28 stycznia 2011

Za ks.Wojtkiem...mam żal do świeckich

Żale „antylaika”, ks. Wojciech Węgrzyniak

Przeciw klerowi pisać każdy może. Mówi się niedobrze o księżach na różnych spotkaniach. Nie ma tygodnia, żeby nie było jakiegoś newsa o kapłańskich skandalach. Wiele z tych tekstów chce mieć szczytne intencje: Naprawić kler! Wiele pobrzmiewa dramatyczną nutą: Już nie mogę wytrzymać w Kościele z powodu czarnych! Powstało nawet specjalne słowo „antyklerykał”.
Pozwólcie, że chociaż dla śladowej równowagi, jako ksiądz, pożalę się na świeckich, wcielając się w rolę kogoś, kto nawet nie ma swojej nazwy, powiedzmy więc, że w rolę „antylaika”.
Mam żal do świeckich, bo nas okłamują.
Przynoszą dziecko do chrztu i mówią publicznie, że biorą na siebie obowiązek wychowania go w wierze, wyrzekają się publicznie Szatana i również publicznie wyznają wiarę w święty Kościół powszechny. Mówią to i rodzice, i chrzestni.
Po co okłamują nas ci, którzy ani nie chcą wychować dziecka w wierze, ani tej wiary sami nie mają?
Mam żal do świeckich, bo nas robią w konia.
Przychodzą do bierzmowania i mówią publicznie: „Pragniemy, aby Duch Święty, którego otrzymamy, umocnił nas do mężnego wyznawania wiary i do postępowania według jej zasad”. I my im wierzymy. Wierzymy, że teraz już możemy na nich liczyć. Bo bierzmowanie jest maturą wiary.
Po co wyciągają rękę po największy dar Kościoła ci, którzy już mają ten dar w nosie?
Mam żal do świeckich, bo się z nas śmieją.
Rozmowa przed ślubem w kancelarii, jedno z wielu pytań: „Czy zgadzacie się z nauką Kościoła na temat regulacji poczęć?”. „Tak. Oczywiście!” - odpowiadają prawie wszyscy.
Po co biorą kościelny ślub ci, którzy potem śmieją się z zasad Kościoła?
Mam żal do świeckich, bo stracili mowę.
Chodzimy po kolędzie. Jednym z jej celów jest rozmowa o trudnościach związanych z wiarą, z Bogiem, z Kościołem, albo przynajmniej umówienie się na takową. I co? Skądże! Wszystko w porządku. Księży przyjmuje może 80% Polaków, ale żeby choć 1% mówił o tych zarzutach, o których potem 80% pisze na forach… Chyba że należy przyjąć, iż ci, którzy nie przyjmują księdza, są (z tego powodu?) hiperaktywni w sieci.
Dlaczego milczą, kiedy oczy księdza spotykają ich oczy?
Mam żal do świeckich, bo nie bronią Kościoła.
Przodkowie nasi potrafili oddać życie, żeby Polska mogła być przedmurzem chrześcijaństwa. Nie mówili, że nie pójdą na Turków, bo plebany spasione. Nie uciekli z Częstochowy, tłumacząc, iż nie chcą ryzykować głowy dla setki mnichów i jednego obrazu.
Mam żal, że świeccy nie potrafią czasem nie życia, ale chociaż jednego dobrego słowa poświęcić w obronie ludzi, którzy udzielili im sakramentu chrztu, którzy całymi latami karmią ich Ciałem i Słowem Pana, którzy słuchają dramatów świeckiego życia i odpuszczają grzechy w imieniu Jezusa, którzy dzień w dzień (od święceń aż do śmierci) modlą się za każdego świeckiego.
Dlaczego nie potrafią bronić tych ludzi w rodzinie i w pracy?
Litania żalów do świeckich również mogłaby nie mieć końca…
I żale możemy mieć wszyscy. Bo jest o co.
Pytanie tylko: po co?
24 lata należałem do laikatu. Prawie 14 lat minęło od święceń. W domu, jako laika, uczono mnie, że nie mówi się źle o księżach. Jako ksiądz, uczę się, by nie mówić źle o świeckich.
Prawdziwy lekarz nigdy nie mówi źle. Diagnozę zamienia na służbę, a o pacjenta po prostu walczy.
Musimy ciągle wracać do tego, że Kościół jest szpitalem, w którym granica między pacjentami a lekarzami nie biegnie granicą święceń kapłańskich, ale zadaniem: „jedni drugich brzemiona noście, a tak wypełnicie prawo Chrystusowe”.
Tych zaś, którzy zamiast lekarstwa chcą podawać jad, bez względu na to, czy są klerem czy laikatem, uprzejmie prosimy o opuszczenie szpitala, zanim diabeł sam ich nieuprzejmie nie zgarnie.

24 stycznia 2011

Jerozolimska modlitwa o jedność chrześcijan

W Jerozolimie rozpoczął się w sobotę (22/1/2011) Tydzień Modlitwa o Jedność Chrześcijan, z tygodniowym opóźnieniem ze względu na Kościół Ormian, w którym Boże Narodzenie obchodzono 19 stycznia.
Niestety, nie udało mi się uczestniczyć dziś w Kościele Ormian  ani jutro nie dołączę do Kościoła Luterańskiego ze względu na pracę, ale byłam pierwszego dnia na Kalwarii i drugiego w Kościele Melchickim.
Muszę przyznać, że ta modlitwa tu w Jerozolimie jest niesamowita.... Z tymi wszystkimi wyznaniami tak naprawdę ma się kontakt na co dzień. Właściwie na takich modlitewnych spotkaniach odkrywa się, kto do jakiego Kościoła należy. Czasem osoby, z którymi spotykam się na co dzień okazują się np. greko-katolikami, albo z Kościoła Syriackiego.


W modlitewną krucjatę w intencji jedności wszystkich wyznawców Chrystusa włączyli się chrześcijanie jerozolimskiego Kościoła. Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan w Ziemi Świętej jest organizowany z kilkudniowym opóźnieniem, z powodu obchodzonych przez Kościół ormiański świąt Bożego Narodzenia.
Tegoroczny temat Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan został zaproponowany przez Kościoły Ziemi Świętej, będące kontynuacją jerozolimskiej wspólnoty apostolskiej, która jest Kościołem Matką wszystkich wyznawców Chrystusa.

W Jerozolimie najważniejszym miejscem modlitwy o jedność chrześcijan jest sanktuarium Wieczernika. W sali na górze na Syjonie lokalne wspólnoty wraz z pielgrzymami z różnych stron świata będą modlić się o dar jedności 27 stycznia. Jest to kulminacyjny moment całego programu, który rozpoczął się prawosławnym oficjum na Kalwarii, a zakończy się ekumeniczną liturgią w anglikańskiej katedrze św. Jerzego.

W tym roku modlitewne spotkania będą zorganizowane ponadto w kościele greckokatolickim, ormiańskiej katedrze św. Jakuba, we franciszkańskiej świątyni Najświętszego Zbawiciela oraz we wspólnocie syryjskiej i etiopskiej.

Dla chrześcijan z Jerozolimy, żyjących przy sanktuarium Wieczernika i Bazylice Zmartwychwstania Pańskiego, ekumenizm sprowadza się często do praktycznych aspektów wspólnego życia i pracy. Jest on również głęboko zakorzeniony w kontekście społecznej solidarności wobec braku nadziei i doświadczeń cierpienia. Stąd rodzi się wspólna modlitwa chrześcijan i apel do działań na rzecz pokoju i sprawiedliwości dla wszystkich mieszkańców Ziemi Świętej. 

23 stycznia 2011

Widoki z mojego okna i nasze "nowe" mieszkanie

Wprawdzie wstawiłam już wcześniej jedno zdjęcie z mojego okna na Starą Jerozolimę nocą, ale dziś zrobiłam sesję zdjęć naszego domu i dookoła domu, łącznie z widokami. Mój pokój jest w ciągłym tworzeniu...


21 stycznia 2011

Mieszkania w Starej Jerozolimie


Ponizej wrzucam link, i choc tekst jest po wlosku, warto zobaczyc chociaz jak wygladaja mieszkania w Starej Jerozolimie. Artykul mowi o mieszkaniach nalezacych do Kustodii Ziemi sw. a w ktorych mieszkaja chrzesciajnie.
Mowa jest o projekcie remontu tych mieszkan. Widac na zdjeciach odnowione mieszkanie...ale prosze sobie wyobrazic, jak wygladaja te mieszkania kiedy nie sa odnowione i pelne wilgoci.

*http://www.custodia.org/Il-rinnovo-delle-case-della.html

19 stycznia 2011

Pierwsza noc w "nowym" mieszkaniu


Nie wiem w sumie co myśleć. No cieszę się, ale...nie wiem czy życie we wspólnocie na tym skorzysta.Oby!
W każdym razie, s.Gabriela, z którą mieszkam w "nowym" mieszkaniu już miała dość codziennego chodzenia do mieszkania, które wynajęłyśmy dla wolontariuszy. I wcale jej się nie dziwię. Teraz już, jak to się mówi, smacznie pochrapuje w swoim malutkim pokoju. Mnie natomiast przypadł pokój jak na moje potrzeby stanowczo za duży. Na szczęście wiatr po nim nie hula. Jest o wiele cieplej niż w poprzednim mieszkaniu. I co najważniejsze: mamy ciepłą wodę!
Jestem niemiłosiernie zmęczona przenosinami, bo trzeba było kilkanaście razy wchodzić i schodzić na 2 piętro. Najpierw zrzuciłam wszystko do pokoju a potem zabrałam się za układanie...No i pierwsza noc przede mną!
fotki: widok z mojego balkonu (niestety nie tym aparatem takie zdjęcia, no ale mam co mam); widok mojego pokoju po zrzuceniu wszystkiego gdzie popadnie ;)

18 stycznia 2011

Marzenia się spełniają?Jasne, że tak...jeśli ma się odwagę i cierpliwość

http://shalom-miriam.blogspot.com/2010/09/z-szarej-codziennosci.html
Aż boję się pisać o tym bo jeszcze nie jest to faktem, ale zbliża się coraz bardziej by stać się rzeczywistością.
Pisałam kiedyś o szansie na pustelnię z widokiem na Starą Jerozolimę....No nie będzie to pustelnia, bo będziemy we dwie mieszkać w "nowym" mieszkaniu, ale widok na Jerozolimę starą będzie z mojego balkonu!!!
Właśnie idę sprzątać ;)

15 stycznia 2011

Teoria a rzeczywistość

Wiele razy słyszałam jakieś historie,jakiekolwiek, które wydarzyły się komuś tam. To rzecz codzienna. I jak zupełnie zmienia się rzeczywistość, jeśli coś z tych historii zdarza się nam, lub osobom, które dobrze znamy.
Dziś rozmawiałam z Omarem, muzułmaninem, który po 11 latach wrócił do rodzinnego domu po tak długim pobycie w Stanach. Ma 30 lat. Idąc do pracy lub do Bazyliki Bożego Grobu zazwyczaj spotykam go, jeśli nie jest w pracy, siedzącego w kafejce internetowej, która należy do jego rodziny.Już od ponad roku.. Od jakiegoś już czasu żartowałam, że poszukam mu żony w Polsce, bo jeszcze nie założył rodziny. Nie miał nic przeciwko. I kiedy mówiłam, że to na pewno będzie katoliczka, on śmiał się mówiąc, że nawróci się na Islam.Jakiś czas temu wspomniał, że na drugi dzień będą jego zaręczyny. Zdziwiłam się, że nic wcześniej nie wspominał, nawet jeśli coś tam mówił, że są jakieś dziewczyny, które mogłyby być jego żonami. No i ja spytałam o zdjęcie. Niestety nie mógł jeszcze mieć jej zdjęcia, dopiero kiedy oficjalnie ich rodziny się sobie przedstawią. Chwilę później przyszedł jego ojciec, i wspomniał, że Omar był już dwukrotnie żonaty. Raz z chrześcijanką, która przeszła dla niego na Islam, a drugi raz z muzułmanką. Jakie było moje zaskoczenie. Po prostu dla nich, jak tłumaczył ojciec, jak Bóg dał ślub, tak i dał rozwód. 
Dziś przechodząc obok spotkałam Omara, i spytałam jak tam po zaręczynach i czy ma już zdjęcia. Poprosił, żebym weszła do sklepu bo nie może pokazywać innym mężczyznom zdjęć dziewczyny bez welonu. Piękna dziewczyna, naprawdę bardzo piękna, pięknie ubrana, Omar w garniturze. Spytałam od kiedy się znają, i Omar odpowiedział, że jego rodzina zna ją od roku. A on spotkał się z nią 3 razy! I rozmawiali. I zaręczyli się.
Aż jestem ciekawa, jak to wszystko potoczy się dalej. Inny świat.
Jak wróciłam do domu i wspomniałam o tym siostrom, s.Gabriela uraczyła mnie innymi, podobnymi opowieściami ze swojego doświadczenia w Afryce, że ta z Omarem wydała się zupełnie nienadzwyczajna. Choć i dla niego samego, jak mówił, to nie jest takie zwykłe. Na pewno z pierwszą żoną tak nie było. A ta podobno jest bardzo religijna.
Ach, życie w Ziemi Św.! Ale muszę przyznać, że to wielkie bogactwo....

12 stycznia 2011

Prośba - już raz wiele osób pomogło!

Dziś otrzymałam maila takiej treści jak poniżej i zamieszczam go za zgodą autorki i osób zainteresowanych.



"napisał do mnie maila mój bardzo dobry kolega, w którym opisuje, że u
jego ukochanej dziewczyny wykryto raka złośliwego, dokładniej jest to
mięsak tkanek miękkich
a usadowił się w okolicy nerki. W chwili obecnej jest poddawana
chemioterapii w Centrum Onkologii w Warszawie. Po serii chemii będzie
poddana kolejnej operacji, tym razem usunięcia nerki. Potem kolejna
chemia i radioterapia.
Prośba jest taka do Was abyście pomogli w tak bardzo prosty sposób jakim
jest oddanie krwi, która na pewno będzie potrzebna Ewie.
Część z Was na pewno zna już temat, bo osobiście bądź telefonicznie z
Wami rozmawiałem i część z Was już zdeklarowała się pomóc za co ja już
dziękuję w imieniu Adama i Ewy.
Jeśli ktoś jeszcze jest w stanie pomóc to proszę o oddanie krwi w
punkcie krwiodawstwa przy jednoczesnym wyrażeniu chęci oddania krwi dla
konkretnej osoby. Po oddaniu krwi należy pobrać zaświadczenie o oddaniu
krwi i ilości jednostek. Nie liczy się grupa,
zasada jest - jednostka za jednostkę.

Informacja do zaświadczenia:

Krew na rzecz Ewy Kurnickiej, pacjentki Centrum Onkologii - Instytutu im.
Marii Skłodowskiej - Curie w Warszawie. Klinika Nowotworów Tkanek
Miękkich i
Kości.


Im więcej jednostek tym lepiej."

Jeśli ktoś może pomóc to będę wdzięczna w imieniu kolegi oraz jego przyjaciela, a zwłaszcza w imieniu potrzebującej :)
Zaświadczenia mogę od was odebrać, dajcie tylko znać, a ja już przekażę je dalej.

Mam nadzieję, że Wam nigdy nie będzie potrzebna taka pomoc.. :)

9 stycznia 2011

Niecodzienna modlitwa w kaplicy Adoracji Najśw.Sakramentu w Jerozolimie


Niecodzienna, bo raz na rok.
W zeszłym roku także gościliśmy Patriarchę  na godzinnej adoracji u nas, a której powód opisuję poniżej za o. Jerzym Krajem. W ostatnią sobotę przyjechał także Nuncjusz Apostolski, mons. Antonio Franco ze swoim sekretarzem, który okazał się polakiem.

Pielgrzymką nad wody Jordanu rozpoczął się 5-dniowy pobyt w Ziemi Świętej ok. 30 przedstawicieli konferencji biskupich Europy i Ameryki Północnej. W pierwszym dniu tegorocznej misji solidarności na rzecz chrześcijan w Ziemi Świętej uczestnicy nawiedzili wspólnotę katolicką w Jerychu i spotkali się z lokalną wspólnotą parafialną oraz jej duszpasterzami.


Tegoroczne spotkanie Grupy Koordynacyjnej episkopatów Europy, Stanów Zjednoczonych i Kanady na rzecz pomocy chrześcijanom Ziemi Świętej podejmie refleksję dotyczącą komunii i świadectwa Kościoła katolickiego na Bliskim Wschodzie. Będzie to kontynuacja programu wytyczonego przez specjalny synod obradujący w Watykanie w październiku ubiegłego roku.

W panelu dyskusyjnym oprócz delegatów z zagranicy weźmie udział nuncjusz apostolski oraz katoliccy ordynariusze Ziemi Świętej. Abp Fouad Twal, łaciński patriarcha Jerozolimy, przedstawi lokalne inicjatywy na rzecz ekumenizmu prowadzone razem ze wspólnotami siostrzanych Kościołów wschodnich oraz protestantów. Poruszona będzie także kwestia wolności religijnej w Izraelu i na terytoriach Autonomii Palestyńskiej.

Program przewiduje ponadto spotkania uczestników z przedstawicielami islamu i judaizmu promujące dialog międzyreligijny oraz wspólne wysiłki na rzecz autentycznego i sprawiedliwego pokoju.

Biorący udział w pracach Grupy Koordynacyjnej przedstawiciele episkopatów Anglii, Walii, Stanów Zjednoczonych, Kanady, Albanii, Hiszpanii, Niemiec i krajów nordyckich oraz Rady Episkopatów Europy i Rycerskiego Zakonu Grobu Świętego w Jerozolimie nawiedzą ważniejsze sanktuaria Ziemi Świętej i niektóre wspólnoty lokalne.  Wizyta biskupów zakończy się 13 stycznia koncelebrowaną Eucharystią przy Bożym Grobie w Bazylice Zmartwychwstania.



8 stycznia 2011

Obrona doktoratu ks.Adama Kubisia



W sobotę rano, o g. 9.00, miało miejsce szczególne wydarzenie. Ks. Adam Kubiś bronił pracę doktorską na Ecole' Biblique.
Z jednej strony bardzo radosne wydarzenie, na pewno dla niego samego, ale z drugiej...świadomość, że kolejna osoba zginie w wielkim świecie, w świecie naukowców, opuszczając na dobre Jerozolimę. Szkoda...

6 stycznia 2011

Epifania, czyli z Mędrcami do Betlejem

No i udało się.
Po raz pierwszy udało nam się wyjechać wspólnie wszystkie. Niestety nie mogłyśmy uczestniczyć w Eucharystii w Betlejem, bo w naszym Kościele była Msza podczas której co prawda Ormianie świętują Narodzenie, Objawienie i Chrzest Jezusa...Po tej Mszy pojechałyśmy do Betlejem na drugie Nieszpory z Uroczystości Trzech Króli, która po włosku nazywa się Epifania. U  nas w sumie też tak się mówi, ale włosi nie używają nazwy Trzech Króli. Używają za to innej nazwy na ten dzień: Befana.
Najpierw podjechałyśmy na Pole Pasterzy, a następnie do Bazyliki św. Katarzyny. Na zakończenie Nieszpór Ojciec Kustosz udzielił wszystkim uroczystego błogosławieństwa Dzieciątkiem Jezus, podczas procesji ojcowie rozdawali kadzidło, ludzie całowali złotą różę podarowaną przez jakiegoś papieża i polewali dłonie mirrą. Wróciłyśmy autokarem z grupą polską kolejny raz przy akompaniamencie kolęd, tym razem polskich.

3 stycznia 2011

Czas Świąteczny...cd.

No niestety, ale wszelkie problemy z brakiem internetu uniemożliwiły mi aktualizację naszych świątecznych poczynań...
Stary Rok zakończyliśmy wspólną Adoracją w naszym Kościele Ormian-Katolików. O północy do Eucharystii sprawowanej przez Egzarchę dołączyli się niektórzy kapłani studiujący na Studium Biblicum Franciscanum - ku naszej radości, bo przynajmniej czuwali nad przebiegiem Mszy, którą Egzarcha sprawował w rycie łacińskim.
Pomimo deszczu dosłownie lejącego na dworze było nas kilkanaście osób na Mszy noworocznej. A po północy oczywiście nie obyło się bez świętowania przy szampanie w salonach Egzarchatu...ale tańców nie było ;).
A na drugi dzień poszłyśmy na uroczystą Eucharystię do Patriarchatu Łacińskiego. Nie była to uroczystość całkowicie radosna bo niestety ta noc noworoczna w Aleksandrii w Egipcie skończyła się śmiercią dla wielu chrześcijan. I o tym wspomniał w swoim kazaniu Patriarcha Łaciński, Fouad Twal.
Ten dzień zakończył się dla mnie bardzo miło, bo noworoczną kolacją w Nowym Domu Polskim, ze śpiewem kolęd. Wyszłam z prezentem w rękach, koncentratem pomidorowym, bo na drugi dzień były gołąbki ;).Eksperyment w naszej międzynarodowej wspólnocie zdał egzamin. S.Nimfa powiedziała, że to takie chińskie jedzenie ;).

W poniedziałek czekał mnie jeszcze jeden dzień wolny z okazji 25 - lecia Święceń kapłańskich dyrektora Biblioteki, w której pracuję, o.Marcello Badalamenti ofm. Po południu pojechałyśmy z s.Cecilią do Betlejem, gdzie miała miejsce cała uroczystość, w kaplicy nad Grotą Mleczną. Było bardzo miło, i udało nam się wracać z franciszkańską bracią przy akompaniamencie kolęd, śpiewanych w wielu językach i dialektach.