30 lipca 2009

Singer na różowo!






No dziś jestem pełna podziwu dla siebie. Dobrałam się do starej maszyny do szycia marki Singer i normalnie szyłam. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że ta maszyna ma chyba ze 100 lat i nie jest elektryczna! No bo s. Cecylia dobrała się do szat liturgicznych w naszym Kościele, i po wypraniu jednego z ormiańskich ornatów, uwaga - o kolorze różu (!!!) zobaczyłyśmy, że podszewka jest dłuższa od całości przynajmniej o 30 cm - zgroza! No i się zaczęło. Oczywiście nie mamy tu maszyny do szycia, więc jakoś trzeba sobie radzić. Na szczeście są kochane siostry Elżbietanki ze starego Domu Polskiego, które mają właśnie tę zabytkową maszynę do szycia, z której udało mi się skorzystać. Maszyna, maszyną, ale jakie widoki miałam ze szwalni na Bramę Damasceńską. Jutro znów się tam zakradnę to może będzie wiecej zdjęć.
A wieczorkiem trzeba było pruć...to zaangażowałam w to już naszą wspólnotę. Efekty będą potem uwiecznione, bo kolor jest niepowtarzalny!

1 komentarz:

  1. Moja babcia szyła na takiej maszynie :)) Powodzenia

    OdpowiedzUsuń