15 grudnia 2012

Czuwanie nie tylko adwentowe

Zawsze problemem dla mnie są tytuły do postów...trudno w jednym czy dwóch słowach określić to, co będzie w kilkudziesięciu.
Miałam napisać odliczanie dni, ale zupełnie mi to nie pasuje do tego "ostatniego"tygodnia w Jerozolimie. Słowo, które jakoś ten czas charakteryzuje to właśnie słowo czuwanie, takie adwentowe słowo...
Wszystko nabiera jakiejś większej mocy, głębi i chciałoby się zatrzymać wiele w pamięci, jakby sfotografować sercem. Jasne, że się nie da. Uzmysławiam sobie, że żadne miejsce nie wpisało się w moje życie tak mocno jak Jerozolima. No nie ma się co dziwić. Nie istnieje na świecie żadne takie miejsce, które by to miasto przypominało.
Pozostaje życie na uwielbienie Boga za ten dar, prosząc jednocześnie by te wszystkie łaski tu "zarobione" wydały owoc, by zrealizowały się moim życiu.
Naprawdę nie da się wyrazić tego bogactwa jakie zagościło w moim życiu dzięki temu, że mogłam tu spędzić trzy i pół roku.
Ten ostatni tydzień to pożegnania, pakowanie, przyjmowanie ostatnich wolontariuszy, przekazanie obowiązków siostrze, która mnie zastąpi....I za tydzień o tej porze będę już w Polsce od kilkunastu godzin.
Dziś uda mi się jeszcze nawiedzić Betlejem, i wcale nie po raz ostatni. Jutro może Betfage, potem Syjon...niesamowite. Miało być jeszcze Ain Karem, ale się nie udało. To nic, Słowo Boże w Liturgii  prowadzi blisko Jana.
Ot tak, takie miejsca...a stały się codziennością. Jak Słowo Boże, które też staje się codziennością, jeśli się je przeżywa z wiarą.
Bogu niech będą dzięki!

2 komentarze:

  1. żyć wspomnieniem
    szalejącego jeziora
    gdzie nikogo
    spośród kogokolwiek
    na pomoc
    tylko Twoja
    niespodziewana dłoń
    na ratunek
    zdławionemu we łzach

    tylko
    szalejące jezioro
    uczy zaufania

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest taka ściana

    jak nie wiem gdzie iść
    to idę tam
    pod ścianę płaczu
    wśród wielu różnych ścian
    murów niepokonanych
    niewzruszonych, bezdusznych,
    zimnych jak głaz
    których nie skruszysz
    żadnymi pięściami

    jest taka ściana
    przed którą liczy się płacz

    Ściana mojej nadziei
    ciepła od łez
    i od dotyków
    czułych
    Ściana do której można przytulić twarz
    oprzeć się o nią
    która nie dobija
    swoim milczeniem
    Ona właśnie jest po to
    żebyś miał gdzie przyjść
    Jedyne co pozostało
    po Twojej świątyni

    Tu jeszcze nie zastygły Twoje łzy
    jerozolimskie
    tu uciekałeś
    żeby Cię szukali i znaleźli
    nawet Twoi najbliżsi
    ściana świątyni
    o którą gorliwość największa
    bo chciałeś uchronić
    jej sacrum dla nas

    Z tego co na co patrzymy
    została tylko ona

    Ty dalej przed nią stoisz
    Bliski każdemu kto tu przychodzi
    Bliski jak w kolejce po chrzest
    do Jana Chrzciciela
    byłeś tam, choć nie musiałeś
    Ale nie byłbyś sobą
    byłeś tam i tu jesteś
    Jesteś
    i stojąc płaczesz
    moimi łzami

    OdpowiedzUsuń