29 listopada 2010

MARANA THA!

Adwentowe nadzieje

Trochę  się pośmiałam, bo na Facebooku jak napisałam, że Adwent tuż, tuż a śniegu nie widać, to wzbudziło to jakieś ożywienie w "chwaleniu się", że w Polsce śnieg jest, że Warszawę przyprószyło, że w moim rodzinnym mieście też jest już śnieg...oj, ja to wszystko wiem. Ale nic nie poradzę, że duszę i potrzeby mam wg polskiej natury, i choć wiem, że nie mam szans na zobaczenie śniegu, to i tak takie telefony, jaki własnie odebrałam z Radomia: "nie mogę do Ciebie zadzwonić na skype bo własnie nam wyłączyli prąd, a ja odśnieżam bo sypie tak jak jeszcze nigdy nie widziałem", nie wzbudzają we mnie ogromnej radości!
No nic, będąc w Jerozolimie trzeba się liczyć z takimi brakami jak nieobecność śniegu. Choć w zeszłym roku, ale dopiero w lutym, miałam tę przyjemność zmarznąć na ośnieżonym Hermonie. A we wspólnocie mam siostrę z Filipin, która nawet śniegu na oczy nigdy nie widziała, i ma nadzieję, że zobaczy go w Izraelu.
A może jednak spadnie i w Jerozolimie?

26 listopada 2010

Wspomnienie bł Jakuba Alberione....

Dziś, dzień szczególny. Jednoczy się Rodzina Św. Pawła na modlitwie wspominając naszego Ojca Założyciela.
Szczególny człowiek...jedyne, co chciałabym napisać: podziwiam Go zawsze za wierność Bożym natchnieniom....

http://www.paulus.org.pl/news,385.html

21 listopada 2010

MÓJ Królu, wspomnij...wszystko w Tobie ma istnienie

Jakiś czas temu zaczęłam obserwować temat intronizacji Jezusa, który pojawia się coraz bardziej natarczywie w mediach (ja ograniczam się do radia i internetu, bo z telewizora ścieram tylko kurz ;).
I jakoś tak już mam, że kiedy nie mam zdania na pewien temat to staram się (pycha w tym często przeszkadza) nie wypowiadać (Błogosławiony ten co nie mając nic do powiedzenia, nie obleka tego faktu w słowa - bodajże Herbert coś takiego napisał, ale proszę o korektę jeśli się mylę).
Ale dziś jest uroczystość Chrystusa Króla...
I tak od kilku dni czytając Słowo, które jest na dziś, pytam samą siebie, czy On jest MOIM królem?
Ale patrzę na to Słowo (Łk 23,35-43), w którym nie ma pomnika wysokości 33 m, ale jest człowiek umierający na krzyżu, może w wieku 33 lat.

Pierwszy raz bardziej zwróciłam uwagę na zachowanie, na serce Dobrego Łotra.
Jak bardzo Jezus stał się jego królem, bo zobaczył w nim Króla nie na tronie, ale Króla który cierpi razem z nim.
Pomyślałam, że tak łatwo znaleźć dziś takie zachowanie jakie miał tłum spod krzyża. No, chrześcijanie, pokażcie jak jesteście zdolni cierpieć, jak bardzo jesteście wierni waszej Biblii. Tacy jesteście mądrzy jak ewangelizujecie, że Chrystus towarzyszy w cierpieniu. To teraz pokażcie, nie domagajcie się sprawiedliwości, ale pokażcie jak jesteście wierni waszemu Królowi...Nie słyszeliście czegoś takiego nigdy?
To chyba nie żyjecie zbyt realnie. Nie trzeba być w Ziemi św. żeby czegoś takiego doświadczyć.
I można mieć pretensje do Jezusa...nie tak miało być, przecież kamieniami w ludzi to rzucali za czasów Pawła, a teraz? Bomby atomowe? Niekoniecznie. Na co dzień  dostaje się kamieniem słów, kamieniem zatracenia świętości życia, kamieniem lekceważenia tego co święte, kamieniem lekceważenia naszego życia chrześcijańskiego...
Może paradoksalnie tu, w Jerozolimie można to jakoś łatwiej zauważyć, albo zależy od osobistej wrażliwości.
I pytam siebie samą: Jezus jest MOIM Królem? Czy tylko Królem Wszechświata?
Ten Dobry Łotr, potrafił nie tylko nie skupić się na własnym cierpieniu, ale potrafił jeszcze bronić Jezusa.
Muszę przyznać, że mnie o wiele łatwiej naturalnie przychodzi zachowywać się jak ten drugi...Ale w końcu jestem wolna, żeby się nie zgodzić na taką moją naturę. 
Ten Dobry Łotr...to nawet nie chodzi o to, że udało mu się być "kanonizowanym" przez samego Jezusa. Ale on rozpoznał w Nim Króla, i zapragnął Jego królestwa. A jakie mogło się wtedy wydawać, jeśli jego Król umierał obok niego? A on jednak poprosił GO o wspomnienie...nie poprosił o przerwanie cierpienia, o zdjęcie z krzyża, o jakiś cud naoczny.
Poprosił o WSPOMNIENIE. Tylko.


15 listopada 2010

14 listopada 2010

Długi tydzień szybko upłynął

Niektórzy mi piszą, że cisza tu...ale nie tak długo przecież ;)
To był intensywny tydzień. Aż szkoda, że skończył się. Po dobrych ludziach zawsze odczuwa się pustkę, kiedy już ich nie ma...
W zeszłym tygodniu przyjechał do nas Pan Piotr C. z Panem Krzysztofem M. (mam nadzieję, że nie będą mi mieli za złe, że tak imiennie piszę o nich), po naszych wołaniach o naprawę Tryptyku. Tzn. nie żeby się nie wiadomo co zepsuło, ale przede wszystkim chodziło o wymianę diod, bo jednak wbrew zapowiedziom, nie trwają 11 lat, ale ponad rok. No i zaczęła się praca. A żeby nie przerywać Adoracji w ciągu dnia, i jednocześnie mieć spokój podczas pracy, bez pielgrzymów i turystów, praca odbywała się wieczorami, które bardzo się wydłużały...Ale jaki efekt!!! Brak słów! Mamy teraz piękne światło wychodzące z Hostii. Mamy regulację oświetlenia Tryptyku, nie mamy lampki, która czasem kilka razy w tygodniu musiała być reanimowana po stratowaniu przez pobożnych adoratorów. I...mamy sprawną pralkę, zamek w skrzynce na intencje, działający odkurzacz, i co jeszcze? Doświadczenie wielkiego dobra, przyjaźni, i dobrego humoru. A to najcenniejsze.
Na zdjęciach zdradzam jak upływała praca....

4 listopada 2010

A miałam o tym nie pisać...

Ponad rok temu, przed moim wyjazdem do Jerozolimy, byłam w szpitalu w Warszawie na Oiomie.
Nie, nie byłam chora. Poszłam odwiedzić jedną osobę.
Nie znałam tej osoby. Nie znałam osobiście, ale była bardzo obecna w moich modlitwach.
"Poznałam" ją dzięki mojemu znajomemu, który pokazał mi kiedyś zdjęcia z jego pierwszych ślubów zakonnych. Grała  tam na flecie bocznym. To było już ok. 6 lat temu.
Potem zobaczyłam ją z daleka na rekolekcjach w parafii św. Jakuba w Warszawie, głoszonych przez brata Morisa. Była w grupie śpiewającej i też grała na flecie....
Spotkałam wiele osób w ciągu moich studiów, które znały ją, słyszały o niej.
Kiedy przyjechałam do Jerozolimy, byłam zaskoczona, bo także tu spotkałam osoby, które ją znały.

Kiedy wiosną 2009 roku, pewnego niedzielnego popołudnia pojechalismy ze znajomym  do szpitala, nie spodziewałam się, że nie skończy się ta historia na wizycie w szpitalu. Choć w sumie już nigdy więcej jej nie spotkałam.
Monika Brzoza, zmarła 29 października tego roku. Miała 37 lat.
Dzis posłuchałam audycji z jej udziałem i postanowiłam napisać kilka słów...

Kiedy zaszliśmy do szpitala, nie chcieli nas wpuścić, bo już minął czas odwiedzin i zaczynali sprzątać, ale wybłagaliśmy pozwolenie na 5 minut, które potem przedłużyło się do 15 min. Byłam wtedy pierwszy raz na oiomie, i zrobił na mnie ogromne wrażenie cały klimat tam panujący, te zielone fartuchy, cisza...
I w sali zobaczyłam małą Monikę. Miała kucyki, i naprawdę wyglądała jak dziecko. Przyniosłam jej kartkę z zapewnieniem modlitwy od nas, od mojej wspólnoty. Podziwiała kartkę, że taka ładna... Monika była taka śliczna, pogodna, i naprawdę jak dziecko. Choć bardzo ciężko musiało jej wtedy być, krótki czas po wybudzeniu ze śpiączki.
Kiedy wyszliśmy stamtąd, rozpłakaliśmy się oboje.

Od tamtego czasu zawsze miałam na bieżąco informacje jak Monika się czuje, i co się z nią dzieje.
Oprócz tamtego spotkania nigdy więcej jej nie widziałam, i nie rozmawiałam z nią.
Przez ostatnie dni przed jej śmiercią codziennie dostawałam sms'y z wiadomościami i z prośbą o modlitwę. Zanosiłam ją na Kalwarię i włączyłam w nią także moje współsiostry.
No a dziś posłuchałam świadectwa Moniki. NIECH PAN BÓG BĘDZIE UWIELBIONY ZA TAKIE OSOBY ŻYJĄCE WOKÓŁ NAS...
I dzielę się....
http://www.pluswarszawa.pl/?t_id=1342
http://www.sigma-systems.pl/nagrania_106.2/2010-11-01.mp3
http://ekai.pl/odeszli/x34793/pozegnanie-moniki-brzozy-zalozycielki-portalu-jezus-waw-pl/
http://www.jezus.waw.pl/

zdjęcia i film za pośrednictwem konta Moniki na www.facebook.com i z kolekcji TTZ

3 listopada 2010

Jest tak nie-jesienno, i nie-listopadowo, że mam ochotę się rozchorować, bo to takie normalne w tym czasie w Polsce, nie?
Chyba już coś ze mną nie tak...

Długi weekend w Jerozolimie

No to tak będzie pobieżnie... W sobotę rano wyskoczyłam w deszczową pogodę z domu, żeby porobić trochę zdjęć z cmentarza chrześcijańskiego w Jerozolimie, gdzie można znaleźć groby Polaków, Ormian, Arabów...i grób Oskara Schindlera. (foto)

W niedzielę po raz pierwszy udało mi się w końcu odwiedzić SS. Matki Bożej Miłosierdzia. Zawsze mówiłyśmy z s.Wincentą, że mieszkamy tak blisko, ostatnio widujemy się prawie co dzień na Mszy porannej, a jeszcze nie udało nam się spotkać w jednej lub drugiej wspólnocie. Mam nadzieję, że teraz przyjdzie kolej na odwiedziny u nas. Co prawda ja nie będę mogła poczęstować Sióstr takimi ciasteczkami dobrymi jakie udało mi się degustować  ;) u Sióstr.
Poniedziałek, 1 listopada był dla mnie niestety dniem pracy. No takie tu zwyczaje, ale udało mi się uczestniczyć w modlitwie Różańcowej za zmarłych, którą odmówiliśmy w gronie polskim na cmentarzu polskim.(foto)
Na następny dzień, 2 listopada, całą wspólnotą (rzecz rzadko spotykana) wybrałyśmy się na Mszę do franciszkanów a potem na procesję na cmentarz.(foto) Jak bardzo jednak brakowało mi jesiennego klimatu tych dni, jakiego doświadcza się w Polsce. No cóż, nie można mieć wszystkiego :).

2 listopada 2010

Novita'

No pięknie, pięknie!
widzę, że ruszyło się w naszej Rodzinie Św. Pawła jeszcze bardziej pod kątem wykorzystania wszelkich środków do głoszenia Bożego działania w świecie poprzez nasze siostrzyczki ;) (a gdzie bracia???)
POLECAM :]
 - http://www.smallbluehouse.blogspot.com/  - Wspólnota PDDM w Lublinie
 - http://sisteralex.blogspot.com/  - s.M.Aleksandra PDDM
 - http://mariaviola.blog.onet.pl/  - s.M.Viola PDDM
 - http://blog.wiara.pl/discepola - s.M.Iwona PDDM
 - http://camminavaconloro.blogspot.com/ - Apostolato Giovanile PDDM
 - http://gemsday.blogspot.com/ - s.M. Gemma PDDM
 - http://www.krystynafsp.blogspot.com/ - s.M.Krystyna FSP

Czy o kimś zapomniałam ?
 - http://shalom-miriam.blogspot.com/ - ...Mi ;)