22 listopada 2012

Spokój - nie - pokój

Na ulicach mało pielgrzymów i turystów jak nigdy. Cisza rano. Po południu ulice trochę się ożywiają. Dziś, jak mało kiedy, wracając z mojej kochanej  Biblioteki, biegłam Via Dolorosa. Zawsze omijam te rejony, bo grupy pielgrzymów odprawiających Drogę Krzyżową lub po prostu "zwiedzaczy" uniemożliwiają normalny powrót do domu. Dziś jednak było na tyle spokojnie, że pomimo w pośpiechu zbiegłam prawie tą "świętą" ulicą.
Ja czuję, że nastał spokój. Nie strzelają już. Nie ma alarmów rakietowych. Nie ma straszących nagłówków z podliczaniem tych, którzy zginęli w Gazie. Jak długo? Modlimy się by jak najdłużej.
Wiele osób pisało, nadal pisze, pytając jak się mamy, czy jesteśmy bezpieczne. Jesteśmy, byłyśmy. Trudno określić to bezpieczeństwo. Czułyśmy się o tyle bezpieczniejsze, że mieszkamy w Starej Jerozolimie, w dzielnicy muzułmańskiej, gdzie jednak domy rodzin żydowskich urozmaicają widok domów arabskich powiewającymi flagami z niebieską gwiazdą. Czy to dało poczucie bezpieczeństwa? Tak, raczej tak. Ale niebezpieczeństwo nie jest takie łatwe do przewidzenia. Czułyśmy się i czujemy się złączone w modlitwie z tymi, którzy cierpią, którzy są niedaleko.
Wśród pracowników Kustodii Ziemi św. są ci, którzy mają kogoś w Gazie, są też i tacy, z których rodzin ktoś tam został wezwany jako żołnierz. 
Dwa razy w Jerozolimie odezwały się syreny zwiastujące nadlatującą rakietę. Raz byłam u siebie w pokoju i nie wiedziałam co mam zrobić. Wyjrzałam przez okno, a ludzie nie wykazywali jakiegoś większego przejęcia.
Za drugim razem byłam w Bibliotece  wśród arabskich pracowników z Betlejem. Kiedy odezwała się syrena wpatrywaliśmy się w niebo. Zdumiała mnie ta sytuacja, bo wspomniałam zdjęcia z gazet gdzie widać było Izraelczyków biegnących do schronów podczas poprzedniego alarmu. A tu staliśmy wpatrzeni w niebo. Ale żeby to zrozumieć trzeba chyba tu być i widzieć tych ludzi. Nie da się opisać wszystkiego.
Tak wyglądał "ten" czas. Miniony mam nadzieję. Ale zdążył zaciążyć na przyszłości  w Ziemi św.: ile chociażby odwołanych grup pielgrzymkowych!
Choć nie przeszkadza mi taka spokojniejsza Jerozolima Starego Miasta, to jednak niech wróci "normalność".


Patriarcha Jerozolimy: mimo rozejmu w Strefie Gazy pokój jeszcze daleki

◊   Kościół z radością przyjął rozejm w Strefie Gazy. Choć zawieszenie broni jest dość kruche, a Izrael zapowiedział kontynuowanie ofensywy w odpowiedzi na ewentualne palestyńskie ataki, nuncjusz apostolski w Ziemi Świętej wyraził „wielką satysfakcję” z przerwania działań zbrojnych. Abp Giuseppe Lazzarotto ma także nadzieję, że rozejm zostanie dotrzymany. Nieco bardziej sceptyczny jest łaciński patriarcha Jerozolimy Fouad Twal, którego zdaniem za konfliktem i jego przerwaniem stoi rodzaj gry politycznej bez wyraźnych pokojowych celów.

„Rozejm oznacza w pierwszym rzędzie brak wojny i przemocy – powiedział hierarcha Radiu Watykańskiemu. – Ale absolutnie nie oznacza jakiegoś rozwiązania czy trwałego i sprawiedliwego pokoju dla wszystkich. Tak wielu podpisuje się pod wypracowaniem tego rozejmu, a każdy próbuje coś ugrać dla siebie, tak z jednej, jak i z drugiej strony. Trudno powiedzieć... W każdym razie ten rozejm pozwoli przynajmniej ludziom opatrzyć rannych, których są setki”.

Zdaniem patriarchy Twala powtarzający się od lat cykl prowokacji, prób sił i rozejmów między Izraelem a Palestyną jest klęską dla wszystkich. Za zwycięzcę uważa się ten, kto stracił mniej. Tymczasem pięć dni spędzonych przez ludność w schronach ma też negatywne skutki dla gospodarki. Odwołano m.in. wiele pielgrzymek i wycieczek do Ziemi Świętej. A na tym tracą wszyscy: Palestyńczycy, Izraelczycy i my chrześcijanie – przypomina łaciński patriarcha Jerozolimy.

tc/ rv

2 komentarze:

  1. Podziwiam Siostrę, że wytrzymuje tę niepewność, co będzie jutro, mimo rozejmu, choć pewnie wojna wisi na włosku...

    OdpowiedzUsuń
  2. Moze wlasnie w takiej sytuacji mozna sie przekonac,ze pokoj nie zaczyna sie od wywolania wojny lub nie, ale od szczegolow realizowanych w codziennosci z milosci do Boga, i blizniego...pomimo naszej slabosci. Tu zycie toczy sie caly czas "tak samo" i licza sie te codzienne wybory pokoju w sercu, we wspolnocie...
    naprawde, nie ma co podziwiac.

    OdpowiedzUsuń