26 września 2016

Dziecko

Nigdy wcześniej nie widziałam tak tego fragmentu Ewangelii Łukasza jak zobaczyłam ją dziś. Dziewiąty rozdział, wersety od 46 do 50.
Uczniowie zastanawiali się kto z nich jest większy. Zadałam sobie pytanie: co ich skłoniło do tego? Co wydarzyło się wcześniej? Wcześniej boją się pytać Jezusa o znaczenie Jego słów dotyczących  Jego Męki. Boją się. Czyli są słabi. Może między sobą mówili: "idź ty spytaj, przecież jesteś Piotr, a ON wciąż podkreśla, że jesteś ważny". Brzmieć to mogło trochę z ironią. Przecież widzieli wiele razy zachowanie Piotra. Może mówili synowie Zebedeusza, że matka załatwi im miejsce przy Jezusie więc pewnie i tak nic im sie nie stanie...Może po prostu nie rozumieli, bo przecież i Jan widział, jak Jezus był przy Mojżeszu i Eliaszu...więc jak mógłby być wydany w ręce ludzi. Nie wiadomo.
Może nasze własne lęki związane z Jezusem mogą nam podpowiedzieć, dlaczego po odczuciu strachu zastanawiają się kto z nich jest największy. Może my sami, "ludzie Kościoła", także szukamy naszej wielkości, bo nie dochodzi do nas każde słowo Jezusa, także i to o męce.
I jak w każdym rozważaniu moje oczy spoglądają na Jezusa. ON, znając ich myśli, stawia przy sobie dziecko. Jest małe. A wśród nich żaden nie chce być mały. A Jezus jakby chciał im powiedzieć: "nie bój sie być małym, słabym, potrzebującym, dzieckiem". Dlaczego? Bo Jezus utożsamia się z kimś małym, słabym, potrzebującym. Z kimś, kto w naszych oczach nie jest wiele wart. Oni boją się pytać GO o Jego słowa, a ON ich nie osądza, nie krytykuje, nie ocenia. Pokazuje im jeszcze raz prawdziwego siebie. Gdyby był taki jak oni nie wydałby się w ręce ludzi. A ON wydał się w ręce ludzi, ale ludzie GO nie chcą. A już na pewno takiego GO nie chcą.
Każdy przyjęty w imię Jezusa ma wielką wartość. Taki człowiek staje się wielkim.

25 września 2016

Przysłona

Mija dokładnie pół roku od ostatniego wpisu. I właśnie uzmysłowiłam sobie, że jeśli kolejny wpis zacznę w ten sposób: mija ...to będzie to blog siedmiomilowych kroków! I będzie nudny. Ale to nic. Jakoś nie piszę, żeby było ciekawie, bo już wiele razy zaskoczyło mnie co może ludzi interesować w tym co napiszę. Piszę to, czym chciałabym się podzielić.
Oj tak, nagromadziło się tego pod sercem i na pewno nie da się wszystkiego przelać tutaj.
Czas, który upływa w moim życiu mierzę coraz częściej spotkaniami z ludźmi. To największe bogactwo jakie Bóg mógł nam przygotować na ziemi. Spotkanie z drugim człowiekiem.
Jak wiele dzieje się w naszym życiu za przyczyną innych. Czy są to zdarzenia trudne, bolesne, czy też radosne, podnoszące na duchu, głębokie, intymne, powierzchowne - są dla mnie jakby poznawaniem Boga, który w każdym z nas odbił swój obraz miłości.
Wakacyjny wschód słońca
Dziś usłyszałam relację z kazania niedzielnego jednego kapłana. Porównał życie nasze do robienia zdjęć aparatem lustrzanym. Nasze życie to czas wykonywania zdjęcia, a my sterujemy przysłoną, która dopuszcza światło do naszego życia. Moment śmierci, to moment robienia zdjęcia. Po naszej śmierci utrwala się to, co było naszym życiem. To dziś widać w historii o Łazarzu i bogaczu, opowiedzianej przez Jezusa (Łk 16, 19-31). Może gdyby bogacz uchylił chociaż drzwi i podał Łazarzowi choćby okruchy ze swego stołu, może tyle światła wystarczyłoby aby "zdjęcie jego życia" nabrało ostrości.
Czas mija. Zauważam zmiany w sobie, w moim życiu, w życiu innych, bliskich mi osób. Coraz bardziej za mną snują się opowieści jak to było kiedyś. Wokół coraz więcej młodych osób. Czasu przede mną coraz mniej. Patrząc na moją babcię, która liczy już ponad 90 lat, może i mnie przyjdzie się zmierzyć z trochę dłuższą starością. Na szczęście nie mnie o tym decydować.
Ale to co za mną jest wielkim Bożym darem. Jakbym napełniała się mądrością życia właśnie dzięki spotkaniom z ludźmi. To wielka łaska. Nie wiem na ile wpuszczam światła w moje życie, a na ile jeszcze go nie wpuszczam, ale już to, co widzę, rodzi we mnie wielką wdzięczność.

Myślałam nad tym blogiem...To słowo SHALOM jest słowem bardzo bogatym w treść. To nie tylko słowo pozdrowienia na Ziemi Świętej. Moje doświadczenie pisania bloga to doświadczenie przemyślenia wielu spraw kilka razy, rozważania ich, układania we właściwe słowa i w ten sposób porządkowania mnie samej. Kompletowanie. Szukanie pokoju w samej sobie...
I w ten sposób dojrzałam sens kontynuowania pisania tu.