30 listopada 2012

"...Jeruzalem, ziemio, teraz jakoś moja, przez tę chwilę, ten krótki czas jaki mi został..."

21 dni do 21 grudnia 2012 roku.
21 dni pozostało po 3 latach i 5 miesiącach...to chwila, to ten krótki czas jaki mi pozostał w Ziemi św. W Jerozolimie.
Przyszedł czas aby o tym napisać też i tu.
Nadchodzi czas wylotu z Ziemi św. Na zawsze? Nie. Ja wierzę, że nie na zawsze. Napisałam najpierw "nadchodzi czas opuszczenia Ziemi św." ale ja jej nie opuszczam. Nie mogę tak napisać. Tej Ziemi nie da się opuścić. Żydzi wiedzą o tym najlepiej.

No tak, 21 grudnia samolot zabierze mnie z Tel Avivu do Warszawy.
Co mogę więcej napisać?
Żal? Tak.
Ale jest i wiara, że tam gdzie będę Pan przygotował kolejne łaski. Nie myślę o tym co pozostawię. Myślę o tym co przede mną. Nie - zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną jak pisze św. Paweł w Liście do Filipian.

Kiedyś mówiłam, o tym, czego sama w jakiś sposób doświadczam: Jerozolimę, Ziemię św. nosi się w sercu. Nie wystarczy tu być. Napisał św. Hieronim: Non Hierosolymis fuisse, sed Hierosolymis bene vixisse laudandum - to zdanie towarzyszyło mi, a także wszystkim tym, którzy otwierali tego bloga. Nie jest powodem do chluby życie w Jerozolimie, ale dobre życie. Czy był to czas dobry, dobrze przeżyty? Nie wiem. Bo ten czas się nie kończy dla mnie. Najpierw dlatego, że mam dalsze plany związane z Ziemią św. Gdzie zamykają się drzwi, tam otwiera się okno!
Poza tym, ten czas trwa we mnie. Tylko przenoszę go w inną rzeczywistość zewnętrzną.

Pomyślałam, że może też przyszedł moment na podzielenie się historią mojego przyjazdu tu.
Dla mnie nie zaczyna się ona od decyzji przełożonych naszego zgromadzenia o założeniu wspólnoty w Jerozolimie. Zaczyna się o wiele wcześniej....

Urodziłam się w Szpitalu Żydowskim w Lublinie.
Kiedy jeszcze mieszkałam w Lublinie, czyli kiedy nie byłam jeszcze siostrą zakonną, mieszkałam na Starym Mieście. Moim domem była ul. Grodzka, a kto z Lublina, wie jak wiele ma wspólnego z Żydami. Jak dla mnie, tam się oddycha klimatem dawnego Lublina. Kiedy byłam dzieckiem, z innymi dziećmi z podwórka opowiadaliśmy sobie historie o zamurowanych przez Żydów skarbach w ścianach naszych mieszkań....
Później wiele czytałam na temat historii Lublina, chcąc uczestniczyć w konkursie wiedzy o Lublinie i dowiedziałam się o jego związkach z historią Narodu Wybranego.
Czy pomarzyłam o wyjeździe do Izraela? Nie. Nawet nie śmiałam o tym pomyśleć.
Zaczęłam z większą uwagą czytać Pismo św., zwłaszcza Stary Testament. Odkrywałam dla siebie samej podobieństwo mojej historii z historią tego małego narodu.  Po wstąpieniu do zakonu jakoś jeszcze bardziej pogłębiała się moja "słabość" do historii Żydów.
Podczas pierwszych ślubów zakonnych miałam wybrać imię jakie chciałabym przyjąć jako siostra zakonna (kiedyś był taki zwyczaj, pewnie w wielu zakonach jeszcze jest, u nas obecnie pozostaje się przy imieniu ze Chrztu). Nie myślałam za wiele, wybrałam już dawno: s. Maria Izraela. Jednak moje przełożone nie zaakceptowały mojego wyboru i dały mi czas jednego dnia na wybór innego imienia. Powodem była zbytnia oryginalność tego imienia. Zgadzam się z tym teraz, choć to imię jest obecne w Izraelu...
No i miałam kłopot. Nad imieniem myślałam i modliłam się o nie przez kilka lat, a tu miałam jedynie jeden dzień na wybór innego. Nic nie przychodziło mi do głowy. Czemu nie pozostałam przy moim imieniu ze Chrztu? Po pierwsze dlatego, że była już siostra o imieniu Sylwia w naszym zgromadzeniu. A po drugie, nie wyobrażałam sobie imienia, które nie miałoby związku z Pismem św. Takie moje wydziwianie, prawda?

I akurat kiedy ja myślałam nad imieniem i kartkowałam Biblię, nasza grupa nowicjuszek została poproszona o poprowadzenie czuwania na Jasnej Górze, bo przyleciała figura Miriam z Nazaretu. Najpierw nie zwróciłam na to uwagi...pojechałyśmy na Jasną Górę. Ale kiedy podczas modlitwy zobaczyłam na skraju szat Miriam z Nazaretu gwiazdę Dawida wiedziałam jakie będzie moje imię. I zostało przyjęte...tylko siostry spytały kiedy chciałabym obchodzić imieniny, na jaką "Marię". A jako, że wstąpiłam do zakonu 16 lipca, powiedziałam, że lepiej nie mnożyć różnych świąt i rocznic, i wybrałam Matkę Bożą z Góry Karmel jako moją patronkę....Góra Karmel miała dla mnie zawsze duże znaczenie, nie tylko w sensie geograficznym, ale i duchowym.
Przy pierwszych ślubach każda z sióstr oprócz imienia otrzymała także misję modlitwy za konkretny kraj. Chyba nie muszę nawet pisać, że modlę się za Ziemię św.
Do tego, jeden z księży gości na moich ślubach przywiózł mi "prezent": krzyżyk Ziemi św., który noszę od 1999 r. i obrazki z Matką Bożą z Góry Karmel, z Ziemi św. Oczywiście nie wiedział jakie ma to dla mnie znaczenie. Takie niby drobiazgi...
Kiedy jedna z naszych sióstr wyjechała do Ziemi św. na studia, już wszystko stało się bliższe. Ale kiedy okazało się, że zakładamy tam wspólnotę, trzeba było niektórych osób, które znając moje pragnienia, dodawały mi odwagi by trochę zawalczyć. No i napisałam do głównej przełożonej, wyrażając moje pragnienie by kiedyś stanowić część wspólnoty jerozolimskiej. Ale nie określałam czasu kiedy miałoby to się stać. No i dokładnie 2 lutego 2009 r., trzymając w ręku kanapkę z kiełbasą (absolutnie nie koszerną) odbierałam telefon, w którym przełożona generalna pytała mnie czy jestem gotowa na przyjęcie misji wyjazdu do Ziemi św.
Trudno było mi uwierzyć w to co usłyszałam.
A jednak stało się.
Przyśpieszone zakończenie studiów. I wylot 24 czerwca 2009 r., we wspomnienie narodzenia św. Jana Chrzciciela.
Ziemię św. przywitałam 25 czerwca. W grudniu 25 upłynęłoby 3,5 roku jak tu jestem.
Długo? Krótko? Okaże się po owocach jakie przyniesie ten czas w moim życiu.

Dlaczego ta historia? Żeby trochę o sobie napisać tak dla własnej "chwały"?
Kiedyś jeden z kapłanów prowadzących nam we wspólnocie dzień skupienia mówił o św. Pawle, jak wiele on w swoich listach pisze o sobie, a jednak Ci, którzy czytają jego listy nie zachwycają się Pawłem, ale zbliżają się do Chrystusa.
Kiedy to usłyszałam, nabrałam odwagi by opowiadać o tym czego Pan dokonuje w moim życiu. Tylko w ten sposób mogę być świadkiem autentycznym Jego miłości w moim życiu.
I tak jest tu, i tym razem....dla Jego chwały! Bo dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych.



11 komentarzy:

  1. Nie mogę pocieszać... Ale wiem, co czujesz, Siostro. Odejścia, przejścia, zmiany, rozstania. I tak kawałek po kawałku można rozdawać własne życie. Wiesz, kilka lat temu, siedziałem sobie na jednym wzgórzu, przyglądając się rozciągającemu się u podnóża wielkiemu miastu nad Morzem Azowskim na Ukrainie. Miasto brzydkie, brudne, betonowe, szare. Wtedy usłyszałem w sobie słowo Pana (?): To jest moje miasto! Cała ziemie jest święta, bo dotknięta Bogiem, choć zaczęło się wszystko w innym miejscu. Odwagi!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś mówiłam, o tym, czego sama w jakiś sposób doświadczam: Jerozolimę, Ziemię św. nosi się w sercu. Nie wystarczy tu być- ten fragment jest chyba najważniejszy...
    Pojechałem tam generalnie aby zwiedzać- a prawda jest taka, że Ziemia Święta wżarła się nieproszona w moją duszę. I jest tam nadal... adam

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś mówiłam, o tym, czego sama w jakiś sposób doświadczam: Jerozolimę, Ziemię św. nosi się w sercu. Nie wystarczy tu być- ten fragment jest chyba najważniejszy...
    Pojechałem tam generalnie aby zwiedzać- a prawda jest taka, że Ziemia Święta wżarła się nieproszona w moją duszę. I jest tam nadal... adam

    OdpowiedzUsuń
  4. ... gdziekolwiek będziesz Siostro, proszę, pisz nadal dla nas i dawaj nam Swoje świadectwo ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, no zobaczymy, zobczmymy co życie przyniesie...

      Usuń
  5. Po ludzki powiem, że to dobra decyzja przełożonych o przeniesieniu Siostry z tego niebezpiecznego miejsca, a po Bożemu szkoda, że dane jest Siostrze opuszczać to piękne miejsce, mnie niestety znane tylko ze zdjęć i filmów; że była Siostra choć trochę w kolebce chrześcijaństwa. :) Powodzenia...i niech Mistrz błogosławi w nowym miejscu, w nowej pewnie posłudze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam szczerze, ze niebezpieczenstwo tego miejsca nie mialo zadnego wplywu na decyzje przelozonych...zreszta nie pojmuje, jak mozna myslec, ze to miejsce jest niebezpieczne...Dziekuje!

      Usuń
  6. GLORY! Dzięki i żyj! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem w szoku... dla mnie jestes czescia Jerozolimy, trudno mi sobie wyobrazic, ze jak tam -daj Bog -wroce, Ciebie Siostro juz tam nie zastane... jakos tak smutno... zawsze z modlitwa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje Filipie...mam nadzieje, ze kiedys tam jeszcze wroce.Pozdrawiam Cie noworocznie.

      Usuń