18 listopada 2009

Atrakcje kursu języka hebrajskiego

Trwa kurs. Ja zdenerwowana siedzę przed sprawdzianem, który ma być po przerwie. Nie uczyłam się jak zwykle wystarczająco. Nie ma wszystkich. Po chwili wchodzi Loreen z Pensylwanii. Ona spóźnia się zawsze. Chwilkę później wchodzi Miriam, gdzieś tam ze Stanów.
Pod koniec pierwszej połowy, kiedy własnie maltretujemy jakiś dziwny tekst wchodzi Szaul. Chłopak o bardzo sympatycznej twarzy, z Brazylii, Żyd.
I co ma Szaul? Uzi (dzięki za podpowiedź od Tomka co do nazwy ) http://pl.wikipedia.org/wiki/Pistolet_maszynowy_Uzi
Niby za pierwszym razem przyszedł w mundurze i można się było spodziewać, że na co dzień nie robi na drutach, to jednak to zrobiło wrażenie. Żeby jeszcze było mało, to usiadł obok mnie. No i wykorzystałam sytuację coby zaspokoić swoją ciekawość. Okazało się, że właśnie zaczynał od jutra tygodniową służbę gdzieś tam i poszedł po broń, ale nie zdążył jej zanieść do domu, więc przyszedł do nas. No niby codzienny widok w Jerozolimie, zwłaszcza u nas na Starym Mieście (jakoś przylgnęłam do Starego Miasta -  te lubelskie było pierwsze;). Ale oglądać to całe uzi z daleka, a mieć je pod ręką, to całkiem inna sprawa. To nie lęk, bo z bronią miałam kiedyś do czynienia, ale i takie zastanowienie. Bo  w naszej grupie są muzułmanie... między jednymi a drugimi nie pała uczucie sympatii, to dało się zauważyć już na początku.
No cóż, realizm tego miejsca.
Ale nasza "mora", czyli Szlomit, nauczycielka, zwróciła mu delikatnie uwagę, żeby jednak nie przychodził z bronią na zajęcia.

No i tak o. Codzienny widok na Via Dolorosa, stacja III.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz