Historia PDDM w Jerozolimie

Uczennice Boskiego Mistrza (PDDM), to nazwa Zgromadzenia, które zapragnęło założyć wspólnotę w Ziemi rodzinnej swojego Mistrza, Jezusa z Nazaretu. To pragnienie pojawiło się dawno, jeszcze w sercu Ojca Założyciela, bł. Jakuba Alberione. Nie mogło jednak się zrealizować w ówczesnych czasach.
Jednak to pragnienie nie wygasło i czekało, jak ziarno w ziemi, na odpowiedni czas, by wykiełkować naszą małą obecnością, tu w starej Jerozolimie, przy IV stacji Drogi Krzyżowej.

A stało się tak za sprawą poszukiwań, jakie rozpoczął o.Kazimierz Frankiewicz.
I zamiast opisywać całą historię , odsyłam do artykułu przygotowanego przez o.Kazimierza:
 „Historia rozwoju Adoracji Najświętszego Sakramentu w Jerozolimie”   

               Kiedy w Roku Jubileuszowym – poszukując swojego miejsca w Zakonie i Kościele – poprzez Ur Chaldejskie w Iraku dotarłem do Jerozolimy, dowiedziałem się tam o możliwości podjęcia służby w Bazylice Zmartwychwstania Pańskiego. Zelektryzowała mnie szczególnie wiadomość o codziennej modlitwie nocnej w tym świętym miejscu. Odczułem, że to jest właśnie to miejsce, którego długo poszukiwałem. Mimo że Ojciec Prowincjał zdecydował, iż jeszcze w końcówce Roku Jubileuszowego pojadę do Asyżu, nie dawałem za wygraną i czyniłem zabiegi o mój wyjazd do Ziemi Świętej. Ostatecznie dotarłem do niej 21 października 2001 roku. Po krótkim pobycie w Jerozolimie i ponad miesięcznym w Betlejem, pierwszymi nieszporami z Uroczystości Niepokalanego Poczęcia w dniu 7 grudnia rozpocząłem swoją upragnioną służbę w sercu naszej wiary – Bazylice Zmartwychwstania Pańskiego. Mija prawie już siedem lat tej służby nieustannie w Bazylice. Ostatnio otrzymałem zgodę O. Kustosza Ziemi Świętej i mojego O. Prowincjała na dalsze 3 lata tej służby. Panu Bogu niech będą dzięki! 
               Pamiętam, że kiedy zjawiłem się w Jerozolimie, ukoronowaniem tej wielkiej łaski była równocześnie możliwość codziennej Adoracji Najświętszego Sakramentu na zakończenie dnia w tak zwanej Kaplicy Franków, która znajduje się na zewnątrz Bazyliki i przylega do Kalwarii. Ta Adoracja była stopniowo poszerzana o większy wymiar godzin, ale niestety w marcu 2005 roku została ona przerwana. W międzyczasie w mniejszym wymiarze godzin staraliśmy się adorować Pana Jezusa w różnych miejscach: w Kaplicy Starego Domu Polskiego, w Kaplicy ZSMBM we Flagelacji oraz w Notre Dame. Podjęliśmy różne praktyki, jak codzienne pielgrzymowanie do Wieczernika – miejsca ustanowienia Eucharystii, nabożeństwo Drogi Krzyżowej, uczestnictwo w dodatkowych Mszach św. z prośbą o wznowienie i rozwój tej Adoracji we właściwym miejscu. Także skierowałem apel do czytelników „Echa Maryi Królowej Pokoju” o modlitewny „szturm do nieba” na wzór św. Ignacego Loyoli. Chodziło głównie o zamawianie Mszy św. w tej intencji. 
               Owocem tych wszystkich starań było wznowienie 5 października 2005 roku Adoracji w kościele Armenów katolików, przy III i IV Stacji Drogi Krzyżowej. Na początku, przez półtora roku była prowadzona przez 5 dni w tygodniu, od godz. 9.00 do godz. 15.30, a od marca poprzedniego roku przez wszystkie dni tygodnia, od godz. 9.00 do 17.00 z wyjątkiem soboty (od godz. 11.00) i niedzieli (od godz. 10.00). Od 7 maja br. na zakończenie Adoracji jest odprawiana Msza św. 
               Na początku Adoracja opierała się na wolontariuszach, którzy pełnili wolontariat w różnych miejscach i w czasie wolnym wspierali Adorację. W związku z tym, że niełatwo było znaleźć takie dogodne wolontariaty także do wspierania Adoracji zrodziła się idea, aby był to wolontariat przede wszystkim do kontynuowania Adoracji. Pozostało więc rozwiązanie problemu przez wynajęcie mieszkania. Zmieniające się wolontariuszki (głównie z Polski) utrzymują się przede wszystkim ze swoich skromnych emerytur. Jest także kilka innych osób, które dość regularnie wspierają nas w Adoracji. 
               Mimo braku dogodnych warunków, pod wieloma względami do prowadzenia Adoracji, zdecydowaliśmy się ją rozpocząć, aby po prostu te dogodne warunki wyprosić sobie przez modlitwę. Zresztą, prawdziwe dzieła Boże zaczynają się zawsze od przysłowiowego Betlejem, tzn. od bardzo skromnych, prostych, niepozornych początków. 
               Do końca nie wiemy, jaki ostatecznie kształt przyjmie to dzieło. Czy zgodnie z pierwotnymi zamierzeniami znajdzie się miejsce dla sióstr i ewentualnie wolontariuszek na posesji Armenów? Czy trzeba będzie zamieszkiwać na zewnątrz i dochodząc, prowadzić Adorację? Jak szybko ta Adoracja całodzienna przekształci się w docelową Adorację wieczystą? 
               Rozwiązanie tych spraw wymaga cierpliwości, czasu, zgody na ofiarę, a przede wszystkim modlitwy, a także wielorakiego wsparcia z zewnątrz, począwszy od modlitewnego, a skończywszy na materialnym. 
               Były momenty, kiedy wobec piętrzących się trudności wydawałoby się, że nie do pokonania, przychodziła pokusa zmiany miejsca. Z biegiem czasu przekonujemy się jednak, że to miejsce jest bardzo odpowiednie do tejże Adoracji. Jest umiejscowione przede wszystkim na trasie Drogi Krzyżowej, co powoduje, że każda grupa pielgrzymów, odprawiająca to nabożeństwo, może zetknąć się z Adoracją, zatrzymać. Jest obszerne i łatwo dostępne dla każdego.   
               Dlaczego Adoracja jest tak bezcenna i konieczna?
               Brak postępu w życiu wewnętrznym, mała skuteczność naszych modlitw, nikła owocność naszych spowiedzi wynika ze słabej jakości tych praktyk, spełnianych w stopniu i czasie nieproporcjonalnym do potrzeb, stanu naszego ducha i sytuacji zewnętrznej. Zdajemy sobie sprawę, że we współczesnym świecie pod każdym względem nie ma korzystnych warunków do prowadzenia głębokiego życia wewnętrzneg materializm, duch konsumpcyjny, szum informacyjny, tempo życia. Święta Teresa z Avila twierdziła, że nie wystarczy jedno Zdrowaś Maryjo odmówione więcej do zyskania jakichś łask. Powinniśmy się modlić tak długo i tak intensywnie, aż wszystkie przeszkody w naszym życiu na drodze głębokiego, owocnego zjednoczenia z Panem Bogiem zostaną całkowicie usunięte, przepalone żarem miłości. 
               Do podtrzymania i wzrostu miłości potrzebny jest czas. Jeśli się kogoś kocha, czy chce się go poznać i pokochać, to trzeba z nim często przebywać. To odnosi się przede wszystkim do poznania i rozmiłowania się w Panu Bogu. Wspomniana wcześniej św. Teresa kilka lat w oschłości ducha trwała konsekwentnie na modlitwie, ale kiedy dzięki temu doszła do stanu kontemplacji, to stwierdziła, że wystarczy jedna myśl o Panu Bogu, aby się na nowo rozpłomienić przeogromną miłością do Niego. Pamiętam jeszcze z czasów seminaryjnych świadectwo jednego ze współbraci, który, organizując grupę teatralną, poprosił o możliwość nocnej adoracji w tejże intencji. Stwierdził, że doświadczył namacalnej, odczuwalnej przemiany ducha, gdy wystawiając siebie na działanie łaski, dał jej możliwość oddziaływania na siebie. Wyrażało się to nie tylko w przemianie ducha, ale także w przemianie rysów twarzy. 
               Właśnie takie możliwości przemiany wewnętrznej daje nam adoracja. Stajemy i trwamy przed samą Miłością i dobrze, jeśli możemy to czynić w czasie dostatecznie długim, o każdej porze dnia i nocy. I nie możemy uchylać się od tego twierdząc, że nie mamy czasu. Na pewno nie jest to kwestia czasu, ale kwestia miłości. Jeśli się kocha, to wszystko się zrobi w tym kierunku, aby trwać a jeśli się nie kocha, to wynajdzie się tysiąc powodów, aby tego nie czynić. Świętej s. Faustynie Kowalskiej Pan Jezus ze skargą powiedział, że ludzie na wszystko mają czas, ale na to, ażeby przyjść do niego po łaski, czasu nie mają. 
               Praca duchowa, aby była skuteczna i owocna, wymaga poważnego potraktowania, systematycznego i żmudnego wysiłku. Ileż to czasu i troski poświęcamy utrzymaniu się przy życiu doczesnym, a tutaj chodzi nie tylko o to życie, które i tak przeminie, ale przecież o samo życie wieczne. 
               W adoracji chodzi o to, aby stworzyć Panu Jezusowi właściwe warunki, aby nas przemieniał. Wymaga to czasu, jak wcześniej zaznaczyłem, wyciszenia zewnętrznego, a przede wszystkim ciszy wewnętrznej, abyśmy mogli usłyszeć Jego głos, by mógł dokonywać naszej metanoi (zmiany myślenia). Potrzeba trwania przed Nim, by zaczerpnąć mocy do wyrażenia życiem Jego nauki.   

               Jakie motywacje przyświecają nam w konsekwentnej realizacji               Bożego dzieła Adoracji Najświętszego Sakramentu w Jerozolimie?
               Adoracja czyniona w świętym mieście Jeruzalem ma szczególny charakter ekspiacyjny. Stanowi wynagrodzenie za czyny tych, którzy 2000 lat temu, ciskając kamienie, plwociny, nieczystości, przekleństwa i złorzeczenia znieważali Chrystusa – Trzykroć Świętego. 
               Przed laty spotkałem się ze stwierdzeniem, że matką wszystkich konfliktów w świecie jest konflikt w Ziemi Świętej. Chyba jest w tym stwierdzeniu jakaś prawda. Ten rejon Bóg wybrał, aby dokonać Odkupienia świata i na pewno to, co tutaj się obecnie dzieje, ma wpływ na realizującą się historię zbawczą.
               Zapewne ta ziemia, miejsce święte, potrzebuje – bardziej niż coraz liczniejszych pielgrzymów i wciąż nowych form kultu – adoracji i uwielbienia Boga obecnego w Najświętszym Sakramencie. Przez nieustanną, wieczystą adorację – w miejscu, gdzie dokonało się odkupienie ludzkości, gdzie Bóg objawił swą bezbrzeżną Miłość i Miłosierdzie względem ludzi – przybywający tu pielgrzymi zyskają obfitość Bożych błogosławieństw, które pogłębią w ich sercach wiarę i miłość. Powrócą do swych domów, niosąc pokój Chrystusowy, przepełniający ich serca. 
               Pod koniec ubiegłego roku kardynał Sandri – Prefekt Kongregacji dla Kościołów Wschodnich, stwierdził, że przyszłość Ziemi Świętej wiąże się nierozłącznie z instytucjami działającymi na jej terytorium i z utrzymywanymi przez nie więzami solidarności z całym światem. Podkreślił także, że troska o kraj, w którym narodził się Jezus, stanowi priorytet dla Kościoła i dla wszystkich chrześcijan. 
               Zapraszam więc Was wszystkich do tej wspólnej troski o to tak ważne dzieło, jakim jest Wieczysta Adoracja Najświętszego Sakramentu w Mieście Świętym – Jerozolimie. Niech łaski, których Pan Bóg udziela w najświętszym miejscu naszej wiary – Bazylice Zmartwychwstania Pańskiego, spłyną na Was obficie.












W kolejnym tekście o.Kazimierza można przeczytać:
„SZTURM DO NIEBA!”   

               Czytając zapiski autobiograficzne św. Ignacego Loyoli, dowiedziałem się, że gdy ważyły się losy zatwierdzenia przez Stolicę Apostolską zakładanego przez niego towarzystwa (zwanego później Towarzystwem Jezusowym), św. Ignacy postanowił (w swoim stylu) dokonać w tej ważnej dla niego sprawie modlitewnego szturmu do Nieba, mianowicie zobowiązał się do odprawienia pewnej liczby Mszy św.
               Do tej pory, gdy mówiłem o tej sprawie, zawsze pytałem się moich słuchaczy, o jaką liczbę Mszy św. chodziło. Także teraz zadaję każdemu z Was to samo pytanie. Czynię to po to, abyście mogli i Wy także sprawdzić trafność swego rozeznania. Moi dotychczasowi rozmówcy podawali najczęściej liczbę kilkudziesięciu lub najwyżej 200, 300 Mszy św. Raz tylko chyba ktoś podał liczbę 1000 Mszy św. Teraz więc powiem Wam, jaka to była liczba w przypadku św. Ignaceg 3000 Mszy św. Tak, słownie trzy tysiące! Szturm trwał chyba prawie cały rok, w końcu jednak dzięki intensywnej modlitwie „przebito” Niebo: Towarzystwo zostało zatwierdzone. 
               Przedstawiam Wam tę historię po to, aby Was także prosić, a nawet błagać, o włączenie się w taki „szturm”, w intencjach teraz dla nas najpilniejszych w Ziemi Świętej. Chodzi o zorganizowanie wieczystej Adoracji NajświętszegoSakramentu w Jerozolimie, rozwój kultu Miłosierdzia Bożego nacałym Bliskim Wschodzie, a może nawet wyproszenie – w związku z RokiemEucharystycznym – zapowiadanego już wcześniej, zwrotu Wieczernika. Nie muszę chyba Wam podkreślać, jak ważne są to sprawy. 
               Ta myśl przyszła mi do głowy podczas ostatniego pobytu grupy polskiej (na przełomie roku), dlatego, że pewne sprawy idą powoli, nieustannie się przeciągają, uniemożliwiając – niestety – wykorzystanie tak wielu możliwości pomnożenia dobra, a przede wszystkim, wypraszania pokoju dla tego regionu i całego świata. 
               Oczywiście, my tutaj staramy się czynić – zdaje się wszystko – co w naszej mocy, aplikując wiele Mszy św., ale niestety, ciągle to za mało. Pomyślałem więc, że ratunek w Was, którzy jesteście w „szkole” Królowej Pokoju i jest Was tak pokaźna liczba. 
Jeśli w przypadku „szturmu” dokonanego przez św. Ignacego, dotyczącego jednego tyko zgromadzenia, chodziło aż o 3000 Mszy św., to ileż więcej potrzeba modlitwy i ofiary, gdy chodzi o dokonanie wielkich dzieł Bożych w samej Ziemi Świętej, sercu Kościoła. 
               Wspominano mi o takich „szturmach” przeprowadzanych w Medjugoriu. Rzeczywiście czytałem o tym, że Matka Boża w chwilach krytycznych, w pierwszych latach objawień, prosiła parafian o pomoc, o nasilenie modlitw i wyrzeczeń, nawet czasowo kosztem codziennych obowiązków. 
               Swego czasu nasunęło mi się pewne spostrzeżenie. Mianowicie, w ekonomii twierdzi się, że „pieniądz robi pieniądz”. Przez analogię można z całą pewnością powiedzieć, że – na obszarze ducha – także „łaska rodzi nową łaskę”, to znaczy, że wypraszając jakąś łaskę czy przyjmując darmo daną, otwieramy się na inne łaski, i niejako, skłaniamy Pana Boga do dalszego obdarowywania, ponieważ chce On nieustannie obdarowywać, jeśli tylko znajdzie serca otwarte (taka jest natura miłości). Właśnie takiego kalkulowania, ekonomicznego myślenia w sprawach duchowych nam potrzeba, bo przecież tutaj ostatecznie chodzi o wartość niewymierną – zbawienie nieśmiertelnych dusz. 
               Święty O. Maksymilian Kolbe w swoim regulaminie życia, napisanym na początku swego kapłaństwa, w jednym z punktów się wyraził, że nie opuści żadnej okazji do uczynienia dobra, a także, że nie pozostawi żadnego uczynionego zła bez naprawienia go. 
               Święta Teresa od Dzieciątka Jezus także powiedziała, iż nie dopuści, aby jakaś kropla krwi wylanej dla naszego zbawienia się zmarnowała.
               A hasło św. Ignacego Loyoli Ad maiorem Dei gloriam! o czym świadczy, jak nie o jego maksymalizmie w sprawach Bożych. 
               Spotkałem kiedyś młodą osobę, której gorącym pragnieniem było, co często powtarzała, aby ocalić wszelkie dobro. 
               Przypowieść o zaradnym rządcy, tak się kończy: „Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że dobrze postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości” (Łk 16,8). I dalej Pan Jezus mówi: „Ja też wam powiadam: Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy [wszystko] się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków” (Łk 16,9). 
               Tomasz Kempis w swojej książeczce „O naśladowaniu Chrystusa” w usta Pana wkłada następujące słowa: „Któż tak gorliwie służy mi i mnie słucha, jak służą światu i panom jego? Zawstydź się Sydonie, rzekło morze;jeśli chcesz wiedzieć dlaczego, posłuchaj (Iz 29,4): Dla lichego stanowiska obiega się kawał świata, dla życia wiecznego ledwie się krok zrobi. Szuka się podłego zysku, kłóci haniebnie o drobny pieniążek; dla marnej rzeczy, dla nędznej obietnicy wielu nie waha się dzień i noc trudzić. Dla dobra niezmiennie trwałego, dla bezcennej nagrody, najwyższego zaszczytu i nieskończonej chwały, o hańbo! nawet małego lękają się trudu! Zawstydź się więc sługo leniwy, tak łatwo się skarżący! Inni skorzej szukają zguby własnej, niż ty swego zbawienia; cieszą się bardziej ułudą, niż ty prawdą wieczną. Oni w swej nadziei doznają rozczarowań, lecz moja obietnica nigdy nie zawodzi i temu, kto zaufał, nie pozwolę odejść z niczym. Dam, co przyrzekłem, wypełnię co powiedziałem, jeżeli wiernie i do końca wytrwasz w mojej miłości. Jestem nagrodą dla dobrych; doświadczam mocno wszystkich pobożnych” (III, 3). 
               Na początku lat dziewięćdziesiątych głosiłem rekolekcje dla Rycerstwa Niepokalanej w jednej z łódzkich parafii. Spotkałem tam osobę, ocenioną przez księdza proboszcza jako bardzo pokorną i dlatego według niego wiarygodną. Jej troską była pomoc cierpiącym w czyśćcu. Używała różnych środków, aby wybawić ich z czyśćca. Prosiła także cierpiących w czyśćcu o pomoc w robieniu tańszych zakupów. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze odkładała i potem zamawiała za nich Msze św. 
               Mówię tutaj o Mszach św., ponieważ nic innego nie idzie w parze z nimi, jeśli chodzi o wartość – jest to Ofiara samego Pana Jezusa. Wiem, że obecnie w Polsce niełatwo jest żyć wielu rodzinom. Ale wiem także, że niektórych stać tutaj na większy wkład. Każdy natomiast może nas wesprzeć dodatkowym, pełnym uczestnictwem we Mszy św. Jeśli to czyni tylko w niedzielę (chociaż wiem, że będący w „szkole” Królowej Pokoju nie ograniczają się tylko do tego), niech idzie na Mszę św. w tygodniu. Ten, kto uczestniczy codziennie, może zdobyć się na ofiarę powtórnego, pełnego uczestnictwa (z przyjęciem Komunii św.), zgodnie z wymaganym warunkiem, tj. uczestnictwem w całej Mszy św. 
               Zresztą, cenna będzie dla nas każda modlitwa, każda ofiara, na jaką będzie Was stać, i którą – przede wszystkim – wskaże Wasze serce. Ta najdoskonalszamotywacja – z miłości – uczyni Wasz dar pięknym i doskonałym, naprawdęmiłym Panu Bogu. 
               Gdy będziecie mieli takie nastawienie, to Pan Bóg przymnoży Wam wiele takich sytuacji, takich okazji, takich możliwości zyskania bezcennych łask, dla siebie i dla całego świata. 
               Nagrodą za Waszą wspaniałomyślność (a radosnego dawcę Pan Bóg miłuje) będzie świadomość współuczestnictwa w realizacji Bożych planów w Ziemi Świętej – Ojczyźnie naszego Zbawiciela i Jego Matki Maryi, w sercu naszej wiary, gdzie żyje Kościół Jerozolimski – Matka wszystkich kościołów. Tutaj, my chrześcijanie, mamy swoje korzenie, o czym nie powinniśmy nigdy zapominać, ponieważ w przeciwnym wypadku zatracimy swoją tożsamość. 
               Jeśli to nie będzie dla Was kłopotliwe, możecie zgłaszać do Redakcji „Echa” informacje o podjętych przez Was postanowieniach, abyśmy, mając orientację co do wielkości Waszego wkładu, lepiej wiedzieli co powinniśmy dalej czynić. Na końcu muszę Wam powiedzieć, że widząc pilną potrzebę jak najrychlejszej Bożej ingerencji w pewne sprawy, prosiłem Go o dokonanie tego na podstawie wyproszonych w przyszłości łask. Jeśli wysłucha rzeczywiście tej prośby, to musimy bezwzględnie ten dług spłacić, oczywiście z wielką radością. 
               Wiem, że Pan Bóg wkracza w nasze życie ze swoją Wszechmocą wtedy,gdy my uczynimy wszystko co w naszej mocy, mając jednocześnie nieograniczonąufność w tę Jego Wszechmoc. Do przyjęcia takiej postawy – wykorzystaniawszelkich możliwości wyproszenia Bożej łaski – gorąco Waszachęcam.    
 

„SZTURM DO NIEBA!” c.d.
  

               Minęło już ponad dwa lata od mojej pierwszej prośby o modlitewny „szturm do Nieba”, w sprawie Adoracji Najświętszego Sakramentu w Jerozolimie i rozwoju kultu Bożego Miłosierdzia w Ziemi Świętej i na całym Bliskim Wschodzie. Dwa lata to sporo czasu. Dlaczego zwlekałem aż tak długo z informacją na ten temat? 
               Po napisaniu powyższej prośby, jeszcze przed wakacjami, poprosiłem o możliwość prowadzenia Adoracji w Kaplicy znajdującej się nad VII Stacją Drogi Krzyżowej. Wobec niepewności, czy dalej będę pełnił służbę w Bazylice Bożego Grobu (co mi umożliwia koordynowanie Adoracji), musiałem poczekać na wyjaśnienie się sytuacji. Kiedy po wakacjach okazało się, że zostaję, niespodziewanie wskazano mi Kościół Armenów – katolików, znajdujący się przy III i IV Stacji Drogi Krzyżowej, w którym już w Roku Jubileuszowym rozpoczęto codzienną, jednogodzinną Adorację, która potem była kontynuowana przez inną grupę w szerszym wymiarze godzin. Potem została przerwana i w międzyczasie, przez 2 lata, prowadzono w tym miejscu remonty, z jednoczesnym zamiarem przygotowania dolnej Kaplicy do prowadzenia Wieczystej Adoracji. Zjawiliśmy się bodaj w kilka dni po poświęceniu odnowionych pomieszczeń. Rozpoczęcie Adoracji wyznaczono na dzień 4 października (2005 r.) – Uroczystość św. Franciszka z Asyżu. Faktycznie jednak, ze względu na obchody tej Uroczystości, rozpoczęliśmy ją w dniu następnym (także znaczącym) – wspomnienie św. Siostry Faustyny Kowalskiej. Adoracja była prowadzona od poniedziałku do piątku, od godz. 9.00 do godz. 15.30. Od początku marca tegoż roku mogliśmy ją rozciągnąć na wszystkie dni tygodnia (łącznie z niedzielą), i przedłużyć, aż do godz. 18.00. 
               W poprzednim roku (2006), przed kolejną rocznicą pierwszego objawienia obrazu Pana Jezusa Miłosiernego (22 luty), przyszła mi myśl, aby przenieść obraz poświęcony przez Ojca Świętego Jana Pawła II, a przeznaczony dla Bazyliki Bożego Grobu, do miejsca, gdzie prowadzimy Adorację. Jest on od tamtej pory nieustannie wystawiony do publicznej czci. O godz. 15.00 odmawiamy przed nim Koronkę do Bożego Miłosierdzia, prosząc także o to, aby mógł jak najszybciej znaleźć się w miejscu swojego przeznaczenia. 
               Wobec tego, że używana przez nas od samego początku monstrancja mieściła tylko mały komunikant, zacząłem starania o znalezienie odpowiedniej monstrancji. Ostatecznie nową monstrancję ufundował Klasztor Jasnogórski. Poświęcił ją łaciński Patriarcha Jerozolimy – H.B. Michel Sabbah, w Wielki Czwartek tegoż roku, przed uroczystą Mszą św. w Bazylice Bożego Grobu. Był to znaczący moment, publicznej akceptacji przez Patriarchę tego co robimy, gdyż do tej pory Adoracja – można powiedzieć – była prywatna, niejako „na próbę”.   
               Dlaczego zwlekałem tak długo z informacją o skutkach Waszej modlitwy? 
               Po prostu był to skromny początek ważnego dzieła, a było nas niewielu. Praktycznie wszystko wtedy opierało się na dwóch pewnych osobach. Wszystkie więc siły i wolny czas przeznaczałem na podtrzymywanie Adoracji. Przyjęliśmy zasadę, aby nie opierać rozwoju tego dzieła na informacjach, zachętach, takiej ludzkiej reklamie, ale ten rozwój oprzeć na Bożym fundamencie – modlitwie, i pozwoleniu, aby sam Pan Bóg, od wewnątrz, pociągał inne osoby do udziału w niej. Inny powód zwlekania z informacją to pragnienie, aby nie narazić tego dzieła, jeszcze nie umocnionego, na ataki złego z zewnątrz, na ludzką zazdrość itp. A to z powodu, między innymi, poprzednich, przykrych doświadczeń w tym względzie.   
               Jaki był owoc mojej prośby o modlitwę? 
               Przyznam się, że wobec – co najmniej – kilkunastu tysięcy czytelników „Echa” sądziłem, że uda się osiągnąć tę liczbę Mszy św., które ofiarował w intencji swego dzieła św. Ignacy Loyola – 3000. Opierając się na uzyskanych informacjach przypuszczam, że ta liczba poszła w setki. Oczywiście, to też nie mało, wiedząc, że wielu w jeszcze innej formie wspierało tę Adorację. 
               Dziękuję więc za najmniejszy gest poparcia i pomocy, i podkreślam, że o wartości i owocności daru decyduje przede wszystkim intencja, z jaką się go składa, tak jak to było w przypadku ubogiej wdowy (por. Łk 21,1– 4).   
               Jakie są perspektywy, plany na przyszłość? 
               Oczywiście celem jest adoracja wieczysta, całodobowa. Zmierza się do przygotowania do adoracji kaplicy dolnej, przeznaczonej na ten cel. Jest to nawet konieczne na okres zimowy, dość chłodny, aby kontynuować Adorację w kościele. Kaplicę będzie można natomiast w tym okresie ogrzać. 
               Podczas mojej zeszłorocznej pielgrzymki do Medjugorie, jeden z jej uczestników wyszedł z propozycją ufundowania dla Adoracji w Jerozolimie bursztynowej monstrancji, jako wotum dziękczynne za 25 lat Objawień Matki Bożej w Medjugoriu. Jej wykonania podjął się pan Drapikowski, artysta z Gdańska, który wykonał bursztynową sukienkę Matki Bożej Częstochowskiej. Pielgrzymował już tutaj w czasie tegorocznych Świąt Wielkanocnych, aby obejrzeć miejsce Adoracji i zaprezentować wstępny projekt monstrancji. 
               Gdy rozwiązany zostanie problem konta, podamy jego numer w celu przekazywania ofiar na ten cel. 
               Teraz sprawą najpilniejszą do rozwiązania jest znalezienie sióstr zakonnych, które zaopiekowałyby się Adoracją. 
               Aby nie utracić dorobku dwóch ostatnich lat (a także i wcześniejszych poczynań), proszę więc o dalsze zamawianie Mszy św. w tej intencji. Jeśli kogoś na to nie stać, proponuję ofiarować w tej intencji Msze św. w pełni przeżyte – z przyjęciem Komunii św. lub wspierać to dzieło w jakikolwiek inny sposób, który uznacie za stosowny i bardzo owocny, np. odmawiając Nowenny, ofiarowując swoje cierpienia itp. 
               Za wspaniałomyślne włączenie się w powyższy „szturm” lub jego kontynuację, z góry dziękuję. Niech nagrodą będzie świadomość współuczestnictwa w dziele o nieskończonej wartości, i to tworzonym w Świętym Mieście – Jerozolimie, a także pewność, że Pan Bóg nie da się prześcignąć w hojności.


Czyli, jak można przeczytać, staranie się o obecność sióstr, które zajęłyby się Adoracją w Kościele Ormian-Katolików, było swego czasu sprawą najpilniejszą dla o. Kazimierza.
Otóż nasze zgromadzenie jest właśnie owocem tego poszukiwania.
W jednym z okólników naszej Matki Generalnej z 28 października 2008 roku przeczytałam: za wstawiennictwem błogosławionego Jakuba Alberione i św.Pawła, w tym roku paulińskim, po stu latach od momentu kiedy to nasz Założyciel rozpoczął modlitwę za nasze zgromadzenie (1908-2008), z radością oznajmiam wam, że udzieliłyśmy pozytywnej odpowiedzi na prośbę Egzarchy Ormian-Katolików aby rozpocząć obecność małej wspólnoty Pobożnych Uczennic w Kościele Jerozolimskim, przy III i IV stacji Via Dolorosa. Poproszono nas o podtrzymanie Adoracji Eucharystycznej w intencji pokoju, razem z wolontariuszami obecnymi już w Świętym Mieście. To zaproszenie jest ogromnym darem jednocześnie będąc wyzwaniem i odpowiedzialnością w dawaniu świadectwa pokoju. Rozpocznie się roczną próbą. Warto uświadomić sobie, że trzy siostry, które zostaną posłane, wezwane zostały do życie w ubóstwie, bezinteresowności, bez zabezpieczenia i w całkowitym oddaniu  się Bogu w szczególnej sytuacji nie pozbawionej ryzyka, w jakiej znajduje się Jerozolima. Kościół, który nas przyjmuje jest kościołem bardzo ubogim i miejsce przeznaczone dla nas wymaga remontu. W międzyczasie zostaniemy przyjęte w innych warunkach. Tak, jak przy Bazylice św. Piotra w Rzymie, tak i w Jerozolimie całe Zgromadzenie będzie obecne w swojej posłudze wstawienniczej za cały świat.


  Po pojawieniu się tego okólnika pojawiło się wiele głosów, kto pojedzie, kto chciałby rozpocząć tę misję...I zaczęła się modlitwa za wspólnotę, choć ona jeszcze nie istniała.
Jako, że z Adoracją  w krypcie Kościoła Ormian-Katolików przy IV stacji Via Dolorosa, związany jest nieodłącznie  Tryptyk Jerozolimski , miało to także wpływ na obecność naszej wspólnoty. Otóż poświęcenie i zainstalowanie tryptyku było przygotowywane na 25 marca 2009 roku. Począwszy od tego dnia miała się rozpocząć wieczysta Adoracja, stąd obecność naszych sióstr była nieodzowna.
Zanim jednak do Jerozolimy przybyły siostry przeznaczone do tamtejszej wspólnoty, jakiś miesiąc wcześniej przyjechała nasza Matka Generalna, s. M. Regina Cesarato wraz z poprzednią Matką, s. M. Paolą Mancini. Przyjechały podpisać umowę z Egzarchą. Udało im się także pozwiedzać nie tylko przyszłe mieszkanie sióstr i miejsce ich posługi, ale i trochę wokół. 


Siostry wyznaczone do wspólnoty jerozolimskiej wyjechały z Rzymu 5 marca 2009. Była to s.M. Cecylia Stiz (włoszka) i s.M.Maksymiliana Jakuć (polka). Siostra Maksymiliana wyjechała zamiast s.M. Nirmali (hinduski), która, jak się okazało w ostatniej chwili, miała już bilet na samolot, ale nie miała wizy do Izraela. Nie miała więc szans na wyjazd. Ale wizę dostała dzień później i dwa dni później już była razem z siotrami Maksymilianą i Cecylią. 
Rozpoczęło się przygotowywanie mieszkania do zamieszkania. Siostry zamieszkały najpierw w Armenian Hospice. 
Tu trzeba wspomnieć, że nie były aż tak bardzo osamotnione, bo już od dwóch lat była w Jerozolimie na studiach na Biblicum Franciscanum, nasza siostra M. Judyta. Stąd znalazły siostry ogromną pomoc z jej strony, jak i polskich sióstr Elżbietanek i księży polskich studiujących w Jerozolimie, którzy np. składali siostrom meble!


Adoracja Wieczysta rozpoczęła się zgodnie z planem. Było uroczyste poświęcenie i zainstalowanie Tryptyku, niestety wsparte ofiarą wielu osób, i ich modlitwą.
Na początku Adoracja była obejmowana przez siostry i grupę wolontariuszy o. Kazimierza.
S.M. Maksymiliana po niedługim czasie wyjechała i została we wspólnocie s.M. Cecylia i s. M. Nirmala.

Niestety, ze względu na naprawdę ubogie warunki w kościele musiano zaprzestać adoracji nocnej.Osoby, które pozostawały na noc na adoracji niestety były pozbawione możliwości korzystania z toalety, stąd zawieszono adoracje nocną do czasu przystosowania Kościoła do potrzebnych warunków.
25 czerwca 2009 roku dołączyła do wspólnoty s.Miriam (polka). No i były w końcu siostry we trzy.
Adoracja rozwijała się. Na początku lipca s. Miriam podjęła naukę jęz. hebrajskiego. Natomiast 2 października tegoż roku rozpoczęła pracę w Bibliotece Kustodii Ziemi św.
    Niestety, w Wigilię Bożego Narodzenia, o. Kazimierz wraz z grupą wolontariuszek odszedł do Kościoła Melchitów, gdzie podjęli adoracje 24-godzinną.
    Adoracja w krypcie Kościoła Ormian-Katolików przy IV stacji Via Dolorosa trwała mimo wszystko nadal. Na początku stycznia s. M. Nirmala opuściła wspólnotę, tak jak było to w planach, po rocznym pobycie powróciła do Indii. 
    Do wspólnoty dołączyła w lutym s. M. Beatriz Serrano (meksykanka), która podjęła także swoje studia na Studium Biblicum Franciscanum.
Adoracja nadal się rozwijała. Znakiem szczególnym tego rozwoju była cisza, jakiej po pewnym czasie nauczyli się przewodnicy grup, a którą trzeba było zachowywać ze względu na modlitwę przed Najświętszym Sakramentem. Oczywiście jeszcze daleko do doskonałości, ale adoracja przetrwała próbę braku wolontariuszy i trwa.
     W marcu 2010 obchodzono pierwszą rocznicę obecności Tryptyku i rozpoczęcia Adoracji Wieczystej. Przyjechała Matka Generalna, przyjechał autor i wykonawca dzieła, pan Mariusz Drapikowski.
Po rocznej próbie wspólnota Sióstr podpisała kolejny kontrakt na apostołowanie w ten skromny, ale życiodajny sposób, poprzez Adorację Najśw. Sakramentu w Jerozolimie.
W czerwcu, z okazji obrony licencjatu s.M.Judyty zawitała do nas na tydzień s.M. Cecylia Wilk, prowincjalna polska.
W lipcu opuściła Jerozolimę i wróciła do Polski po trzech latach studiów s.M.Judyta.
Jednocześnie w tym samym dniu wróciła do Rzymu s. M. Beatriz.
Wspólnota jerozolimska pozostała w oczekiwaniu na kolejne siostry.
Adoracja trwa...
 
* Dziś (19.IX.2010) właśnie pojawiła się w naszej wspólnocie nowa siostra. Jakby jeszcze mało "egzotycznie" było do tej pory, s.M. Nimfa pochodzi z Filipin. Od października rozpocznie swoje studia na Studium Biblicum Franciscanum.


* 6.X.2010, wynajęłyśmy mieszkanie dla wolontariuszy na Starym Mieście, w  dzielnicy chrześcijańskiej...






Dziś po południu  (7.X.2010, MB Różańcowej) przyjechała z lotniska nasza kolejna siostra, włoszka, s.M.Gabriella.



Niestety z braku dostatecznego miejsca w naszym mieszkaniu, s.Gabriela zamieszka przez jakiś czas w pokoju, który udostępniła nam Koinonia Św. Jana Chrzciciela. Mamy nadzieję, że warunki się zmienia i dołączy do nas za jakiś czas.
Fot: z lewej s.Gabriela, z prawej s.Cecilia.



Czas na aktualizację, bo s. Gabriella mieszkała dość krótko w mieszkaniu wypożyczonym przez Koinonię, a zamieszkała potem tymczasowo w mieszkaniu, które zostało wynajęte dla wolontariuszy. Kiedy wolontariat miał się rozpocząć, egzarcha Raphael Minassian wyremontował nam małe mieszkanie na drugim piętrze, gdzie od 19 stycznia 2011 r. zamieszkała s.Miriam i s. M. Gabriella. Po kilku miesiącach jednak s. M. Gabriella przeszła do pierwszego mieszkania, na dole, a na górę przeniosła się s. M. Nimfa.


I tak minęły prawie dwa lata. Do wspólnoty dołączyła 7 grudnia 2012 r.  s. M. Gabriella - już druga we wspólnocie. Zastąpiła ona s. Miriam w pracy w Bibliotece Kustodii Ziemi św. A s. Miriam, po 3,5 roku obecności w Ziemi św. opuściła wspólnotę 21 grudnia 2012 r.


I na tym koniec historii tej wspólnoty jako mojej wspólnoty.
Niestety, koniec nie jest pozytywny, ale Pan posługuje się przeróżnymi środkami aby Jego wola się wypełniała.

Najważniejsze, że wspólnota w Jerozolimie trwa i czuwa przy Najśw. Sakramencie z modlitwą w intencji pokoju.

Tryptyk Jerozolimski dnia 3.03.2016 r. został przeniesiony do Betlejem gdzie w Grocie Mlecznej siostry klauzurowe podtrzymują wieczystą Adorację Najświętszego Sakramentu.