4 lipca 2009

W Jerozolimie wiele niemożliwości staje się możliwościami

I tak właśnie było dziś.
Niby dzień, jak dzień, nie zapowiadał się jakoś szczególnie...no bo się wcale zapowiadać nie musi, nie? Na tym polegają niespodzianki ;)

A na czym polegała niespodzianka?
Że porwałam się na wyczyn w moim przypadku wielki, bo wstałam na otwarcie Bazyliki Grobu Pańskiego o g. 5.05? Nieee, nie to było niespodzianką. Ale było ciekawie spotkać takie wstrętne robale na ulicy, chyba muzułańskie bo szły w innym kierunku, lub koty, które zamiast oczu mają chyba żarówki ;)
Potem przez dziurkę w drzwiach podglądałam obrzęd otwierania Bazyliki: muzułmanin podchodzi do drzwi (od wieków z tej samej rodziny), przez okienko z wewnatrz dają mu drabinę, on na nią wchodzi i otwiera zamek drzwi. A przy tym muszą być obecni zakrystianie wszystkich obrządków Bazyliki. Potem otwiera drzwi na plac. Kiedy wchodzimy do Bazyliki, tam juz trwa liturgia Ormian ortodoksyjnych. Piekna!
Kilka chwil na modlitwe i wracamy do nas na Jutrznię....

I myślałam, że na tym na dziś koniec, a jednak nie...
Po południu pojawił się u nas proboszcz Katedry w Fabriano z przesyłką od naszych sióstr - baaaardzo słodką przesyłką ;). potem z s. Cecylią pobiegłyśmy za nim i jego grupą aby podziękować. Jakie było moje zaskoczenie kiedy zobaczyłam osoby, które znam, ale które nawet nie śniłam jeszcze kiedykolwiek zobaczyć. Byłam kiedys w Fabriano na zastępstwie w naszym domu gdzie siostry posługują kapłanom, i miałam to szczeście zwiedzić Asyż dzięki jednej wspaniałej rodzinie. No i właśnie ich spotkałam!!! Naprawdę Jerozolima jest ....brak słów. Potem wracając uchwyciłam kilka szczegółów ulic. Zaszłyśmy także do cysterny św. Heleny przy IX stacji Via Dolorosa, gdzie mieszkają chrześcijanie z Etiopii.

Wieczorem wielkie sprzątanie Kościoła, już trzecia część, bo jest tak duży, że nie dajemy rady sprzątnąć go w jeden dzień i robimy to trzy dni...Ale ciekawe jest np. jak sobie zdaję sprawę, że myję XIV- wieczne mozaiki....









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz