20 listopada 2011

Bezsilność

Jak poradzić sobie z sytuacją, kiedy trzeba leczyć korzenie, i Ty to widzisz, i wiesz, że to operacja bolesna, ale konieczna bo wszystkim jest ciężko. A osoba, od której to zależy pyta: co zrobić, żeby liście były bardziej zielone? (bo myśl o owocach to dla niej abstrakcja) Może obetniemy te gałąź? A Ty wiesz, że tak można próbować w nieskończoność...bo chore są korzenie. Ale nie masz narzędzi by to zrobić.
Co poradzić?
Wiem, enigmatycznie, no ale właśnie inaczej się nie da.
Najciężej mi zawsze z bezsilnością.
Pozostaje wierność i łaska.

11 komentarzy:

  1. Może zacząć z miłością, ale od początku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasem nam się wydaje, że widzimy, wiemy więcej niż inni. Czasem NA PEWNO wiemy, że coś jest złe i umielibyśmy to lepiej zrobić, i jakże często Bóg pokazuje nam wtedy jak mało wiemy i jak łatwo sądzimy po pozorach...

    OdpowiedzUsuń
  3. Na milosc nie jest nigdy za pozno. Na "od poczatku" niestety tak.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie lubie anonimowych komentarzy i dopuszczam je wtedy kiedy sa madre. To w koncu moj blog.
    Nawet jesli nam sie wydaje, cala sztuka by probowac, bo czasem nie wiemy ze nam sie wydaje, tak jestesmy pewni. I nawet kiedy NA PEWNO wiemy, tzreba probowac, nawet jelsi sie okaze, ze tez nam sie wydawalo. Zeby potem moc powiedziec przepraszam, ktos inny mial racje. Ale myslec od razu ze nam sie wydaje i nie robic nic...tzn. ze nie jest tak zle.A zle jest.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bezsilność jest koszmarnym stanem Ducha ale czasem Bóg dopuszcza do poczucia bezsilności , żebyśmy nie myśleli że jesteśmy tacy wspaniali i wszystkowiedzący. Kiedy już myślę, że dłużej nie dam rady"chwytam" Jezusa za skraj płaszcza i nie puszczam aż On to wszystko rozwiąże, wtedy TYLKO TRWAM i następny dzień przynosi inne spojrzenie na życie. Trzeba tylko przetrzymać... Czasem "przepraszam" nie wystarczy aby zagoić czyjeś rany spowodowane naszym postępowaniem. Wiem , że nie wolno stać i być obojętnym ale trzeba wiele godzin modlitwy aby spojrzeć na "chore korzenie" z miłosierdziem i porozmawiać szczerze. Jeśli rozmowa nie jest możliwa bardzo dużo pomaga wstawiennictwo ulubionego świętego- doświadczyłam tego na własnej skórze i serdecznie polecam. W każdym razie będzie dobrze:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziekuje. Rozumiem i zgadzam sie. Moze nie z przetrzymaniem, bo na to szkoda zycia.
    Tylko to ostatnie zdanie jest...jak klepniecie po ramieniu. Nie musi byc takie "dobrze".

    OdpowiedzUsuń
  7. No cóż, chyba jesteśmy "pokrewnymi duszami" Mnie też doprowadza do szału stwierdzenie przyjaciół:" nie martw się będzie dobrze" Wiem, że chcą mnie podnieść na duchu i to zdanie wypływa z z życzliwości ale... Pewnie powinnam to ująć w słowa: życzę aby było wszystko dobrze:)
    A co do "przetrzymania" o ile dobrze pamiętam była w życiu Ojca Pio taka sytuacja kiedy musiał odprawiać Msze św. w odosobnieniu...dość długo to trwało i nie "rzucał się z zębami"(za przeproszeniem) żeby dowodzić swoich racji. Przetrzymał.
    Zawsze mnie przeraża postępowanie ludzi którzy w każdym przypadku mają rację, są sprawiedliwi , praworządni, sumienni i tacy wspaniali na wszystkie tematy tylko brak im miłosierdzia. Trudno mi doradzać bo każdy ma swoje racje , każdy czuje inaczej, w każdym razie życzę powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziekuje...nie jest tragicznie. Nie spodziewalam sie takiego "odglosu" tego wpisu. On jest ogolny i obejmowac moze wiele sytuacji. Mnie dzis jakos uklula bardziej pewna rzeczywistosc i spontanicznie napisalam. Nie lubie "przetrzymania" bo wszystko skupia sie na tym, zeby jakos dotrwac do konca. A potem? Nie chce walczyc z wytrzymaniem, ale chce zeby bylo to pelne zycia, i to jest dla mnie wiernosc, ale jedynie z pomoca laski. Stad pierwszy komentarz Agaty jest tym co jest odpowiedzia na ten post: Mt 11, 28-30. Jak go przeczytalam, to sama w sobie stwierdzilam: po co sie wysilasz szukajac rad, wybierajac cysterny popekane, zamiast isc do zrodla. Czasem jednak slabnie i wiara, i szuka sie wokol pomocy. Ale i tam Pan "schodzi", na te ludzkie niziny, ze swoim Slowem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziś mam jeden z cięższych dni w życiu, trochę się ostatnio dzieje, ale... Otworzyłam Pismo, nie mogę się nie podzielić moim "odkryciem". Znane wcześniej, dopiero teraz uderzyło: Ps 37, 4. I choć staram się nie wyrywać słów z kontekstu, to jednak... mówi samo za siebie.

    Co do trzymania za rękaw... Czasem to wystarczy, by stał się cud. Uczepić się Jezusa to nie tylko tkwić w martwym punkcie, ale może... pozwolić Mu się prowadzić? Jak nie chcę się zgubić w tłumie ludzi, to zazwyczaj się czepiam czyjegoś rękawa :)

    OdpowiedzUsuń
  10. widzę,że BEZSILNOŚĆ to stan,którego wszędzie doświadcza się tak samo,nie zależnie od miejsca,czy sytuacji.I nigdy nie ma na nią mistrza,czasami myślę,że to jakiś malutki udział w Delikatności Wszechmocnego Boga,który przez miłość,umie wycofać,nie przytłoczyć swoją wszechmocnością,woli być bez-siły,bez-silny,woli być bez-radny,gdy przecież jest SAMĄ RADĄ...pozdrawiam Cię Siostro,masz śliczną duszę,serce,przytulam Cię,gdy Ci zimno,gdy czujesz się również bardzo samotna.....twoja siostra Tereska :))rozumiem Cię w każdym calu

    OdpowiedzUsuń