8 grudnia 2015

Czas na zmiany

U nas ostatnio zmiana zarządu w prowincji polskiej naszego zgromadzenia...zmiana w mojej wspólnocie, i jeszcze kolejna zmiana. No i Adwent. Jak nie zmienić czegoś na Adwent? No to w końcu dotknęło i bloga. Ale oczywiście jeszcze do wersji ostatecznej daleko.

25 listopada 2015

Bez powodu...pozornie

Wiem, wiem...daaawno temu nie pisałam. Nie ma tematu? Jest. Zawsze jest. Czasem brakuje jakiejś takiej wrażliwości na dostrzeżenie tego, co wydaje się takie zwykłe. Ta codzienność, która tak jakoś przez palce przelatuje, a chwile chciałoby się zatrzymać na dłużej, zwłaszcza te drogie. To takie małe kamyczki. Może to pomóc. Mieć taki kamyczek w ręce, jak wydarzenie, spotkanie, chwila, niezauważalna. Słońce dzisiejsze. Dobre słowo. Towarzystwo do obiadu w ciemnej kuchni. Czasem bombardowanie tyloma sprawami, osobami, telefonami, rzeczami do zrobienia.
A za kilka dni, za dwa dni rekolekcje. I słyszę, że w tym samym czasie kilka osób zatrzyma się. Jak pięknie. Może uda nam się skupić na tej najważniejszej Osobie.
Dziś dziękuję Bogu za życie. Chociaż takie szybkie.

25 sierpnia 2015

Makłowicz

Zareklamuję tego pana, jak ostatnio zerknęłam na jego film, w którym prezentował potrawę gotowaną na zboczu Góry Oliwnej, a były to figi nadziewane kurczakiem….Połączenie dwóch moich słabości w jednym programie: Jerozolimy i jedzenia!
Uważam, że naprawdę Pan Robert zaprezentował klimat izraelski bardzo kompetentnie…cokolwiek pomyliły mu się kierunki dzielnic Starej Jerozolimy, ale nie zmienia to faktu, że dzięki jego nagraniom jestem zawsze bliżej mojego kochanego miasta i kraju.
Także bardzo polecam tym, którzy tęsknią za Ziemią Świętą!

Polecam stronę Roberta Makłowicza: http://www.maklowicz.pl/pl

28 lipca 2015

O przyjaźni

Największy dar jaki mogę otrzymać w życiu, oprócz rzeczywistej obecności Jezusa w sakramentach, to przyjaźń. Dla mnie to cud. Cud serca drugiej osoby. Cud czasu jaki poświęca. Naprawdę cud spotkania, bogactwa jakim można się dzielić w sytuacji zwykłej, prozaicznej codzienności, która staje się świętem.
Miałam dylemat, bo jestem siostrą zakonną, czy mogę aż tak otworzyć drzwi mojego domu i przyjmować osoby wtedy, kiedy tylko chcą się spotkać? Bo jest ich coraz więcej…
To próba także dla mojej wspólnoty.
Ojciec Franciszek dużo mówi o tej otwartości. O tym aby samemu wychodzić do ludzi.
A co ja mogę dać poza moim czasem, moją uwagą?
Mam wrażenie, że czasem kiedy spotykam ludzi, przyjaciół, którzy pokonują ileś kilometrów aby spotkać się, to w tym spotkaniu pojawia się jakby Jezus. Jest w radości z siebie nawzajem. Jest w dzieleniu się troskami. Jest w uwadze jaką sobie poświęcamy. Jest w tym straconym czasie. Bo ile rzeczy mogłabym wykonać JA-SAMA, w tym czasie, a tu goście się napatoczyli!!!
Dobry detoks z egoizmu…
I wracam do wspólnoty.
Jest to niebezpieczeństwo, że niektórzy nas tak pochwalą, jak we wspólnocie nie pochwali nas nikt. Tak nas docenią, zauważą, jak we wspólnocie nie doceni nas nikt.
Ale dają siłę. Siłę także do odkrywania, że we wspólnocie są przyjaciele...

12 maja 2015

Pielgrzymka do Ziemi św.- kwiecień 2015

Przepraszam, że z takim dużym opóźnieniem zamieszczam program naszej pielgrzymki, jaki grupa zrealizowała podczas pobytu w Ziemi św. 15-22.04.2015

1 dzień, środa, 15.04
Spotkaliśmy się po raz pierwszy na lotnisku w Pyrzowicach i ok. g. 16.20 wystartowaliśmy liniami Wizzair do Tel Avivu.
Tam wylądowalismy na lotnisku Ben Guriona ok. g. 21.50. Dojechaliśmy do Betlejem (Autonomia Palestyńska), gdzie zostaliśmy na 5 noclegów w ormiańskim Hotelu Ararat. Nazwa pochodzi od Góry Ararat, która w Biblii utożsamiana jest z Górami Urartu i jest miejscem wskazanym jako to, w którym zatrzymała się Arka Noego po zakończeniu potopu.

2 dzień, czwartek, 16.04
Wyruszyliśmy przez Jerozolimę, a więc trzeba było wyjechać z Autonomii Palestyńskiej, do Ein Karem, miejsca związanego przede wszystkim z Janem Chrzcicielem. Tam w Kościele św. Jana Chrzciciela uczestniczyliśmy we Mszy św. odprawianej przez ks. Prałata Stanisława Gębkę z Częstochowy, o g. 8.50. Następnie udaliśmy się do Kościoła Nawiedzenia św. Elżbiety.
Potem dojechaliśmy w Jerozolimie na Górę Herzla, na której znajduje sie Muzeum Holokaustu Yad Vashem.
Nastepnie powrócilismy do Betlejem. Tam udaliśmy się do Sióstr Karmelitanek, gdzie obejrzelismy film o Małej Arabce - bł. Miriam od Jezusa Ukrzyżowanego. Dalej odwiedzilismy Pole Pasterzy Beit Sahur, Bazylikę Narodzenia Jezusa i sklep Roniego, nazywany "Biedronką" wśród Polaków. Niestety Grota Mleczna była już zamknięta. Powróciliśmy do Hotelu.

3 dzień, piątek, 17.04
Znów wyjazd do Jerozolimy, tym razem na Górę Syjon. Zobaczyliśmy Bramę Syjonu, zwaną także Bramą Dawida, a na niej mezuzę. Jako, że było dość wcześnie, zaczęliśmy zwiedzanie od Grobu Dawida. Niestety Wieczernik tego dnia był zamknięty i nie udało nam się go zobaczyć, ale weszliśmy na dach Wieczernika. I następnym punktem był Kościół Zaśnięcia Najśw. Maryi Panny, Opactwo Benedyktyńskie.
Zeszliśmy poniżej do Kościoła św. Piotra o pianiu koguta - Gallicantu. Tam podziwialiśmy piękną panoramę Góry Oliwnej z cmentarzem żydowskim.
Podjechaliśmy autokarem do Bramy Gnojnej i przechodząc przez nia podeszliśmy do Muru Zachodneigo czyli Ściany Płaczu. Potem przeszliśmy do dzielnicy żydowskiej i był czas wolny na zakupy. Następnie przeszliśmy do pozostałości rzymskiej części Jerozolimy - Cardo.
Po południu wjechaliśmy na Górę Oliwną. Tam odwiedzilismy Meczet Wniebowstąpienia. Zeszliśmy niżej na punkt widokowy z panoramą Jerozolimy. Dalej zeszliśmy do Kościółka Dominus Flevit - gdzie Jezus zapłakał nad Jerozolimą. A jeszcze niżej schodząc juz do Doliny Cedronu weszliśmy do Groty Pojmania Jezusa i do Kościoła grecko-ormiańskiego gdzie jest Grób Maryi.
Ok. 15.30 przeszliśmy do Bazyliki Agonii w Ogrodzie Oliwnym, gdzie była Msza św. pod przewodnictwem ks. kanonika Zbigniewa Smajdora, Proboszcza Parafii Matki Bożej Szkaplerznej w Dobrej.
I jako, że zostało nam jeszcze sporo czasu, udało nam sie tak na szybko odwiedzic Grotę Mleczną w Betlejem.

4 dzień, sobota, 18.04
Dzień wcześniej odwiedzając Górę Oliwną nie udało nam się zobaczyć groty w której Jezus nauczył swoich uczniów modlitwy Ojcze nasz, stąd ten dzień rozpoczęliśmy znów w Jerozolimie na Górze Oliwnej w Kościele Pater Noster.
Zjechaliśmy potem autokarem z Góry Oliwnej pod Bramę Lwów, skąd przeszliśmy do Kościoła św. Anny gdzie mieszczą się także pozostałości Sadzawki Owczej Betesda.
Ulicą Via Dolorosa przeszlismy do Kościoła Skazania Jezusa, gdzie celebrowalismy Mszę św. pod przewodnictwem ks. kanonika Kazimierza Świerdzy, proboszcza Parafii św. Antoniego z Padwy w Koziegłówkach.
Po Mszy św. rozpoczęliśmy Nabożeństwo Drogi Krzyżowej a zakończyliśmy je w Bazylice Bożego Grobu.
Był czas wolny na modlitwę osobistą i zakupy. A potem zajechaliśmy pod Knesset i oglądalismy Menorę.

5 dzień, niedziela, 19.04
Niedziela była dniem odpoczynku. Odwiedziliśmy najpierw Kościół Marii, Marty i Łazarza w Betanii. Potem Grób Łazarza.
Z Betanii udaliśmy nad rzekę Jordan, do Qasr al-Yahud gdzie odnowiliśmy nasze przyrzeczenia chrzcielne. Przejeżdżając przez Pustynię Judzką dotarliśmy do Góry Kuszenia, gdzie niektórzy odważyli się wspiąć aż do Klasztoru św. Krzyża. Następnie podjechaliśmy w Jerychu pod Sykomorę wspominając spotkanie Jezusa z Zacheuszem. W Jerychu, w Parafii prowadzonej przez OO. Franciszkanów pod wezwaniem Dobrego Pasterza, modliliśmy się na Mszy św. ok. 13.00.
Po Mszy dojechalismy do Morza Martwego aby tam zażyć dobroczynnej kąpieli w słonym morzu.
I tak w drodze powrotnej przez Pustynię Judzką spotkalismy beduinów kiedy zatrzymalismy się na podziwianiu widoku klasztoru Bar Koziba, św. Jerzego.
Powróciliśmy do Hotelu w Betlejem na ostatnią już noc.

6 dzień, poniedziałek, 20.04
Pożegnaliśmy Judeę i udaliśmy się do Galilei. Nad Jeziorem Galilejskim, na Górze Błogosławieństw celebrowaliśmy Mszę św. o g. 11.00.
Po Mszy udaliśmy się do przystani, gdzie chwilkę czekaliśmy na naszą łódź, którą wypłynęliśmy na Jezioro. Po rejsie wszyscy zgłodnieliśmy i zatrzymaliśmy sie w retsauracji na obiadzie, którego głownym daniem byla Ryba sw. Piotra.
Po obiedzie pojechalismy do Tabghi - Opactwo Benedyktynskie i miejsce gdzie Jezus rozmnożył chleby i ryby aby nakarmić tłum. Nastepnie przeszliśmy do Kościółka Prymatu św. Piotra nad samym Jeziorem gdzie szukaliśmy kamyczków w kształcie serca.
A jako ostatni punkt programu odwiedziliśmy Kafarnaum i pozostałości po Białej Synagodze i Domu św. Piotra.
Na wieczór dojechaliśmy do Nazaretu, gdzie czekał na nas wygodny Hotel Rimonim.

7 dzień, wtorek, 21.04
Wyjechalismy z Nazaretu dość wczesnie i pierwsze kroki skierowalismy do Kany Galilejskiej gdzie wiekszosc z nas zaopatrzyla sie w slynne wino.
Tam takze byla nasza pielgrzymkowa Msza św. z pieknym odnowieniem slubowań małżeńskich.
Z Kany przejechalismy na Górę Tabor. A następnie powrócilismy do Nazaretu. W tym Maryjnym mieście wspominalismy moment Zwiastowania najpierw przy Kosciele sw. Archanioła Gabriela, który kryje w sobie źródełko, z którego brała wodę także Maryja. Przeszliśmy potem do miejsca, które wspomina Synagogę w której nauczał Jezus - dziś miejsce należy do Kościoła greko-katolików.
A dalej przeszlismy do Bazyliki Zwiastowania i Kościoła sw. Józefa.
I powrót na drugą i ostatnią noc do hotelu.

8 dzień, środa, 22.04
Myślę, że z żalem opuszczaliśmy Nazaret rozpoczynając nasz ostatni dzień w Ziemi św.
Udaliśmy się do Hajfy, tam odwiedziliśmy Ogrody Bahai, następnie Kościół Stella Maris - Klasztor Ojców Karmelitów na Górze Karmel. Tam przeżywalismy naszą ostatnią w Ziemi św. Eucharystię o g. 10.00.
Jako, że wylot mieliśmy dość późno wieczorem, mieliśmy czas na dodatkowe nawiedzenie Al Muhraka, czyli miejsca związanego szczególnie z Prorokiem Eliaszem.
Ale to nie był jeszcze koniec, bo w drodze na lotnisko zajechaliśmy pomoczyć nogi (i nie tylko!) w Morzu Śródziemnym w Cezarei Nadmorskiej z pięknym widokiem Akweduktu i spacerowaliśmy jeszcze w starej częsci Tel Avivu - Jaffie. Tam odwiedziliśmy Kościół św. Piotra i miejsce gdzie św. Piotr zatrzymał się w domu Szymona Garbarza.
No i na tym zakończylismy nasze pielgrzymowanie. Udaliśmy się na lotnisko Ben Guriona i …powrócilismy do Polski.

13 kwietnia 2015

Żeby nie było tylko tak pobożnie, choć zawsze po Bożemu ;) - Ludzie Izraela

Dla tych, co korzystają z tego bloga nie tylko pod kątem wspominania odwiedzanych miejsc świętych - dla kogo bądź!
Chce bardzo polecić stronę, która wg mnie jest re-we-la-cyjna!
Super pomysł i aż dziwię się, że jej nie wymyśliłam ja! No ale nie można robić wszystkiego w życiu ;).
To tak jak z oglądaniem zdjęć z Izraela. Uwielbiam oglądać zdjęcia z Izraela robione przez innych. Każdy ma inne spojrzenie i każdy na jakiś inny szczegół zwróci uwagę.
I tak jest też z tym bogactwem internetowym. Można znaleźć wiele o Izraelu i nie starczy życia by wszystko tu zamieścić, ale tej stronie wypada poświecić choć jeden wpis na blogu:


Izrael Friendly, http://www.izraelfriendly.pl/

12 kwietnia 2015

Bóg jest przerażająco wolny




Jezus wiedział, że Judasz go zdradzi. Nie zamknął jednak drzwi tak, żeby Judasz nie umiał otworzyć. A przecież był dobrym cieślą. Nie powiedział jego imienia innym, żeby wytłumaczyli mu ręcznie, że tak się nie robi, albo, żeby zrobili ściepę i dali mu 50 srebrników, skoro mu zależało na kasie. Ani nawet nie wziął go na bok i nie nastraszył: "Judaszu, jak mnie zdradzisz, to się powiesisz". Jezus powiedział do Judasza jedno z najbardziej absurdalnych zdań w historii relacji: "Co masz czynić, czyń prędzej".
Bóg jest przerażająco wolny. Ale jeśli wolność nas nie nauczy, to czy przymus nas wyzwoli?

Te słowa ks. Wojtka Węgrzyniaka wciąż do mnie powracają…zwłaszcza to ostatnie zdanie: Ale jeśli wolność nas nie nauczy, to czy przymus nas wyzwoli?

Myślę zwłaszcza o życiu zakonnym, gdzie tak wiele razy przełożony ma przed sobą dylemat: powiedzieć czy nie powiedzieć? Zwrócić uwagę czy nie zwracać? Zareagować czy pozostawić?
Myślę o życiu zakonnym bo to moja codzienność. Ten dylemat, czy pozostawić drugą osobę tak wolną jak wolną ją pozostawia Bóg?
Tylko czy Bóg naprawdę nie mówi nic? Patrząc na moje własne życie wiem, że mówi. Mówi przez Słowo, mówi przez mądrość Kościoła, mówi przez osoby, mówi przez cierpienie…

Ale myślę, że to dotyczy także każdego człowieka, także nie "związanego" ślubem posłuszeństwa.
My jako osoby zakonne ślubujemy, ale jak bardzo ludzie muszą dosłownie żyć w posłuszeństwie na co dzień wobec rzeczywistości jaka ich otacza. I wiele razy są bardziej nie-wolni niż my pod "jarzmem-darem" ślubu.

Dziś Tomasz - bliźniak nas wszystkich z brakiem wiary, jest tak bardzo wolny w swoim wyznaniu, że nie wierzy! Co z tego, że jest jednym z Dwunastu? Ale mówi o tym głośno…Czy to co mówi, nie jest znakiem jak wielkie było jego pragnienie wiary, że chce aż zobaczyć rany Jezusa? Nie usłyszeć Jego głos, nie zobaczyć Jego twarz, ale dotknąć Jego ran!
Oby wolność, która obdarza nas Bóg rodziła w nas tak wielkie pragnienia!

5 kwietnia 2015

Wielkanocny PR


Czasami świętowanie nawet takich wydarzeń jak Zmartwychwstanie Jezusa nie jest takie łatwe…i oczywiste. "No to Jezusa zmartwychwstaliśmy i biedny znów musi żyć" jak to powiedział dziś jeden z naszych księży-gości przy uroczystej kolacji. Ano! Jezus to nowe życie objawia w zaskakujący sposób czasem. Zdarza się, że przychodzi smutek. Z różnych powodów. Samotności, przebiegu wydarzeń, którym trzeba się podporządkować wbrew swojej woli, uciążliwego towarzystwa, niezgody w rodzinie, i tak dalej i tak dalej. I chyba najważniejsze aby nie zatrzymać się na tych uczuciach, ale szukać drogi wyjścia ku radości. I odczytywać te małe znaki Jezusa, jakie pozostawił: pusty grób, chustę złożoną obok, aniołów…tak i teraz nadal pozostawia nam znaki swojego Zmartwychwstania.
Może takim znakiem być dobre słowo, ale dobre to nie takie, które nas pochwali ale takie, które da nam życie kiedy zatrzymamy się chwile dłuższą nad nim. Takie jak to:"Cieszę się, że Bóg mnie kocha. Chciałbym żeby mnie uzdrowił, ale nie uzdrawia. Ale kocha mnie. Dziękuję Mu za to". Niby niewiele. A jednak to jest Zmartwychwstanie.
Podzielił się dziś jeden kapłan ze mną swoim kazaniem wielkanocnym, ale nie chciał mi tego napisać a tylko opowiedział co mówił do ludzi, kiedy zobaczył w kościele na Mszy, że nie mają na twarzach radości paschalnej. I mówił o wielkanocnym PR: Pokora i Radość. Aby mieć tę pokorę oddania grzechów Bogu, przyjęcia Jego przebaczenia, a nie trzymać się z całych sił, bo to mój grzech! To jest pokora z której rodzi się właśnie ta  wielkanocna radość!!!
To, że Jezus Z-mar-twych-powstał to wiemy na 100%. Ale że to są moje "mary" to nie jest dla każdego takie oczywiste. A potrzeba abyśmy też powstali!
Wnętrze pustego Grobu Jezusa - Jerozolima

26 marca 2015

Jeden post na miesiąc - może się uda :)

Chyba po prostu brak mi wiary w to, że naprawdę kogoś interesuje to, co tu wypisuję. Choć już kiedyś zauważyłam, że pisanie bloga jest bardziej dla mnie samej niż dla innych.

Wróciłam wczoraj z Lublina. Miałam okazję uczestniczenia w sympozjum biblijnym na KUL pt. Niewiastę dzielną któż znajdzie (Prz 31, 10). Bogaty dzień nie tyle w treści co w spotkania z bliskimi mi osobami, z którymi dotychczas łączyła mnie przede wszystkim Jerozolima i Ziemia św.
Jadąc do Lublina wybrałam niestety dłuższy przejazd PKS'em, ale byłam o godzinę wcześniej w moim rodzinnym mieście. Droga była bardzo urokliwa. Pogoda piękna. Ale szyby w autobusie tak brudne, że nie mogłam w żaden sposób podziwiać mijanych widoków. Jedyna czysta szyba, na przedzie, była w połowie zasłonięta roletą. Nie miałam jakoś odwagi czy nawet ochoty prosić kierowcę żeby ją trochę podniósł. Czytałam właśnie świetną książkę Bracia z Bronksu, którą polecam wszystkim wątpiącym w Opatrzność Bożą! No i tak sobie myślę, że tak wiele ci szczególni bracia doświadczyli opieki Boga i Jego troski w takich najprostszych sprawach, że może jak poproszę mojego Anioła Stróża aby porozmawiał z Aniołem Stróżem kierowcy autobusu, to mu może podpowie, aby odsłonił okno. Sama śmiałam się do siebie jaka naiw
na jestem i niepoważna…ale pomyślałam, a co mi szkodzi! I pomodliłam się, porozmawiałam z moim Aniołem Stróżem, i… nic.
Wcale się nie zdziwiłam.
Czytałam dalej książkę. I po chwili podniosłam głowę i zobaczyłam, że roleta była podniesiona!
Wyrwało mi się to jedno zdanie z serca: niech Pan Bóg będzie uwielbiony!
Chyba, nie trzeba komentować tego wydarzenia…
Kiedy dojechałam do Lublina chciałam przejść się trochę miastem, które jakby nie było opuściłam 20 lat temu. Jakoś poruszyło mnie, że po drodze znalazłam ten sam sklep sportowy, w którym kupiłam moją pierwszą kurtkę polarową, właśnie ok. 20 lat temu. Potem mały, rzemieślniczy sklep, w którym oprawiałam obraz Jana Pawła II, jeszcze kiedy żył a ja jeszcze nie byłam w zakonie. Lubie Lublin i to chyba coraz bardziej. A tak mało w nim przebywam…Ale zawsze czuję, że tu jest wiele mnie samej, bo jest wiele osób mi drogich, pomijając już samą rodzinę.
Kiedy zdarza mi się być w tym mieście moim rodzinnym staram się odwiedzić Katedrę. W końcu to mój kościół parafialny. Wchodzę zawsze lewym wejściem i zatrzymuję się w nawie bocznej przed cudownym obrazem Matki Bożej Płaczącej. Moje ulubione miejsce.
I tym razem miałam takie pragnienie, żeby odwiedzić Katedrę. Ale program sympozjum był tak napięty, że nic nie wskazywało na to, że się uda. Po zakończeniu sympozjum, było ok. g. 20.00, postanowiłam przejść się przez centrum miasta. I tak powoli zmierzałam sobie w kierunku właśnie Katedry. Było dość późno więc nie miałam zbyt wielkiej nadziei na to, że zastanę ją otwartą. Ale przypomniałam sobie wydarzenie z autobusu i pomyślałam sobie, że może i tym razem Pan Bóg będzie dla mnie tak dobry i pozwoli mi jeszcze na odwiedziny. Podchodząc do Katedry zobaczyłam otwarte drzwi. I co mam powiedzieć?
Weszłam do środka, jak zawsze z lewej strony. Podeszłam do obrazu Matki Bożej, uklękłam i zaczęłam naprawdę dziękować Bogu za Jego prostą dobroć. I usłyszałam głos (uwaga, tu nie będzie żadnego objawienia ;): proszę opuścić Katedrę, zamykamy!



13 lutego 2015

Bóg, któremu ufam...


Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu.
Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął Go na bok osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: "Effatha", to znaczy: "Otwórz się". Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. 
Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. 
I pełni zdumienia mówili: "Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę"(Mk 7, 31-37)

Kiedy kilka dni temu zobaczyłam ten film, wzruszyłam się bardzo. Niesamowite reakcje dzieci i dorosłych…I dziś podczas medytacji przyszedł mi na myśl inny fragment: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca (J 14, 12).

 Bóg naprawdę obdarza nas udziałem w Jego dziele. Ci ludzie nie używają śliny. Ale mają inne środki, nowocześniejsze. Ale człowiek w potrzebie jest ten sam. I wrażliwość Boga objawia się w nas, kiedy szukamy wszelkich możliwości aby pomóc. Kiedy posyła aby uzdrawiać, to nie są słowa rzucane na wiatr. Kiedy mówi, że wysłucha naszej modlitwy, to naprawdę jej wysłucha. 
On jest Prawdą.

5 lutego 2015

"Święta Ziemia"

Nieświęci ludzie?
Ziemię świętą uświęcają ludzie szukający Boga…nawet jeśli nie wiedzą, że właśnie Jego szukają…

Bardzo POLECAM książkę:http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6152,Swieta-ziemia-Opowiesci-z-Izraela-i-Palestyny mojego znajomego Marcina Gutowskiego.
Poznaliśmy się w Ziemi św., w Jerozolimie, i tak naprawdę nigdy nie spotkałam go w Polsce, choć oboje tu mieszkamy. Nie dziwię się, że nie "wytrzymał" i napisał książkę!

 

4 lutego 2015

Kolejny miesiąc i kolejny post

http://www.zarqabay.com - Tak!!! to znów reklama…im więcej czytam i rozglądam się po Izraelu wpadam w kryzys, że jest tam tak wiele skarbów.
Dobrze, że Pan Bóg wymyślił mnie sobie na zakonnicę, bo nic by mnie nie utrzymało w miejscu..
Wiem, jest moda na gotowanie, jest moda na podróżowanie z gotowaniem i bez, i wciąż odkrywam wielu ludzi z pasjami niesamowitymi, które dzięki specyficznej wolności realizują.
I tak sobie pomyślałam, że ja jakoś "ugrzązłam" w zakonie. Ale to taka pierwsza myśl. Porównując z niektórymi siostrami tzw. domowymi i tak jestem włóczykijem. Ale natura daje się we znaki…ciężko usiedzieć w miejscu.
Otrzymałam taki link:http://pozornie-zalezna.blog.pl/2015/01/30/dzisr-a-zarka-i-cezarea/ i dzielę się, bo to super opcja dla tych, którzy może już doświadczyli pielgrzymowania po Ziemi św. w tradycyjny sposób i chcą zasmakować lokalnych klimatów w nietypowy sposób. Ostrzegam, że jest to tylko jedna z wielu możliwości!!!
A ja znów ruszam do moich kochanych świętych miejsc!

5 stycznia 2015

Bóg nie umarł



Tak, dziwny tytuł jak na wpis zaraz po Bożym Narodzeniu.
A miałam już iść spać…ale zobaczyłam ten fragment, który nawet bez kontekstu wydaje mi się bardzo jasny w swoim znaczeniu. Z filmu, który jakiś czas temu udało mi się obejrzeć razem z moją wspólnotą:Bóg nie umarł
Polecam bardzo, nie tylko film, ale i piosenki z filmu.