30 marca 2011

Kolejna wyprawa!

Kto nie pamięta zeszłorocznej akcji z grupą młodych szalonych ludzi z Kokotka, którzy przywędrowali do Jerozolimy w 33 dzień swojej wyprawy rowerami? Niech zajrzy tu: http://shalom-miriam.blogspot.com/2010/09/dojechali-i-sa.html i tu: http://www.kokotek.pl/ekspedycjajerozolima/
Otóż dziś dostałam wiadomość od ks.Tomka o kolejnej wyprawie. Ale zanim o kolejnej wyprawie, zachęcam do głosowania na wyprawę jerozolimską!!! To tu: http://www.wyprawaroku.pl/index.php/component/content/article/37
A o kolejnej wyprawie do MAROKA (!!!) to tu: http://www.tourdemazenod.pl/

27 marca 2011

Ach ci nadzwyczajni szafarze...

Na posiedzeniu plenarnym 20.02.1987 r. Papieska Komisja do spraw Autentycznej Interpretacji Kodeksu Prawa Kanonicznego  w swej odpowiedzi wyjaśniła niektóre nieodpowiednie interpretacje związane z funkcją nadzwyczajnego szafarza Komunii Świętej.
Wątpliwość przedstawiona Komisji została sformułowana w następujący sposób: «czy nadzwyczajny szafarz Komunii Świętej, wyznaczony do tej funkcji zgodnie z kan. 910 § 2 i 230 § 3, może wykonywać swoją funkcję nawet wówczas, gdy są obecni w kościele, chociaż nie uczestniczą w celebracji Mszy Świętej, szafarze zwyczajni, którzy nie mają jakiejkolwiek przeszkody».
Odpowiedź była negatywna; tzn. zawsze, gdy są w kościele szafarze zwyczajni — diakoni lub kapłani -, którzy nie mają jakiejś przeszkody, szafarze nadzwyczajni nie mogą wykonywać swojej zastępczej funkcji, bez względu na to, w jaki sposób zostali do tej funkcji wyznaczeni, czy to na sposób stały, jak to jest w przypadku akolitów, czy też ad hoc zgodnie z kan. 230 § 3. Jak z tej odpowiedzi wynika, funkcja szafarza nadzwyczajnego jest zawsze zastępcza w stosunku do szafarzy zwyczajnych i nigdy nie należy jej nadużywać.

Uwaga, teraz będę kopała pod sobą dołki, bo napiszę niestety o nadużyciu w przypadku zakonnic.
Sytuacja, która niestety powtarza się co niedzielę.
Przed Eucharystią siostra idzie do kaplicy adoracji i wyjmuje Konsekrowaną Hostię z monstrancji i zanosi ją do Kościoła głównego, by podczas Eucharystii kapłan ją dał do spożycia i konsekrował nową do Adoracji.
Dziś okazało się, że siostra,która tak zrobiła, połamała także Hostię Konsekrowaną. Ta siostra, po zwróceniu jej uwagi, że popełniła nadużycie, broniła się mówiąc, że jest szafarzem nadzwyczajnym. Niestety, już kolejny raz taka sytuacja się powtórzyła, z tym, że poprzednim razem siostra, która to zrobiła, nie była nadzwyczajnym szafarzem, a usprawiedliwiała się mówiąc, że jest zakonnicą....
I co?
Zajrzałam, pobieżnie, na powyżej przytoczone strony, i niestety ból mojego serca tylko się wzmógł.
Niestety przeraża mnie to równanie zwyczajnych szafarzy Najśw. Eucharystii z nadzwyczajnymi. I przeraża mnie to "szarogęszenie" się zakonnic w Kościele.
Czemu nie potrafimy szanować mądrości Kościoła?
Ja wiem, że siostry bardzo kochają Pana Jezusa. Wiem, że może i z większym szacunkiem dotykają Hostii Konsekrowanej, większym niż niejeden kapłan.
Ale wiem, że łatwo zaciera się granica między miłością a z lekceważeniem świętości. Tzn. widząc, jak zakonnice puryfikują podczas Eucharystii, a kapłan siedzi. Jak zakonnice chowają Najśw. Sakrament, a kapłan klęczy z tyłu kaplicy - wątpię w sens naszej modlitwy o powołania kapłańskie. Po co?
A na Polaków patrzy się jak na zacofanych, ciemnych i konserwatywnych fundamentalistów. I taki dla niektórych był Jan Paweł II. Bo klękają na podniesienie, bo klękają przed Najśw. Sakramentem na dwa kolana...
A ja Bogu dziękuję, że w mojej rodzinie jak byłam mała to uczono całować kapłana w rękę. I pomimo, że poznałam życie kapłańskie naprawdę bardzo z bliska dzięki naszemu cudownemu charyzmatowi zakonnemu i naszej misji wśród nich, mogłabym nadal całować ręce kapłańskie. Bo tylko te ręcę są namaszczone by sprowadzać Boga na ziemię.
Cieszę się, że nasz Ojciec Założyciel dał nam także misję wynagradzania za kapłanów, za grzechy popełniane wobec Eucharystycznej obecności Jezusa.
Ale czuję, jak jesteśmy biedne, gdy same popełniamy te nadużycia. Czasem jest mi tak bardzo wstyd.

23 marca 2011

Spokojnie,spokojnie!

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,9308154,Dziesiatki_rannych__Eksplozja_autobusu_w_centrum_Jerozolimy.html
No właśnie pomimo tego co dziś się wydarzyło, jest spokojnie u nas. Dowiedziałam się o zamachu jakąś godzinę po nim, od osób mieszkających niedaleko bo miały trudność w dostaniu się na Mszę do Dominus Flevit.
No ciężka sprawa, jak napisali: tutaj cały czas toczy się wojna.... Ale żyć też jakoś można.Jeśli Pan tu powołał, to ma jakiś cel.

19 marca 2011

Najcichszy Święty

Dla św. Józefa życie Jezusa było ciągłym odkrywaniem własnego 
powołania. Wspominaliśmy wcześniej owe pierwsze lata, pełne sytuacji 
pozornie ze sobą kontrastujących: uwielbienie i ucieczka; majestatyczność 
Mędrców i ubóstwo stajenki; śpiew Aniołów i milczenie ludzi. Kiedy 
nadchodzi moment przedstawienia Dzieciątka w świątyni, Józef, który składa 
skromną ofiarę z pary synogarlic, widzi, jak Symeon i Anna ogłaszają, że 
Jezus jest Mesjaszem. „Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim 
mówiono” - pisze św. Łukasz (2,33). Później, kiedy Dziecię bez wiedzy 
Maryi i Józefa zostaje w świątyni, ten sam Ewangelista powie, że 
odnalazłszy Go po trzech dniach poszukiwań, „zdziwili się 
bardzo” (2,48). Józef jest zdumiony, Józef się dziwi. Bóg 
objawia mu stopniowo swoje zamiary, a on czyni starania, by je zrozumieć. 
Jak każda dusza, która chce iść blisko za Jezusem, natychmiast odkrywa, że 
nie można iść powolnym krokiem, że nie ma miejsca na rutynę. Ponieważ Bóg 
nie zadowala się utrzymywaniem osiągniętego poziomu, spoczywaniem na 
laurach. Bóg stale wymaga więcej, a Jego drogi nie są naszymi ludzkimi 
drogami. Św. Józef, jak żaden człowiek przed nim ani po nim, nauczył się od 
Jezusa być czujnym, aby rozpoznawać wielkie dzieła Boże, mieć duszę i serce 
otwarte. Jednak skoro Józef nauczył się od Jezusa żyć w 
sposób Boski, to odważyłbym się powiedzieć, że w tym, co ludzkie, on sam 
nauczył wielu rzeczy Syna Bożego... Józef troszczył się o Dziecko, jak mu 
to zostało polecone, Józef uczynił z Jezusa rzemieślnika: przekazał Mu swój 
zawód... W tym, co ludzkie, Józef był nauczycielem Jezusa, obcował z Nim 
codziennie z delikatną serdecznością i troszczył się o Niego z radosnym 
poświęceniem. Czyż nie jest to uzasadniony powód, abyśmy uznali tego 
sprawiedliwego męża (Mt 1,19), tego Świętego Patriarchę, w którym osiąga 
szczyt wiara Starego Przymierza, za Mistrza życia wewnętrznego? 

"Powołanie Józefa" Josemaría Escrivá de Balaguer

18 marca 2011

Kolejna "ekskursja" archeologiczna - Nabi Samuil, Antipatris, Cezarea

Czyli kolejny wyjazd z domu w świat Biblii.
Wyjazd o 7.30 spod Bramy Damasceńskiej. I najpierw zwiedzanie Góry Radości, czyli góry Nabi Samuel (bardziej wzgórza) z którego rozciąga się piękny, zwłaszcza dziś, widok. Od VI w. wzgórze to jest identyfikowane z Rama, miejscem, gdzie został pochowany Prorok Samuel (1 Sam 25,1). Chcąc uczcić to miejsce, cesarz Justynian buduje ufortyfikowany klasztor. Podczas pierwszej krucjaty (7 lipca 1099 r.) krzyżowcy z tego wzgórza zobaczyli po raz pierwszy Miasto Święte, Jerozolimę, i przez wieki pozostała nazwa Wzgórza Radości, na pamiątkę radości jakiej doznali kiedy zobaczyli Jerozolimę. Nam udało się zobaczyć jedynie wieżę Pater Noster na Górze Oliwnej. Zbudowano Kościół w 1157 r. który jednak został porzucony po tym jak krzyżowcy wycofali się do Akko po bitwie pod Hittin.W tym miejscu Ryszard Lwie Serce spędził jakiś czas w 1192 czekając na posiłki przed zdobyciem Jerozolimy, ale także on wycofał się.
Klasztor, mający strukturę fortecy, został zniszczony przez sułtana Al-Muazzam w 1219 r.Ocalał kościół, zburzony jednak w XVIII w. kiedy to postawiono tu meczet. Żydzi i Muzułmanie odwiedzali to miejsce w celach modlitewnych od późnego średniowiecza.
Zeszliśmy do krypty gdzie znajduje się wg tradycji grób Samuela. Oczywiście panie po stronie pań, a panowie po stronie panów, jak przystało na Synagogę (w meczecie!).
 Wokół wiosna (ostatnio ktoś pytał mnie o zdjęcia wiosny z Izraela, to chyba trochę nadrobiłam tym razem).
 Później wyruszyliśmy do Afek (Antipatris). Miejsce, na którym znajdowało się miasto sięgające swoimi początkami do czasów wymiany handlowej między Egiptem a Mezopotamią. Powstało przy źródle strumienia Yarkon, od którego bierze swoją nazwę ta część: Rosh ha-Ain (początek, głowa; woda). O miejscu tym opowiada księga Jozuego w 12 rozdziale, wspominając wydarzenia związane z Filistynami i Arką Przymierza. Mura miasta datowane były na 3000 a.C., a jego nazwę przytaczają teksty egipskie z XIX i XV w. a.C.
W okresie hellenistycznym nosiła nazwę Pegae (źródła). Herod Wielki raz jeszcze zmienił jego nazwę na cześć swojego ojca i nazwał je Antipatris (nie wiem czy to będzie tak całkiem po polsku...Adam mnie pewnie poprawi ;).
Miejsce to pamięta także wizytę Pawła Apostoła w swojej podróży z Jerozolimy do Cezarei (Dz 23,23-35). Tu także toczyły się pierwsze walki w latach 66-70 n.e.
Krzyżowcy znali to miejsce pod nazwą "wieża milczących źródeł". Posiadali tu swoją fortecę, Mirabel (Migdal Afek). W 1571 r. odbudowano tu fortecę z ruin mameluckich.Ale już dwa wieki później była ruiną.
Ruszamy dalej, już do Cezarei, gdzie najpierw zatrzymujemy się w cudnym miejscu na obiad - na plaży, przy akwedukcie. O Cezarei nie będę się rozpisywać, bo można łatwo coś o niej znaleźć w internecie. Mogę jedynie napisać, że wzruszałam się bo znałam je ze zdjęć znajomych, przyjaciół, którzy tu już byli, i jak chodziłam nad morzem to rozpoznawałam te miejsca ze zdjęć.  To naprawdę ogromne szczęście móc tu być...choć osobiście myślę, że życia mi nie starczy na zgłębienie tego wszystkiego. To trochę tak jakby przenosić się w inny świat, świat pałaców Heroda, świat krzyżowców...z pytaniem co zostanie po mnie?




A pośród tego życie toczy się dalej...jak napisał ks. Jacek na swoim blogu: Przeszłość ma coraz większe rozmiary, chociaż nie pokona tego, co przed nami.


Ostatnie fot. jest z pamięcią o Piłacie...

17 marca 2011

8 marca 2011

Orędzie Benedykta XVI na Wielki Post 2011

„Z Chrystusem jesteście pogrzebani w Chrzcie, 
z Nim jesteście także wskrzeszeni” (por. Kol 2,12)

Drodzy bracia i siostry,

Wielki Post, który prowadzi nas do świętowania Wielkiej Nocy, jest dla Kościoła drogocennym i ważnym okresem liturgicznym, dlatego z radością kieruję do was słowo, aby był on przeżywany z należnym zaangażowaniem. Wspólnota Kościoła, gorliwie trwająca w modlitwie i w czynnej miłości, wypatruje ostatecznego spotkania ze swym Oblubieńcem, gdy nadejdzie czas wiekuistej Paschy, intensyfikuje swoją drogę oczyszczenia w Duchu, aby z większą obfitością dostąpić w tajemnicy odkupienia nowego życia w Chrystusie Panu (por. I Prefacja Wielkopostna).

1. To właśnie życie zostało nam już przekazane w dniu naszego Chrztu, gdy „stając się uczestnikami śmierci i zmartwychwstania Chrystusa”, zaczęła się dla nas „radosna i zdumiewająca przygoda ucznia” (Homilia z dnia Chrztu Pańskiego, 10 stycznia 2010). Święty Paweł w swoich listach wielokrotnie kładzie nacisk na wyjątkową wspólnotę z Synem Bożym, która realizuje się w tym obmyciu. Fakt, że w większości przypadków Chrzest otrzymuje się w dzieciństwie, ukazuje, że chodzi o dar Boga: nikt poprzez własne siły nie zasługuje na życie wieczne. Miłosierdzie Boga, które gładzi grzech i pozwala przeżywać we własnej egzystencji „te same dążenia Chrystusa Jezusa” (Flp 2,5), darowane jest człowiekowi z czystej łaski.

Apostoł Narodów wyraża w Liście do Filipian sens transformacji, która dokonuje się wraz z udziałem w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, wskazując na jej cel: „abym mógł poznać Jego, moc Jego zmartwychwstania, udział w Jego cierpieniach, upodabniając się do Jego śmierci, w nadziei na osiągnięcie zmartwychwstania umarłych” (Flp 3,10-11). Chrzest nie jest więc rytem z przeszłości, ale spotkaniem z Chrystusem, które kształtuje całe istnienie ochrzczonego, daje mu życie Boże i wzywa go do szczerego nawrócenia, sprawionego i podtrzymanego przez Łaskę, które prowadzi go do osiągnięcia dojrzałej postawy Chrystusa. Szczególny związek łączy Chrzest z Wielkim Postem, jako czasem dobrym do przeżycia zbawiającej Łaski. Ojcowie Soboru Watykańskiego II wezwali wszystkich Pasterzy Kościoła do używania „obficiej elementów chrzcielnych właściwych dla liturgii wielkopostnej” (Konstytucja Sacrosanctum Concilium, 109). W istocie, Kościół od zawsze łączy Wigilię Paschalną z celebracją Chrztu: w tym sakramencie realizuje się owa wielka tajemnica, przez którą człowiek umiera dla grzechu, uzyskuje udział w nowym życiu w Zmartwychwstałym Chrystusie i otrzymuje tego samego Ducha Bożego, który wskrzesił Chrystusa z martwych (por. Rz 8,11). Ten darmowy dar powinien być zawsze w nas ożywiany, a Wielki Post daje nam drogę analogiczną do katechumenatu, który dla chrześcijan starożytnego Kościoła, podobnie jak dla katechumenów dzisiejszych, jest niezastąpioną szkołą wiary i życia chrześcijańskiego: oni naprawdę przeżywają Chrzest jako akt decydujący dla całej ich egzystencji.

2. Aby wejść na poważnie na drogę wiodącą do Wielkiej Nocy i przygotować się do świętowania Zmartwychwstania Pańskiego – najradośniejszego i najuroczystszego święta całego roku liturgicznego – cóż może być bardziej stosowne, niż pozwolić się prowadzić Słowu Bożemu? Dlatego Kościół, w tekstach ewangelicznych kolejnych niedziel Wielkiego Postu, prowadzi nas do szczególnie intensywnego spotkania z Panem, zapraszając nas do przebiegnięcia na nowo etapów chrześcijańskiego wtajemniczenia: dla katechumenów w perspektywie otrzymania sakramentu odrodzenia, dla ochrzczonych w perspektywie nowych i decydujących kroków w naśladowaniu Chrystusa i w jeszcze głębszym darze dla Niego.

Pierwsza niedziela wielkopostnej drogi ukazuje naszą sytuację człowieka na tej ziemi. Zwycięska walka z pokusami, która rozpoczyna misję Jezusa, jest zaproszeniem do uświadomienia sobie własnej ułomności, aby przyjąć Łaskę, która uwalnia z grzechu i wlewa nową siłę w Chrystusie jako drodze, prawdzie i życiu (por. Obrzędy Chrześcijańskiego Wtajemniczenia Dorosłych, n. 25). Jest stanowczym wezwaniem by przypomnieć, jak wiara chrześcijańska implikuje, na wzór Chrystusa i w jedności z Nim, walkę „z władcami tego świata pogrążonego w ciemnościach” (Ef 6,12), w którym diabeł działa i nie ustaje, także i dzisiaj, w kuszeniu człowieka, który chce zbliżyć się do Pana: Chrystus wychodzi z niej zwycięski, aby otworzyć nasze serce na nadzieję i prowadzić nas do zwyciężania pokus zła.

Ewangelia o Przemienieniu Pańskim stawia przed naszymi oczami chwałę Chrystusa, która antycypuje zmartwychwstanie i która zwiastuje przebóstwienie człowieka. Wspólnota chrześcijańska uświadamia sobie, że jest prowadzona, jak apostołowie Piotr, Jakub i Jan, „osobno, na wysoką górę” (Mt 17,1), aby przyjąć na nowo w Chrystusie, jako synowie w Synu, dar Łaski Bożej: „To jest mój Syn umiłowany, w którym sobie upodobałem. Słuchajcie Go” (w. 5). Jest to zaproszenie do oddalenia się od codziennego szumu, aby zanurzyć się w obecności Boga: On chce przekazać nam każdego dnia słowo, które przenika do głębin naszego ducha, gdzie rozróżnia dobro od zła (por. Hbr 4,12) i umacnia wolę pójścia za Panem.

Prośba Jezusa do Samarytanki: „Daj mi pić” (J 4,7), która przekazana zostaje w liturgii trzeciej niedzieli, wyraża uczucie Boga do każdego człowieka i pragnie wzbudzić w naszym sercu pragnienie daru „wody, który tryska ku życiu wiecznemu” (w. 14): jest to dar Ducha Świętego, który czyni z chrześcijan „prawdziwych czcicieli”, którzy modlą się do Ojca „w duchu i prawdzie” (w. 23). Tylko ta woda może ugasić nasze pragnienie dobra, prawdy i piękna! Tylko ta woda, dana nam przez Syna, nawadnia pustynie niespokojnej i nienasyconej duszy, dopóki ta „nie spocznie w Bogu”, zgodnie ze słynnymi słowami świętego Augustyna.

„Niedziela niewidomego od urodzenia” ukazuje Chrystusa jako światłość świata. Ewangelia stawia każdemu z nas pytanie: „Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?” „Wierzę, Panie!” (J 9,35.38), stwierdza z radością niewidomy od urodzenia, stając się głosem każdego wierzącego. Cud uzdrowienia jest znakiem, że Chrystus, razem ze wzrokiem, pragnie otworzyć nasze spojrzenie wewnętrzne, aby nasza wiara stawała się coraz głębsza i abyśmy mogli rozpoznać w Nim naszego jedynego Zbawiciela. On rozświetla wszystkie ciemności życia i prowadzi człowieka do życia jako „syn światłości”.

Gdy piątej niedzieli zostaje nam ogłoszone wskrzeszenie Łazarza, jesteśmy postawieni przed ostatnią tajemnicą naszej egzystencji: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem… Wierzysz w to?” (J 11,25-26). Dla wspólnoty chrześcijańskiej jest to moment szczerego złożenia, wraz z Martą, całej nadziei w Jezusie z Nazaretu: „Tak, Panie, ja wierzę, że Ty jesteś Chrystus, Syn Boży, który przychodzi na świat” (w. 27). Współudział z Chrystusem w tym życiu przygotowuje nas do pokonania granicy śmierci, aby żyć bez końca w Nim. Wiara w zmartwychwstanie umarłych i nadzieja na życie wieczne otwierają nasze spojrzenie na ostateczny sens naszej egzystencji: Bóg stworzył człowieka dla zmartwychwstania i dla życia, i ta prawda nadaje autentyczny i definitywny wymiar ludzkiej historii, ich życiu osobistemu i ich życiu społecznemu, kulturze, polityce, ekonomii. Pozbawiony światła wiary cały wszechświat zostaje zamknięty w grobie bez przyszłości, bez nadziei.

Wielkopostna droga znajduje swoje spełnienie w Triduum Paschalnym, szczególnie Wielkiej Wigilii Świętej Nocy: odnawiając przyrzeczenia chrzcielne, ponownie wyznajemy, że Chrystus jest Panem naszego życia, tego życia, które Bóg nam podarował, gdy zostaliśmy odrodzeni „z wody i z Ducha Świętego”, i potwierdzamy nasze mocne postanowienie, by odpowiadać działaniu Łaski, aby stawać się Jego uczniami.

3. Nasze zanurzenie w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa przez Sakrament Chrztu każdego dnia nas pobudza, by uwolnić nasze serce od ciężaru rzeczy materialnych, od egoistycznego przywiązania do „ziemi”, które nas zubaża i które przeszkadza nam w byciu dyspozycyjnymi i otwartymi na Boga i na bliźniego. W Chrystusie Bóg objawił się jako Miłość (por. 1 J 4,7-10). Krzyż Chrystusa, „słowo Krzyża” objawia zbawczą moc Boga (por. 1 Kor 1,18), która się daje, aby wywyższyć człowieka i przynieść mu zbawienie: miłość w jej najbardziej radykalnej formie (por. Enc. Deus caritas est, 12). Poprzez tradycyjne praktyki postu, jałmużny i modlitwy, wyrazy zaangażowania w nawrócenie, Wielki Post uczy żyć w świecie coraz bardziej radykalną miłością Chrystusa.

Post, który może mieć różne motywacje, nabiera dla chrześcijanina znaczenia głęboko religijnego: czyniąc nasz stół uboższym, uczymy się pokonywać egoizm, aby żyć w logice daru i miłości; znosząc pozbawienie czegoś – i to nie tylko zbytecznego – uczymy się odwracać spojrzenie od naszego „ja”, aby odkryć Kogoś obok nas i rozpoznać Boga w obliczach tylu naszych braci. Dla chrześcijanina post nie powoduje zamknięcia się, ale otwiera bardziej na Boga i na potrzeby ludzi, a także sprawia, że miłość do Boga staje się także miłością do bliźniego (por. Mk 12,31).

Na naszej drodze znajdujemy się przed pokusą posiadania, chciwością pieniędzy, która usidla prymat Boga w naszym życiu. Żądza posiadania prowokuje przemoc, nadużycia władzy i śmierć; dlatego Kościół, szczególnie w czasie wielkopostnym, wzywa do praktykowania jałmużny, to znaczy zdolności do dzielenia się. Natomiast bałwochwalcze służenie dobrom materialnym nie tylko oddala od drugiej osoby, ale odziera człowieka, czyni go nieszczęśliwym, łudzi go, nie urzeczywistniając tego, co obiecuje, ponieważ umieszcza rzeczy materialne na miejscu Boga, jedynego źródła życia. Jak pojąć ojcowską dobroć Boga, jeśli serce jest pełne siebie samego i swoich własnych projektów, którymi łudzimy się, że możemy zapewnić sobie bezpieczną przyszłość? Pokusa polega na myśleniu tak, jak bogacz w przypowieści: „Duszo moja, do twej dyspozycji masz wiele dóbr na wiele lat…” Znamy osąd Pana: „Głupcze, tej właśnie nocy zażądają od ciebie twojego życia…” (Łk 12,19-20). Praktykowanie jałmużny jest wezwaniem do prymatu Boga i do uwagi skierowanej na bliźniego, aby na nowo odkryć naszego dobrego Ojca i przyjąć Jego miłosierdzie.

W całym okresie wielkopostnym Kościół daje nam ze szczególną obfitością Słowo Boże. Rozważając i przyjmując je, aby żyć nim na co dzień, uczymy się drogocennej i niezastąpionej formy modlitwy, ponieważ uważne słuchanie Boga, który stale mówi do naszego serca, karmi drogę wiary, którą rozpoczęliśmy w dniu Chrztu. Modlitwa pozwala nam również zdobyć nowe pojęcie czasu: w istocie, bez perspektywy wieczności i transcendencji, odmierza on po prostu nasze kroki w stronę horyzontu, który nie ma przyszłości. W modlitwie znajdujemy natomiast czas dla Boga, by poznać, że „Jego słowa nie przeminą” (por. Mk 13,31), by wejść w tę intymną wspólnotę z Nim, „której nikt nie będzie mógł nam odebrać” (por. J 16,22) i która otwiera nas na nadzieję, która nie zwodzi, na życie wieczne.

Podsumowując, wielkopostna droga, na której jesteśmy zaproszeni do kontemplowania Tajemnicy Krzyża, polega na „upodobnieniu się do śmierci Chrystusa” (Flp 3,10), aby przeżyć głębokie nawrócenie naszego życia: pozwolić się przemienić przez działanie Ducha Świętego, jak święty Paweł na drodze do Damaszku; ukierunkować w zdecydowany sposób naszą egzystencję według woli Boga; uwolnić się od naszego egoizmu, pokonując instynkt panowania nad innymi i otwierając się na miłość Chrystusa. Okres wielkopostny jest dogodnym momentem, aby na nowo uznać naszą słabość, przyjąć, ze szczerą rewizją życia, odnawiającą Łaskę Sakramentu Pokuty i podążać w zdecydowany sposób w stronę Chrystusa.

Drodzy bracia i siostry, poprzez osobowe spotkanie z naszym Odkupicielem oraz przez post, modlitwę i jałmużnę, droga nawrócenia w kierunku Wielkiej Nocy prowadzi nas do odkrycia na nowo naszego Chrztu. Odnawiamy w tym Wielkim Poście przyjmowanie Łaski, którą Bóg dał nam w owym momencie, aby oświecała i prowadziła wszystkie nasze działania. Jesteśmy powołani, by przeżywać każdego dnia to, co ten Sakrament oznacza i realizuje, w coraz hojniejszym i autentycznym naśladowaniu Chrystusa. W tej naszej drodze zawierzamy nas samych Dziewicy Maryi, która zrodziła Słowo Boże w wierze i w ciele, aby zanurzyć się jak Ona w śmierci i zmartwychwstaniu jej Syn Jezusa i aby mieć żyć wieczne.

Z Watykanu, 4 listopada 2010 r.
BENEDICTUS PP XVI
http://www.opoka.org.pl/aktualnosci/news.php?s=opoka&id=36291

7 marca 2011

Krótkie sprawozdanie z pierszej "ekskursji" - Jerycho, Masada

Hm, nie wiem czy wypisywać o tym co zwiedziliśmy bo jak się napatoczy jakiś doświadczony biblista tu a ja palnę jakiś głupstwo w mojej ignorancji, to dopiero będzie wstyd....
Napiszę: wyruszyliśmy w czwartek rano autokarem zapchanym niestety 45+kierowca = osobami (stanowczo za dużo jak na dopchanie się do profesora żeby coś usłyszeć).
Na szczęście moja towarzyszka losu, czyli s.Nimfa, miała już zajęte pierwsze miejsce w autokarze, więc najlepsze widoki należały do nas...no i bliskość profesora ma znaczenie. Aczkolwiek muszę przyznać, że było to dość obce dla mnie uczucie siedzieć tak z przodu, bo na wszelkich wycieczkach szkolnych nie do mnie należała ta część autobusów, wprost przeciwnie jakoś zawsze ciągnęło mnie do tyłu...nie wiedzieć czemu ;).
Wyruszyliśmy ok. 7.30 z Jerozolimy i dotarliśmy w okolice miasta, Jerycha, w okolicach pałacu Heroda, skąd rozciągał się piękny widok na zamkniętą drogę do Jerozolimy, przy której stoi dom Bartymeusza, niewidomego spod Jerycha, który siedząc przy drodze wołał: "Synu Dawida, ulituj się nade mną". Nie będę przytaczała słów profesora ani wiadomości na temat tego miasta, bo można to łatwo znaleźć.
Było nas tak dużo, że staraliśmy się jakoś otoczyć profesora żeby lepiej słyszeć i niektórzy (no cóż, ten jeden raz i ja :( staliśmy na murach ruin pałacu Heroda. Nie każdy ma wrodzoną miłość do kamieni. Właśnie to ciągłe powtarzanie przez profesora : "che bello!" nad każdą dziurą w ziemi było przyczyną naszego dobrego humoru. To się nazywa pasja!
Byliśmy tam dość wcześnie, bo jak mówił profesor, w późniejszej porze bylibyśmy oblegani przez dzieci, co i tak nas nie ominęło. Bose, uśmiechnięte, z owieczką na rękach...jak pomyślę o niektórych polskich wychuchanych dzieciach...no cóż, co kraj to obyczaj, niby się mówi.
Podzieliliśmy się z nimi nie tylko szeklami, ale i cukierkami.
Potem pojechaliśmy do miasta i tam najpierw zwiedziliśmy sklep, a później Tel es-Sultan, gdzie prof Kaswalder opowiedział nam jak to było ze zdobyciem Jerycha przez Jozuego...
Wchodząc już wyżej rozciągał się przed nami piękny widok na Gebel Quruntul - Górę Kuszenia z klasztorem św. Jerzego. Tam profesor nakreślił super całe przejście od wejścia Narodu Wybranego do Ziemi Obiecanej aż po Chrzest Jezusa w Jordanie...i tego mi trzeba było! Aż się wzruszyłam, jak pomyślałam sobie, gdzie jestem.
No i dalej pojechaliśmy do Ein Geddi gdzie zatrzymaliśmy się na obiadku, czyli każdy wyciągał swoją wałóweczkę.
No a potem MASADA!
Na górę wjechaliśmy wagonikiem, ale większa część zeszła już pieszo. Miejsce jest niesamowite...Mnie na każdym miejscu brak czasu na napatrzenie się. Wszędzie się biega z pobożnym życzeniem powrotu...
I tak wyglądał mój pierwszy archeologiczny wyjazd ze Studium Biblicum Franciscanum.
Muszę przyznać, że spodziewałam się większego upału, ale było super, i większego zmęczenia, jako skutku mojego zasiedzenia między książkami w Bibliotece.
S.Cecylia też przeżyła spokojnie zastępstwo w Bibliotece...no może poza traumą zatrzaśniętej łazienki, która okazała się otwarta.
A tu zdjęcia: 

Następny wyjazd to Cezarea Morska.

Polecam...

Na przygotowanie do Wielkiego Postu, świetny tekst Dom Claude Jean-Nesmy osb,  Pratica della quaresima (niestety po włosku):
http://www.ansdt.it/Testi/Liturgia/Nesmy/nesmy.html

2 marca 2011

Śladami Bartymeusza

Bardzo piękne, i bardzo ważne czytania na jutrzejszą Liturgię:
Syr 42
15 Wspominać będę dzieła Pana i opowiadać będę to, co widziałem. Na słowa Pana powstały dzieła Jego. 16 Jak słońce świecąc patrzy na wszystkie rzeczy, tak chwała Pan napełniła Jego dzieło. 17 Nie jest dane świętym Pana, by mogli opowiedzieć wszystkie godne podziwu dzieła Jego, które Pan Wszechmocny utwierdził, aby wszystko mocno stanęło ku Jego chwale. 18 On zbadał przepaści i serca ludzkie i wszystkie ich knowania poznał, albowiem Najwyższy posiada całą wiedzę i przewiduje najdalszą przyszłość. 19 Ogłasza to, co minęło, i to, co będzie, i odsłania ślady ukrytych rzeczy. 20 Żadna myśl nie ujdzie Jego uwagi i nie ukryje się przed Nim ani jedno słowo. 21 On ustawił w pięknym porządku wielkie dzieła swej mądrości, ponieważ istnieje przed wiekami i na wieki, a nic Mu nie będzie dodane ani odjęte i nie potrzebuje żadnego doradcy. 22 Jakże godne ukochania są wszystkie Jego dzieła, i zaledwie iskierką są te, które poznajemy. 23 Wszystko to żyje i trwa na wieki i w każdej potrzebie wszystko jest Mu posłuszne. 24 Wszystko idzie parami, jedno naprzeciw drugiego, i nie mają żadnego braku; 25 przez jedno umacnia dobro drugiego, a któż się nasyci, patrząc na Jego chwałę?
Mk 10
46Tak przyszli do Jerycha. Gdy wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze.47Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: "Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!" 48Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: "Synu Dawida, ulituj się nade mną!" 49Jezus przystanął i rzekł: "Zawołajcie go!" I przywołali niewidomego, mówiąc mu: "Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię". 50On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. 51A Jezus przemówił do niego: "Co chcesz, abym ci uczynił?" Powiedział Mu niewidomy: "Rabbuni, żebym przejrzał". 52Jezus mu rzekł: "Idź, twoja wiara cię uzdrowiła". Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.

 Z prostego powodu: dokładnie jutro jedziemy do Jerycha.
A pierwsze czytanie myślę, że będę mogła medytować na Masadzie..
.

Ściągnięte...

Już nie chce mi się pisać, to czytam inne blogi i kopiuję do siebie ;)
Żartuję, ale ten post będzie naprawdę nie mój. Ale jest drastycznie życiowy i prawdziwy - i piszę to jako...no właśnie, siostra czy zakonnica?hm...kto wie....stąd za pozwoleniem autora przytaczam go tu:
Czytając dane statystyczne wskazujące na wyraźny spadek żeńskich powołań, postanowiłem wspomnieć i o siostruniach, bo być może zaliczone zostaną wkrótce do gatunku ludzi, których należy chronić w sposób szczególny, bo grozi im wymarcie. I to nie jest śmieszne. W wakacje poproszono mnie o zastępstwo, które wiązało się ze sprawowaniem Mszy Świętej w dwóch różnych klasztorach. Gdy wyszedłem do ołtarza, chciało mi się płakać, nie tylko ze stresu, ale na widok tego, co widziałem. Kilka staruszek siedzących w ławkach. Niektóre już bez welonu na głowie, ale w czepku, jakby bez ruchu. Najmłodsza z nich zaprosiła mnie potem na kawę. Miała 75 lat! Siostry prowadziły szkoły. Wielkie szkoły. Obok wielkie domy. Szkoły zamknęły. Domy są puste.
Chodząc ulicami Wiecznego Miasta, zaczynasz myśleć, że sióstr więcej niż gołębi. Każda w innym habicie. Istna rewia mody. Warto wtedy popatrzeć na twarze. Te starsze to z Europy. Te młode bardziej żółte lub czarne. Studiuje ze mną kila sióstr. Pośród nich nie ma Włoszki, ale są z Afryki, Azji, Wysp Samoa.
Spotkałem siostry, które są strasznie dziwne. I robią rzeczy dla mnie (podkreślam - dla mnie) niezrozumiałe. Jedne w piątki Wielkiego Postu jedzą obiad na klęcząco - nie wnikam, co na talerzu, ale klęczą. Inne mają zwyczaj swojego kubeczka, swojego widelczyka, swojego talerzyka i wszystko to trzymają w swojej szufladce. Po obiedzie sztućce obmywają w swoim kubku po kompocie. Moja znajoma, która w swoim szaleństwie wstąpiła do tego zgromadzenia, zapytała: czy nie można by było umyć tego wszystkiego tak normalnie, przy zlewie... Usłyszała, że tu tak zawsze było! Totalne dziwactwo. Czemu ono służy? Kolejna ekipa sióstr, chociaż tworzy rodzinę czynnie pracujących, nigdy nie wychodzi z domu. Nie pozwalają na to starsze siostry, młode się buntują, ale potem zastąpią swoje prześladowczynie i będą gnębić kolejne pokolenia, chyba że wymrą wcześniej. Idę dalej. Znajoma siostra z kiedyś niezwykle prężnego zgromadzenia płakała mi w rękaw, że od kilku lat nie mają ani jednego powołania... Pytam o to, co robiły przez ostatnie dwudziestolecie. Odpowiedź, której się spodziewałem: musiałyśmy budować. Nie budowały jednak wspólnoty, ale nowe domy, by dziś były puste. Dawniej obecne były chyba we wszystkich wydarzeniach, gdzie pojawić mogła się młodzież... dziś... pytam znowu: kiedy ostatnio któraś z was była na pielgrzymce? na rekolekcjach? na katechezie? na powołaniówce? Siostra spuściła głowę. Nie wiem, czy będzie działać, czy poczeka na śmierć. Jeszcze jeden obrazek. Przełożona pewnego zgromadzenia zakonnego poprosiła mnie o poprowadzenie rekolekcji dla dziewcząt rozważających swoje powołanie. Jej pomysł ni w pięć ni w dziesięć w czasie, gdy miałem dużo pracy, ale uległem. Dwa dni przed rozpoczęciem rekolekcji dzwoni, aby wszystko odwołać. Dlaczego? Zgłosiło się tylko pięć dziewczyn! TYLKO? Usłyszałem, że się nie opłaca podejmować wysiłku dla tak niewielu. Opadły mi ręce. Pomijam sprawy inne, aczkolwiek ważne: frustracja sióstr, klapki na oczach przełożonych, które realizują swoje aspiracje i odgryzają się dziś za dawne upokorzenia, traktowanie swoich współpracowników...
A powołań jakby mniej.
Myślę, że niektóre charyzmaty rodzin zakonnych już się wyczerpały. Spełniły swoje dzieło. Kończą swoją działalność. No i dobrze. Zrodzi się, a może już się zrodziło coś nowego.

A teraz z innej strony. Na koniec muszę przyznać się do jednego: Pan Bóg mnie lubi, a to swoje lubienie wyraża również przez siostry. Mam widocznie dużo szczęścia. Spotkałem i utrzymuję dobry kontakt z szalonymi kobietami: wierzą, widzą cel i nie lubią rozpaczać, nie czekają aż Pan Bóg wszystko rozwiąże. Tworzą normalny dom, w którym najczęściej ich nie ma, bo są w innym miejscu, szukając młodych ludzi i zanosząc im Ewangelię. Nie wznoszą sztucznych granic. Decyzje podejmują wspólnie. Wiedzą, że reguła ma pomóc w formacji, a nie stać się sztucznym monstrum. Potrafią żyć ciszą, w odosobnieniu pustyni. Niby takie dalekie, a jednak bardzo blisko człowieka. Konkretnego człowieka. W szpitalu, hospicjum. W Polsce, Brazylii (...)Wrażliwe. Radosne. Wierzące. Znają realia życia. Są jak przyjaciel. Nie do ujarzmienia. Duch Święty jest nimi wiecznie zmęczony - goni ich po tym świecie, a one jakby wszędzie obecne. Dziękuję im za normalność... I za ten kawał niezłej roboty, przez którą uratowały niejedno ludzkie życie. Wieczne życie. Charyzmat miłości jest wieczny.
za:http://segnorejacek.blogspot.com/2011/03/siostrunie.html