22 stycznia 2010

Autostrada niezgody


Jazda drogą łączącą Jerozolimę i Tel Awiw to jak podróż przez historię izraelsko-palestyńskiego konfliktu

Dla Palestyńczyków szosa  numer 443 stała się symbolem izraelskiego apartheidu, który zmusza ich do podróżowania osobnymi drogami, życia w odrębnych miastach i chowania się za wysokimi murami. Od maja ta czteropasmowa autostrada ma być otwarta dla wszystkich.
Jazda drogą łączącą Jerozolimę i Tel Awiw to jak podróż przez historię izraelsko-palestyńskiego konfliktu. Na wzgórzach po jednej stronie autostrady widać zbudowane niedawno izraelskie osiedla, po drugiej - ośrodek zatrzymań dla palestyńskich więźniów. Po obu stronach drogi rozwieszono plakaty protestujące przeciwko orzeczeniu izraelskiego sądu, zgodnie z którym od maja autostrada  443 na Zachodnim Brzegu Jordanu zostanie otwarta dla Palestyńczyków.

Autostrada nr 443, fot. AFP


Dla wielu podróż autostradą rozpoczyna się od izraelskiego posterunku Kalandia, który znajduje się w miejscu uważanym przez Izrael za najbardziej wysunięty na północ kraniec Jerozolimy. Dla Palestyńczyków i międzynarodowych obserwatorów to już część Zachodniego Brzegu Jordanu.

Dostępu do autostrady 443 strzeże wzniesione przez Izrael ogrodzenie o wysokości ponad sześciu metrów, które potem przechodzi w korytarz ze ścianami z betonu i cegieł. Część ścian pokrywają murale: namalowane przez artystów graffiti przedstawia idylliczny świat z błękitnym niebem i zielonymi łąkami. Izraelczycy twierdzą, że betonowy korytarz chroni kierowców przez snajperami. Palestyńczycy mówią, że ściany wzniesiono, żeby kierowcy nie musieli patrzeć na ich wioski, znajdujące się tuż przy drodze.

Początków tej drogi można szukać jeszcze w czasach starożytnych, ale w znaczący sposób rozbudowano ją dopiero w latach 80. minionego wieku. Palestyńczycy, którym zabrano ziemie pod budowę autostrady, złożyli wówczas skargę do Sądu Najwyższego. Sędziowie orzekli, że konfiskata ziemi była zgodna z prawem, ponieważ autostrada ułatwi życie Palestyńczykom zamieszkującym wioski na wzgórzach ciągnących się wzdłuż drogi. Przez lata rzeczywiście tak było: tysiące Palestyńczyków codziennie korzystało z autostrady 443, żeby dojechać do Ramallah i innych miast na Zachodnim Brzegu.

Dziś mogą sobie jedynie popatrzeć na dobrze utrzymaną drogę z okolicznych wzgórz. Prawo zabrania im nawet chodzenia po poboczu autostrady. Z drogi numer 443 korzystają głównie okoliczni izraelscy osadnicy oraz ci, którzy podczas codziennych dojazdów do pracy skracają sobie podróż z Jerozolimy do Tel Awiwu właśnie przez Zachodni Brzeg.

W roku 2000 i 2002 na pierwszych kilometrach autostrady doszło do kilku ataków przeciwko Izraelczykom. W sumie zginęło pięć osób. W 2000 roku grad kul spadł na auto 30-letniego instruktora jazdy Eliego Cohena. Choć obrażenia były bardzo poważne, kierowca zdołał doprowadzić samochód do najbliższego osiedla. Tam dopiero stracił przytomność i zmarł.

W 2002 roku podjęto decyzję o zamknięciu autostrady dla Palestyńczyków. I chociaż od tego czasu na drodze nie doszło do żadnego śmiertelnego wypadku, zagrożenie nie minęło. Prawie codziennie młodzi ludzie obrzucają kamieniami przejeżdżające samochody. Niedawno izraelska policja podała do wiadomości, że na poboczu drogi znaleziono ukryty ładunek wybuchowy.

Pamięć o ofiarach sprawia, że Izraelczycy ostro sprzeciwiają się ponownemu otwarciu drogi dla Palestyńczyków. Twierdzą, że jazda autostradą 443 zamieni się w rosyjską ruletkę. Kilka dni po wydaniu orzeczenia wzdłuż drogi pojawiły się plakaty skierowane przeciwko prezes Sądu Najwyższego Izraela, Dorit Beinisch. "Drogi kierowco, uważaj! Beinisch zagraża twojemu życiu na drodze 443!" - głoszą hasła na plakatach.

Kiedy minie się osiedla izraelskich osadników i towarzyszące im plakaty, nietrudno zauważyć, że coś jest nie tak: większość zjazdów z autostrady 443 jest zablokowana. Chociaż przy drodze nadal stoją drogowskazy w języku arabskim, kierujące kierowców do palestyńskich wiosek, zjazdy zastawione są betonowymi blokami, zamknięte metalowymi bramami, albo po prostu zasypane śmieciami. Żeby dostać się do swoich domów, Palestyńczycy muszą korzystać z innych dróg, które prowadzą przez okoliczne wzgórza.

Sąd Najwyższy Izraela posłużył się argumentem, że całkowity zakaz korzystania z drogi przez Palestyńczyków nie ma już wpływu na stan bezpieczeństwa Izraelczyków. Możliwe, że decyzja ta miała pomóc w zbudowaniu mostu pomiędzy tymi dwoma światami, ale na razie wywołała tylko falę emocji. Izraelczycy obawiają się, że otwarcie drogi doprowadzi do wznowienia ataków terrorystycznych. W społeczeństwie, które cały czas doświadcza zamachów bombowych, takie obawy są uzasadnione.

Z kolei dla Palestyńczyków autostrada 443 stała się symbolem izraelskiego apartheidu, który zmusza ich do podróżowania osobnymi drogami, życia w odrębnych miastach i chowania się za wysokimi murami.

Gideon Levy, felietonista izraelskiej gazety "Haaretz", pisze, że spór o autostradę  skłania do refleksji, jak Izrael zamierza zachować równowagę pomiędzy bezpieczeństwem i demokracją. Jako kierowca, Levy stara się bojkotować autostradę i woli stać w korkach na okolicznych drogach. Jednak czasami, nie bez poczucia winy, wybiera szybszą 443. "Jadę - pisze - i płaczę".
http://wiadomosci.onet.pl/1594919,2678,1,autostrada_niezgody,kioskart.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz