Pierwsza noc w "nowym" mieszkaniu


Nie wiem w sumie co myśleć. No cieszę się, ale...nie wiem czy życie we wspólnocie na tym skorzysta.Oby!
W każdym razie, s.Gabriela, z którą mieszkam w "nowym" mieszkaniu już miała dość codziennego chodzenia do mieszkania, które wynajęłyśmy dla wolontariuszy. I wcale jej się nie dziwię. Teraz już, jak to się mówi, smacznie pochrapuje w swoim malutkim pokoju. Mnie natomiast przypadł pokój jak na moje potrzeby stanowczo za duży. Na szczęście wiatr po nim nie hula. Jest o wiele cieplej niż w poprzednim mieszkaniu. I co najważniejsze: mamy ciepłą wodę!
Jestem niemiłosiernie zmęczona przenosinami, bo trzeba było kilkanaście razy wchodzić i schodzić na 2 piętro. Najpierw zrzuciłam wszystko do pokoju a potem zabrałam się za układanie...No i pierwsza noc przede mną!
fotki: widok z mojego balkonu (niestety nie tym aparatem takie zdjęcia, no ale mam co mam); widok mojego pokoju po zrzuceniu wszystkiego gdzie popadnie ;)

Komentarze

  1. byla dobra, krotka, ale dobra ;)i rano bez kolejki do lazienki!!!I ciepla woda!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wytężyłam wzrok i zobaczyłam w czwartej wersji kwiatki na parapecie :)
    A w ogóle to pozdrawiam Siostrę serdecznie, czytam stale i podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojej, a ja mam Pani ksiazke i nadal jej nie przeczytalam, ale zabieram sie i zabieram.Czytac bloga nie moge bo serce mi peka, tak bardzo bym chciala pojechac do Toscanii...ale jak cierpliwie czekalam na nowe mieszkanie, to i na powrot do Toscanii poczekam...dziekuje!

    OdpowiedzUsuń
  4. Naprawdę świetnie napisane. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz