28 sierpnia 2011

Powoli czas wracać...

Zapada już zmrok nad Jerozolimą, choć nie jest późno, dopiero g.19.03. Uświadomiłam sobie wczoraj kończąc Adoracje o g. 20.00, że w Polsce jest jeszcze jasno, a tu już dość ciemno...No właśnie, żyję jeszcze urlopem trochę i jakoś tak trochę porównuję te dwie rzeczywistości. Było mi w tym roku stanowczo za dobrze na wakacjach, i powrót był ciężkawy. To zawsze świadomość pozostawiania gdzieś daleko ludzi, z którymi tak dobrze się czuję, którzy rozumieją bez trudu wiele nawet z tego, czego się nie wypowie.
Dziś był piękny dzień, także dzięki dobrym ludziom, których Pan stawia i tu na mojej drodze. Po południu wybraliśmy na Pustynię Judzka, do Oazy Wadi Perat, (http://www.tiuli.com/track_info.asp?lng=eng&track_id=62)  która znajduje się między Jerozolimą a Morzem Martwym ...takie miejsca są dla mnie zawsze kolejnym zakochiwaniem się w tej Ziemi. Choć, choć, związane są z trudem upału i braku wody, kamieniami i pustynią. Dziś ta pustynia pełna była kąpiących się Żydów...
Ale miejsce piękne, z przyczepionym do skał rosyjskim monastyrem św. Haritona, mnicha, któremu przypisuje się rozszerzenie chrześcijaństwa na Pustynię Judzką.  Z uschniętym drzewem figowym (to, które nie wydało owocu we właściwym czasie?), ale i zielenią wokół strumienia, który wypełniał Wadi.





A i sympatyczne było, jak w drodze powrotnej stadko owiec zabiegło nam drogę...


A w Jerozolimie trwa jeszcze Ramadan - co wiąże się z brakiem ciszy w nocy pod naszymi oknami - uroki mieszkania w Starej Jerozlimie.