30 sierpnia 2010

Historie w naszej historii

Ogarnęła mnie dziś radość, ale jakaś taka głęboka, refleksyjna....
Tyle cudów można doświadczyć w spotkaniach z innymi, tak wiele Obecności, tej niesamowitej Obecności pełnej miłości, że dziś to mnie chyba tak wzięło i nie puszcza.
Niby nic: jedna osoba po dwóch miesiącach wyjeżdża, druga przyjeżdża na rok, dziwi się wszystkiemu wokół, a mnie to zachwyca... bo to tak jakby człowiek na nowo odkrywał swoje życie. Widzę, jak ktoś po dwumiesięcznym doświadczeniu Jerozolimy, Ziemi świętej i uświęcającej, wydaje się, że wraca do swojej codzienności, a przecież już nie będzie tak jak było....
Patrzę na drugą osobę, jak dziwi się wszystkiemu, jak myśli, że przywożąc ze sobą nawet jedzenie jakoś uchroni się od "zmian" w sobie samej...wydaje się....
Kto z Jerozolimy wrócił taki sam do swojej "codzienności" ???
Żeby każdy mógł odnaleźć siebie....

kochany Eddie Vedder...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz