28 czerwca 2011

18 czerwca 2011

Or Jeruszalaim - Lights Festival - אור ירושלים

-
Niestety z braku wiadomości nie wiem skąd jest idea organizowania Festiwalu Świateł co roku w Jerozolimie, a ściślej, na Starym Mieście. Co roku pojawiają się jakieś nowe pomysły na figury świetlne...W tym roku można zobaczyć dziwne kwiaty porozwieszane po ulicach, drzewka, gwiazdy, teatry oświetlonych postaci, albo film animowany wyświetlany na Bramie Damasceńskiej. To kilka dni, od 15 do 22 czerwca, kiedy można zauważyć tłumy ludzi przechodzących przez Stare Miasto nocą, bo trwa to od 20.00 do 24.00 przez te dni. Ładne, ale jak na Stare Miasto to muszę przyznać, że tu nie pasuje. Tym bardziej, że nie ma ścisłego nawiązania do charakteru miejsca...brak mi jakiejś sakralności w tym, to co można zauważyć tu na co dzień, pomimo straganów z pamiątkami. Ten festiwal jest jakby taką ingerencją w życie miasta. O wiele bardziej pasowałby mi na Nowym Mieście...No ale i ja jednak skusiłam się na spacer i kilka ujęć tego co widziałam.

Mały "news" z życia wolontariuszy

No po prostu "rozkręcamy się". Inicjatywa wolontariatu dla modlitwy adoracyjnej o pokój to jednak ciągłe doświadczenie Opatrzności Bożej pod każdym względem.
W mijającym tygodniu udało nam się spotkać w poszerzonym gronie w naszym małym mieszkaniu dla wolontariuszy. Zaprosiliśmy ks.Zbyszka (zwanego ks.Zibi) żeby poświęcił mieszkanie i nas wszystkich. Było nas sporo, bo wyjątkowo są 4 wolontariuszki, choć jedna właśnie dziś w nocy wylatuje do Polski. Do tego towarzyszy nam dzielnie Filip (http://domatorek.blogspot.com/), nie tylko w okazjonalnych spotkaniach, ale i w modlitwie przed Najśw. Sakramentem. I jeszcze p.Teresa, wolontariuszka z "doskoku". Aż musieliśmy pożyczać krzesła bo nie ma ich aż tyle w domu.
Błogosławieństwu mieszkania towarzyszyło przybycie obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, który przywiozła nam s.Judyta z Polski. Nie wiem w sumie czemu, ale jakoś zapragnęłam, żeby to właśnie jej obraz pojawił się w tym mieszkaniu. Może stąd, że pan Drapikowski w tworzeniu monstrancji do naszego Kościoła nawiązał własnie do Niej.Agnieszka wbiła gwoździa, po uprzednim ustaleniu gdzie obraz ma zawisnąć. Nie było to łatwe, bo ścian jest dużo,ale nie wszystkie nadają się na wbijanie gwoździ. A Grażynka zawiesiła obraz. No i jest ładnie....Za jakiś czas dołączą nowe osoby, a inne wyjadą. To niesamowite doświadczenie....
No i co najważniejsze, pojawiają się zgłoszenia spoza Polski, na co bardzo czekałam!
Poniżej małe migawki z życia wolontariuszy.

15 czerwca 2011

Teraz...

... u nas zaćmienie księżyca. Biegam co chwilkę na taras, ale jeszcze kilka minut do najpełniejszego zostało. Nie sądzę, żeby z moim aparatem mogła coś ciekawego uchwycić.




http://www.nileguide.com/destination/blog/jerusalem/2011/06/13/total-lunar-eclipse-over-israel-this-wednesday-june-15/

Inwestytura Polskiego Zwierzchnictwa OESSH Gdańsk-Oliwa 2011

Przytoczę tu tę wiadomość ze względu na związek z naszym Zgromadzeniem, ale także z Tryptykiem. Otóż wśród rycerzy Bożego Grobu można dostrzec pana Mariusza Drapikowskiego. Natomiast jako nowi członkowie tegoż Zakonu pojawili się m. in. pan Zbigniew Świt, nasz wielki dobrodziej, oraz pan Ireneusz Wilk, brat naszej Siostry Prowincjalnej Polskiej oraz ks. Jerzy Misiurek, wieloletni Przyjaciel Boskiego Mistrza w Lublinie.

W wigilię Zesłania Ducha Świętego, 11 czerwca 2011 r. w w Archikatedrze p.w. Trójcy Świętej w Gdańsku - Oliwie, odbyła się XVI Inwestytura Polskiego Zwierzchnictwa Zakonu Rycerskiego Świętego Grobu Bożego w Jerozolimie. Mszy św. z obrzędem Inwestytury kawalerów, dam i duchownych przewodniczył Wielki Przeor Polskiego Zwierzchnictwa OESSH J. Em. Józef Kardynał Glempa, Prymas Senior Polski.
Polscy Bożogrobcy mieli honor gościć J. E. abpa Giuseppe de Andrea Asesora Wielkiego Magisterium OESSH, pełniącego obecnie obowiązki Wielkiego Mistrza Zakonu. W uroczystości wzięli udział Bożogrobcy z Niemiec, Szwajcarii i Anglii.
W poczet członków Zakonu zostali przyjęci: Sławomir Adamiec, Andrzej Marek Chojnacki, ks. Krzysztof Czaja, J. E. bp Antoni Pacyfik Dydycz, Danuta i Stanisław Dyrda, Dorota i Grzegorz Garbas, Teresa i Janusz Kąpińscy, ks. Wacław Kozicki, Mirosław Lademann, ks. Jerzy Misiurek, ks. prał. Marek Rumiński, Halina Stolarczyk-Biskupek, Zbigniew Świt, Maria Tietze, Ireneusz Wilk, Zbigniew Wysocki oraz Stanisław Zajączkowski.

Uroczystości poprzedziła piątkowa procesja kandydatów i członków Zakonu przez gdański Długi Targ do Bazyliki Mariackiej p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, gdzie odbyło się Czuwanie i Msza św. pod przewodnictwem J. E. bp Andrzeja Franciszka Dziuby z Łowicza.
J. E. Zwierzchnik Karol Bolesław Szlenkier KCHS za szczególne zasługi dla Polskiego Zwierzchnictwa wyróżnił w Gdańsku następujące osoby: Order Glorii I. klasy - J. E. abp Giuseppe de Andrea Asesor Wielkiego Magisterium OESSH, J. E. bp Andrzej Franciszek Dziuba Biskup Łowicki, kawaler prof. Gabriel Turowski. Order Glorii II. klasy - kawaler ks. dr Jerzy Bielecki. Order Glorii III. klasy - komandor dr Jan Włudarczyk, dama Lidia Dudkiweicz, kawaler Józef Dąbrowski oraz kawaler Marek Waśkiewicz.
GALERIA ZDJĘĆ Z UROCZYSTOŚCI

13 czerwca 2011

Św. Antoni i Bocelli - co ich łączy?

Kościół Św.Zbawiciela w Jerozolimie i dzisiejsza Eucharystia...
Dziś św. Antoniego z Padwy, między innymi patrona Kustodii Ziemi Świętej. I świętowaliśmy rano celebrując Eucharystię w Kościele św. Zbawiciela (jakoś nie brzmi mi dobrze ta nazwa polska, bo na co dzień mówi się tu "San Salvatore" i prawie każdy wie o co chodzi). A na Mszy śpiewał chór Instytutu Magnificat, założony przez o.Armando, jednego z Franciszkanów. I...no dobra, i Andrea Bocelli też. Tak po prostu. Bez żadnej gali, bez garnituru, w koszulce polo. Oczywiście nie wszedł tylko żeby zaśpiewać, ale był na prezbiterium i uczestniczył w Eucharystii. http://www.custodia.org/default.asp?id=4&id_n=10244 W niedzielę miał koncert na Masadzie. Coraz mniej zaskoczenie w Jerozolimie mnie dziwi.
A po Kościele biegało "stadko" małych franciszkanków. Tacy mali chłopcy poprzebierani w habity franciszkańskie. Podobno wiąże się to z jakimś ślubem składanym, podejrzewam, przez rodziców.  Przeurocze...
W Jerozolimie nadzwyczaj chłodno. Wieje wiatr. I jest tylko 24 stopnie teraz na zewnątrz.


3 czerwca 2011

Kiedy codzienność staje się cudem...



Myślę, że fizycznie nie sposób człowiekowi żyć w ciągłym zachwycie - przynajmniej jeszcze nie teraz, a jeśli potem tak będzie, to ...będzie pięknie!
A ja czuje, że gdyby nie słabość ludzka, zwana rutyną i przyzwyczajeniem, to już bym nie żyła. To nie jest tak, że chodzę w obłokach i wącham kwiatki i nie mam życia bez stresów. Wprost przeciwnie. I właśnie dlatego cuda mnie wprawiają w tym większe zdumienie, że są "pomimo" stąpania twardo po ziemi i kalkulowania na sposób bardzo ludzki, przyziemny.
Wczoraj jeden z franciszkanów życząc mi dobrego świętowania mówił, żebym tylko zeszła potem z góry. No właśnie zeszłam, i cuda działy się dziś na dole. 
Ale już przejdę do faktów. Dziś rano, o g.4.30, wyruszyłyśmy na Górę Oliwną, żeby o g. 5.30 uczestniczyć w Eucharystii sprawowanej w miejscu gdzie wg tradycji Jezus wstąpił do nieba. Co było szczególne, to zimno jakie  zaczęło się wczoraj wieczorem. No i cała celebracja bardzo szczególna, bo tylko jeden dzień w roku można tam sprawować liturgię. Miejsce należy do muzułmanów.
A zaraz po Mszy zbiegłyśmy z dwoma naszymi wolontariuszkami z Góry Oliwnej, żeby odebrać kolejną Panią, która przyjechała właśnie dziś rano z Polski na wolontariat.
I gdzie cud? No właśnie...dla mnie cudami nie są miejsca, ale ludzie. Są u nas 4 osoby na wolontariacie Adoracyjnym, które uczestniczą w modlitwie o pokój.  I wciąż zaskakuje mnie to w czym uczestniczymy. Czasem osoby uśmiechają się jak odpowiadamy na pytanie co robimy w Jerozolimie: modlimy się. No jasne, bo wszyscy się tu modlą, nic szczególnego więc nie robimy. Ale kto powiedział, że mamy robić coś szczególnego? A jednak to nie jest takie "tylko" modlenie się. Nasz Założyciel mówił, że jeśli jest wolą Boga by jakieś zgromadzenie istniało, to będzie przysyłał powołania. Myślę, że tu doświadczamy czegoś podobnego. Jeśli Adoracja ma trwać, to Pan się o nią zatroszczy. Ale ważne jest z naszej strony by trwać. A my trwamy. Czasem jest trudno, ale nic nadzwyczajnego. Cudem i znakiem dla mnie niesamowitym są osoby, które decydują się na wolontariat. Dlaczego? Bo praktycznie nie robimy nic aby jakoś to nagłaśniać, a osoby zgłaszają się już na przyszły rok, i to nie tylko na styczeń czy luty, ale i na ostatnie miesiące 2012 roku. Oczywiście już nie wspomnę o wakacjach. 
Nie spotkałam jeszcze tu w Jerozolimie wolontariatu modlitewnego. No jasne, kto by "tracił" na to czas? A jednak! I coraz bardziej zauważam, że osoby, które przyjeżdżają na ten wolontariat, są inne niż wolontariusze np. w Kustodii. Ale nie umiem wyjaśnić na czym ta różnica polega...Nie są lepsi czy gorsi. Są inni.
Nie wiem czy akurat tego posta będzie czytał ktoś, kto szykuje się na ten wolontariat, ale myślę, że dobrze by było, żeby do naszego wolontariatu w pewien sposób starać się przygotować. Chodzi o doświadczenie modlitwy. Żeby np. nie być zaskoczonym, że po godzinie ktoś jest zmęczony obecnością przed Najśw. Sakramentem. Naprawdę, jeśli ktoś nie ma praktyki modlitwy myślnej (odwołuję się teraz do pewnego "wtajemniczenia" w życie duchowe ;) może nie mieć do siebie cierpliwości. Może nie wiedzieć co zrobić z godziną lub dwoma w ciszy przed Najśw. Sakramentem. Rozmawiając o tym z pewną osobą, doradziła by sugerować chętnym na wolontariat wcześniejszą praktykę Adoracji. Myślę, że byłoby to bardzo korzystne.
Tak więc trwam w zachwycie, że Pan dba o to aby wolontariat, pomimo krótkiego czasu istnienia, rozwijał się. Choć dla mnie oznacza to niezłą łamigłówkę znajdowania i godzenia różnych terminów.
Wiele osób nam pomaga aby ten wolontariat trwał: dobrodzieje, którzy finansują mieszkanie dla wolontariuszy (tu też towarzyszy nam zawierzenie, że zawsze jakoś pieniądze się znajdą, choć nigdy nie ma na zaś), pan Łukasz, który już dla kilkunastu osób znalazł korzystne połączenie lotnicze, pan Shibli, który wynajmuje nam mieszkanie i jest naprawdę super człowiekiem, sąsiedzi wolontariuszy sympatyczni i serdeczni tak oni jak i ich pies, Bianca, i wszyscy ci, którzy np. umożliwiają zwiedzanie, uczestnictwo w różnych wyjazdach w miejsca Święte...A wszystko to skoncentrowane wokół Eucharystii. Choć wiele osób nawet nie ma tej świadomości. Na chwałę Bożą. I dla dobra dusz...można chcieć więcej?
A najważniejsze, że od 1 czerwca Adoracja u nas w Kościele trwa do 20.00, czyli o dwie godziny dłużej...czyli codziennie całe 12 godzin wystawienia Najśw. Sakramentu!!! Jedyny Kościół tak otwarty i z możliwością na modlitwę w ciszy w Jerozolimie!