21 listopada 2010

MÓJ Królu, wspomnij...wszystko w Tobie ma istnienie

Jakiś czas temu zaczęłam obserwować temat intronizacji Jezusa, który pojawia się coraz bardziej natarczywie w mediach (ja ograniczam się do radia i internetu, bo z telewizora ścieram tylko kurz ;).
I jakoś tak już mam, że kiedy nie mam zdania na pewien temat to staram się (pycha w tym często przeszkadza) nie wypowiadać (Błogosławiony ten co nie mając nic do powiedzenia, nie obleka tego faktu w słowa - bodajże Herbert coś takiego napisał, ale proszę o korektę jeśli się mylę).
Ale dziś jest uroczystość Chrystusa Króla...
I tak od kilku dni czytając Słowo, które jest na dziś, pytam samą siebie, czy On jest MOIM królem?
Ale patrzę na to Słowo (Łk 23,35-43), w którym nie ma pomnika wysokości 33 m, ale jest człowiek umierający na krzyżu, może w wieku 33 lat.

Pierwszy raz bardziej zwróciłam uwagę na zachowanie, na serce Dobrego Łotra.
Jak bardzo Jezus stał się jego królem, bo zobaczył w nim Króla nie na tronie, ale Króla który cierpi razem z nim.
Pomyślałam, że tak łatwo znaleźć dziś takie zachowanie jakie miał tłum spod krzyża. No, chrześcijanie, pokażcie jak jesteście zdolni cierpieć, jak bardzo jesteście wierni waszej Biblii. Tacy jesteście mądrzy jak ewangelizujecie, że Chrystus towarzyszy w cierpieniu. To teraz pokażcie, nie domagajcie się sprawiedliwości, ale pokażcie jak jesteście wierni waszemu Królowi...Nie słyszeliście czegoś takiego nigdy?
To chyba nie żyjecie zbyt realnie. Nie trzeba być w Ziemi św. żeby czegoś takiego doświadczyć.
I można mieć pretensje do Jezusa...nie tak miało być, przecież kamieniami w ludzi to rzucali za czasów Pawła, a teraz? Bomby atomowe? Niekoniecznie. Na co dzień  dostaje się kamieniem słów, kamieniem zatracenia świętości życia, kamieniem lekceważenia tego co święte, kamieniem lekceważenia naszego życia chrześcijańskiego...
Może paradoksalnie tu, w Jerozolimie można to jakoś łatwiej zauważyć, albo zależy od osobistej wrażliwości.
I pytam siebie samą: Jezus jest MOIM Królem? Czy tylko Królem Wszechświata?
Ten Dobry Łotr, potrafił nie tylko nie skupić się na własnym cierpieniu, ale potrafił jeszcze bronić Jezusa.
Muszę przyznać, że mnie o wiele łatwiej naturalnie przychodzi zachowywać się jak ten drugi...Ale w końcu jestem wolna, żeby się nie zgodzić na taką moją naturę. 
Ten Dobry Łotr...to nawet nie chodzi o to, że udało mu się być "kanonizowanym" przez samego Jezusa. Ale on rozpoznał w Nim Króla, i zapragnął Jego królestwa. A jakie mogło się wtedy wydawać, jeśli jego Król umierał obok niego? A on jednak poprosił GO o wspomnienie...nie poprosił o przerwanie cierpienia, o zdjęcie z krzyża, o jakiś cud naoczny.
Poprosił o WSPOMNIENIE. Tylko.


1 komentarz:

  1. To raczej Tuwim...jak mnie pamięć ma nie myli...taki pierwszy odruch; )może i ja się mylę; )

    OdpowiedzUsuń