10 lutego 2011

Umieć przyjąć co daje Pan

No, czasem mam wrażenie, że piszę tego bloga dla samej siebie. I pewnie tak jest. Bo jakoś człowiekowi (temu człowiekowi co ma Miriam na imię) jaśniej się zrobi na duszy i umyśle, jak to co sobie uzmysłowi zatrzyma gdzieś zapisane i wróci czasem do tego.
Sam tytuł tego posta, który przyszedł spontanicznie po otrzymaniu wiadomości o śmierci Bp Życińskiego i jednocześnie zabieraniu się do napisania kilku słów o dniu dzisiejszym, jest i dla mnie prawdą, którą chciałabym nie tylko pisać, ale i nią żyć. I to nie przy tych szczególnych wydarzeniach, ale tak po prostu, na co dzień....

Dzień zaczął się świętowaniem kolejnej rocznicy powstania naszego Zgromadzenia ze wspólnotą OO. Franciszkanów na Syjonie, tzw. wspólnotą Cenacolino. Szukałam jakiegoś związku z naszym świętem i chyba chodzi o to, że na Syjonie jest niemiecko - języczna wspólnota Benedyktynów, a św.Scholastyka była siostrą św. Benedykta. A jako, że żadna z nas nie mówi po niemiecku, wybrałyśmy się do wspólnoty zaprzyjaźnionych Franciszkanów, i po skromnej Mszy św.zjadłyśmy śniadanie w towarzystwie hiszpana - Fr. Enrique, ormianina - Fr. Haroutiun i amerykanina - Fr. Michael ;)

3 komentarze:

  1. Dzień dobry, od kilku dni pisze Siostra także dla mnie, dla nas. gdyby nie Siostry notatki, to pewnie nigdy bym się nie dowiedziała, że św. Benedykt miał siostrę o imieniu Scholastyka, świętą, patronkę dobrych rozmów,że istnieje Siostry Zgromadzenie.
    Najtrudniej przyjąć to co związane z bólem, ale dzięki takim traumatycznym przeżyciom ja i mąż wracamy do Boga.Nie chcieliśmy po dobroci, to Pan Bóg użył rózgi. Mamy nadzieję, że nasz przykład da dużo do myślenia naszym dorosłym już dzieciom i one znajdą do Niego drogę. Prosimy o modlitwę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzień dobry, od kilku dni pisze Siostra też dla mnie, dla nas. Gdyby nie Siostry zapiski, to najprawdopodobniej nigdy bym się nie dowiedziała, że św. Benedykt miał siostrę o imieniu Scholastyka, świętą, patronkę dobrych rozmów,że istnieje Siostry Zgromadzenie.
    Najtrudniej przyjąć to co boli.Doświadczam tego od pewnego czasu, ja i mój Mąż.Wiemy jednak,że to droga naszego nawrócenia. Nie chcieliśmy po dobroci, mało nam było jednego ostrzeżenia, to Bóg użył rózgi. Mamy nadzieję,że nasz przykład
    będzie wskazówką dla naszych dorosłych już dzieci, że i one wrócą w pełni do Boga. Prosimy o modlitwę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Proszę nie myśleć, że pisze Siostra bloga dla samej siebie...sama wiem jak jest trudno to robić, jeśli się to robi z doskoku, z powodu braku czasu...proszę mi wierzyć, wiem to po sobie...Pozdrawiam - znajoma sióstr Aleksandry i Marioli pddm

    OdpowiedzUsuń