poniedziałek, 23 stycznia 2012

Z Masady pozdrowienia dla Polaków

Na co dzień nie zdaję sobie nawet sprawy z tego jak wiele kultur jest między nami. Jak wiele narodów łączy Ziemia święta. To jest moim zdaniem ogromny cud tej ziemi, i myślę, że nie ma naprawdę pod tym względem drugiego takiego miejsca na świecie.
Będąc na Masadzie spontanicznie poprosiłam kilku studentów SBF o pozdrowienie Polaków: http://youtu.be/qeHaGm4m9fU

Ach, góry...




No tak, nie zdawałam sobie sprawy jak brak mi ruchu na świeżym powietrzu, dopóki nie pobiegałam po pustyni judzkiej ;), a ściślej po Ein Gedi i na Masadę i z powrotem...i myślałam, że jestem w gorszej formie. Brak, bardzo brak ruchu, i brak gór. W zeszłe wakacje, jak mało kiedy, nie byłam w górach, i potem tęskni się. W górach jest coś niesamowitego. Choć każde miejsce jest inne, niepowtarzalne, to jednak właśnie wchodząc na Masadę zauważyłam, to co według mnie góry mają wspólnego.
1. Piękno - które związane jest z tym, że nas przerastają, powodują nasz zachwyt bo są pozornie nieosiągalne...
2. Trud - i doświadczenie zwycięstwa lub porażki...
3. Przestrzeń - coś, czego tak trudno na co dzień doświadczyć...
Dla mnie góry wyrażają jeszcze inne rzeczy, które są może bardzo indywidualne, ale za które kocham góry tak bardzo. To poczucie samotności, ciszy, zostawienia wszystkiego w dole, i wspinania się, pokonywania siebie, wsłuchiwanie się we własny wysiłek,  pulsujące mięśnie, bijące serce, wysiłek w oddechu...
W czwartek, 19 stycznia byłam po raz ostatni oficjalnie na wycieczce archeologicznej ze Studium Biblicum Franciscanum. Oficjalnie, bo ominęła mnie jeszcze wyprawa do Qumran, na która wybieram się nieoficjalnie ze szkołą.
Góralek syryjski
Najpierw pojechaliśmy do Ein Gedi. Z Jerozolimy wyjechaliśmy w strugach deszczu i zmarznięci. Ale wiedzieliśmy, że zaledwie za niecałą godzinkę będziemy zrzucać z siebie kurtki przeciwdeszczowe i grube swetry. Po drodze słońce przebijające się spoza chmur nad Morzem Martwym raczyło nas niepowtarzalnymi widokami!
Dotarliśmy do Ein Gedi i kto tam był, wie, że pierwsze zachwyty powodują nie pejzaże, ale zwierzątka. Najpierw pojawiły się oczywiście moje ulubione góralki! Pozowały do zdjęć jakby miały na tym co najmniej zarobić. Potem ku naszemu zaskoczeniu zobaczyliśmy kozy na drzewie! Nie na skałach, ale po prostu na gałęziach, obskubujące listki.
Zawsze chciałam pojechać do Ein Gedi, słysząc te wspaniałe opowieści o pięknie tego miejsca i przyznam szczerze, że trochę się rozczarowałam. Prawdopodobnie o wiele większe wrażenie robi kiedy są upały i ktoś widzi te wodospady, w których można się ochłodzić. Nam jednak tym razem to nie było potrzebne...Poza tym pogubiliśmy się trochę, i rozbiliśmy na kilka grup. Moja grupa jako pierwsza powróciła na parking gdzie spokojnie przy kawie czekaliśmy na całą resztę. Wcześniej jednak odwiedziliśmy synagogę.Potem obiad, czyli co kto miał to jadł i dalej pojechaliśmy na Masadę. Co ciekawe, że moją przygodę z SBF rozpoczęłam dokładnie wizytą na Masadzie. I teraz te wyprawy archeologiczne zakończyły się dokładnie w tym samym miejscu. Miałam zamiar wjechać spokojnie na górę i tam podziwiać widoki jedyne takie na świecie. A tu okazało się, że pojawiła się pokusa wejścia na piechotę w wyborowym towarzystwie innych studentów. No i niestety nie oparłam się. Zajęło nam to 35-40 min z robieniem zdjęć i podziwianiem widoków. A kolorystyka tego dnia była oszałamiająca. Na górze już nie było tak ciepło i kurtka się przydała. Rok temu, w marcu, jak sobie przypominam, było już bardzo upalnie. Naprawdę to niesamowite, że można wracać  w niektóre miejsca. Niestety, na koniec znów nie oparłam się pokusie, żeby nie zejść z góry na piechotę...no i stąd ta tęsknota za górami.

piątek, 13 stycznia 2012

Zimna niespodzianka

Kilka dni temu zdarzyło się, że wyłączył nam się w mieszkaniu prąd, tak ok. 23.00 i tak zostało do rana. Coś niesamowicie nieprzyjemnego. W naszym przypadku oznacza: ciemno (no zawsze są świeczki), zimno, brak ciepłej wody, niemożliwość ugotowania czegokolwiek bo wszystko jest na prąd (czajnik, kuchenka, mikrofalówka, toster), no i lodówka....
Dziś natomiast, brak prądu tylko od g. 14.00. Czyli wróciłam do domu, zjadłam zimny obiad, zdążyłam coś tam zrobić zanim zrobiło się ciemno, a robi się szybko bo dziś leje cały dzień, i poszłam na adorację, a w kościele też brak prądu. Chyba jedyne miejsce, które na takim braku nie traci. Nawet na ludziach, bo pomimo ciemnego kościoła przychodzili na adorację tak samo...
Aż strach pomyśleć jeśli potrwa to dłużej. No ale komputer działa!
UAKTUALNIENIE: prąd pojawił się na kilka godzin w nocy i na kilka minut w dzień. Nadal go nie ma, czyli mijają ponad 24 godziny. Ja bym w domu już ogłosiła klęskę żywiołową...

środa, 11 stycznia 2012

Nowa strona:

Piękna, świeża strona o międzynarodowej inicjatywie Adoracji w int. pokoju:
http://www.reginapacis.pl/

wtorek, 3 stycznia 2012

Jakie Boże Narodzenie w Ziemi Jezusa?

Grota Narodzenia - Betlejem
Boże. Trudne. Ale Boże. I moje-narodzenie. I pewnie innych też. Może właśnie dlatego, że trudne.
Wigilia spędzona wśród Polaków u sióstr Elżbietanek przy obficie zastawionym stole...choć mnie zawsze brak klusek z makiem (lubelskie!). Ale był smażony karp, więc Wigilia honor zachowała. Potem w strugach deszczu dotarłam do moich przyjaciół włoskich, małej, ciepłej rodzinki, z dwoma skarbami: Micheaszem i Jozue - tak, to imiona dzieci (Michea i Giosia).Spędziłam z nimi wieczór, aż do Pasterki. Moje współsiostry? Włoszki spały. A Filipinka świętowała ze wspólnota Filipińczyków. Pasterka w skromnym gronie Polaków i nie tylko, w Starym Domu Polskim czyli także we wspólnocie sióstr Elżbietanek. A potem do domu. Skromnie. Chyba tak jak w Betlejem było właśnie wtedy...
Moja szopka i "choinka" w pokoju
Giosia i Michea
Miałam wielki plan pojechać do Betlejem na Mszę o g.9.00 rano, ale rano kiedy się obudziłam dwie rzeczy mnie totalnie zniechęciły. Pierwsza to deszcz, bo z nieba lało się strugami. A druga, to brak wspólnoty, brak osób, z którymi mogłabym się wybrać. U nas w kościele była Msza w obrządku ormiańskim, i na niej były moje siostry. Filipinka znów z Filipińczykami świętowała.
Zostałam na Mszy ormiańskiej, bo dla mnie te święta są przede wszystkim świętami do spędzania we wspólnocie, nawet jeśli kosztem nie pojechania do Betlejem. Bo jeszcze pojadę tam, żeby pomodlić się za tych wszystkich, którym te modlitwę tam obiecałam. Potem wspólny z wolontariuszami obiad...
I z zewnętrznego obchodzenia świąt to tyle. Może aż tyle.
W poniedziałek, dzień św. Szczepana, jak co roku, wybrałam się po południu na modlitwę na miejsce czczone wg tradycji jako miejsce męczeństwa tego pierwszego męczennika.
Tydzień po Bożym Narodzeniu to dla mnie tydzień pracy w bibliotece.
Miejsce narodzenia Jezusa
Chciałam jednak dotrzymać słowa i wybrać się do Betlejem, gdzie mogłabym się pomodlić za niektórych w Grocie Narodzenia a za niektórych w Grocie Mlecznej ;). Niestety wybrałyśmy się z drugą siostrą w niezbyt szczęśliwy dzień, bo piątek. A to oznaczało przepychanie się z muzułmanami, którzy wracali z piątkowej modlitwy w meczecie. Poddałyśmy się, a raczej poddaliśmy się, bo dołączył do nas jeden znajomy ksiądz, i wybraliśmy się taksówką. Cenowo niestety skorzystał kierowca, bo wiedział, że jesteśmy dość zdeterminowani żeby jechać, a do autobusu nie dostaniemy się tak szybko. W Betlejem świąteczny klimat jeszcze dawał się we znaki ilością zwiedzających - nie było ich aż tak wiele, i dekoracjami. Udało mi się spędzić trochę czasu na modlitwie w Grocie Narodzenia. Potem zaszłyśmy do Groty Mlecznej, gdzie zostawiłam te wszystkie intencje małżeństw, które starają się o dziecko.


Żłóbek
Nowy Rok przyszedł szybko i niezbyt ciekawie. W naszym Kościele była Adoracja Najśw. Sakramentu od g. 22.00 a o g. 23.30 Eucharystia, do której włączyło się sporo kapłanów. W pierwszy dzień nowego roku uczestniczyłam w pięknej Eucharystii w Patriarchacie Łacińskim z okazji Uroczystości Św. Bożej Rodzicielki. Zgromadziło się wiele osób, z różnych wspólnot jerozolimskich. Niestety znów nasza wspólnota podzieliła się, i dwie siostry zostały na Mszy ormiańskiej w naszym kościele, a siostra Filipinka świętowała z Filipińczykami. Uroki wspólnot międzynarodowych? Lepiej nie szukać powodów. Tak minął czas świąteczny w Ziemi Jezusa. Pomimo, że przed nami jeszcze Epifania, czyli Uroczystość Objawienia Pańskiego, ja niestety nie będę mogła wybrać się z moją wspólnotą do Betlejem z powodu braku aktualizacji moich dokumentów. Teraz czas na owocowanie tego czasu Bożego Narodzenia....

 Grota Narodzenia
Zdjęcia z Betlejem: br. Ananiasz OFM i Dariusz M. SDB

niedziela, 25 grudnia 2011

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Reklama wolontariatu :), choć...

...myślę, że za bardzo nie trzeba go reklamować, biorąc pod uwagę fakt, że na 2012 rok już niewiele jest miejsc wolnych (styczeń, listopad, grudzień).
http://www.e-sancti.net/wywiady/4685-jeruzalem-miasto-pokoju-w-tobie-wszyscy-si-jednocz

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Galilea - dla zainteresowanych

Dla tych, którzy tu zaglądają (co zawsze mnie zdumiewa) a pamiętają moje wspomnienie o wyjeździe do Galilei ze Studium Biblicum Franciscanum mała informacja. Nie będę wyjazdu opisywała ze szczegółami, bo choć wyjazd był  bardzo interesujący, i już to, że mieszkałam na wprost Bazyliki Zwiastowania w Nazarecie było dla wielką łaską (po dwóch latach mieszkania w Izraelu po raz pierwszy!), to jednak byłoby tego za dużo. Ale zdjęcia już wpadają na stronę Galeria SBF-po prawej stronie bloga-i powoli są uzupełniane. Niestety jak się ma do dyspozycji aparat cyfrowy to się pstryka i pstryka, ale potem wiele z tego nie nadaje się do pokazania. I porządkowanie zdjęć zabiera jednak trochę czasu.

czwartek, 8 grudnia 2011

poniedziałek, 5 grudnia 2011

niedziela, 4 grudnia 2011

WOLNY TERMIN !!!

Zanim nawiążę do tytułu, wspomnę, że spędziłam bardzo intensywnie 5 dni w Galilei. A jak wróciłam do Jerozolimy, to okazało się, że już grudzień. A wyjeżdżałam jak był jeszcze listopad...czas płynie niesamowicie szybko. Za jakiś czas w punkcie Galeria SBF po prawej stronie pojawią sie nowe zdjęcia.
A co do wolnego terminu, to chodzi o wolontariat adoracyjny. Zwolnił się styczeń i część lutego. A więc jeśli ktoś ma ochotę na spędzenie tego czasu w Jerozolimie - ZAPRASZAM SERDECZNIE!

niedziela, 27 listopada 2011

Przyjdź!

Aż trudno uwierzyć, że już kolejny, trzeci Adwent w Ziemi Św.
Jak zaczyna się ten czas, to moje myśli już biegną do Bożego Narodzenia. Jak je spędzę w tym roku?
Jak zawsze dochodzę do wniosku, że pomimo braku sklepów przepełnionych gwiazdkowymi gadżetami i tu, w Jerozolimie, można ten czas spędzić bardzo powierzchownie i płytko. Choćby zastanawiając się, jak spędzić Święta. Czy wybrać się na Pasterkę do Betlejem, gdzie mniej jest modlitwy a więcej chaosu medialnego? Zostać w domu gdzie dopadnie mnie smutek, bo w międzynarodowej wspólnocie trudno o świętowanie takie jak w Polsce, czy spędzić Wigilię w gronie Polaków nad "dwunastoma" tradycyjnymi daniami?
Jak niesamowitym doświadczeniem jest tęsknić za domem.Tęsknić za rodzinnymi świętami. Niesamowitym, bo widzę jak bardzo angażowało mnie celebrowanie tych Świąt. Celebrowanie, nie tylko obchodzenie, ale i celebrowanie. I w tym zawierał się wyjazd do Babci na wieś, który wspominamy czasem, jak jakąś wielką przygodę, bo Babcia mieszkała w lesie, poza całym skupiskiem domów wiejskich. Niektóre zimy w Polsce były tak pełne śniegu, że nie było możliwym dojechać samochodem do domu Babci (i Dziadzia, ale u nas w domu mówiło się, że "jedziemy do Babci"). Zostawialiśmy wtedy samochód u jakiś gospodarzy, a sami, ok. 2 km szliśmy z rodzicami na piechotę, z tobołkami, bo przy trójce dzieci trzeba bylo trochę rzeczy zabrać. Najmłodszy na sankach, razem z siatkami pełnymi zakupów świątecznych, bo Babcia miała daleko do sklepów. Te zaspy, te ośnieżone świerki! Te futerka sztuczne lub z królika i te polskie relaxy!A potem zasuwało się na plastikowych nartach, robiło sztuczne lodowisko u babci na podwórku. Bez łazienki w mieszkaniu, bez bieżącej wody. Z choinką ściętą przez Dziadzia w lesie, ubraną w cukierki i pilnowanej potem przez najstarszego brata przed tym młodszym rodzeństwem. Spacery po lesie w skrzypiącym śniegu, śpiewanie kolęd, te swojskie ciasta! Pasterka tylko dla dorosłych, bo daleko, na piechotę. A my dzieci zostawaliśmy z Babcią w domu. Spanie w poprzek na jednym tapczanie, co większy to dostawał krzesło pod nogi, a rodzice na podłodze na kożuchach. Butelki z wodą do ogrzania stóp. Piec, w którym paliło się drewnem.
A w drodze powrotnej liczenie oświetlonych w domach choinek. I zasypianie.
To skarb mieć takie wspomnienia.
Celebrowanie, bo dla mnie nie istnieją Święta przeżywane "tylko" duchowo. Jak nie ma tego wymiaru "wspólnoty" to będzie to zawsze namiastka.
Dziś odkrywam, że czas Adwentu to spojrzenie w przyszłość. To oczekiwanie. Nie oglądanie się wstecz, nie zasypianie pod wspomnieniami. To czujność, czułość, bo wyczekiwanie z miłością...Nie na kolejne Boże Narodzenie, na Betlejem, gdzie wątpię czy Jezus się urodził, skoro w Polsce w zimie jest tak pięknie...To tęsknota za Nim, za tym, który już nie przyjdzie jak małe dziecko, ale jako Pan, Oblubieniec, Sędzia, Król...Ten Adwent to swoisty czas rekolekcji, ćwiczenia się w oczekiwaniu, aby potem w "zielonej" codzienności zwykłego czasu dojść do wprawy, nie zaspać.
Przyjdź Panie Jezu. Przyjdź. Nie zwlekaj.

sobota, 26 listopada 2011

Dziś...

W szczególnej łączności z moimi braćmi i siostrami z Rodziny św. Pawła, choć są tak daleko i tak rozproszeni po całym świecie, dziękujemy za naszego Ojca Założyciela, bł Jakuba Alberione.
Obyśmy mieli przynajmniej namiastkę jego wiary!
Tego życzę nam wszystkim...