10 kwietnia 2011

Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł...J 11,1-45

Mozaika w Kościele w Betani
Nawet rano, kiedy czytałam po kilka razy tę dzisiejszą Ewangelię, nie doszła jakoś do mojej świadomości prawdziwość i waga tego zdania: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Napisałam prawdziwość zdania, ale oczywiście to Słowo do mnie tak przemówiło dziś, w kontekście dzisiejszej wizyty w Betani. No tak, właśnie w Betani. Niby niewiele, bo ok. pół godzinki jazdy szerutem, pewnie by było nawet mniej, gdyby kierowca od razu zrozumiał gdzie chcemy wysiąść. A jednak to jeden z cudów tego, że jestem tu, i że czasem Ewangelię mogę przeżywać trochę jak wspomnienie historyczne.
Fragm.grobu Łazarza
A to zdanie, tak jakoś teraz opisało mi to, co dziś widziałam. Mogę zachwycać się ogrodem Franciszkanów w Betanii, pięknymi palmami, albo mozaikami z kościoła, albo mozaikami i częścią budowli zachowanymi z kościoła z V wieku. Albo wielbłądem, który cierpliwie przeżuwał pitę (sama się zdziwiłam, że dawano mu do jedzenia pitę - może coś w rodzaju naszego suchego chleba dla konia ;). A jednak nad całą tą rzeczywistością, opromienioną wiosennym słońcem, świeżą chłodnym wiatrem z pustyni, cieniem kładzie się mur, który jest między Górą Oliwną a Betanią. Kiedyś można było spokojnie dojść do Betani na piechotkę. A teraz niestety trzeba dojeżdżać szerutem.
Miasteczko pełne sklepów, ale w bezruchu. I nie dlatego, że była dziś niedziela. Po prostu bieda. Zaczepiali nas sprzedawcy pamiątek ofiarując kawę po niskiej cenie i prosząc byśmy zaszły, jako pierwsi klienci tego dnia. O g.14.30. No właśnie, gdyby Pan był tu obecny, to oni byliby nadal braćmi. A tak są poza murem. Czasem naprawdę dochodzi do człowieka, że słowo brat tu nie istnieje.

a tu lżejsze opowiadanie o Betanii z dziś: http://emwjeruzalem.blogspot.com/2011/04/betania.html

1 komentarz: