16 sierpnia 2009

Codzienna niecodzienność

Takie zwykłe wydarzenie: siostry moje wyszły na modlitwe o pokój, która jest zorganizowana przez wszelkie kościoły obecne w Jerozolimie i potrwa ona dwa tygodnie, codziennie w innym miejscu. No a ja nie poszłam, ale kiedy kończyła się modlitwa, miały puścić mi sygnał i miałam iść po pizzę na kolację, żeby odmienić codzienne menu. No i już sie szykowałam do wyjścia, zadzwonił telefon, i wyszłam. Ale kiedy podeszłam do pizzerii okazało się, że wewnątrz jest duża grupa przy stole ustawionym na środku. Nie widziałam żadnych szans na przecisnięcie się do środka. W dodatku nie liczyłam na to, żeby właściciel, przy takiej grupie miał ochotę i możliwość zajmowania się trzema małymi pizzami dla nas. Pizzeria mała, prowadzona przez ojca z dwoma synami, jeden nazywa się Benedictus ;), a drugi nie wiem jak ma na imię, ale ma jakieś 11 lat.... No to zadzwoniłam do sióstr, dając im znać, że raczej pizzy dziś nie zjemy. Na szczęście przeżyły tę wiadomość na spokojnie...Poszłam więc do sklepu po pitę. A wracając spotkałam tego młodszego syna, i uległam pokusie spytania go czy tata dałby radę zrobic dla nas 3 pizze. Okazało się, że tak, tylko trzeba poczekać. Weszłam do pizzerii, a jako że jest mała, naprawdę musiałam przecisnąć się przez grupę, która tam siedziała. Było mi troche głupio. Kiedy weszłam pozdrowili mnie po włosku i zaprosili na kolację, na co odpowiedziałam, że muszę się zatroszczyć o kolację dla mojej wspólnoty, i że nie jestem włoszką. No i zaczełam czekać na pizzę...trwało to i trwało, więc próbowałam się skontaktować z siostrami, żeby się czasem nie wzięły za jedzenie czegoś w domu, o ile już wróciły. I czekałam i czekałam, ale nie mogłam się połączyć z siostrami, ani wysłać sms'a. Zdecydowałam się wyjść. Właściciel trochę oponował, że zaraz będzie pizza, ale ja obawiałam się, że w domu zaczną coś jeść. Wyszłam biegnąc prawie. W domu na szczeście ich nie było. Zostawiłam kartkę, że za 2 min przyniosę pizzę. Wyszłam z domu i spotkałam siostry. Szybko z s. Cecylią pobiegłyśmy do pizzeri. Proszę sobie wyobrazić scenę: podchodzimy pod drzwi pizzeri, które były szklane,(stąd widziałam te tłumy w środku), a z nich wyskakuje dziewczyna i rzuca się na szyję s. Cecylii. Jak sie okazało, była to osoba, z którą s. Cecylia miała się spotkać, ale nie miała na nią żadnego namiaru, i gdyby nie to spotkanie, możliwe, że nie spotkałyby się wogóle....i ot tak o, takie zwykłe zbiegi okoliczności ;), że ta grupa była właśnie tą grupą, która miała się tam znaleźć właśnie wtedy - tak jak my ;)A pizza taka sobie....

3 komentarze:

  1. napisałaś to tak, że małe są szanse aby ktoś to zrozumiał - ZA DUŻO EMOCJI !!! Ale może o to chodzi ???

    OdpowiedzUsuń
  2. noo, chyba, kurcze, mialo być zrozumiałe...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale fajnie skończyłas tę opowiastkę :)

    OdpowiedzUsuń