4 listopada 2010

A miałam o tym nie pisać...

Ponad rok temu, przed moim wyjazdem do Jerozolimy, byłam w szpitalu w Warszawie na Oiomie.
Nie, nie byłam chora. Poszłam odwiedzić jedną osobę.
Nie znałam tej osoby. Nie znałam osobiście, ale była bardzo obecna w moich modlitwach.
"Poznałam" ją dzięki mojemu znajomemu, który pokazał mi kiedyś zdjęcia z jego pierwszych ślubów zakonnych. Grała  tam na flecie bocznym. To było już ok. 6 lat temu.
Potem zobaczyłam ją z daleka na rekolekcjach w parafii św. Jakuba w Warszawie, głoszonych przez brata Morisa. Była w grupie śpiewającej i też grała na flecie....
Spotkałam wiele osób w ciągu moich studiów, które znały ją, słyszały o niej.
Kiedy przyjechałam do Jerozolimy, byłam zaskoczona, bo także tu spotkałam osoby, które ją znały.

Kiedy wiosną 2009 roku, pewnego niedzielnego popołudnia pojechalismy ze znajomym  do szpitala, nie spodziewałam się, że nie skończy się ta historia na wizycie w szpitalu. Choć w sumie już nigdy więcej jej nie spotkałam.
Monika Brzoza, zmarła 29 października tego roku. Miała 37 lat.
Dzis posłuchałam audycji z jej udziałem i postanowiłam napisać kilka słów...

Kiedy zaszliśmy do szpitala, nie chcieli nas wpuścić, bo już minął czas odwiedzin i zaczynali sprzątać, ale wybłagaliśmy pozwolenie na 5 minut, które potem przedłużyło się do 15 min. Byłam wtedy pierwszy raz na oiomie, i zrobił na mnie ogromne wrażenie cały klimat tam panujący, te zielone fartuchy, cisza...
I w sali zobaczyłam małą Monikę. Miała kucyki, i naprawdę wyglądała jak dziecko. Przyniosłam jej kartkę z zapewnieniem modlitwy od nas, od mojej wspólnoty. Podziwiała kartkę, że taka ładna... Monika była taka śliczna, pogodna, i naprawdę jak dziecko. Choć bardzo ciężko musiało jej wtedy być, krótki czas po wybudzeniu ze śpiączki.
Kiedy wyszliśmy stamtąd, rozpłakaliśmy się oboje.

Od tamtego czasu zawsze miałam na bieżąco informacje jak Monika się czuje, i co się z nią dzieje.
Oprócz tamtego spotkania nigdy więcej jej nie widziałam, i nie rozmawiałam z nią.
Przez ostatnie dni przed jej śmiercią codziennie dostawałam sms'y z wiadomościami i z prośbą o modlitwę. Zanosiłam ją na Kalwarię i włączyłam w nią także moje współsiostry.
No a dziś posłuchałam świadectwa Moniki. NIECH PAN BÓG BĘDZIE UWIELBIONY ZA TAKIE OSOBY ŻYJĄCE WOKÓŁ NAS...
I dzielę się....
http://www.pluswarszawa.pl/?t_id=1342
http://www.sigma-systems.pl/nagrania_106.2/2010-11-01.mp3
http://ekai.pl/odeszli/x34793/pozegnanie-moniki-brzozy-zalozycielki-portalu-jezus-waw-pl/
http://www.jezus.waw.pl/

zdjęcia i film za pośrednictwem konta Moniki na www.facebook.com i z kolekcji TTZ

1 komentarz:

  1. Cześć Siostra. I dobrze, że to napisałaś. Jak mawiała św. Teresa z Lisieux: "Nie mamy pewności, że kanonizowani święci to akurat najwięksi święci."

    OdpowiedzUsuń