26 września 2010

Zamiana miejsc

No, taka zamiana miejsc, że w końcu udało mi się wysłać s.Cecylie do Emaus. Uff!

Bo zawsze na I miejscu adoracja i adoracja i tak siedzi i siedzi, a potem.... nieważne ;).
W każdym razie pojechała dziś z s.Nimfą. Trochę strzeliłam gafę bo nie zgłosiłam ich wcześniej do autokaru, ale gwardian pokrzyczał a i tak pojechały. A ja zostałam na warcie adoracyjnej. Najpierw była Msza, zresztą jak zwykle u nas o 9.00, z częściami stałymi po ormiańsku, a celebrowana po włosku, a później byłam na adoracji. Na szczęście udało się, że przyszła jedna siostra na dwie godzinki i mogłam zjeść obiad (dwa falafele; wiem, przesadziłam, ale byłam baaardzo głodna, a falafele bardzo lubię). Trochę odpoczęłam, i znów na adorację!
Ale po godzinie moje siostry już wróciły i mogłam odpocząć.
A wieczorkiem, szłam do Bożego Grobu i co widzę?Super motor na Via Dolorosa. Okazało się, że nasz znajomy Arab, Omar, jeździ tym cackiem. Nie napiszę jakim, bo z wrażenia nie przyjrzałam się (no dobra, nie znam się za bardzo).A on jeszcze chce większy...to dopiero marzenia ;).
Byłam na moment w Bazylice Bożego Grobu, ale jest tak gorąco i lepko, że nie sposób wytrzymać dłużej. A jak spojrzałam na termometr to mamy dwa razy taką temperaturę jak w Polsce. Cha! Miło. Choć ja pogodę w Polsce bardzo lubię. Ale znam takie osoby, które wiele by dały by mieć tak ciepło cały rok (prawda Judi? ;).
A jak wracałam z modlitwy bardzo miłe spotkania miałam z Agnieszka i jej mamą, z Polski. A Agnieszka studiuje japonistykę na Oxfordzie. Dobre, co? Bez komentarza. Ludzie są nieprzeciętni czasem...zawsze. Oczywiście Agnieszki nie znałam. Po prostu zaczęło się od pytania o drogę. Po angielsku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz