5 lipca 2009

Niedziela - I dzień szkoły (niestety)

A tak bywa. I jak się dowiedziałam, to wcale nie dlatego, że to hebrajski i nie świętują w niedzielę, ale dlatego, że utworzyli nową gupę, bo tak wielu jest chętnych...
Nie wiem jak opisać wrażenia z pierwszych zajęć. Gdybym nie była osobą wierzącą, i nie doświadczyła już tylu cudów w moim życiu, to przyszłoby mi się załamać. Bałam się, że nie znam dość angielskiego, i nie zrozumiem jak tłumaczą. Sęk w tym, że nie używają nawet angielskiego, bo są wśród nas osoby, które go nie rozumieją. Szkoła daje możliwości dla studentów z jęz. rosyjskim. Niewielka rozbieżność, co? No i nie wiem czy jestem w tej szcześliwej sytuacji, czy jednak nie, bo nasza Noemi (od jutra bedzie jeszcze druga, Tali)wszystko tłumaczy po hebrajsku. Brak słów. Kobieta ma świetny talent, i w dodatku jest w stanie błogosławionym, dość zaawansowanym. Podziwiam jej zaangażowanie i cierpliwość do nas. A studenci są, o ile wiem z: Hiszpanii, Stanów, Bośni, Brazylii, Egiptu i Polski ;).

Szkoła zaczyna sie o 9.00, i z tego powodu byłam dziś na Mszy w Kościlee oo.Franciszkanów, we Flagellacji, jak to mówią, czyli tam gdzie Jezus był biczowany, dwa kroki od nas. Jakie było moje zaskoczenie kiedy zobaczyłam tam siostrę, z którą kiedyś bylam na międzyzakonnym junioracie!!!
No i co? Jak pisałam, Jerozolima pełna niespodzianek co krok!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz