27 grudnia 2012

Szukanie inspiracji...

Jak na razie wdrażam się w nową rzeczywistość, ale nie jest to łatwe, bo miejsce w którym jestem - dom rodzinny - nie jest miejscem docelowym mojego pobytu w Polsce. Za jakiś czas zawitam do Częstochowy, do wspólnoty, do której nie należałam od 1999 r. a zawsze towarzyszyło mi pragnienie aby po spędzonych tam czterech latach formacji móc powrócić w to miejsce ponownie. Wiele się zmieniło, ale ten dom ma coś w sobie....
No i myślę jaką odnaleźć inspirację do prowadzenia bloga?
Kontakt z Ziemią Jezusa pozostanie (co daj Boże!), ale nie będzie on już moją codziennością.
Stąd czas i moje nowe zajęcia na pewno zweryfikują potrzebę bloga...zobaczymy.

26 grudnia 2012

Pierwsze wrażenia ze spotkania z Polską

Cudownie biała Warszawa i cudownie mroźna powitała mnie na lotnisku. Już wcześniej z samolotu obserwowałam białe pola Ukrainy. Niesamowite wrażenie. Jak do tej pory przylatywałam z Izraela jedynie w lecie i nie było aż takiego kontrastu. Jerozolima pożegnała mnie deszczem i temp. ok. 15 stopni na plusie. A Warszawa powitała śniegiem i mrozem 13 stopni na minusie.
Zachwyt, zachwyt, zachwyt!
I choć po tych kilku dniach świętowania Bożego Narodzenia śnieg prawie stopniał w Lublinie i temperatura jest dodatnia, choć pola poza Lublinem kiedy indziej może by i odstraszyły mnie swoją brunatnością, to ja nie przestaję się zachwycać. To jakaś łaska.
Tak, nie jest łatwo pozostawić Jerozolimę, ale Polska wynagradza....
Święta od 17 lat po raz pierwszy w gronie rodzinnym, jako, że nie ma u nas w zgromadzeniu zwyczaju spędzania Świąt w domu rodzinnym, ale we wspólnocie zakonnej. Tym razem dostąpiłam możliwości pozostania w domu na Święta Bożego Narodzenia. Rodzinna atmosfera, przepyszne świąteczne jedzenie...ale cały czas towarzyszy mi jeszcze uczucie, że za kilka dni będę się pakowała żeby wracać do "domu"....
Dziś myślami byłam w klasztorze greckim, gdzie co roku zbiera się wspólnota chrześcijańska na modlitwie w miejscu uznanym przez tradycję jako miejsce męczeństwa św. Szczepana. To zawsze był moment, kiedy można było jeszcze złożyć życzenia tym, do których się nie dotarło przed Świętami.
Pan złożył wielkie skarby w moim życiu....

15 grudnia 2012

Czuwanie nie tylko adwentowe

Zawsze problemem dla mnie są tytuły do postów...trudno w jednym czy dwóch słowach określić to, co będzie w kilkudziesięciu.
Miałam napisać odliczanie dni, ale zupełnie mi to nie pasuje do tego "ostatniego"tygodnia w Jerozolimie. Słowo, które jakoś ten czas charakteryzuje to właśnie słowo czuwanie, takie adwentowe słowo...
Wszystko nabiera jakiejś większej mocy, głębi i chciałoby się zatrzymać wiele w pamięci, jakby sfotografować sercem. Jasne, że się nie da. Uzmysławiam sobie, że żadne miejsce nie wpisało się w moje życie tak mocno jak Jerozolima. No nie ma się co dziwić. Nie istnieje na świecie żadne takie miejsce, które by to miasto przypominało.
Pozostaje życie na uwielbienie Boga za ten dar, prosząc jednocześnie by te wszystkie łaski tu "zarobione" wydały owoc, by zrealizowały się moim życiu.
Naprawdę nie da się wyrazić tego bogactwa jakie zagościło w moim życiu dzięki temu, że mogłam tu spędzić trzy i pół roku.
Ten ostatni tydzień to pożegnania, pakowanie, przyjmowanie ostatnich wolontariuszy, przekazanie obowiązków siostrze, która mnie zastąpi....I za tydzień o tej porze będę już w Polsce od kilkunastu godzin.
Dziś uda mi się jeszcze nawiedzić Betlejem, i wcale nie po raz ostatni. Jutro może Betfage, potem Syjon...niesamowite. Miało być jeszcze Ain Karem, ale się nie udało. To nic, Słowo Boże w Liturgii  prowadzi blisko Jana.
Ot tak, takie miejsca...a stały się codziennością. Jak Słowo Boże, które też staje się codziennością, jeśli się je przeżywa z wiarą.
Bogu niech będą dzięki!