8 października 2012

"Nowa ewangelizacja dla przekazu wiary chrześcijańskiej"


„Chrześcijanin nie może być letni – stwierdził Papież. – Przed tym, jako największym niebezpieczeństwem dla chrześcijaństwa, ostrzega Apokalipsa. Ta letniość bowiem dyskredytuje chrześcijaństwo. Tymczasem wiara powinna być w nas ogniem miłości, płomieniem, który rzeczywiście ogarnia moje jestestwo i tak przechodzi na innych. To jest metoda ewangelizacji: prawda staje się we mnie miłością, a miłość zapala jak ogień także bliźniego. Tylko tak, zapalając drugich ogniem własnej miłości, rzeczywiście rośnie ewangelizacja, obecność Ewangelii, która nie jest już jedynie słowem, ale rzeczywistością, którą się żyje”.


Myślę, że te słowa Papieża są naprawdę ogromnym wezwaniem do Rachunku Sumienia z płomienia jaki mamy jako chrześcijanie w sercu...lub popiołu. Patrzę na życie w Ziemi św. Jak bardzo chrześcijanie pozwalają aby "nadużywać" w imię tolerancji otwartość na inne religie a jednocześnie ten żar serca....
Jak bardzo nam brak wyrazistosci. Jak mało mamy my sami szacunku do siebie samych nie doceniając skarbu jaki został złożony w naszym życiu poprzez przynależność do Chrystusa i Kościoła. Jak łatwo nam z niego rezygnować bo gorszymy sie jakimiś podziałami w Kościele, jednym czy drugim biskupem. Jak trudno nam samym bronić Kościoła! Szukać prawdy, która stanie się najpierw we mnie samym miłością i potem jak ogień zapali bliźniego!
Uświadomiłam sobie dyskutując z osobami, które nie akceptują obecnej sytuacji Kościoła i wyznają: "Bóg tak-Kościół nie" że nie umiem ich przekonać. Sama przekonuję się z dnia na dzień, że gdyby nie ten poraniony, słaby Kościół, to nie byłabym osobą ochrzczoną. Nie miałabym takiej obfitości łask...takiej potęgi Bożej mocy jaka jest zawarta w sakramentach! I doświadczam tej mocy w moim życiu, chociażby patrząc codziennie na Chleb Eucharystyczny. Wiele osób wspomina, że zazdrości, że jest mi dane być w Ziemi św. Ale to nie takie proste. I nie dałabym na pewno rady gdyby nie codzienna adoracja - czasem z obowiązku, w bezsilności i w zniechęceniu, i dobrze! Bo Pan ma swoje sposoby by do siebie przyciągnąć. Tylko tak potrafię okazać Bogu wdzięczność, czasem trudną, za Kościół.
Ostatnio czytałam o biskupach francuskich, którzy pojawili się z wizytą Ad limina na Watykanie:
Ordynariusz diecezji Angoulême, który skądinąd jest delegatem episkopatu Francji na Synod o nowej ewangelizacji, zauważa, że paradoksalnie pozytywny wpływ na przekaz wiary ma również coraz wyraźniejsza obecność w tym kraju praktykujących muzułmanów. „Dzisiejsza młodzież bardzo często ma kolegów muzułmanów. I okazuje się, że ci młodzi muzułmanie potrafią zazwyczaj bardzo dobrze wyjaśnić, w co wierzą i na czym polegają ich praktyki religijne, na przykład miesiąc postu, ramadan. Katolicy natomiast mają z tym wielkie problemy. Nie chcę tu gloryfikować islamu. Chcę jednak powiedzieć, że ich obecność jest dla nas wezwaniem, abyśmy i my potrafili jasno i bez zażenowania powiedzieć, w kogo wierzymy i jak przeżywamy naszą wiarę” – powiedział Radiu Watykańskiemu bp Dagens.

abyśmy i my potrafili jasno i bez zażenowania powiedzieć, w kogo wierzymy i jak przeżywamy naszą wiarę - niby tak niewiele: jasno i bez zażenowania. A jednak kosztuje nas wiele razy tak wiele wysiłku. Bo jak powiemy, że jesteśmy wierzący to zostaniemy "zaszufladkowani". Dla muzułmanów wyznanie wiary jest powodem do dumy! Przynajmniej dla tych, których znam...
Otrzymałam ostatnio adres do strony internetowej, gdzie publikuje swoje nauczanie o Koranie były ksiądz katolicki, który przeszedł na Islam. Czy chrześcijanie mają odwagę odwagę wysyłać takie wiadomości muzułmanom? O tych, którzy przeszli na chrześcijaństwo? Nie wypada? Czy w ogóle zdajemy sobie sprawę jak wielka powinna być radość z każdego chrzczonego dziecka czy dorosłego człowieka w Kościele? Czy tak to przeżywamy?

Benedykt XVI nawiązał też do twórczej symboliki ognia. W scenie zesłania Ducha Świętego ów ogień przyjmuje formę języków, czyli „inteligentnego żywiołu” budującego Kościół.

„Ogień jest światłem i ciepłem, siłą przemieniającą – powiedział Papież. – Ludzka kultura zaczyna się od chwili, w której człowiek zdobył ogień. Ogniem mogę niszczyć, ale i przekształcać, odnawiać. Ogień Boży to ogień przemieniający, ogień pasji, który owszem niszczy w nas to, co nie prowadzi do Boga, ale przede wszystkim przekształca, odnawia i stwarza nowego człowieka, staje się Bożym światłem”.
Powinniśmy naprawdę wsłuchać się w ten trwający Synod o Ewangelizacji...żeby po wiośnie arabskiej nastąpiła wiosna chrześcijaństwa!

6 komentarzy:

  1. Różne kraje zamieszkania, a takie same wnioski :) Siostro Miriam, bardzo dziękuję za te słowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co tam slowa! Obym tym zyla! Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. Abstrahując od tekstu... Set a Fire zmiazdżyło mnie kompletnie. Kapitalna muzyka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie przeczytałam wszystkiego,ale to prawda. Chrześcijanin nie może być letni. Albo jest chrześcijaninem albo nie. Jak mu się cos nie podoba to nikt go nie zmusza żeby trwał. Takie moje zdanie.

    OdpowiedzUsuń