30 czerwca 2010

Nowi kaplani i diakoni Kustodii Ziemi Swietej

http://www.custodia.fr/Undici-ordinazioni-sacerdotali-e.html

Bardzo piekna uroczystosc w swieto Apostolow Piotra i Pawla, czyli swiecenia diakonatu (5) i prezbiteratu (6) w Kustodii Ziemi sw. Niestety, niektorzy z wyswieconych kaplanow, oprocz dwoch z nich opuszcza Ziemie Sw. i powroca do swoich prowincji.


Pomyslalam, ze byc wyswieconym w Jerozolimie w taki dzien, upamietniajacy meczenstwo dwoch najwiekszych Apostolow tej wlasnie ziemi, to cos...brak slow!
A wsrod diakonow dwoch polakow, br. Tymoteusz i br. Adrian.

24 czerwca 2010

PUSTYNIA NIEPUSTYNNA...ku wolności wyswobodził nas Chrystus!

Dziś rocznica urodzin Św.Jana Chrzciciela...
Rok temu dopinałam ostatnie pakowanie, i wieczorem wylot, który zaskoczył mnie moim strachem i poczuciem szaleństwa decyzji. Leciałam pierwszy raz samolotem, sama, w miejsce którego nie znam, na czas niewiadomy…
I w tym wszystkim byłam jakoś bardzo sama. Po ludzku patrząc.

 Dziś oglądam się wstecz i widzę cały ten rok...rok, który dla mnie z intensywnością  przeżyć można by rozrzedzić na kilka lat. Rok życia w Jerozolimie. Życia, naprawdę życia, z doświadczeniem całej gamy odcieni tego życia. Może to tak, że w życiu wewnętrznym (niektórzy takim nazywają wszelkie fizjologiczne przemiany w nas ;P, ja jednak nie przepadam za nadużywaniem zwrotu "życie duchowe"), więc może w tym życiu wewnętrznym odbija się ta różnorodność kolorów życia zewnętrznego... inność kościoła,  wielość mentalności,  narodowości,  wyznań,  zróżnicowanie zajęć. I do tego skondensowanie tych doświadczeń we wspólnocie najpierw włosko-indyjsko-polskiej, a później włosko-meksykańsko-polskiej, z perspektywą na wspólnotę włosko-filipińsko-polską. Oczywiście widać stałość akcentu włoskiego i polskiego (na szczęście ;).
Czas na podsumowanie? Za wcześnie.
Ale przychodzi mi na myśl ten Jan... głos, przyjaciel Oblubieńca, Prorok najmniejszy w największym, Eliasz. Myślałam o jego pustyni, która bardziej kojarzy się z tłumaczeniem "głos wołającego na puszczy", bo na pewno nie znajdziemy w Ain Karem pustyni jaka przychodzi nam zazwyczaj na myśl, z piachem, słońcem i oazami. I dziś, tak myśląc o moim malutkim doświadczeniu pustyni (prawie żadnym), i wspomnieniem o Ain Karem sprzed kilku miesięcy, bo dziś nie było mi dane tam być na uroczystościach, przyszło mi na myśl coś co pasuje do mojego doświadczenia życia w Jerozolimie. Słowo ZASKOCZENIE i słowo NIEPRZEWIDYWALNOŚĆ. Jednocześnie te dwa słowa myślę, że są bardzo adekwatne do określenia pustyni....Tu wszystko jest inne niż można by się spodziewać.
 Nabiera się wolności. Albo zaczyna się żyć w stresie i nerwowym rozstroju, że wszystko jest inne niż się człowiek spodziewał.

Tego chyba uczy Jezus swoim zachowaniem w tekście liturgii na najbliższa niedzielę: Łk 9, 51-62. Wolności od przeciwności na drodze realizacji naszego celu, powołania. Ale nie wolności takiej, że nic nam nie stanie na przeszkodzie, ale tej wolności w nas, o której mówił bł. Ks Jerzy…. Jezusa nie zatrzymuje narzekanie na Samarytańskie miasteczko, które nie pozwoliło Mu skorzystać ze swojej gościnności. Kogo upomniał? Słodkiego Jana, umiłowanego ucznia, bo i ten musiał się jeszcze nauczyć tej wolności. Czasem jest ta pokusa i działanie Złego, żeby zatrzymać się na drobiazgach (w porównaniu czasem do tego, do czego jesteśmy wezwani pewnie przeciwności są naprawdę śmieszne, a urastają w naszych oczach do rozmiarów tragedii). Zawsze jest ta pokusa odwrócenia naszego spojrzenia od celu… od naśladowania Chrystusa. A to nie taka wspólnota, a to niedobra przełożona, a to ksiądz nam się w kosciele nie podoba, a to prezydent ma taki a nie inny wyraz twarzy, a to to, a to tamto, a to nie tak jak miało być, a to…itd. 
Na ostatnim Lectio Divina we wspólnocie (było nas aż dwie siostry!) zdałam sobie sprawę jak bardzo szatan z nas musi się śmiać, że jesteśmy tacy małostkowi. A przed nami idzie Chrystus! Ostatnio słyszałam o kobiecie, która na Jeziorze Galilejskim wylewała z siebie łzy, bo zdała sobie sprawę, że chodzi po Ziemi, po której chodził Bóg (choć była w tym czasie na Jeziorze, ale nieważne ;). Ja sama widzę, jak bardzo drobiazgi potrafią być taką przekładnią na torach, i zmieniamy kierunek, zaciera nam się cel….
Jak bardzo zapragnęłam tej wolności Jezusa…nie chcą Go w tym mieście? No i co, idzie dalej… i pokazuje innym to, co ich zatrzymuje, co może być ich przekładnią do zmiany kierunku, a to oczekiwanie zapewnienia bytu, miejsca, a to oglądanie się wstecz....
Czasem ludzie pytają czy nie myślało się o innym życiu będąc już ileś tam lat w zakonie. Jasne, że się myślało, a bo to raz?
Ale jest świadomość, jest wewnętrzne przekonanie o CELU, widzi się jakby cały czas JEGO cień, czasem bardzo delikatny, i podejmuje się trud wierności przyjętym zobowiązaniom. A potem przychodzi pokój. Naprawdę taki pokój, jakiego nic na świecie jeszcze nie pozwoliło mi doświadczyć.
Warto, naprawdę warto….

20 czerwca 2010

Niusy z naszego podwórka

Jest takie zabieganie u nas w tych dniach, że nie wyrabiam się z pisaniem i zamieszczaniem jakiś informacji.
A dzieje się, a jakże.
W piątek rano powitałyśmy w naszych wąskich, skromnych progach siostrę Prowincjalną z Polski, s.M.Cecylię, która obdarowała nas ślicznymi apaszkami. W zwyczaju natomiast naszego domu jest na powitanie wręczenie małej lampki jerozolimskiej.
Pierwsze wrażenia ma już za sobą. To niesamowite tak patrzeć jak ktoś podziwia to miejsce.
A dziś własnie wyruszyła już na takie profesjonalne zwiedzanie z grupą pielgrzymów.

Nasza wspólnota, można powiedzieć, że większa jej część, bo zasilona przez s.Judytę i przez s.Cecylię wzięła dziś udział w głosowaniu, na które wybrałyśmy się do Tel Avivu, zorganizowanym wcześniej dla Polaków z Jerozolimy. No i zgromadziło nas się ok. 50 osób!
U nas w tych dniach jest upał niesamowity, ale i tak w porównaniu z tym w Tel Avivie jest jeszcze całkiem znośny.

18 czerwca 2010

Gorąca sobota

Ha, proszę państwa, szykujemy się na obronę s.Judyty.
Polecam modlitwie ją i trochę mnie, żebym nie przyniosła jej wstydu jak wcisnę jakiś klawisz podczas  prezentacji nie wtedy kiedy trzeba ;).
Jutro o g. 9.00!!!
Dzięki!!!

Chasydzi protestują przeciwko zniesieniu segregacji w szkołach

  • Kategoria: Świat
  • czwartek, 17 czerwca 2010 23:29
100 tysięcy religijnych Żydów wyległo na ulice miast Izraela. Powód? Sąd uznał odrębne klasy dla dzieci ortodoksyjnych Żydów za przejaw rasizmu.

Tacy osobnicy budzą dziś postrach w Izraelu.Tacy osobnicy budzą dziś postrach w Izraelu.
Wśród protestujących znaleźli się mężczyźni w różnym wieku – od małych chłopców po starców z długimi brodami. Wyglądali identycznie: na głowie czarny kapelusz, na wysokości uszu pejsy. Mimo upału wszyscy ubrani byli w czarne garnitury.
– To największa mobilizacja społeczności chasydów od lat. Mamy do czynienia z rebelią wymierzoną przeciwko naszemu państwu. Ci ludzie wypowiedzieli Izraelowi wojnę – powiedział „Rzeczpospolitej” jerozolimski prawnik Uri Huppert, zwolennik świeckości państwa.
Skąd takie poruszenie? Chodzi o wyrok Sądu Najwyższego w sprawie żeńskiej szkoły w osiedlu żydowskim Emmanuel. W osobnych klasach uczyły się tam dziewczynki z rodzin aszkenazyjskich, w osobnych - z rodzin sefardyjskich.
Sąd uznał to za rasizm i nakazał 43 parom aszkenazyjskich ortodoksyjnych rodziców umieścić córki w klasach mieszanych. Wobec ich odmowy wszystkie pary zostały skazane na 2 tygodnie więzienia. Europejscy chasydzi uznali to za bluźnierstwo.
W samej Jerozolimie krewkich chasydów pilnowało 10 tysięcy policjantów uzbrojonych w pałki i gaz. Podobnie jak dzień wcześniej nie udało się jednak uniknąć przemocy. Doszło do kilku incydentów. Zaatakowany został – przybyły na pertraktacje – czołowy sefardyjski rabin Jaakow Josef, którego przed linczem uratowali uczniowie.
Policja przyznała ochronę sędziemu Edmondowi Lewiemu, który wydał nieprzychylny dla ortodoksów wyrok. Aszkenazyjscy rabini zapowiadają, że będą protestować i bojkotować państwo, dopóki sąd nie odwoła werdyktu. Zapewniają także, że w całej sprawie wcale nie chodzi o rasizm wobec ciemnoskórych Żydów.
– W grę wchodzą różnice kulturowo-religijne – powiedział „Rzeczpospolitej” rabin Jaakow Mosze Pupko z Jerozolimy. – Żydzi aszkenazyjscy wyznają bardziej intelektualną wersję judaizmu, religia sefardyjczyków ma ludowy charakter. Coś jak katolicyzm polskich chłopów. Aszkenazyjczycy nie uznają też telewizji czy internetu i nie chcą, by ich dzieci kontaktowały się z dziećmi o innej obyczajowości.
Świeccy Żydzi są jednak przerażeni skalą protestów chasydów i jawnym demonstrowaniem nieposłuszeństwa wobec państwa. – Dla tych ludzi Izraelem powinien rządzić rabinat. Ich marzeniem jest zamiana kraju w państwo wyznaniowe. Taki judaistyczny Iran, tylko że jeszcze radykalniejszy od islamskiego odpowiednika – podkreślił Uri Huppert.

17 czerwca 2010


Piękno adoracji

Stanisław Biel SJ

(fot. andycoan/flickr.com)

Jednym z ważniejszych źródeł poznawania Jezusa dziś jest adoracja Najświętszego Sakramentu.W czasie adoracji jesteśmy z Nim. Słowobyć z (kimś) oznacza przede wszystkim mieć dla niego czas. Kochający się małżonkowie, rodzice i dzieci, przyjaciele pragną jak najczęściej spędzać wspólnie czas, przebywać w swoim towarzystwie, nawet nic nie mówiąc.


Wielkim dramatem dzisiejszego wieku jest brak czasu. Rodzice sądzą, że zastąpią obecność poprzez prezenty, dary materialne. Oblicza się, że dzisiaj jest Polsce pół miliona tzw.eurosierot, dzieci wychowujących się bez miłości rodziców, którzy pracują poza granicami kraju. Skutki emocjonalne i zranienia nie są możliwe do nadrobienia przez całe lata.  

Warunkiem życia Jezusem jest przebywanie w Jego obecności, sycenie się Jego osobą, pozwalanie, by zapuszczał w nas swe korzenie (C. M. Martini). W Ewangelii mamy piękny przykład Marii z Betanii, która siedziała u stóp Jezusa w adoracji i przysłuchiwała się Jego słowom i w ten sposób oddawała Mu to, co najważniejsze: otwarte i rozumiejące serce (por. Łk 10, 38-42).

Adoracja jest szczytem modlitwy. W niej łączymy się z boskim źródłem. Proboszcz z Ars mawiał: Gdyby mieszkańcy nieba któregoś dnia przestali adorować Boga, niebo nie byłoby już niebem. A gdyby nieszczęśni potępieńcy w piekle mogli, mimo swoich cierpień, choć przez chwilę adorować Pana, piekło przestałoby być piekłem.

Wbrew pozorom adoracja nie jest prosta ani statyczna. Jest raczej rzeczywistością złożoną, rozwijającą się. Adoracja, można powiedzieć obrazowo, włączona jest w powszechny rozwój człowieka, a zwłaszcza w rozwój transcendentny. Im głębsze poznanie Boga i siebie, tym pełniejsza, owocniejsza i głębsza adoracja. Pamiętam, że w młodości adoracja była dla mnie doświadczeniem trudnym, wymagającym. Obecnie, w miarę starzenia się, coraz chętniej wybieram adorację, zamiast innych form modlitwy. 

Adoracja jest intymnym spotkaniem i dialogiem z Bogiem Ojcem, Jezusem Chrystusem i Duchem Świętym, a więc zbliża do Tajemnicy. Myślę, że nasze poznanie Boga i siebie byłoby o wiele głębsze, gdybyśmy nauczyli się częściej zaglądać do kościoła i zatrzymywać na chwilę adoracji, zwłaszcza w sytuacjach zagubienia, samotności, bezradności, problemów. My zwykle a trudnych doświadczeniach szukamy pocieszenia u ludzi, przyjaciół czy bliskich nam osób albo uciekamy w rozrywki: alkohol, telewizję, świat wirtualny.  Zapominamy, że żaden człowiek do końca nie uśmierzy naszego bólu ani nie rozwiąże problemów. Natomiast w czasie adoracji Jezus daje łaskę, siłę oraz pociechę  w trudach i zagubieniu.

Trwanie w obecności Jezusa, adoracja Boga zbliża do ludzi. Miłość do ludzi staje się wtedy głęboka, świadoma, trwała, gdyż opiera się na źródle prawdziwej i absolutnej miłości - na Bogu. Adoracja nie izoluje od ludzi, od świata, nawet od zła. W takiej sytuacji byłaby kolejnąformą ucieczki. Przeciwnie, adoracja wychodzi od Boga i prowadzi do realności świata, do ludzi, problemów, cierpienia, zła i pomaga na nie patrzeć w innym świetle – odnowionym sercem i umysłem.

Pięknym świadectwem potwierdzającym tę prawdę jest życie bł. Karola de Foucauld. Po nawróceniu i praktyce życia kontemplacyjnego u Trapistów, Karol tęsknił za bardziej surowym życiem. W Nazarecie, gdzie godzinami adorował Najświętszy Sakrament, odczuł, że jego misją jest żyć Jezusem, jak On: wiele czasu poświęcać na milczącą modlitwę, utrzymywać się z pracy własnych rąk, bez apostolskiej działalności, lecz samym życiem krzyczeć Ewangelię.Ideał ten zrealizował na pustyni w Algierii, najpierw w Beni Abbes, gdzie łączył czas między adorację Najświętszego Sakramentu i służbę ubogim mieszkańcom oazy, a następnie w Tamanrasset, w kraju Tuaregów. Tam również dzielił swój czas między adorację, modlitwę a służbę najuboższym. W Czasie I Wojny Światowej został zamordowany. W pobliżu zwłok znaleziono konsekrowaną Hostię, przed którą się nieustannie modlił, a obok rozsypane notatki wśród których znajdowało się przepisane z Ewangelii św. Jana zdanie: Jeżeli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity (J 12, 24).   

Bł. Karol nie doczekał się naśladowców za swego życia. Dziś jednak jego duchowi synowie i córki (Mali Bracia i Małe Siostry) realizują ideał Br. Karola – modlitwy, kontemplacji, adoracji w sercu świata. Żyją we wspólnotach, łącząc adorację z pracą i prostotą życia. Wierzą, że obecność Najświętszego Sakramentu dyskretnie zmienia ludzi i świat.

O. Joachim Badeni OP wspomina o. Pery’ego, którego poznał na placówce u Berberów w Maroku. O. Pery nie mógł ewangelizować, gdyż prawo koraniczne zabrania tego pod karą śmierci, dlatego cały poświęcał się kontemplacji. Było wielogodzinne wystawienie Najświętszego Sakramentu w monstrancjiMsza święta. Mówił, że ta obecność Boża przygotowuje tę ziemię do ewentualnej ewangelizacji. Najpierw obecność, potem głoszenie.   
Spotkanie z Jezusem w czasie adoracji wnosi odpoczynek i pokój wewnętrzny w serca, umacnia, dodaje siły i odwagi do podjęcia trudu życia. Ile razy przeżywałem trudne chwile zmęczenia życiem, niezadowolenia, frustracji, zagubienia i wszedłem na chwilę adoracji do kaplicy, zawsze wychodziłem umocniony i pełen energii do dalszego życia. Adoracja jest świadomością siebie, swego życia i drogą do podjęcia wszystkich wyzwań, jakie niesie życie.

Adoracja uczy tajemnicy. Nie wyjaśnia wszystkiego, nie rozwiązuje w  automatyczny sposób problemów. Nie odsłania również do końca tajemnicy Boga i naszego istnienia. Z adoracji wynosimy raczej wiele twórczych pytań i wątpliwości. Mimo to  wprowadza głęboki wewnętrzny pokój, radość, rodzi zaufanie do Boga, ludzi, własnego życia.

Adoracja jest nie tylko poznawaniem Jezusa, ale również innych i siebie. Dziś zwykle brakuje nam czasu na adorację. W rzeczywistości nie mamy czasu na wiele spraw, ponieważ nie mamy czasu na adorację. Brak czasu na adorację sprawia, że marnujemy go na plotki, obmowy, bezmyślną lekturę, bezsensowne filmy, bezowocną krzątaninę... Adoracja porządkuje całe życie. Nie tylko duchowe, ale również emocjonalne, etyczne, wspólnotowe. Czas poświęcany adoracji sprawia, że codzienne życie staje się stopniowo bardziej zorganizowane, uporządkowane i głębsze.

W jednym ze świadectw Matka Teresa z Kalkuty napisała: W naszym zgromadzeniu miałyśmy zwyczaj urządzać adorację raz w tygodniu przez godzinę; potem w roku 1973 postanowiłyśmy mieć adorację codziennie przez godzinę. Od tej chwili nasza miłość dla Jezusa stała się bardziej pogłębiona, nasza miłość dla innych bardziej wyrozumiała, nasza miłość dla biednych bardziej współczująca, podwoiła się u nas liczba powołań. Bóg pobłogosławił nam licznymi i wspaniałymi powołaniami. 


http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,235,piekno-adoracji.html

16 czerwca 2010

Zapraszam na wolontariat !

No, chyba mnie za to nikt nie powiesi, ze zamieszczam to ogloszenie.
Chodzi o to, ze jest taki ogrom pracy (o, teraz wszyscy sie przestrasza;) w Bibliotece, ze naprawde potrzeba nam pomocy, stad zapraszam na wolontariat do Biblioteki, czyli do wspolpracy ze mna i nie tylko ;).
Podstawowy warunek, o ktorym moge napisac jest taki: chec przyjazdu do Jerozolimy.
Drugi: chec do PRACY, prostej, nieskomplikowanej, i wspolpracy z nami. To zazwyczaj polega na przekladaniu ksiazek, na pieczetowaniu, na wpisywaniu roznych numerow. Praca spokojna, wymagajaca skupienia, i rozgarniecia ;). Ok. 5 godzin dziennie, pon-pia.
Co do innych warunkow odnosnie zakwaterowania itd. prosze o kontakt na moj adres:  shalom.miriam.pd@gmail.com

12 czerwca 2010

Wieczorowe spacery w świetle ;)


No tak, korzystam, że .....hm, w zakrystii mamy zasięg i nie chcę potem mieć za dużo do nadrobienia na blogu, wrzucam cośkolwiek z tych gorących dni jerozolimskich....
Korzystamy z dobrodziejstwa braku internetu (to tak wiadomość dla tych co mi życzyli dobrego wykorzystania pustyni internetowej ;), i robimy sobie wieczorne spacery pomiędzy różnymi pomysłami świetlnymi ustawionymi na terenie Starej Jerozolimy. Wczoraj było dość ciemnawo, bo jednak chyba ze względu na szabat nie zapalono wielu świetlnych rzeźb. Ale natknęłyśmy się na jakiś chłopków wspinających się po murach Jerozolimy od strony Syjonu...
Przez kolejne dni mam nadzieję, że uda nam się zobaczyć coś więcej.

A jutro mamy święto w Kustodii, bo Św. Antoni jest jej patronem.

Szczególną pamięcią i modlitwą ogarniamy Ojca Gwardiana, o. Antoniego i o.Antoniego, wicedyrektora Biblioteki Kustodialnej. I wszystkich innych Antonich też!

4 czerwca 2010

najmniejsza procesja Bożego Ciała


No w sumie najmniejsza jaką przeżyłam, trzy razy wokół Bożego Grobu i tak malutko ludzi...Prowadził nasz nowy bp William Shomali.
Ale była piękna...chociaż nic nie dorówna tej, za którą tęsknię, w Lublinie. Kiedy jeszcze należałam do Parafii Katedralnej, jakimś cudem znalazłam się wśród dzieci noszących te wszystkie śmieszne poduszki w procesji. I poduszka, która była zawsze rozchwytywana, to był poduszka z miniaturowymi narzędziami Męki Pańskiej. Była mała drabina przyszyta do poduszki, najczęściej bordowej, małe gwoździki, malutki młotek i coś tam jeszcze, pewnie korona cierniowa. No jak byłam mała, to było to dla mnie bardziej zabawne, niż wzbudzające jakieś nabożne uczucie. Ale i tak robiło wrażenie...Inne były na przykład Maryjne, z jakimś haftem, albo z ustawionym obrazkiem z Najśw.Serca Pana Jezusa...cała galeria.
I dzień pamiętam, że był taki uroczysty, ciepły, rodzinny....
A teraz?
No też jest rodzinnie.Rano np. obudziła mnie pralka (urok życia w międzynarodowych wspólnotach), a później...też było baaardzo rodzinnie, jak to w zakonnej wspólnocie bywa ;)