22 września 2011

tak, żeby jednak coś napisać

No bo z netem ciężko ostatnio, coś go nam zjadło z domu. I tak był łapany taki z powietrza, to może wróci. A w bibliotece i tak siedzę dużo przed komputerem, to potem mam już dość.
Teraz, na chwilkę wyszłam na mój romantyczny balkon z widokiem na Starą Jerozolimę i nadrabiam pocztę. Pomiędzy mną a Bazyliką Zmartwychwstania posterunek żołnierzy izraelskich. Ale jest spokojnie. Dość chłodno już. U nas Adoracja przedłużona do 20.00 i choć wieczorem nie ma prawie nikogo oprócz nas to i tak jest cudem to, że udaje się ją utrzymać tak długo. I te godziny są bardzo dobre na modlitwę. Jest cisza, nie ma grup, pielgrzymów...
S. Nimfa wróciła z Rzymu po prawie trzymiesięcznym uczeniu się włoskiego i greki. I jesteśmy w komplecie. Plus wolontariat, który jest dość trudnym ale pięknym doświadczeniem. Ale dzięki któremu ta Adoracja trwa i rozwija się.

6 komentarzy:

  1. Starsze małżeństwo
    Siostro !
    Dlaczego wolontariat jest dla Siostry dość trudnym,ale pięknym doświadczeniem?
    Pozdrawiamy serdecznie! Przyszli wolontariusze

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo, jak Panstwo przyjada to zobacza ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Starsze małżeństwo
    Może lepiej nie przyjeżdżać, bo a nuż będzie z nami jeszcze trudniej,a mniej pięknie.

    OdpowiedzUsuń
  4. No nieeee, jak mozna tak myslec?

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochani Państwo - będzie najpiękniej! Byłam, więc wiem, co mówię. Pozdrawiam!
    też wolontariuszka

    OdpowiedzUsuń
  6. To jest jeden z niewielu wyjatkow kiedy dopuszczam do publikacji komentarz anonimowy!!!

    OdpowiedzUsuń