4 czerwca 2010

najmniejsza procesja Bożego Ciała


No w sumie najmniejsza jaką przeżyłam, trzy razy wokół Bożego Grobu i tak malutko ludzi...Prowadził nasz nowy bp William Shomali.
Ale była piękna...chociaż nic nie dorówna tej, za którą tęsknię, w Lublinie. Kiedy jeszcze należałam do Parafii Katedralnej, jakimś cudem znalazłam się wśród dzieci noszących te wszystkie śmieszne poduszki w procesji. I poduszka, która była zawsze rozchwytywana, to był poduszka z miniaturowymi narzędziami Męki Pańskiej. Była mała drabina przyszyta do poduszki, najczęściej bordowej, małe gwoździki, malutki młotek i coś tam jeszcze, pewnie korona cierniowa. No jak byłam mała, to było to dla mnie bardziej zabawne, niż wzbudzające jakieś nabożne uczucie. Ale i tak robiło wrażenie...Inne były na przykład Maryjne, z jakimś haftem, albo z ustawionym obrazkiem z Najśw.Serca Pana Jezusa...cała galeria.
I dzień pamiętam, że był taki uroczysty, ciepły, rodzinny....
A teraz?
No też jest rodzinnie.Rano np. obudziła mnie pralka (urok życia w międzynarodowych wspólnotach), a później...też było baaardzo rodzinnie, jak to w zakonnej wspólnocie bywa ;)

5 komentarzy:

  1. Tak, nigdzie się tak nie obchodzi Bożego Ciała, jak w Polsce. Dla mnie to jest pierwszy raz za granicą...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale jednak kazde takie doswiadczenie jest bogactwem.Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jednak nieco zazdroszczę Siostrze tego miejsca w którym mogła przeżywać ten dzień...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Prosze nie zazdroscic...Pan wie na jakiej drodze mamy blizej do Niego.
    A trzeba pragnac, i kto wie, moze kiedys ;)

    OdpowiedzUsuń