13 marca 2010

Wielki dzień dla Nancy - Bat Mitzva

No tak, ale zanim napiszę o tym co dziś się działo trzeba kilka słów wstępu.

Przyjechałam do Jerozolimy 25 czerwca 2009.
Proszę się nie bać, wstęp nie będzie aż tak długi!
Zaraz po przyjeździe udało mi się zacząć zajęcia z hebrajskiego w szkole "MILAH", gdzie spotkałam wspaniałych ludzi, z którymi spędziliśmy trzy intensywne miesiące na nauce "iwrit". No i niektóre są podtrzymywane aż dotąd, z czego bardzo się cieszę. W ten sposób, ku mojemu zaskoczeniu, jakiś czas temu zostałam zaproszona na Bat Mitzva do Nancy, mamy czworga dzieci: Shira, Noa, Ari, Liron, ale własnie chodzi o Nancy, która w zaproszeniu napisała: "lepiej późno niż wcale", i ta uroczystość dziś dotyczyła właśnie jej.
 Bat micwa (hebr. בת מצווה, dosł. córka przykazania) - żydowska uroczystość religijna, związana z wejściem dziewczyny okres dorosłości, odpowiednik bar micwy. W zależności od tradycji może być obchodzona w jej 12. (na ogół) lub 13. roku życia.

W społecznościach ortodoksyjnych wejście dziewczynek w dorosłość jest świętowane jedynie przez symboliczną uroczystość w zaciszu domowym. W innych odłamach judaizmu obrzędy są takie same, jak przy bar micwie. Bat micwę zapoczątkował ruch pod przewodnictwem Mordechaja Kaplana, który później przekształcił się w judaizm rekonstrukcjonistyczny. Pierwsza bat micwa odbyła się 18 marca 1922 roku w Nowym Jorku i dostąpiła jej córka Kaplana - Judith Kaplan. Obecnie poza rekonstrukcjonistami praktykują ją również reformatorzy, liberałowie i znaczna część konserwatystów. Olbrzymia większość ortodoksów odrzuca ją jako innowację w religii.

No i udałyśmy się z samego rana z Rominą, włoszką, która także była z nami na hebrajskim, do synagogi Kol HaNeshama, gdzie już kiedyś udało mi się być na rozpoczęcie Szabatu. I tam, na szczęście, udało nam się dojść trochę przed czasem, bo mogłyśmy zobaczyć Nancy na próbie czytania Tory. I niestety to był jedyny moment kiedy jeszcze mogłam robić zdjęcia. Och, wiele by pisać....
Bardzo piękna uroczystość.  Trwała  długo, bo od 9.15 do 12.15. Było śpiewanie, czytanie Tory, komentarze w postaci skeczów, zabawy, dialogu, np. dlaczego Mojżesz nie wchodził do namiotu kiedy obłok zstępował? Bo nie było już miejsca ;), bo Adonaj potrzebował trochę prywatności. 
W pewnym momencie po całej sali rozbiegły się dzieci z koszykami cukierków. No a my tak patrzyłyśmy, że każdy brał po garści cukierków, ale nie jadł ich nikt. To my z Rominą tak samo. Okazało się, że kiedy Nancy skończyła śpiew Tory, Rabbi nakrył ją tałesem i wtedy wszyscy rzucali w nich cukierkami, a dzieci znów je podnosiły i na nowo rzucały. Przesympatyczne.
Kiedy Tora była przenoszona po sali, wszyscy odwracali sie do niej twarzą, całowali, dotykali... Kiedy została podniesiona przed zwinięciem i schowaniem, wszyscy podnieśli w jej stronę mały palec prawej reki. Kiedy potem spytałam o co chodziło, jeden ze znajomych powiedział, że jest na to wiele tłumaczeń, ale on powie mi to, co jemu się podoba, że to na znak naszego włączenia w dzieło stworzenia (!). 
No a potem było jedzonko ;), taki szwedzki stół przygotowany z tego, co każdy przyniósł. No i oczywiście włączyłam sie w to, tylko musiałam dopytać czy chipsy na pewno są koszerne, bo na humusie sama wyczytałam, że jest ;). 
Naprawdę wiele można by opowiadać o ich zwyczajach..., śpiewach, modlitwach, które opierają się na Starym Testamencie (tak dla uproszczenia).
Spotyka sie też wiele niespodzianek. Np. była pani, ktorej mama urodziła się w Polsce. Córka Rabina uczy się polskiego.... Ale większość tych, ktorzy należą do tej synagogi jest ze Stanów Zjednoczonych.

No i dzisiejsza pogoda: go-rą-co! Jak w lecie!
Super!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz