31 maja 2010

Nawiedzenie, czy święto Natchnienia?

Właściwie to słowo nawiedzenie nie kojarzy mi się na pierwszy rzut oka zbyt pozytywnie.
No bo jak nam ktoś powie na przykład, że jesteśmy nawiedzeni, to na pewno nie odniesiemy tego do jakiś odwiedzin.
Czasem sobie myślę, że stereotypy, którymi się posługujemy jakoś "zaklejają" w nas możliwość zagłębienia się w Tajemnicę Zbawienia. Tak samo jest z nazwami świąt w kościele. Czemu nie mamy święta Wcielenia, a Święto Zwiastowania?Itd..., chyba nie chce mi się za bardzo tego analizować. Wiem jednak, że jakoś przebrnęłam w sobie przez "kazaniowe" przedstawienia Nawiedzenia Najśw. Maryi Panny.
Pomyślałam sobie o moich znajomych koleżankach, które, czasem po długim czasie oczekiwania i prób, i zmęczenia i niedoświadczenia, oczekują na swoje pierwsze dziecko. Spytałam samą siebie, czemu Maryja pobiegła do Elżbiety? I jakoś nie przyszło mi na myśl na pewno to, że chciała jej pomóc. Nie wyobrażam sobie, że któraś z moich znajomych, drżąc o siebie samą, i nie wiedząc co może a czego nie powinna robić oczekując na dziecko, biegnie szybko pomóc komuś, nawet jeśli jest w takiej samej sytuacji (no może przy kolejnej ciąży). Wiem, Maryja była święta, bez grzechu, a ja mam swoje egoistyczne myślenie. Bo pomyślałam sobie, że Maryja pobiegła do Elżbiety, bo Ona, Maryja, potrzebowała  wsparcia, tym bardziej, ze wiedziała KIM będzie dziecko, które żyło w Niej i które miała urodzić. Bo czuła, że Elżbieta Ją zrozumie, jak nikt....
To takie moje myślenie. Tak przy okazji mojej dzisiejszej wizyty w Ain Karem.
Ale zaskoczyła mnie dzisiejsza Kolekta, i ona tak naprawdę stała się odpowiedzią na moje pytanie: czemu Maryja poszła do Elżbiety?







Wszechmogący, wieczny Boże, z Twojego natchnienia Najświętsza Maryja Panna, która nosiła w łonie Twojego Syna, nawiedziła Elżbietę,  spraw, abyśmy byli posłuszni natchnieniom Ducha Świętego * i zawsze mogli z Maryją Ciebie uwielbiać. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna,  który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, * Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

Boże, daj mi taką wrażliwość na Twojego Ducha Świętego, jaką miała Maryja...
Amen.

30 maja 2010

...trzy kawałki macy na sederowym talerzu przedstawiały Trójcę.


Jacek Salij OP

LOGIKA BOŻEGO UDZIELANIA SIĘ LUDZIOM




Dlaczego w Starym Testamencie prawda o Trójcy Świętej nie była jeszcze objawiona? Bo takie są obyczaje Pana Boga — odpowiada na to pytanie wielki teolog z IV wieku, św. Grzegorz z Nazjanzu — że On najpierw nas obdarza i dopiero wtedy zaczynamy Jego dary rozumieć.
Zgodnie z tą logiką, najpierw nas Ojciec Przedwieczny obdarzył swoim Synem, a następnie — pięćdziesiąt dni po Jego zmartwychwstaniu — Duchem Świętym. Dopiero wtedy, już obdarowani, zaczęliśmy jako Kościół pojmować, co to wszystko znaczy: że Ten, który przyszedł do nas od Ojca, jest Bogiem prawdziwym i stanowi On jedno z Ojcem; że równy Im w bóstwie Duch Święty, którego świątynią są wszyscy żyjący w łasce Bożej, jest osobową Miłością Ojca i Syna.
Przypomnę tylko dla porządku, że dla każdego z nas poszczególnie to niepojęte obdarowanie zaczyna się przez chrzest, a jego kresem jest życie wieczne. Przez chrzest bowiem zostało zapoczątkowane nasze włączanie w Boże synostwo Jezusa Chrystusa, życie zaś wieczne będzie polegało na tym, że będziemy bez reszty zanurzeni w Jego niepojęcie intymnej wspólnocie z Ojcem i Duchem Świętym.
Wróćmy jednak do Starego Testamentu. Wprawdzie prawda o trójjedyności Boga nie jest tam jeszcze objawiona, to jednak w różnorodny sposób z ksiąg Starego Testamentu prześwituje. Zwrócił na to uwagę sam Pan Jezus. Przytoczył kiedyś mesjański Psalm 110: „Rzekł Pan do Pana mego: Siądź po mojej prawicy” i zaczął podpowiadać swoim słuchaczom, że przecież słowa te mówią o Bożym synostwie Mesjasza (por. Mt 22,41—46).
Ojcowie Kościoła pokazywali dziesiątki i setki takich miejsc w Starym Testamencie, które prześwitują prawdą o Trójcy Świętej. Dlaczego na przykład — żeby zacząć od pierwszej strony Starego Testamentu — Bóg Stwórca mówi o sobie w liczbie mnogiej: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” (Rdz 1,26)? Czyż chrześcijaninowi nie wolno się domyślać, że natchniony przez Ducha Świętego tekst przygotowywał nas w ten sposób do przyjęcia prawdy, że jeden jedyny Bóg jest wspólnotą Osób?
Zresztą przypatrzmy się prostemu zdaniu, które wielokrotnie powtarza się w opisie stworzenia świata: „Bóg rzekł”. Ojcom Kościoła zdanie to spontanicznie kojarzyło się z początkiem Ewangelii Jana. Przepaść dzieli — wyjaśniali — słowa ludzkie, które są tylko przemijającymi wyrazami, i to Słowo, które jest równym Przedwiecznemu Ojcu Bogiem prawdziwym. Przez to właśnie Słowo, które było u Boga i samo jest Bogiem, wszystko zostało stworzone. Co więcej, to Słowo dla naszego zbawienia stało się człowiekiem i zamieszkało między nami.
Jeden z takich trynitarnych prześwitów stał się nawet duchowym źródłem słynnej ikony Rublowa Trójca Święta. Chodzi o osiemnasty rozdział Księgi Rodzaju, gdzie opisano gościnę, jakiej Abraham udzielił samemu Bogu. „Trzech Ich Abraham widział, jednego uwielbiał” — streszcza tę scenę jeden z wersetów dawnej liturgii na niedzielę Trójcy Świętej.
A jednak nie można powiedzieć, że prawda o Trójcy Świętej była objawiona już w Starym Testamencie, bo wtedy jeszcze była przed ludźmi zakryta. Jak zatem wyjaśnić fenomen, że prawdy o trójjedyności Boga ludzie Starego Testamentu jeszcze nie znali, a zarazem, że cały Stary Testament tą prawdą przebłyskuje?
Jedno z drugim da się pogodzić bardzo prosto. Prawda ta nie była jeszcze objawiona, bo wtedy ani Duch Święty nie został jeszcze nam dany, ani nawet Syn Boży nie był jeszcze jednym z nas i nie dokonał swego zbawczego dzieła. Zarazem to przecież Bóg prawdziwy — ten, który jest Ojcem i Synem, i Duchem Świętym — przygotowywał wówczas dla nas to wszystko, czym mieliśmy zostać obdarzeni w Jezusie Chrystusie, i właśnie dlatego znajdujemy w Starym Testamencie tak wiele przebłysków prawdy trynitarnej.
Z podziwu godną zwięzłością tę logikę Bożego dawania się ludziom wyraził święty Augustyn: już w Starym Testamencie ukryty jest Nowy, w Nowym zaś Testamencie Stary odsłania całą swoją prawdę.
Na ciekawy przyczynek do naszego tematu natrafiłem niedawno, czytając duchową autobiografię Rachmiela Frydlanda. Autor należy do wspólnoty Żydów mesjanicznych, którzy wiarę w Chrystusa i w Trójcę Świętą przeżywają jako dopełnienie wiary swoich przodków. Otóż podobnie jak Ojcowie Kościoła w Starym Testamencie, Frydland przebłysków prawdy trynitarnej doszukuje się w tradycyjnym judaizmie, w którym został wychowany.
Co bowiem znaczy — pyta — ta tajemnicza troistość, którą kończy się formuła, wypowiadana przez pobożnych Żydów przed każdą ważną modlitwą i ceremonią: „Zaprawdę, jestem przygotowany, by uwielbić i oddać chwałę mojemu Stwórcy oraz wypełnić Jego przykazanie, w imieniu Jedynego Świętego. Niech będzie błogosławiony On i Jego Szechina, przez Tego, który jest ukryty”.
Tu warto przypomnieć, co pisał na temat Szechina Franz Rosenzweig, jeden z największych teologów żydowskich XX wieku: „Szechina, zstąpienie Boga pomiędzy ludzi i Jego zamieszkiwanie wśród nich, przedstawiana jest jako rozdzielenie, które dokonuje się w samym Bogu. Sam Bóg oddziela się od siebie, oddaje się swojemu Ludowi, współcierpi z nim, przenosi się wraz z nim na wygnanie, towarzyszy mu w jego pielgrzymowaniu”. Nic na to nie poradzę, że czytając to wyjaśnienie, spontanicznie myślę o tajemnicy wcielenia Syna Bożego i Jego ukrzyżowania jako najgłębszym przejawie owej Szechina.
Jeszcze raz zerknijmy do książki Frydlanda. Oto jak wyjaśnia on jedną z ceremonii, która ma miejsce podczas wieczerzy pesachowej: „Jako najmłodszy uczestnik ceremonii miałem za zadanie wykraść afikomen, czyli kawałek macy schowany przez ojca. Przed wieczerzą trzy kawałki macy leżały na specjalnym talerzu sederowym. Po zakończeniu posiłku tata wziął środkowy z nich, złamał go i schował przed nami. Następnie moje siostry i ja wyruszyliśmy na poszukiwania. Ten, kto znalazł macę, miał zażądać podarunku w zamian za jej oddanie. Był to bardzo ważny moment, ponieważ w dalszej części wieczoru afikomen miał zostać podzielony między wszystkich członków rodziny. Ten kawałek macy symbolizował pesachowe jagnię — ofiarę, w której udział mieli wszyscy domownicy”.
„Dopiero wiele lat później zacząłem pojmować — tłumaczy Frydland — że trzy kawałki macy na sederowym talerzu przedstawiały Trójcę. Środkowy z nich, tak jak Syn Boży, został za nas złamany. Obserwowałem ojca, gdy zawijał go w białe płótno, »grzebał«, po czym rozdzielał go — zmartwychwstałego — pomiędzy wszystkich w czasie wychylania trzeciego pucharu wina”. A warto jeszcze wiedzieć, że 0 znaczy: „mający przyjść”.
Najdalej jednak w poszukiwaniu przebłysków prawdy trynitarnej poszedł święty Augustyn. Rzecz jasna, wiedział on doskonale o tym, że samym tylko rozumem nigdy byśmy nie poznali tego, że Bóg jest trzema Osobami. Kiedy jednak dzięki Chrystusowi już o tym wiemy — mówił Augustyn — wówczas rzeczywistość na każdym kroku przypomina nam o tym, że jest dziełem Trójjedynego.
Jest to słynna nauka Augustyna o triadach. Na przykład każdy z nas jest trójjednią życia, rozumu i woli. Żyć w sposób nierozumny albo nie chcieć rozumnego życia to niszczyć samego siebie, to przekreślać swoje człowieczeństwo.
Tak samo warto czasem przypatrzeć się trójjedni prawdy, dobra i mocy. Każda z tych wielkich wartości, pozbawiona towarzystwa choćby tylko jednej z nich, staje się niepełna, a nieraz jest nawet naszym przekleństwem. Bo czymże jest prawda, której obojętne jest dobro? Albo co warte jest dobro nieprawdziwe? I jakim przekleństwem może być moc, która wzięła rozwód z dobrem!
Jednak wciąż na nowo musimy sobie przypominać, że wszelkie przebłyski prawdy o Trójcy Świętej pozostaną dla nas nieczytelne, dopóki nie pozwolimy Panu Jezusowi wypełniać wobec nas swojej obietnicy: „Jeżeli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego i będziemy u niego przebywać” (J 14,23; por. 14,16n). Co więcej: Jeżeli nie ma w nas łaski Bożej i nie miłujemy Boga, wówczas sama nawet znajomość prawdy o Trójcy Świętej pozostanie w nas nauką jałową i pustą.

Zawsze lubiłam wykłady z O. Jackiem Salijem...


Na taka okazję to najlepiej Rublova trzeba by tu wstawić. Ja jednak uległam mojej "miłości" do pewnego miasta, i jego cudownych miejsc, które mogłam kiedyś przemierzać na własnych nogach ( i na rowerze), jak ten most Św. Trójcy...Ach, Florencja!

Do Rublova jednak też mam dużą słabość:



27 maja 2010

Lubię burze, ale niekoniecznie pełne piachu...

Tak właśnie wygląda Jerozolima dziś, wiatr, nieznośnie lepkie i duszne powietrze (chamsin). Żółty piach wciska się wszędzie co widać po moim komputerze, który wcale nie stoi pod otwartym oknem, bo chowam go jak nie pracuję, własnie żeby mu zaoszczędzić takiego wyglądu. Dla porównania jest drugie zdjęcie, z tym samym widokiem z mojego okna, w normalny słoneczny dzień, kiedy można spokojnie zobaczyć  wieżę  klasztoru franciszkanów San Salvatore. Do tego po spacerze na zewnątrz jakoś dziwnie piecze twarz...I spadł dziś też deszcz, trochę,ale zawsze coś. A w momencie kiedy to piszę robi się jakoś dziwnie ciemno pomimo wczesnej godziny. Ale atrakcje!

23 maja 2010

Znów w Wieczerniku

No, znów.
Było umycie nóg...
Było ustanowienie Eucharystii...
Było wyjście Judasza w ciemna noc...
Było ukrywanie się uczniów po śmierci Jezusa...
Było przejście przez zamknięte drzwi...
Był palec w ranie...
Dziś przyszedł Duch Święty.

tyle ważnych spotkań, wydarzeń

Ta Ziemia jest inna. Jest inna, jest tak inna, że nie da się jej opisać porównując z innymi miejscami (przynajmniej tymi, w których byłam).
Ta Ziemia, z jej historią, ludźmi, miejscami pamiętającymi tak wiele, jest naprawdę jak piata Ewangelia. Realizuje się w czytającym ją...Jakby każdy, kto tu żyje nosił w sobie inną, inną Palestynę, inny Izrael.

I pomyślałam, że jeszcze nie wiem jaka jest moja Jerozolima.
Muszę wyjechać. Nabrać dystansu.
Za miesiąc i dwa dni upłynie rok od mojego przyjazdu. Niewiele. I wiele. Coś zacznie się powtarzać.
Już zacznę być częścią historii tego miejsca. Będę wspominać...
Dziś w Wieczerniku myślałam: gdzie ja jestem w Jerozolimie?...Przeżyłam tu już cały rok Liturgiczny. Można powiedzieć, że przeżyłam życie Jezusa....A dziś Zesłanie Ducha, Ducha Pocieszyciela, Ojca ubogich...




Jeszcze nie mogę napisać "mojej ewangelii"

22 maja 2010

Maryja Królowa Apostołów

Niesamowite, że święto naszej - tzn. pod tytułem Królowej Apostołów czczonej przez naszą rodzinę zakonną  Maryi, przypada akurat dziś, dzień przed Zesłaniem Ducha Świętego. Bo Maryja, Królowa Apostołów to ta z Wieczernika, ale jednocześnie, to ta, która jako pierwsza zaniosła Jezusa innym, Janowi, Elżbiecie...i nadal GO daje.
Jednocześnie jest to święto patronalne naszych Sióstr Apostolinek!!!

I  w ten piękny dzień uczciliśmy ją razem ze studentami s.Beatriz, którzy zatrzymali się u nas na małe co-nieco.
I dosięgła nas radosna wiadomość, że po raz kolejny Kustoszem Ziemi Św. został padre Pierbattista Pizzaballa ofm, na kolejne 3 lata.


Con lettera del sabato 22 maggio 2010, il M.R.P. Francesco Bravi OFM Visitatore Generale comunica che il Rev.mo Padre José Rodríguez Carballo ofm, Ministro Generale dell’Ordine Francescano, con Decreto (Prot. Nº 100967) ha nominato Fra Pierbattista Pizzaballa ofm Custode di Terra Santa per i prossimi 3 anni. Invochiamo lo Spirito del Signore affinché assista il Custode nello svolgere il suo ministero a servizio dei fratelli.

19 maja 2010

Adoracja Najśw. Sakramentu na dotyk

Tak, to kolejny post z tych trochę bardziej osobistych.
Dziś na g. 16.00 zapisana byłam na adorację, więc około tej godziny wyszłam z domu i schodząc do dolnego kościoła zobaczyłam grupę, na końcu której był mężczyzna znany mi z widzenia. Gdzieś tam pogrzebałam w pamięci, w sumie nie wiedząc czemu  pasował mi do jakiegoś aktora...a tu niespodzianka. To był ks.Andrzej Gałka, duszpasterz niewidomych, a z nim grupa niewidomych pod opieką Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża z Lasek. Ale byłam zaskoczona, bo wśród nich były siostry, które wielokrotnie spotykałam będąc w Laskach. No i niewidomi! Do nich mam zawsze słabość. Także kilka osób znanych mi z widzenia. Zaraz zaproponowałam ks. Waldemarowi Chrostowskiemu, który był przewodnikiem grupy, żeby siostry podprowadziły niewidomych, żeby mogli dotknąć Tryptyk, bo przecież go nie widzą. Niesamowite...w takiej Bożej ciszy podchodzili i dotykali monstrancji, części z bursztynu...z takim ogromnym namaszczeniem a jednocześnie z takim ciepłem  i delikatnością.
Co ciekawe, po ich wyjściu, tak samo podszedł do monstrancji młody chłopak, i trochę byłyśmy zaniepokojone co ma zamiar zrobić, bo on nie należał do grupy niewidomych. Ale on także z wielkim namaszczeniem dotknął monstrancji i przez chwilę modlił się tak blisko Niego...

Niestety, jak to bywa z techniką, nie udało mi się uwiecznić tego momentu z grupą z Polski, ale jeśli przeczyta to ktoś, kto był wtedy obecny w kaplicy i zrobił zdjęcie, to proszę o przesłanie i wstawiłabym na bloga. (mnie się po prostu rozładowała bateria w komórce :(

18 maja 2010

Hag Ha-Szawuot – Święto Tygodni (2 Mojż. 34:22) שבועות

"(...) Pochwalonyś Ty, Wiekuisty, Boże nasz, Królu wszechświata, który wybrałeś nas spośród wszystkich narodów i wyniosłeś nas nad wszystkie języki i poświęciłeś nas przykazaniami Swymi. I nadałeś nam, Wiekuisty, Boże nasz, w miłości, uroczystości na radość, święta i pewne pory na uciechy, dzień ten Święta Tygodni, porę nadania Zakonu naszego, zwołanie święte (...) Pamiętaj o nas, Wiekuisty, Boże nasz, w dniu tym ku dobremu i obdarz nas w nim błogosławieństwem i dopomóż nam w nim do życia. A słowem zbawienia i miłosierdzia osłoń nas i bądź nam łaskawym, i zmiłuj się nad nami i zbaw nas, gdyż do Ciebie zwrócone są oczy nasze, gdyż Bogiem, Królem litościwym i miłosiernym jesteś Ty."
  Fragment modlitwy odmawianej w Święto Szawuot.






W pięćdziesiąt dni po święcie Paschy wypada Szawuot. Święto to obchodzone jest 6-go, a w diasporze także 7-go dnia miesiąca siwan, trzeciego miesiąca roku. W Piśmie Świętym znajdujemy następujące nazwy święta: Święto Tygodni (hebr. "chag ha-szawuot"), Dzień Pierwszych Owoców (hebr. "jom ha-bikurim") oraz Święto Zbiorów (hebr. "chag ha-kacir"). Jest znane też pod nazwą Pięćdziesiątnicy, ponieważ wypada w pięćdziesiąt dni począwszy od drugiego dnia Paschy i kończy pięćdziesiąt dni liczenia "omeru" (czyli czasu, jaki upływał od potrząsania snopem w Święto Paschy do obrzędu potrząsania w Święto Szawuot - 3 Mojż. 23:15-17).
Święto to pierwotnie oznaczało koniec zbioru jęczmienia i początek zbioru dojrzałej pszenicy. Do Świątyni w Jerozolimie przynoszono wtedy pierwsze dojrzałe w danym roku owoce (winogrona, figi, jabłka, granaty, oliwki, itp.), a także bochenki chleba upieczone z nowej pszenicy. Izraelici pielgrzymowali z darami do Świątyni, gdzie witali ich pieśniami lewici.
    Po zburzeniu 
Świątyni Jerozolimskiej, znaczenie tego święta uległo zmianie. W czasach rozproszenia Żydów, obchodzono je jako rocznicę nadania Tory Izraelowi (2 Mojż. 19:1). W tradycji żydowskiej w dniu tego święta Mojżesz otrzymał od Boga tablice z przykazaniami. W ten sposób uwidacznia się nam ukryty sens tego święta. "Nie samym chlebem żyje człowiek" (5 Mojż. 8:3), bo dokładnie po siedmiu tygodniach od Paschy Bóg obdarował Swój lud darem jeszcze wspanialszym niż ziemski chleb albo niebiańska manna. Bóg powierzył wtedy Izraelowi Swoje Słowo. A ponieważ Tora (Prawo) to jakby pieczęć przymierza pomiędzy Bogiem a Izraelem,Pięćdziesiątnica jest zarazem świętowaniem Przymierza. W ten sposób, te dwa krótkie dni są świętem objawienia Boga i powołania Żydów jako narodu wybranego.
    W czasie Średniowiecza, 
Szawuot było pierwszym dniem pójścia dziecka do żydowskiej szkoły. Trzyletniego chłopca strzyże się, stawia przy pulpicie wsynagodze, a następnie prowadzi do szkoły, gdzie jego rodzice rozdają wino i słodycze, aby w przyszłości "Tora była również słodka w jego ustach". Ten zwyczaj zachował się do współczesnych czasów.

W wigilię Szawuot ortodoksyjni Żydzi studiują Torę przez całą noc. Jest to czytanie o otrzymaniu Tory na górze Synaj. Gdy odczytujący dochodzi do miejsca nadania dziesięciu przykazań, wszyscy mężczyźni wstają.
synagodze pierwszego dnia czyta się Dziesięć Przykazań, otrzymanych przez Mojżesza na górze Synaj. Czyta się również Księgę Rut, gdyż lojalność Ruty jest symbolem lojalności Izraela wobec TorySynagogi są wówczas przystrojone zielenią i kwiatami. W domach jada się potrawy z mleka i miodu, ponieważ prawo nakazujące ofiarowanie pierwszych owoców występuje w 2 Mojżeszowej w powiązaniu z prawem dotyczącym mleka.
      We współczesnych czasach, w Święto Szawuot często odbywają się uroczystości bar micwy, czyli przyjęcia 13-letnich chłopców do grona wiernych w synagodze, oraz bat micwy dla dziewcząt. W Izraelu jest to dzień zawierania małżeństw. Tego dnia odbywa się wiele uroczystości.


Polecam również:

13 maja 2010

Świętowanie rozstania?

Rozstania są trudne. W chwili, gdy ktoś bliski nas opuszcza, doświadczamy pustki, rozbicia, osamotnienia. Ale jednocześnie widzimy wyraźniej, kim była osoba, którą żegnamy. Uświadamiamy sobie, co nam dała, czego nas nauczyła... 
     To początek artykułu ze strony  http://goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1273579023&dzi=1104759141&idnumeru=1273575709    ks.Tomasza Jaklewicza.
No właśnie tak dziś myślałam sobie, że właściwie to smutne było, patrzeć jak Jezus opuszcza tych, z którymi spędził tak intensywny czas.
Było im łatwiej bo widzieli Go już Zmartwychwstałego i wierzyli we wszystkie Jego obietnice?
Ja się założę, że nie wiedzieli nawet kim będzie Pocieszyciel...że byli smutni, bo inaczej nie staliby zapatrzeni w niebo i nie musieliby ich Aniołowie "sprowadzać" na ziemię...(Dz 1, 11).
      A dziś raniutko, ok. g. 4.45 poszłyśmy na górę zwaną Oliwną, która znajduje się blisko Jeruzalem, w odległości drogi szabatowej (Dz 1, 12), na Eucharystię uroczyście sprawowaną w miejscu gdzie wg tradycji miało się odbyć wniebowstąpienie Jezusa. A miejsce to jest udostępniane przez Muzułmanów dla sprawowania kultu tylko raz w roku, właśnie dziś.


Poniżej na zdjęciu zrobionym dziś rano widok jaki rozpościera się przed schodzącymi z Góry Oliwnej...


http://www.christusrex.org/www1/ofm/sbf/segr/ntz/foto2003/album2003r.html

Akt zawierzenia i poświęcenia Najświętszej Maryi Pannie kapłanów, Fatima, 12.05.2010

Matko Niepokalana,

w tym miejscu łaski, w którym zgromadziła nas miłość Twojego Syna Jezusa,
Najwyższego i Wiecznego Kapłana, my, synowie w Synu i Jego kapłani,
poświęcamy się Twemu matczynemu Sercu,
aby wiernie wypełnić wolę Ojca.
Jesteśmy świadomi, że bez Jezusa nie możemy uczynić niczego dobrego (por. J 15, 5)
i że jedynie przez Niego, z Nim i w Nim,
będziemy dla świata narzędziami zbawienia.
Oblubienico Ducha Świętego,
wyjednaj nam bezcenny dar przemiany w Chrystusa.
Tą samą mocą Ducha, który osłaniając Cię swoim cieniem,
uczynił Cię Matką Zbawiciela,
pomagaj nam, aby Chrystus, Twój Syn, rodził się również w nas.
Niech w ten sposób Kościół zostanie odnowiony przez świętych kapłanów,
przemienionych łaską Tego, który wszystko czyni nowe.

Matko Miłosierdzia,
to Twój Syn Jezus nas powołał, abyśmy się stali tak jak On:
światłością świata i solą ziemi (por. Mt 5, 13-14).
Pomagaj nam swym przemożnym wstawiennictwem,
abyśmy się nigdy nie sprzeniewierzyli temu wzniosłemu powołaniu,
abyśmy nie poddawali się naszemu egoizmowi, ułudom świata i podszeptom Złego.
Zachowaj nas mocą Twej czystości, chroń Twą pokorą i otocz swą matczyną miłością,
której odblask widać w tak wielu duszach Tobie poświęconych, a które dla nas stały się
prawdziwymi matkami duchowymi.

Matko Kościoła,
my, kapłani, chcemy być pasterzami, którzy nie pasą siebie samych, 

ale dają się Bogu dla braci, znajdując w tym swoje szczęście.
Nie tylko słowami, lecz życiem, dzień za dniem chcemy powtarzać z pokorą nasze „oto jestem”.

Przez Ciebie kierowani, chcemy być Apostołami Bożego Miłosierdzia,
szczęśliwi, że codziennie możemy celebrować Świętą Ofiarę Ołtarza
i sprawować dla tych, którzy nas o to proszą, sakrament pojednania.

Orędowniczko i Pośredniczko łask,
Ty, która w pełni uczestniczysz w jedynym powszechnym pośrednictwie Chrystusa,
uproś dla nas u Boga, serce całkowicie odnowione,
które miłuje Boga ze wszystkich sił i służy ludzkości tak jak Ty.

Powtarzaj Panu Twe skuteczne słowa:
„Nie mają już wina” (J 2, 3),
aby Ojciec i Syn zesłali na nas, niczym w nowym wylaniu, Ducha Świętego.
Z podziwem i wdzięcznością za Twoją nieustanną obecność wśród nas,
w imieniu wszystkich kapłanów, ja także pragnę zawołać:
„A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?” (Łk 1, 43)

Nasza odwieczna Matko, nie przestawaj nas „nawiedzać”, pocieszać i wspierać.
Przyjdź nam na pomoc i uwolnij nas od wszelkiego niebezpieczeństwa, które nam zagraża.
Poprzez ten akt zawierzenia i poświęcenia, chcemy Cię przyjąć w sposób
bardziej głęboki i radykalny, na zawsze i w pełni, w naszym ludzkim i kapłańskim życiu.
Niech Twoja obecność sprawi, że zakwitnie pustynia naszych samotności 

i zajaśnieje słońce nad naszymi ciemnościami.
Niech przywróci pokój po burzy, aby każdy człowiek zobaczył zbawienie Pana,
który ma imię i oblicze Jezusa, odbite w naszych sercach, 

na zawsze zjednoczonych z Twoim sercem.
Niech tak się stanie! 



BENEDYKT XVI

11 maja 2010

DZIEŃ JEROZOLIMY - JOM JERUSZALAIM

Jeśli zapomnę cię, Jeruzalem, Niech uschnie prawica moja!

    28 Ijar w kalendarzu żydowskim swoje święto obchodzi Jerozolima - stolica państwa Izrael. Święto upamiętnia ponowne zjednoczenie miasta po Wojnie Sześciodniowej w roku 1967. W Izraelu tego dnia w parkach i na placach odbywają się imprezy plenerowe i parady. Wstęp do jerozolimskich muzeów jest wolny.

Tylko nie wiem czemu nam nie zrobili wolnego ze szkoły hebrajskiego :(!

    

MAŁE SZCZĘŚCIA

No, małe, bo cóż to jest: pełnoziarnista pita z masłem, z pomidorkiem posypanym solą.  Do tego powietrze pachnące morzem. Wystarczy. Poczułam się tak jakoś szczęśliwa. A jeszcze śpiew ptaków.

Bo wczoraj to pogoda była straszna, już rano ok. 34 stopni, parno, bez słońca. Wieczorem pojawił się fajny, chłodny wiatr. No a dziś!!!Piękna pogoda. Wprawdzie brakuje mi trochę deszczu, ale nie jest źle.
To takie małe szczęścia na codzień...

7 maja 2010

Znalezienie drzewa Krzyża świętego

Dziś w Kustodii Ziemi Św. wspomina się moment odnalezienia drzewa Krzyża świętego.
Ojciec Antoni w swojej wielkoduszności zaproponował nam udział w Eucharystii, którą odprawiał w Krypcie  Św. Heleny w Bazylice Zmartwychwstania. Oczywiście skorzystałyśmy, jako że żadna z nas nie miałaby możliwości uczestniczenia w głównej uroczystości z udziałem Kustosza.
Było pięknie...



Podobno jednym z wielkich marzeń Heleny było odnalezienie Krzyża Świętego, który mógł znajdować się gdzieś pod murami posągów (ołtarzy) Jowisza i Wenery, jakie postawiono w II wieku na Golgocie z polecenia cesarza Hadriana. Z pomocą biskupa Jerozolimy Makarego udało się doprowadzić do usunięcia pogańskich monumentów, celem których było zatarcie śladów Męki Chrystusa, przeprowadzono wykopaliska i odnaleziono wówczas trzy krzyże. Tradycja głosi, że nie można było zidentyfikować, który z nich był tym, na którym poniósł śmierć sam Zbawiciel, dlatego też biskup Makary zaproponował przeprowadzenie pewnego eksperymentu. Otóż zaniesiono wszystkie trzy krzyże do pewnej ciężko chorej kobiety, po czym dotykano jej ciała kolejno jednym po drugim. Pierwsze dwa nie wyróżniały się niczym specjalnym, kiedy jednak przyłożono trzeci z krzyży do ciała chorej niewiasty, ta została nagle cudownie uzdrowiona. Zebrani nie mieli wątpliwości, iż to właśnie drzewo jest tym tak gorąco poszukiwanym Krzyżem Pańskim.
Wprawdzie nie mamy stuprocentowej pewności, że to właśnie za sprawą Heleny odnaleziono ten wielki chrześcijański skarb, to jednak tradycja głosi, że uradowana i wdzięczna Bogu Cesarzowa postanowiła wystawić w tym miejscu wspaniałą świątynię (Martyrium, czyli Męczenników, później nazwana bazyliką Świętego Krzyża), w której pozostawiła część Drzewa Świętego umieszczoną w srebrnej oprawie. Fragment bezcennej relikwii przesłała też synowi, który znów podzielił ją na dwie części, z których jedną umieścił w cesarskim skarbcu w Konstantynopolu, a drugą posłał do Rzymu, gdzie z jego rozkazu wzniesiono kościół pod nazwą Krzyża Jerozolimskiego (Santa Croce in Jerusalemme). Wkrótce święte relikwie podzielono na wiele małych części, tak aby jak najwięcej kościołów na świecie miało choćby jego niewielką cząstkę. Dziś największą część drzewa Krzyża Męki Chrystusowej posiada kościół świętej Guduli w Brukseli.
Augusta Helena nie poprzestała na wzniesieniu tylko jednej świątyni. Czerpała ze skarbca obficie i dzięki jej staraniu stanął jeszcze jeden kościół na Golgocie (Anastasis, czyli Zmartwychwstania Pańskiego) i kolejny w Ziemi Świętej, tym razem przy grocie Betlejemskiej (bazylika Narodzenia Pańskiego). Ufundowała też kościół wzniesiony na Górze Oliwnej (Wniebowstąpienia Pańskiego), a później co najmniej kilka jeszcze, a jak twierdzą niektórzy, nawet około trzydzieści świątyń w różnych miejscowościach Imperium. W tym też czasie wzmogła jeszcze bardziej działalność filantropijną, odwiedzając ciągle ubogich i chorych, sama im usługując, a wszystko uważała za zbyt małe, za zbyt drobne wobec łask doznanych, a szczególnie łaski odnalezienia Krzyża św., z czem imię jej po wsze wieki do końca świata zostało złączone.

3 maja 2010

3 maja w Jerozolimie też można świętować po polsku ;)




Dziś rano, o g. 7.30 uczestniczyłam w Eucharystii w Bazylice Zmartwychwstania. No oczywiście sprawowanej po polsku, z polskimi i łacińskimi śpiewami. Przewodniczył o.Jerzy Kraj ofm, a kazanie głosił o. Jakub Waszkowiak ofm. 
Chyba największe wrażenie zrobiło na mnie wyśpiewanie polskiej pieśni wielkanocnej  Zwycięzca śmierci... w tym miejscu to coś poruszającego.Przynajmniej dla mnie...


2 maja 2010

LAG BA OMER

Co to jest omer?
Słowo omer ma co najmniej trzy znaczenia: po pierwsze, oznacza snop;  po drugie, jest to miara produktów sypkich (np. ziarna), która równa jest objętości około 43 jajek.
Nazwa ta oznacza też ofiarę (oddanie) ze zboża, składaną w czasach Świątyni. W drugi dzień Pesach składano ofiarę hołdowniczą ze zmielonego jęczmienia, w ilości właśnie jednego omeru. Pierwszy snop z wiosennych zbiorów przynoszony był do Świątyni, ziarno było mielone i jeden omer mąki jęczmiennej był mieszany z olejem i kadzidłem  "na zapach kojący dla Boga" (Wajikra 23:13)
Co to jest "liczenie omeru"?
"Liczenie omeru" oznacza odliczanie 49 dni pomiędzy drugim dniem Pesach a świętem Szawuot (od Wyjścia z Egiptu do otrzymania Tory). Szawuot jest więc świętem powiązanym ze złożeniem ofiary omer. Jest pięćdziesiątym dniem od tego momentu, czyli pierwszym dniem po 49 dniach odliczania omeru (sfirat haomer).
"Od dnia przypadającego po pierwszym dniu Pesach, w dniu, kiedy przyniesiecie omer na zakołysanie, będziecie liczyć dla siebie siedem pełnych tygodni" (Wajikra 23:15). W okresie tych 49 dni, podczas wieczornej modlitwy wypowiadane jest specjalne błogosławieństwo stanowiące "liczenie omeru".
Podczas gdy w drugi dzień Pesach składano ofiarowanie z jęczmienia, w Szawuot ofiarowanie było z nowego zbioru pszenicy.

Co oznacza Lag Ba Omer?
Nazwa ta powiązana jest z przykazaniem "liczenia omeru". Numerycznym odpowiednikiem litery "lamed" jest liczba 30. Litery "gimel" - 3. Lamed odpowiada fonemowi "l", gimel - "g". Ich połączenie wymawiane jest z samogłoską "a" jako "lag" (czyli 33).
Z kolei "ba omer" oznacza "w omerze". Całość można przetłumaczyć na "33 (dzień) w omerze" - 33 dzień liczenia omeru.
Żydzi sefardyjscy nazywają to święto "Lag La Omer" - 33 (dzień) omeru.

Jak jest geneza tego święta?
Lag Ba Omer - według tradycji - upamiętnia koniec tajemniczej zarazy, jaka panowała wsród uczniów rabina Akiwy (II wiek n.e.)
Można mieć jednak wątpliwości, czy rzeczywiście była to epidemia. Talmud (Jewamot 62;2) podaje bowiem, że 24 tysiące uczniów rabina Akiwy zmarło, ponieważ "nie okazywali sobie wzajemnie szacunku".
Inne interpretacje wskazują na fakt, że rabin Akiwa poparł powstanie przeciw Rzymianom (134-135 n.e.), któremu przewodził Bar Kochba. Wśród powstańców znajdowało się wielu uczniów Akiwy. Być może więc "zaraza" symbolizowała Rzymian, aLag Ba Omer był dniem jakiegoś militarnego zwycięstwa, jakiejś wygranej bitwy?
Fakt, że zwyczajową zabawą dzieci w Lag Ba Omer jest strzelanie z łuku, sugerowałby prawdziwość tych hipotez.
Dzień ten jest również rocznicą śmierci (jarcait) słynnego rabina  Simeona (Szimona) Bar Jochaja - kabalisty tradycyjnie uważanego za autora dzieła "Zohar".

Jak obchodzony jest Lag Ba Omer?
Jest to święto radosne. Przestają - na ten dzień - obowiązywać zakazy ograniczające wiele czynności w okresie "liczenia omeru". Jest to dzień wypraw za miasto, zabaw w parku, lesie lub na łąkach. W Izraelu tego dnia nie ma normalnych zajęć szkolnych. Dzieci idą z nauczycielami w teren - zabierając łuki i piłki. Bardzo popularne jest również rozpalanie ognisk.
W  Meronie - miejscu, w ktorym pochowany jest rabin Simeon Bar Jochaj i jego syn Elazar Bar Simeon, tysiące Żydów spotykają się aby obchodzić jarcait. Od czasów rabina Lurii, istnieje zwyczaj urządzania wtedy postrzyżyn trzyletnich chłopców(halake). Towarzyszą temu śpiewy i picie wina.
Lag Ba Omer to również tradycyjny dzień ślubów, które z zasady nie odbywają się w okresie "liczenia omeru" (z nielicznymi wyjątkami).
W roku 2010 Lag Ba Omer zaczyna się o zachodzie słońca 1 maja.


No i było świętowanie, było wyjście za Stare Miasto, był ogień, nie było ścinania włosów...i po drodze były żydowskie ogniska (słaba jakość aparatu w komórce)