na co dzień  dostaje się kamieniem słów, kamieniem zatracenia świętości życia, kamieniem lekceważenia tego co święte, kamieniem lekceważenia naszego życia chrześcijańskiego...
Może paradoksalnie tu, w Jerozolimie można to jakoś łatwiej zauważyć, albo zależy od osobistej wrażliwości.
I pytam siebie samą: Jezus jest MOIM Królem? Czy tylko Królem Wszechświata?
Ten Dobry Łotr, potrafił nie tylko nie skupić się na własnym cierpieniu, ale potrafił jeszcze bronić Jezusa.
Muszę przyznać, że mnie o wiele łatwiej naturalnie przychodzi zachowywać się jak ten drugi...Ale w końcu jestem wolna, żeby się nie zgodzić na taką moją naturę. 
Ten Dobry Łotr...to nawet nie chodzi o to, że udało mu się być "kanonizowanym" przez samego Jezusa. Ale on rozpoznał w Nim Króla, i zapragnął Jego królestwa. A jakie mogło się wtedy wydawać, jeśli jego Król umierał obok niego? A on jednak poprosił GO o wspomnienie...nie poprosił o przerwanie cierpienia, o zdjęcie z krzyża, o jakiś cud naoczny.
Poprosił o WSPOMNIENIE. Tylko.


15 listopada 2010

14 listopada 2010

Długi tydzień szybko upłynął

Niektórzy mi piszą, że cisza tu...ale nie tak długo przecież ;)
To był intensywny tydzień. Aż szkoda, że skończył się. Po dobrych ludziach zawsze odczuwa się pustkę, kiedy już ich nie ma...
W zeszłym tygodniu przyjechał do nas Pan Piotr C. z Panem Krzysztofem M. (mam nadzieję, że nie będą mi mieli za złe, że tak imiennie piszę o nich), po naszych wołaniach o naprawę Tryptyku. Tzn. nie żeby się nie wiadomo co zepsuło, ale przede wszystkim chodziło o wymianę diod, bo jednak wbrew zapowiedziom, nie trwają 11 lat, ale ponad rok. No i zaczęła się praca. A żeby nie przerywać Adoracji w ciągu dnia, i jednocześnie mieć spokój podczas pracy, bez pielgrzymów i turystów, praca odbywała się wieczorami, które bardzo się wydłużały...Ale jaki efekt!!! Brak słów! Mamy teraz piękne światło wychodzące z Hostii. Mamy regulację oświetlenia Tryptyku, nie mamy lampki, która czasem kilka razy w tygodniu musiała być reanimowana po stratowaniu przez pobożnych adoratorów. I...mamy sprawną pralkę, zamek w skrzynce na intencje, działający odkurzacz, i co jeszcze? Doświadczenie wielkiego dobra, przyjaźni, i dobrego humoru. A to najcenniejsze.
Na zdjęciach zdradzam jak upływała praca....

4 listopada 2010

A miałam o tym nie pisać...

Ponad rok temu, przed moim wyjazdem do Jerozolimy, byłam w szpitalu w Warszawie na Oiomie.
Nie, nie byłam chora. Poszłam odwiedzić jedną osobę.
Nie znałam tej osoby. Nie znałam osobiście, ale była bardzo obecna w moich modlitwach.
"Poznałam" ją dzięki mojemu znajomemu, który pokazał mi kiedyś zdjęcia z jego pierwszych ślubów zakonnych. Grała  tam na flecie bocznym. To było już ok. 6 lat temu.
Potem zobaczyłam ją z daleka na rekolekcjach w parafii św. Jakuba w Warszawie, głoszonych przez brata Morisa. Była w grupie śpiewającej i też grała na flecie....
Spotkałam wiele osób w ciągu moich studiów, które znały ją, słyszały o niej.
Kiedy przyjechałam do Jerozolimy, byłam zaskoczona, bo także tu spotkałam osoby, które ją znały.

Kiedy wiosną 2009 roku, pewnego niedzielnego popołudnia pojechalismy ze znajomym  do szpitala, nie spodziewałam się, że nie skończy się ta historia na wizycie w szpitalu. Choć w sumie już nigdy więcej jej nie spotkałam.
Monika Brzoza, zmarła 29 października tego roku. Miała 37 lat.
Dzis posłuchałam audycji z jej udziałem i postanowiłam napisać kilka słów...

Kiedy zaszliśmy do szpitala, nie chcieli nas wpuścić, bo już minął czas odwiedzin i zaczynali sprzątać, ale wybłagaliśmy pozwolenie na 5 minut, które potem przedłużyło się do 15 min. Byłam wtedy pierwszy raz na oiomie, i zrobił na mnie ogromne wrażenie cały klimat tam panujący, te zielone fartuchy, cisza...
I w sali zobaczyłam małą Monikę. Miała kucyki, i naprawdę wyglądała jak dziecko. Przyniosłam jej kartkę z zapewnieniem modlitwy od nas, od mojej wspólnoty. Podziwiała kartkę, że taka ładna... Monika była taka śliczna, pogodna, i naprawdę jak dziecko. Choć bardzo ciężko musiało jej wtedy być, krótki czas po wybudzeniu ze śpiączki.
Kiedy wyszliśmy stamtąd, rozpłakaliśmy się oboje.

Od tamtego czasu zawsze miałam na bieżąco informacje jak Monika się czuje, i co się z nią dzieje.
Oprócz tamtego spotkania nigdy więcej jej nie widziałam, i nie rozmawiałam z nią.
Przez ostatnie dni przed jej śmiercią codziennie dostawałam sms'y z wiadomościami i z prośbą o modlitwę. Zanosiłam ją na Kalwarię i włączyłam w nią także moje współsiostry.
No a dziś posłuchałam świadectwa Moniki. NIECH PAN BÓG BĘDZIE UWIELBIONY ZA TAKIE OSOBY ŻYJĄCE WOKÓŁ NAS...
I dzielę się....
http://www.pluswarszawa.pl/?t_id=1342
http://www.sigma-systems.pl/nagrania_106.2/2010-11-01.mp3
http://ekai.pl/odeszli/x34793/pozegnanie-moniki-brzozy-zalozycielki-portalu-jezus-waw-pl/
http://www.jezus.waw.pl/

zdjęcia i film za pośrednictwem konta Moniki na www.facebook.com i z kolekcji TTZ

3 listopada 2010

Jest tak nie-jesienno, i nie-listopadowo, że mam ochotę się rozchorować, bo to takie normalne w tym czasie w Polsce, nie?
Chyba już coś ze mną nie tak...

Długi weekend w Jerozolimie

No to tak będzie pobieżnie... W sobotę rano wyskoczyłam w deszczową pogodę z domu, żeby porobić trochę zdjęć z cmentarza chrześcijańskiego w Jerozolimie, gdzie można znaleźć groby Polaków, Ormian, Arabów...i grób Oskara Schindlera. (foto)

W niedzielę po raz pierwszy udało mi się w końcu odwiedzić SS. Matki Bożej Miłosierdzia. Zawsze mówiłyśmy z s.Wincentą, że mieszkamy tak blisko, ostatnio widujemy się prawie co dzień na Mszy porannej, a jeszcze nie udało nam się spotkać w jednej lub drugiej wspólnocie. Mam nadzieję, że teraz przyjdzie kolej na odwiedziny u nas. Co prawda ja nie będę mogła poczęstować Sióstr takimi ciasteczkami dobrymi jakie udało mi się degustować  ;) u Sióstr.
Poniedziałek, 1 listopada był dla mnie niestety dniem pracy. No takie tu zwyczaje, ale udało mi się uczestniczyć w modlitwie Różańcowej za zmarłych, którą odmówiliśmy w gronie polskim na cmentarzu polskim.(foto)
Na następny dzień, 2 listopada, całą wspólnotą (rzecz rzadko spotykana) wybrałyśmy się na Mszę do franciszkanów a potem na procesję na cmentarz.(foto) Jak bardzo jednak brakowało mi jesiennego klimatu tych dni, jakiego doświadcza się w Polsce. No cóż, nie można mieć wszystkiego :).

2 listopada 2010

Novita'

No pięknie, pięknie!
widzę, że ruszyło się w naszej Rodzinie Św. Pawła jeszcze bardziej pod kątem wykorzystania wszelkich środków do głoszenia Bożego działania w świecie poprzez nasze siostrzyczki ;) (a gdzie bracia???)
POLECAM :]
 - http://www.smallbluehouse.blogspot.com/  - Wspólnota PDDM w Lublinie
 - http://sisteralex.blogspot.com/  - s.M.Aleksandra PDDM
 - http://mariaviola.blog.onet.pl/  - s.M.Viola PDDM
 - http://blog.wiara.pl/discepola - s.M.Iwona PDDM
 - http://camminavaconloro.blogspot.com/ - Apostolato Giovanile PDDM
 - http://gemsday.blogspot.com/ - s.M. Gemma PDDM
 - http://www.krystynafsp.blogspot.com/ - s.M.Krystyna FSP

Czy o kimś zapomniałam ?
 - http://shalom-miriam.blogspot.com/ - ...Mi ;)

31 października 2010

Duuużo okazji do napisania

No właśnie, dużo, bo:
1. Dziś mija nasze święto patronalne, Boskiego Mistrza, nasze, tzn. Rodziny św. Pawła, a naszego Zgromadzenia w szczególności.
Udało nam się w naszej skromnej wspólnocie celebrować wczoraj wieczorem Eucharystię połączoną z I nieszporami z Uroczystości. Potem w poszerzonym gronie zatrzymaliśmy się na kolacji.
2. Trochę wybiegając w przeszłość, w czwartek byłam nad Jordanem, co starałam się uwiecznić moim małym aparacikiem, więc galeria zdjęć została poszerzona. Była to pielgrzymka, jak co rok, odbywająca się pod patronatem OO. Franciszkanów, gdzie zostają odnowione przyrzeczenia chrzcielne. W sumie nie dowiedziałam, się czemu własnie w ostatni czwartek października Kustodia organizuje tę pielgrzymkę. Prawdopodobnie dlatego, że jest taka możliwość aby dostać się w to miejsce, zazwyczaj zamknięte dla pielgrzymów, otoczone ogrodzeniem, na którym co jakiś czas zauważa się charakterystyczną tablicę z napisem: niebezpieczeństwo min.
Upał nas spotkał ogromny, ok. 40 stopni, ale muszę przyznać, że spodziewałam się większej trudności w znoszeniu go.
Po Eucharystii  nad brzegiem Jordanu większość z nas udała się do greckiego klasztoru św.Jerzego na Górze Kuszenia. No ten punkt programu był przeze mnie od dawna wyczekiwany. Jednak mam nadzieję powrócić tam w mniejszym gronie, na spokojnie. Ale warto było. I wbrew obawom niektórych (dziękuję za troskę!), byłam w stanie jeszcze po południu pracować w Bibliotece.
3. Jutro Wszystkich  Świętych...jak co roku, po południu różaniec na cmentarzu katolickim odmawiany w gronie polskim. No, ale to już wybieganie w przyszłość, choć ja już mam za sobą jedną wizytę na cmentarzu i zaowocowała ona całym zestawem zdjęć.

A pogoda...no właśnie, pogoda była piękna, choć na zdjęciach nie można tego oddać. Bo padało!!! Od soboty paaaaadaaaa. I jest chłodno. I bardzo miło.

25 października 2010

Kolejne miejsce Adoracji Najśw.Sakramentu w int. pokoju

Tak, tak...brak słów. Można by myśleć, że nasz Tryptyk Jerozolimski to wielkie dzieło. Jasne, że wielkie, choć i tak większym jest ta modlitwa, która trwa i się rozwija!!!
Kochani, zgłaszają się wolontariusze!!!Z Francji, z Polski (oczywiście) a ostatnio ze Stanów!
Jak tak dalej pójdzie, to będziemy szukać kolejnego mieszkania dla wolontariuszy, i chyba naprawdę w końcu zrealizuje się marzenie o Adoracji nocnej, czyli 24 godziny!!! Pan Bóg błogosławi, w trudach, ale błogosławi.
Bardzo dziękuję wszystkim osobom, które nagłaśniają sprawę wolontariatu. Naprawdę są owoce i dzięki wam za to!

A teraz napiszę o czymś o czym nie lubię pisać, ale tym razem i może jeszcze kilka razy napiszę. Bo nie dla mnie to robię. Otóż, mieszkanie dla wolontariuszy jest finansowane  z dobroci ludzi. Ta dobroć jest czymś niesamowitym, bo najczęściej jest wsparta głęboką wiarą w to dzieło adoracji. Ale to nie wystarcza. Tu taki APEL, czy zachęta do tych osób, którym nie jest dane przyjechać na wolontariat ( z bardzo różnych powodów: choroba, wiek, rodzina, dzieci, praca), a chciałyby się w tę modlitwę włączyć wsparciem nas i ofiarą pieniężną. Ona właśnie zostałaby przekazana na opłatę za mieszkanie, a wolontariusze włączyliby ofiarodawców i ich intencje w modlitwę w krypcie IV stacji Via Dolorosa.
oto konto na które można wpłacać pieniądze: 
Stowarzyszenie Communita Regina della Pace - Radom
BSR w Radomiu
80 9115 0002 0010 0006 4060 0001


Natomiast, gdyby ktoś nie wiedział, Adoracja w Jerozolimie to nie koniec. Wspólnota Królowej Pokoju przygotowuje następne miejsce modlitwy Eucharystycznej, a mianowicie Oziornoje w Kazachstanie. Tak się składa, że nasza obecność, naszego zgromadzenia, jest już i tam za sprawa współpracy s.Maristelli, architekt.
Pan jest naprawdę niesamowity.
A poniżej artykuł ks. Lucjana Pocałunia, który ukazał się w ostatnim wydaniu tygodnika Niedziela.
https://docs.google.com/viewer?a=v&pid=gmail&attid=0.1&thid=12be2fbc03f76963&mt=application/pdf&url=https://mail.google.com/mail/u/0/?ui%3D2%26ik%3Dbf9b3082e8%26view%3Datt%26th%3D12be2fbc03f76963%26attid%3D0.1%26disp%3Dattd%26zw&sig=AHIEtbRuEM6ddrJAJQJhNmX62hpi5GaGjA&pli=1

11 października 2010

Na jesienny wieczór...



Tłumaczenie...

Warte polecenia

Numer: 10 (624)/2010 październik

Kochać Kościół mimo wszystko


Coraz więcej osób w Polsce przeżywa rozczarowania i ból z powodu Kościoła. Wcielenie Ewangelii w Kościół okazało się trudniejsze niż Wcielenie Boga w człowieka. Doświadczenie Kościoła staje się niekiedy krzyżem życia chrześcijańskiego. Jak sobie radzić w tej sytuacji? Jak trwać w Kościele realnym, nie idealnym?

Zapraszamy do refleksji nad tym, co znaczy: kochać Kościół mimo wszystko. Autorzy tego numeru WIĘZI z różnych stron i punktów widzenia mierzą się z tym problemem. Niektórzy bardzo osobiście opowiadają o swojej drodze do i od Kościoła o trudnej wierze „pomimo” Kościoła. Nie brak też refleksji o grzechu strukturalnym, jaki tkwi w Kościele. Nie ma jednak narzekania. Krytyka jest tu formą miłości – troski o to, aby Kościół był wierny Ewangelii. 


http://www.wiez.com.pl/?s__miesiecznik_szczegoly.id__555

10 października 2010

Synod rozpoczęty





Opublikowano szczegóły Zgromadzenia Specjalnego Synodu Biskupów dla Bliskiego Wschodu, który będzie obradował w dniach 10-24 października w Watykanie.


Dwutygodniowe spotkanie hierarchów z tego regionu świata rozpocznie się w niedzielę 10 października o godz. 9.30 Mszą św. w bazylice watykańskiej. Pracom Synodu będzie przewodniczył Ojciec Święty.

W poniedziałek, 11 października relator generalny Synodu, katolicki patriarcha koptyjski Aleksandrii Antonios Naguib wygłosi referat wprowadzający w obrady, nad którym uczestnicy zgromadzenia będą dyskutowali przez tydzień. Na zakończenie spotkania biskupi wystosują orędzie do świata.

Natomiast Ojciec Święty w oparciu o propozycje uczestników synodu opublikuje adhortację, stanowiącą dokument końcowy jego prac. Hasłem synodu są słowa: „Kościół katolicki na Bliskim Wschodzie: wspólnota i świadectwo. «Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących» (Dz 4,32)” "

Relator Synodu po debacie generalnej 18. października poinformuje o jej przebiegu i wynikach. Prace tego gremium zakończy 24. października o godz. 9.30 Msza św. w bazylice watykańskiej odprawiona pod przewodnictwem Benedykta XVI.

Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej będzie codziennie informować o przebiegu obrad publikując komunikaty w językach: włoskim, angielskim, francuskim, hiszpańskim oraz arabskim. Ponadto dla akredytowanych dziennikarzy przewidziano co środę, brifingi w czterech językach.

W najbliższym czasie zostanie opublikowany dokładny program obrad i lista uczestników Synodu.

W kwietniu br. Benedykt XVI mianował przewodniczących delegowanych obrad, relatora generalnego oraz sekretarza Zgromadzenia Specjalnego Synodu Biskupów dla Bliskiego Wschodu.

Honorowymi przewodniczącymi zgromadzenia zostali dwaj patriarchowie: maronicki – kard. Nasrallah Pierre Sfeir z Libanu i chaldejski – kard. Emmanuel III Delly z Iraku. Przewodniczącymi delegowanymi przez papieża do prowadzenia obrad będą natomiast: prefekt Kongregacji dla Kościołów Wschodnich, kard. Leonardo Sandri i patriarcha syryjski Ignace Youssif III Younan z Libanu.

Relatorem generalnym zgromadzenia został mianowany patriarcha koptyjski Antonios Naguib z Egiptu, zaś sekretarzem specjalnym – maronicki arcybiskup Cypru, Joseph Soueif.

Ponadto podczas czerwcowej pielgrzymki na Cypr papież uroczyście przekazał biskupom Bliskiego Wschodu Instrumentum laboris Synodu.

Synod !!!

7 października 2010

Siostra Gabriela jest już z nami

Dziś po południu przyjechała z lotniska nasza kolejna siostra, włoszka, s.M.Gabriela.
Niestety z braku dostatecznego miejsca w naszym mieszkaniu, s.Gabriela zamieszka przez jakiś czas w pokoju, który udostępniła nam Koinonia Św. Jana Chrzciciela. Mamy nadzieję, że warunki się zmienia i dołączy do nas za jakiś czas.
Fot: z lewej s.Gabriela, z prawej s.Cecilia.

6 października 2010

"Nowe" mieszkanie i nowa siostra

Są nowości.
Otóż dziś wynajęłyśmy mieszkanie dla wolontariuszy!
I to na Starym Mieście, w dzielnicy chrześcijańskiej, dwa kroki od Bożego grobu a trzy od nas ;). Nie napiszę za ile, bo nie chcę, ale cena też nas wzięła za serce.
Warunki?
Jak na Starym Mieście. Mieszkanie ma swój klimat. Nad sobą ma kościół grecki, z trzema dzwonami.
Jeszcze się remontuje, ale lada dzień zaczniemy i my tam działać.Otóż jutro dołączy do nas z Włoch s. M. Gabriela. Ze względu na różne względy (zdrowie, mało miejsca u nas, jedna łazienka na 4 osoby, w dodatku zakonnice ;), zamieszka na razie w pokoju wynajętym u OO. Franciszkanów dopóki nasze "nowe
 mieszkanie nie będzie zdatne do zamieszkania. A mieszkanie ma dwa pokoje, kuchnię, łazienkę i telefon, i internet. Właściwie można powiedzieć, że nie ma okna, takie było moje pierwsze wrażenie kiedy tam zaszłam, ale dziś odkryłam, że jednak ma, i to nie jedno, tylko takie inne. Ale jednak dostęp świeżego powietrza jest.
Zobaczymy jak się dalej wszystko potoczy, bo jak na razie nie ma zgłoszeń na wolontariat, choć było jedno,ale na razie ucichło.
Stąd zapraszam serdecznie - chyba takiej okazji to w Jerozolimie się raczej nie znajdzie jeśli chodzi o wolontariat. Zresztą wszystko się jeszcze okaże.
Wszechmogący Boże, spraw, aby udział w tym Sakramencie zaspokoił głód i pragnienie naszej duszy i przemienił nas w Chrystusa, którego przyjmujemy.

4 października 2010

Zbieram na komputer

To wcale nie jest żart. Właśnie pracuję na trybie awaryjnym. Dziś komputer wyłączył mi się sam kilka razy, wczoraj się zawiesił, i zanika obraz. A będąc w Polsce był w reperacji bo monitor robił się zielony....Można zacząć prawić morały, że będę miała możliwość większego ubóstwa, bo to łatwe, jak się innym komputer psuje :[.
Nie wiem ile jeszcze pociągnie, a sprawa reperacji tu w Jerozolimie nie wygląda najlepiej (s.Nimfie wgrali nieoryginalny system). Tak więc pomyślałam sobie, że może już zacznę zbierać pieniądze na komputer...jak ja tego nie lubię!

3 października 2010

Zakładki (WOLONTARIAT!!!)

Jakby ktoś nie zauważył, to na górze bloga, pod zdjęciem, pojawiły się nowe dwie zakładki. Zwłaszcza jedna jest ważna, ta, która dotyczy wolontariatu.
BARDZO SERDECZNIE ZAPRASZAM  w imieniu mojej wspólnoty!!!

2 października 2010

komu zimno?

g. 11.36, 36˚C na komputerowym termometrze, a na innym 38˚ C, czyli w rzeczywistości jest jeszcze cieplej.
I piach w powietrzu, i lepiące, duszne powietrze...to nie jest normalne? Niektórzy mówią, że i na Boże Narodzenie się zdarzało iść do Kościoła z krótkim rękawem ;)

Dziwne Chiny

Dziwne, bo mój blog tam się nie otwiera.
Nieee, nie byłam i nie sprawdzałam.
Znajomy mi tak napisał. Więc, jak ktoś chce tu zaglądać, to niech nie jedzie do Chin.
Ale w sumie w Izraelu też nie wszystkie strony się otwierają - i wcale nie dlatego, że mam słabe łącze :[ !

30 września 2010

Codzienne, jerozolimskie cuda

Czyli mały komentarz do poprzedniego posta z wczoraj.
Nawet nie musiałam dawać ogłoszenia o mieszkaniu.
Wychodzę z pracy i podchodzi do mnie jeden z chrześcijan - arabów i pyta: "Siostro, czy nie zna siostra kogoś kto chciałby wynająć mieszkanie w Starej Jerozolimie? Bo ja tak tu stałem, i pomyślałem sobie, że jak siostra wyjdzie po pracy to ja siostrę spytam."
Ha! Jak ja lubię niespodzianki!!!
Pan Bóg jest niepojęcie niesamowity!

26 września 2010

Zamiana miejsc

No, taka zamiana miejsc, że w końcu udało mi się wysłać s.Cecylie do Emaus. Uff!

Bo zawsze na I miejscu adoracja i adoracja i tak siedzi i siedzi, a potem.... nieważne ;).
W każdym razie pojechała dziś z s.Nimfą. Trochę strzeliłam gafę bo nie zgłosiłam ich wcześniej do autokaru, ale gwardian pokrzyczał a i tak pojechały. A ja zostałam na warcie adoracyjnej. Najpierw była Msza, zresztą jak zwykle u nas o 9.00, z częściami stałymi po ormiańsku, a celebrowana po włosku, a później byłam na adoracji. Na szczęście udało się, że przyszła jedna siostra na dwie godzinki i mogłam zjeść obiad (dwa falafele; wiem, przesadziłam, ale byłam baaardzo głodna, a falafele bardzo lubię). Trochę odpoczęłam, i znów na adorację!
Ale po godzinie moje siostry już wróciły i mogłam odpocząć.
A wieczorkiem, szłam do Bożego Grobu i co widzę?Super motor na Via Dolorosa. Okazało się, że nasz znajomy Arab, Omar, jeździ tym cackiem. Nie napiszę jakim, bo z wrażenia nie przyjrzałam się (no dobra, nie znam się za bardzo).A on jeszcze chce większy...to dopiero marzenia ;).
Byłam na moment w Bazylice Bożego Grobu, ale jest tak gorąco i lepko, że nie sposób wytrzymać dłużej. A jak spojrzałam na termometr to mamy dwa razy taką temperaturę jak w Polsce. Cha! Miło. Choć ja pogodę w Polsce bardzo lubię. Ale znam takie osoby, które wiele by dały by mieć tak ciepło cały rok (prawda Judi? ;).
A jak wracałam z modlitwy bardzo miłe spotkania miałam z Agnieszka i jej mamą, z Polski. A Agnieszka studiuje japonistykę na Oxfordzie. Dobre, co? Bez komentarza. Ludzie są nieprzeciętni czasem...zawsze. Oczywiście Agnieszki nie znałam. Po prostu zaczęło się od pytania o drogę. Po angielsku.

Birkat Kohanim pod Kotelem


Tłumy wiernych (ponad 15 tys. osób) wzięły udział w ceremonii Birkat kohanim (Błogosławieństwo Kapłańskie) przy Ścianie Zachodniej w Jerozolimie. Nad wszystkim czuwała policja oraz wojsko celem zapewnienia bezpieczeństwa pielgrzymom. Uroczystości mogą sie odbywać doopiero od 1967 roku, kiedy to wojsko izraelskie wyzwolilo Jerozolimę spod jordańskiej opupacji. Tradycyjnie Birkat kohanim odbywa się m.in. podczas Sukkot, Jom Kippur, Szawuot czy Pesach.
Rabin Ściany Zachodniej Szmuel Rabinowic powiedział, że taka ilość pielgrzymów, to dowód na nierozerwalną więź narodu żydowskiego z Kotelem.
Kapłani błogosławili Izraelitów w czasie świat pielgrzymich (w Pesach, Szawuot, Sukot) oraz w szabat. Błogosławieństwo kapłańskie wspomniane jest w Księdze Liczb. Składa się z trzech wersów rozdziału 6:24-26:22 I mówił znowu Pan do Mojżesza tymi słowami: 23 «Powiedz Aaronowi i jego synom: tak oto macie błogosławić Izraelitom. Powiecie im: 24 Niech cię Pan błogosławi i strzeże. 25 Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. 26 Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem.

Przed błogosławieństwem kapłańskim lewici dokonują rytualnego obmycia rąk kohenów, którzy po zdjęciu obuwia ustawiają się przed zgromadzonymi w synagodze. Następnie koheni zakrywają głowy talitem i recytują modlitwę, która poprzedza wypełnienie micwy. Po niej odwracają się do modlących się, a kantor lub przewodzący modlitwom recytuje błogosławieństwo, a koheni je powtarzają. Po każdym wersie modlący się odpowiadają amen. Tylko koheni mogą dokonywać błogosławieństwa. Wszyscy obecni kapłani powinni w nim uczestniczyć, choć kapłan, któremu właśnie zmarł bliski członek rodziny, nie powinien błogosławić. Podczas błogosławieństwa ortodoksyjni Żydzi mają zwyczaj zakrywania głowy talitem oraz zakrywania nim swoich dzieci.
ynet, szulchan aruch, schorr.edu.pl

22 września 2010

Sukkot - od dziś...

http://wejew.com/media/9387/Joys_of_Sukkot_4_Species_Market_in_Jerusalem/
Sukkot (סוכות) Święto Szałasów (Namiotów), zwane też Kuczki - żydowskie święto rozpoczynające się pięć dni po święcie Jom Kippur, a dwa tygodnie po rozpoczęciu roku. Święto należy do świąt radosnych i upamiętnia mieszkanie w szałasach i namiotach (szałas/namiot, kuczka w hebr. - סוכה Suka) podczas wyjścia z Egiptu i wędrówki do Kanaanu.




W starożytności święto było związane ze żniwami. Przez siedem dni święta ortodoksyjni żydzi mieszkają poza domem w budach pod gołym niebem - w Izraelu często budowanych na balkonach. Podczas święta recytuje się psalmy i wymachuje w cztery strony świata bukietami splecionymi z gałązek palmy (lulaw), trzech gałązek mirtu (hadasa), dwóch gałązek wierzby (arawa) trzymanymi w prawej ręce i owocamietrogu w lewej. Następnie ludzie udają się na codzienną procesję, którym towarzyszą modły o dobre plony. Procesja dnia siódmego była najdłuższa i nazywano ją Hoszanna Raba, a tłum uroczyście obchodził synagogę siedem razy.
Inną ceremonią jest obrzęd czerpania wody w dzień Szmini Aceret, będący kulminacją święta.
Sukkot trwa siedem dni, a święto zamyka dzień ósmy tzw. Simchat Tora ("Radość Tory"), w którym obnoszone są w radosnej procesji zwoje Tory siedmiokrotnie wokół świątyni. Ten dzień jest tak radosnym dniem, że jako jedyny czas w roku nawet dzieci otrzymują możliwość dotknięcia świętych zwojów pisanych świętymi literami (które dozwolone są jedynie kapłanom).

One Peace from Udi Kalig on Vimeo.

19 września 2010

DOJECHALI, i są!

http://tagi205.wrzuta.pl/audio/6E9uxZfRu2I/indios_bravos_-_drogi
No i dojechali.
Ale byłam zdumiona kiedy podeszłam w piątek do nich do Bramy Damasceńskiej, bo oni w skupieniu kończyli właśnie nabożeństwo Drogi Krzyżowej. Już sama droga z Jerycha do Jerozolimy na rowerach, w wietrze, musiała być dla nich bardzo ciężka, a oni jeszcze znaleźli siły na to, żeby się modlić....a może i o to chodziło. Ja załapałam się na bycie aniołem co zwiastuje Zmartwychwstanie, bo zabrałam ich na nocleg. O. Tomasz mówi: "Już teraz może siostra z nami wszystko zrobić." No i poprowadziłam ich jeszcze na jedną górkę, żeby ominąć kręte i wąskie uliczki Starego Miasta, po zewnętrznej stronie murów przeszliśmy (ale nie po murach, tylko po chodniku) do Bramy Nowej, a potem do Klasztoru OO.Franciszkanów na nocleg.
Jak się okazało, nie było z nimi Daniela, chłopaka, który odłączył się wcześniej i miał dotrzeć do Jerozolimy samochodem. Ja nic o nim nie wiedziałam, i nikt nie wiedział, gdzie może się podziewać, ale byłam pewna, że znajdzie się. Gdzie jak gdzie, ale w Jerozolimie ludzie się nie gubią na długo. No i rzeczywiście, Ettore, odpowiedzialny za nocleg, kiedy przeprowadzał mnie przez kolejne pomieszczenia z których grupa może korzystać, wskazał mi na chłopaka, smacznie śpiącego w jednej z sal. Jak się okazało, to był Daniel.

Wczoraj udało nam się spotkać dwa razy. Raz, kiedy odprawiali w naszym kościele Eucharystię i drugi raz wieczorem, na dłuższym spacerze po Jerozolimie.

Dziś natomiast przybyła do naszej wspólnoty s.Nimfa, filipinka z pochodzenia, która oprócz tego, że zasiliła naszą małą wspólnotę, rozpocznie także studia na SBF. Jest chyba jeszcze trochę oszołomiona, i jak chyba każdy, po pierwszej wizycie w Bazylice Bożego Grobu, mówi, że nie tak to sobie wyobrażała ;).



A jutro raniutko (5.30) czeka mnie Msza w Bożym Grobie, po polsku, celebrowana własnie z grupa z: http://ekspedycjajerozolima.pl/