25 września 2009

tak trochę poważniej

Kwartet bliskowschodni apeluje o powrót do rozmów
25-09-2009

Kwartet bliskowschodni wezwał w czwartek Izrael do zaprzestania rozwijania osadnictwa na okupowanych terytoriach Zachodniego Brzegu, co umożliwi powrót do negocjacji pokojowych z Palestyńczykami.

"Apelujemy do rządu Izraela, aby zamroził wszelkie osadnictwo, w tym +naturalny wzrost+, oraz aby powstrzymał się od prowokacyjnych działań we Wschodniej Jerozolimie" - napisali w oświadczeniu negocjatorzy kwartetu, w którego skład wchodzą USA, UE, ONZ i Rosja.

Terminem "naturalny wzrost" Izrael określa taki rozwój osiedli na terytoriach okupowanych, który jest skutkiem powiększania się zamieszkujących je rodzin, a nie napływu nowych osadników.

Kwartet bliskowschodni zaapelował także do władz Autonomii Palestyńskiej, aby podjęły walkę z ekstremistami oraz zaprowadziły rządy prawa.

Gremium to oceniło jako "krok na przód" starania na rzecz wznowienia bliskowschodniego procesu pokojowego podjęte przez prezydenta USA Baracka Obamę, który we wtorek na marginesie obrad Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych spotkał się z prezydentem Autonomii Palestyńskiej Mahmudem Abbasem oraz premierem Izraela Benjaminem Netanjahu.

Zaangażowanie Obamy w proces pokojowy stanowi "nieocenioną szansę" - powiedziała po spotkaniu kwartetu unijna komisarz ds. stosunków zewnętrznych Benita Ferrero-Waldner.

Rozmowy pokojowe na Bliskim Wschodzie tkwią w martwym punkcie, ponieważ żadna ze stron nie chce jako pierwsza pójść na ustępstwa. Palestyńczycy odmawiają powrotu do negocjacyjnego stołu, dopóki Izrael nie zaprzestanie budowy osiedli na Zachodnim Brzegu. Tel Awiw nie chce zaś przerywać "naturalnego wzrostu" osiedli, ani tym bardziej uzależniać od tego procesu pokojowego. Rząd Netanjahu nie czuje się również zobowiązany do przestrzegania zobowiązań uczynionych przez poprzedni gabinet Ehuda Olmerta, czego domaga się Abbas.

Źródło: Onet, PAP

Na szczeblu politycznym trwa batalia o wznowienie rozmów pokojowych. Najboleśniejszą, najbardziej kontrowersyjną kwestią jest w tej chwili sprawa zamrożenia rozbudowy żydowskich osiedli na Zachodnim Brzegu i w Jerozolimie Wschodniej. Jak jednak żyje się mieszkańcom tych miejsc, o których trąbią media?


Nowe bloki w Givat Ze’ev, widok z czerwca 2009 r. /fot. Internet

Nowe bloki w Givat Ze’ev, widok z czerwca 2009 r. /fot. Internet

Osiedla, o których mowa, mają wiele postaci i rozmiarów. Są wśród nich regularne, obronne kolonie, położone na odległych terytoriach palestyńskich, są pojedyncze zagrody w dolinie Jordanu, czy też pokryte zielenią miasteczka połączone siecią komunikacji miejskiej z Tel Awiwem, są wreszcie ogromne dzielnice mieszkaniowe Wschodniej Jerozolimy.

Ale osiedle Givat Ze’ev, wtopione malowniczo w pofałdowaną równinę, 10 minut jazdy samochodem od północnych przedmieść Jerozolimy, jest w większym stopniu zbiorową sypialnią niż ideologicznym posterunkiem.

Powstało, jak wszystkie inne osiedla, z pogwałceniem prawa międzynarodowego, na terenach okupowanych od 1967 r. Jego lokalizacja jest strategicznie ważna – nieopodal przebiega wcinająca się na 20 km w głąb Zachodniego Brzegu izraelska autostrada nr 443, która łączy Tel Awiw z Jerozolimą.

Givat Ze’ev liczy 12 tysięcy mieszkańców, z których większość reprezentuje mocno liberalne poglądy, wyjąwszy satelicki, ortodoksyjny fragment osiedla za zachodnim obrzeżu. Jest to piąte co do wielkości osiedle i jedno z najszybciej się rozwijających. Znajduje się tu sześć szkól podstawowych i jedna średnia. 35 % mieszkańców stanowią ortodoksyjni Żydzi.

Mimo że Izrael zgodnie z wymogami tzw. „mapy drogowej” zgodził się zamrozić budowę osiedli, w Givat Ze’ev wydano zgodę na budowę 750 lokali mieszkaniowych, z czego połowa jest obecnie niemal ukończona i czeka na swoich pierwszych lokatorów.

Właściwie trudno odróżnić to osiedle od zwykłego izraelskiego miasta; jego charakter zdradza jedynie nierzucający się w oczy posterunek przy zamykanej bramie, przez którą wjeżdża się na teren osiedla.
Otaczają je palestyńskie wioski, ale problem przemocy przestał istnieć, od kiedy całe osiedle otoczono szeroką pętla betonowej zapory, takiej samej, jak ta, która oddziela Zachodni Brzeg od Izraela.

Panuje tu przyjazna małomiasteczkowa atmosfera. Młodzi i starzy kręcą się wzdłuż alei sklepów i kafejek przy głównej ulicy, centrum medyczne i fryzjer pracują pełną parą. Mimo że izraelski ruch osiedleńczy narodził się jako droga umocnienia suwerenności okupowanych terytoriów, w rozmowach z mieszkańcami trudno wychwycić jakiekolwiek polityczne motywy ich obecności tutaj.

Przeciwnie: ludzie mówią o tym, że życie tu jest niedrogie, że to dobre miejsce do wychowywania dzieci, że dobra komunikacja, dzięki autostradzie 443 i innym przelotowym drogom dostępnym dla Izraelczyków.

„Przyjechałem tu 14 lat temu, żeby cieszyć się jakością życia” – mówi Yuval. – „Mieszkania są tanie, powietrze doskonałe. Do miasta niedaleko, ale można się tu czuć jak na wsi”.

Wszyscy mocno podkreślają swoje prawo do życia w miejscu, które uważają za część Izraela prawnie zdobytą na drodze podboju. Jeden starszy pan zaznacza, że tu jest Zachodni Brzeg, ale „tylko na papierze, nie w rzeczywistości”. Ale gdy ich zapytać, czy są przygotowani na to, by opuścić swoje domy, gdyby to miał być warunek ugody z Palestyńczykami i powstania ich niezależnego państwa, większość odpowiada, że owszem, jak najbardziej, pod warunkiem godziwej rekompensaty. Widać jednakże głębokie zwątpienie, czy pokój w ogóle jest możliwy, albo Givat Ze’ev i inne osiedla mogłyby zostać poświęcone dla utworzenia państwa palestyńskiego.

Od czterdziestu lat rząd izraelski wspiera żydowskie osadnictwo na Zachodnim Brzegu, którego obszar silnie jest związany z tradycjami judaistycznymi i w którym od chwili, gdy kontrolę przejęła tu Jordania w 1948 r., mocno zaznaczyła się obecność Żydów. Obecnie państwo zapewnia fundusze rozwojowe i infrastrukturę, a także bezpieczeństwo, którego strzeże wojsko.

Od 1967 r. żydowska populacja w osiedlach wzrosła od zera do 300 tysięcy na Zachodnim Brzegu i do 200 tysięcy we Wschodniej Jerozolimie. Liczby te rosną o 5% w skali roku od czasy, gdy Izrael podpisał porozumienia w Oslo w 1993 r., pomimo zastrzeżenia, że ani to państwo, ani Palestyńczycy nie podejmą żadnych działań przed osiągnięciem ostatecznego porozumienia.
Niedawno jednak najbliższy sojusznik Izraela, Stany Zjednoczone, zaczął przykładać coraz większą wagę do swoich niegdyś czysto dyplomatycznych zastrzeżeń wobec ekspansji osadnictwa.

„Stany Zjednoczone nie akceptują dalszego osadnictwa izraelskiego. Stoi ono w sprzeczności z już osiągniętymi uzgodnieniami i osłabia działania na rzecz zaprowadzenia pokoju. Nastał czas, by temu osadnictwu położyć kres” – powiedział prezydent Obama w Kairze w czerwcu.

Premier Izraela Benjamin Netanjahu mocno sprzeciwia się tej nowej, twardszej linii, a jednym z jego argumentów jest, że należy pozwolić osiedlom na „naturalny rozwój”. Innymi słowy, młoda generacja Żydów nie może być przyduszona – młodzi będą chcieli zakładać rodziny, będą potrzebowali mieszkań, synagog, przedszkoli, które należy im wybudować.

W przypadku Givat Ze’ev, w dolinie Ha’ayolot w szybkim tempie prowadzone są nowe budowy, na terenach skonfiskowanych palestyńskim wsiom, których mieszkańcy nazywali ten obszar Wadi Salman. Prace zaczęły się w 1999 r., ale w 2000 r. zatrzymała je druga palestyńska intifada.

Zbocza doliny zwieńczone są palestyńskimi domami. Ciągnie się ona na zachód od głównej części osiedla, zajmującego jej środkowy obszar; nowe domy dla osadników widoczne są w odległości ok. 700 m. od centrum. Dojazd do tego miejsca krętą drogą – to ok. 2,5 km. Budowa Agan Ha’ayalot, jak nazywa się nowa dzielnica, zakończona została w 2008 r., gdy postawiono odcinek bariery, która ciągnie się serpentynami przez całą dolinę, głęboko wcinając się w skały.
Mieszkania w tych blokach (po 30 lokali w każdym, kupują głównie ultraortodoksyjne rodziny, które ze względu na surowe przestrzeganie zasad judaizmu wolą nie sąsiadować ze świeckimi albo choćby mniej religijnymi Żydami.

„To nie ma nic wspólnego z naturalnym rozwojem, to dramatyczna ekspansja nowej populacji” – mówi Hagit Ofran z izraelskiej organizacji Peace Now, która prowadzi akcje skierowane przeciwko osadnictwu. Ofran tłumaczy, że każdy nowy żydowski dom na Zachodnim Brzegu podnosi koszty osiągnięcia „rozwiązania dwupaństwowego”(two-state solution). „Powinniśmy prowadzić rozmowy z Palestyńczykami i pracować nad porozumieniem, a nie wznosić kolejne przeszkody, takie jak to” -podkreśla.

Netanjahu odrzuca wszystko poza ewentualnym „ograniczeniem” osadnictwa. Z kolei prezydent Mahmud Abbas twierdzi, że jakakolwiek rzeczowa rozmowa nie jest możliwa bez zupełnego zamrożenia rozbudowy.

(Tłumaczenie i opracowanie: Anna Pawlikowska)

http://www.forum-znak.org.pl/?lang1=pl&page1=pressreview&subpage1=pressreview00&infopassid1=3687&scrt1=sn

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz